wtorek, 9 sierpnia 2016
Epidemia i rozgardiasz
Byłem już zupełnie pewien, że tegoroczny urlop spędzę w domu, leżąc w łóżku, łykając lekarstwa i leniwie zmieniając kanały za pomocą pilota od telewizora.
Wszystko zaczęło się od wizyty siostry żony wraz z trojgiem dzieci, które zainfekowała grypa.
W skutek czego choroba dopadła każdego z nas.
Niełatwo było zabrać się za podstawowe czynności, nie mówiąc o gruntownym sprzątaniu mieszkania oraz prania tego stosu odzieży, który planowaliśmy zabrać ze sobą.
Wielkimi krokami zbliżał się nasz wyjazd w góry i przy okazji wesele mojego brata.
Garnitur oczywiście nadawał się do czyszczenia, więc kiedy tylko poczułem się lepiej, zabrałem te wszystkie ubrania i udałem się z nimi do pobliskiej pralni chemicznej Perfect Clean.
Sympatyczne panie opowiedziały mi sporo o swojej niełatwej pracy.
Oprócz mozolnego czyszczenia chemicznego mój garnitur został poddany usłudze o nazwie Perfect suit, polegającej na zastosowaniu wysokogatunkowej apretury, niwelującej wyświecenia, dodającej elastyczności i zapobiegającej wchłanianiu zanieczyszczeń w głąb tkaniny oraz preparatów pozwalających uniknąć wchłanianiu nieprzyjemnych zapachów.
Jak to bywa w górach, można się spodziewać opadów śniegu, więc żona spakowała także między innymi kurtkę, którą z kolei czekała impregnacja.
Jest to naniesienie preparatu z filtrem ochronnym, zabezpieczającym tkaninę przed wilgocią, promieniowaniem słonecznym oraz zanieczyszczeniami atmosferycznymi.
Jakaś bluzka się lekko rozdarła, na szczęście w pralni świadczone są usługi uzupełniające, czyli poprawki krawieckie.
Natomiast skórzane buty wymagały skomplikowanej renowacji, czyli wielu niełatwych zabiegów, takich jak impregnacja, nabłyszczanie, nakładanie pigmentu, korekta koloru i utrwalenie efektu.
Kiedy odebrałem naszą perfekcyjnie czystą garderobę byłem pod ogromnym wrażeniem profesjonalizmu pracowników pralni.
Nabyłem jeszcze różne akcesoria, takie jak pokrowce do odzieży, czy pułapki na mole.
Postanowiłem, że pralnię nie raz jeszcze odwiedzę.
Po kilku dniach ja i moja rodzina już zupełnie zdrowi wyruszyliśmy do Zakopanego, gdzie spędziliśmy niezapomniane dwa tygodnie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz