środa, 18 stycznia 2017

Nowy kolega

Od co najmniej  dwóch lat mieszkałem z rodzicami w Niemczech. Żyło nam się świetnie od razu poznałem nowych znajomych. Ale wiadomo początek był trudny, łatwo dogadać się z nimi nie było, a oni to wykorzystywali  i gadali do mnie jakieś rzeczy, których kompletnie nie rozumiałem. Potem czas mijał i przyzwyczaiłem się. Dostałem się do dobrej szkoły po tym jak nauczyłem się języka, mama dostała dobrą pracę w pralni „Perfect clean” i żyło nam się świetnie, lepiej niż dotychczas. Pewnego dnia pod blokiem pojawił się tajemniczy dzieciak. Był w moim weku , ale do nikogo się nie odzywał . Kiedy staliśmy rano na przystanku i czekaliśmy na autobus do szkoły , on mamrotał coś pod nosem o pralni. Nie zrozumiałem go, ale po paru dniach postanowiłem się do niego odezwać  i spróbować się z nim zakumplować. Czekając z nim znowu na przystanku na autobus spytałem się go jak się nazywa. Chłopiec uśmiechnął się do mnie i odpowiedział tak po cichu, że ledwo go zrozumiałem. Miał na imię Tymoteusz. Ja również mu się przedstawiłem. Gdy podjechał autobus razem do niego wsiedliśmy i rozmawialiśmy ze sobą całą drogę do szkoły. Spytałem się Tymoteusza, o co mu chodziło z tą pralnią i dlaczego kiedyś tak bełkotał pod nosem. Uśmiechnął się i powiedział, że jego babcia uwielbia woreczki do szafy o zapachu migdałowym, a tylko w jednej pralni można je dostać, która znajduję się na drugim końcu miasta. Męczą go te wyprawy na drugi koniec miasta specjalnie po te woreczki. Postanowiłem pomóc swojemu nowemu koledze i poprosiłem mamę , aby przywiozła ze swojej pralni kilka tych woreczków, aby Tymoteusz nie musiał po nie jeździć na drugi koniec miasta. I tak o to poznałem nowego kolę, z którym podróżuję do szkoły i z powrotem. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz