Tego dnia obudziłem się z ciężkim bólem głowy około
dziewiątej rano. Słońce było już wysoko, zaglądało do naszej sypialni. Zerwałem
się z łóżka, przestraszony, że spóźnię się do pracy, lecz po chwili
przypomniałem sobie, że dzisiaj jest sobota. Z ulgą opadłem na poduszkę i
dopiero wtedy zorientowałem się, że jestem w łóżku sam.
Nie zdziwiłem się, żona zawsze wstawała wcześniej i zwykle
zdążyła wykonać mnóstwo czynności, zanim udawało mi się podnieść głowę i resztę
ciała i przydreptać do kuchni na śniadanie. Tak było i tym razem. Na stole
stały kanapki z wędliną i pieczonym schabem, jak zwykle pięknie przybrane. Ania
zawsze bardzo dużą uwagę zwracała na sposób podania posiłku. Moja mamcia
twierdziła nawet, że to przez żołądek trafiła do serca jej syna… Miałem już
zabrać się do jedzenia, gdy moje zainteresowanie przyciągnęły szmery dochodzące
z łazienki.
Po otwarciu drzwi ujrzałem żonę pochyloną nad pralką.
Odwróciła się, smutnie spojrzała tymi swoimi dużymi oczami i powiedziała:
– Kochanie, klapa! Pralka się zepsuła. I to właśnie teraz!
Zrobiłam wszystko jak zwykle, nastawiłam temperaturę… – ciągnęła dalej, żaląc
się na swoje nieszczęście. Cały czas tłumaczyła się, jakby miała z czego, ja
tymczasem przyjrzałem się pralce.
Wyglądała jak zwykle, pokrętła były we właściwych pozycjach,
woda odkręcona…
– Tyle rzeczy do prania: dwie sukienki wieczorowe, dwie
zmiany pościeli, koszule… – wyliczała biedna gospodyni. Ja dalej przyglądałem
się pralce. Na wyświetlaczu „Error 5” .
Hm…
– Twoje krawaty, spodnie, no i zaległe ciuchy z kosza, wiesz
które… Co ja zrobię?! Gwarancja się skończyła, nie mamy teraz pieniędzy na
naprawę!… – zakończyła lament bezradnie wzruszając ramionami. Za chwilę się
rozpłacze.
– Kochanie, spokojnie… Przyjrzę się pralce. A ty… idź skarbie
i poszukaj gwarancji, jesteś pewna, że już się skończyła?
– Chyba tak – odparła żałośnie. – Dwa miesiące temu… Ale
pójdę, sprawdzę… – dodała zrezygnowana. Wyszła, zamykając drzwi.
Wiedziałem, co się stało. U Jarka, który ma ten sam model,
komunikat „Error 5”
zdarzył się już kilkakrotnie. Jego żona zapominała odkręcić zaworek dopływu
wody. Moja Ania jednak odkręciła. Ki diabeł?... A może… Zajrzałem do szafki pod
umywalką. Moja wina! Zakręciłem zawór odcinający wodę, bo wczoraj wymieniałem
uszczelkę… Widocznie o tym zapomniałem… Przyznać się? O nie!
Otworzyłem zawór i wyjąłem z szafki jakiś śrubokręt. Słysząc
nadciągającą Anię, zacząłem niby coś tam dłubać przy silniku…
– Niestety, kochanie… – rozpoczęła i urwała. No i? – spytała
z nadzieją.
Udając lekko zasapanego, oświadczyłem pewnym siebie tonem:
– To poważna sprawa. Awaria przekaźnika! Silnik mógł się
spalić! Ale podgiąłem styki… Spróbuj teraz…
Spróbowała. Pralka oczywiście ruszyła od razu. Ania
podskakiwała z radości, ja zostałem kilkudniowym domowym bohaterem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz