Spacerowałem
po parku z moją siostrzenicą Zosią, która była bardzo małą psotną i dociekliwą
osóbką. Zosia potrafi zadawać dziesiątki
jak nie steki pytań na minutę. Czasem zastanawiam się , na które pytanie mam
jej najpierw odpowiedzieć. Zabrałem specjalnie Zosię do parku, aby mogła się
wyszaleć na pobliskim placu zabaw. W sumie miałem spędzić z nią cały weekend,
bo siostra wyjechała w delegację, mąż
pracuje za granicą, a dziadkowie mieszkają daleko z obu stron. No i kto jak nie
brat poratuje swoją siostrę. Czasem
jakiś weekend można poświecić innej małej księżniczce zamiast baletów z
kolegami. Wyjdzie mi to na zdrowie nie obudzę się na drugi dzień z potwornym bólem
głowy. Przynajmniej mam taką nadzieję , bo z
Zosią różnie bywa hehe. Wiadomo co tej małej w danej chwili przyjdzie do
głowy. Nie usiedzi chwili w jednym miejscu, co tu się dziwić ma to po wujku.
Patrzyłem na małą z ławki jak szalej z innymi dziećmi na placu, a ile było w
niej radości. Po spędzeniu dwóch godzin w parku ruszyliśmy z Zosią na miasto na
obiecane lody. Oczywiście na lodach się nie skończyło, bo po drodze było
kuszenie jeszcze na gofra i pizze. No jak bym mógł odmówić mojej księżniczce?!
Gdy wróciliśmy do domu Zosia rozebrała się ze swoich ubranek i szybciutko
poszła się myć, żeby położyć się czysta do łóżka. Pozbierałem jej ubranka ,
które były bardzo brudne. W sumie jutro i tak miałem zanieść do pralni „Perfect
clean” swoje rzeczy to przy okazji zaniosę też i jej, aby
siostra nie miała jeszcze dodatkowej pracy z naszej kochanej Zosieńki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz