Młodsza córka Jadzi, siostry mojej Kasi, ma w tym roku
Pierwszą Komunię Świętą. Lenka, która jest chrześnicą Kasi, cieszy się jej
ogromnymi względami, chrzestna po prostu ją rozpieszcza. Oczywiście postanowiła
zaangażować się w pomoc przy organizacji przyjęcia z okazji Pierwszej Komunii.
Prezent miała upatrzony już wcześniej. Był to piękny złoty łańcuszek z
medalikiem, który ona sama otrzymała na swoją Komunię. I jeszcze…
– Chcesz jej kupić sukienkę do komunii? – zdziwiłem się. –
Myślałem, że Jadzia sama zechce mieć wpływ na to, jak Lenka będzie wyglądała
podczas uroczystości. No i na tych wszystkich zdjęciach, przecież to pamiątka
na całe życie…
Żona uśmiechnęła się nieco pobłażliwie i powiedziała:
– Już o tym rozmawiałam z Jadzią i Witkiem. Mają do mnie pełne
zaufanie. Nie masz pojęcia, jak bardzo Lenka się cieszy, że sama będzie mogła
wybrać sukienkę! Oczywiście, trochę nią pokieruję…
Naturalnie zrobiła, jak chciała. W środę umówiła się z małą
i poleciały na miasto. Spędziły tam pół dnia, dopiero pod wieczór Kasia wróciła
do domu.
– No i jak poszło? Kupiłyście? – zagadnąłem.
– Wspaniale! Kupiłyśmy wszystko, co trzeba. Sukienkę,
buciki, welonik…
– Welonik? – zdziwiłem się. – Przecież to nie ślub…
– A co ty tam wiesz! – żachnęła się Kasia. – Welon akurat
pasuje do tej sukienki, taki styl… Zresztą, komu ja tłumaczę?! –
demonstracyjnie wzniosła oczy ku sufitowi. – Przecież ty nieraz na spódnicę
mówiłeś „sukienka”…
– To było dawno… A, tego, no wiesz skarbie… nie żebym był
jakiś, ale… ile wydałaś?...
Jednak żona nie kontynuowała tematu, parsknęła ironicznie;
wyraźnie myślała już o czymś innym. Okazało się, że martwi się, co sama włoży
na komunię chrześnicy i przyjęcie.
Miała sporo naprawdę fajnych sukienek (przynajmniej mi się
podobały) ale uznała, że może włożyć tylko kremową. Niestety miała plamy. Dwie
niewielkie, ale widoczne plamy…
– A może tą? – zaproponowałem piękną suknię lila. – Jest
efektowna…
– Nie! Nie pasuje do sukienki Lenki… Widzisz, tobie
wystarczy koszula i krawat, a dla mnie… Niestety, tylko kremowa się nadaje.
Zupełnie nie rozumiałem, dlaczego jej sukienka ma pasować do
tej kupionej dla chrześnicy, ale siedziałem cicho, bo już nieraz mi się
oberwało w podobnych sytuacjach. Po naradzie postanowiliśmy spróbować usunąć
plamy.
Niestety pralnia chemiczna nie dała gwarancji usunięcia
plam. I rzeczywiście… Dwukrotne pranie nie dało większych rezultatów. W pewnym
momencie – bojąc się, że żona zaproponuje kupno nowej kreacji – wpadłem na
genialny pomysł.
– Wiesz, kochanie – zacząłem przymilnie – te plamy są bardzo
nisko, a ty masz bardzo ładne nogi… gdyby tak pójść do krawca i nieco skrócić
sukienkę…
Kasię z początku zatkało, ale potem spytała niepewnie:
– Ale to komunia, nie mogę świecić gołymi kolanami…
Teraz już miałem gotową odpowiedź.
– Przecież Jadźka nosi sukienki nawet krótsze! I na komunii
starszej córki też taką miała. A gdzie jej krzywym nogom do twoich!
Kasieńka nie byłaby kobietą, gdyby nie dała się złapać na
ten podstęp. Poszło jak z płatka. Komunia była bardzo udana, Lenka szczęśliwa,
a Kasia… podziwiana.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz