wtorek, 27 września 2016
Nieprzyjemny incydent
Od tygodnia pracuję w nowo otwartej spółdzielni krawieckiej. Lubię szyć, to jest mój zawód wyuczony. Chciałbym pracować najlepiej jak umiem, ale niestety stres działa na moją niekorzyść. Dzisiaj dał temu upust, miałem strasznego pecha, wylałem kawę na kurtkę zamszową klienta. Wszelkimi sposobami próbowałem wywabić plamę. Na próżno się trudziłem. Zamiast lepiej było coraz gorzej. Szef dał mi warunek, doprowadzę kurtkę do perfekcji, albo wylatuję z pracy. W pierwszym momencie nie potrafiłem myśleć. Z pomocą przyszła koleżanka z pracy. Doradziła mi żebym poszedł z kurtką do pralni chemicznej Perfect Clean, Tam poniekąd robią cuda, czyszczą, poddają renowacji, impregnacji, a nawet wprowadzili dodatkowe usługi krawieckie. Nie miałem wyboru, czym prędzej wziąłem kurtkę i ruszyłem w stronę pralni. Od drzwi przywitała mnie miła obsługa. Zestresowany opowiedziałem w czym problem. Pracownica obejrzała i z uśmiechem podała termin odbioru. Zrobiło mi się nieco lżej na sercu, ale cały czas miałem wątpliwości. Rzuciłem się w wir pracy. Starałem się być uważny, pech mnie trochę opuścił, jednak cały czas myślałem o tamtej kurtce. Wiadomo co szef powiedział. Od niej zależy moja dalsza praca. Dzisiaj idę po odbiór. Wziąłem kwit i poszedłem do Perfect Clean. To, co zobaczyłem przeszło moje oczekiwania, kurteczka zapakowana w specjalny pokrowiec do odzieży bez śladu plamy, pozszywana przy kieszeniach przez perfekcyjne krawcowe czekała na mnie. Dziękowałem paniom najładniej jak umiałem. Radość zagościła w moim sercu. Czym prędzej wróciłem do spółdzielni. Przy drzwiach czekał na mnie mój szef. Obejrzał, uśmiechnął się i kazał przyjść do biura podpisać dalszą umowę. Od tej pory trema odeszła. Jest super. Fajna praca, koledzy i szef.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz