piątek, 27 marca 2015

Niewielka wpadka

W tym roku Święta Wielkanocne wypadają nieco wcześniej niż zwykle. Czas przedświąteczny pełen jest zajęć charakterystycznych dla tego okresu. Generalne porządki są jego nieodłącznym atrybutem.
Jak zawsze pracami porządkowymi kierowała moja żona. Gdy przyszło do prania dywanów, rzuciła propozycję.
– Wiesz kochanie, nasz budżet jest ostatnio trochę napięty… Może zamiast wzywać, jak co roku, ekipę do prania dywanów, poradzilibyśmy sobie sami?
Zastanowiłem się chwilę. To „poradzilibyśmy” oznaczało oczywiście, że wszystko miałbym na swojej głowie. Ania uśmiechała się prosząco, ale ton jej prośby wskazywał na to, że nie mam wyboru.
– Oczywiście, kochanie. Ale chyba sama rozumiesz, będę miał z tym tyle roboty, że przez jakiś czas nie będę mógł pomagać ci w innych pracach domowych – próbowałem przynajmniej coś ugrać.
– Dobrze, dobrze… W tej chwili dywany są dla mnie najważniejsze. Zresztą myślę, że z innymi pracami jakoś sobie poradzę… przynajmniej chwilowo – odpowiedziała moja miła. I wyraźnie zadowolona, poszła do salonu prasować niedawno wyprane i podsuszone zasłony i pościel.
Zadzwoniłem do kumpla, Jarka.
– Cześć stary, prałeś kiedyś dywany? – rzuciłem prosto z mostu. Jarek przytaknął i zaprosił mnie do siebie, obiecując udzielić odpowiedniej informacji na ten temat. Ja jednak wiedziałem, jak to się skończy.
– Człowieku, jak miałbym czas, żeby do ciebie wpaść na piwo i obejrzeć dzisiejszy mecz, to nie potrzebowałbym takiego pretekstu. Ja naprawdę szukam kogoś, kto mógłby mi pomóc!
Ale kumpel mruknął coś wymijająco i rozłączył się.
Poszedłem do pobliskiego sklepu z artykułami chemicznymi i pogadałem ze sprzedawcą. Dał mi dwa duże pojemniki z jakimś sprejem i dosyć długo tłumaczył, co mam robić.
Ania zostawiła kartkę że wróci wieczorem, musiała pojechać do mamy, teściowa znowu gorzej się poczuła. Prosiła, żeby dywany wyczyścić dziś jeszcze. Westchnąłem, przebrałem się w „robocze” ciuchy i zabrałem do roboty.
Dywany, piękne i puszyste, mieliśmy dwa – duży w salonie i mniejszy w sypialni. Najwięcej pracy kosztowało mnie odsłonięcie powierzchni dywanów. Po dokonaniu tej czynności, nieco spocony, zabrałem się do czyszczenia.
Zgodnie z instrukcją spryskałem sprejem całą płaszczyznę dywanów, odczekałem kilka minut, i za pomocą odkurzacza zebrałem powstały pył. Powtórzyłem to wszystko jeszcze raz.
Tak, Ania będzie zadowolona. Wyszło nie gorzej chyba, niż w ubiegłym roku, gdy wezwaliśmy specjalną ekipę do prania. Pełen zapału zużyłem resztę środka czyszczącego, odkurzyłem po raz trzeci… Super!
Trochę nerwowo zerknąłem na zegarek – dobra nasza, zdążę na mecz! Poleciałem do Jarka.
Wróciłem dosyć późno. Ania już była w domu i od progu… awantura!
– Wiedziałam, że na ciebie nie można liczyć! Wszystko byle jak odwalić, byle był czas na piwo z tym twoim koleżką! – I tak dale i dalej…

Okazało się, że zapomniałem wyczyścić część dywanu w sypialni – tam, gdzie skrywa się on pod kanapą. No ale kto by tam zaglądał?... To przecież niewielka wpadka…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz