czwartek, 27 sierpnia 2015
Zimowe zakupy
W tym roku jest bardzo mroźna zima.
Puszyste płatki śniegu przykryły ulice, na autach widać szron.
Śnieg tak sobie cały czas sypie, mróz nie odpuszcza, aż nie chce się z domu wychodzić.
Najchętniej zaszyłbym się w łóżku z laptopem na kolanach, przykryłbym się ciepłym kocem, wypiłbym gorącą herbatę, ale niestety trzeba ugotować obiad dla dzieci i żony, która jest w pracy.
Chcąc nie chcąc wyszedłem z domu, aby udać się do najbliższego sklepu.
Szedłem szybkim krokiem, rozmyślając co należałoby kupić i już miałem wchodzić do sklepu, gdy nagle poślizgnąłem się i nie wszedłem do niego, lecz wpadłem.
Zleciałem po kilku oblodzonych schodkach w dół.
Natychmiast podbiegła do mnie ekspedientka i kilku ludzi, pytając z troską w głosie, czy nic mi się nie stało.
Trochę zbiłem sobie kolano, bolało niesamowicie, ale podniosłem się z pomocą jakiejś pani, która podała mi rękę.
Wewnątrz sklepu pojawiło się mnóstwo śniegu, lodu i błota.
Sprzedawczyni wzięła miotłę i już miała zamiar sprzątać, więc ja zadeklarowałem, że to zrobię, w końcu przyczyniłem się do tego bałaganu.
Umyłem podłogę i schody i pozamiatałem, a potem robiłem swoje zakupy.
Ekspedientka podziękowała mi za pomoc i dała mi mały rabat.
Wyszedłem ostrożnie z torbą po brzegi wypchaną moimi zakupami.
W domu zastałem również nieporządek.
Dzieci wszędzie rozsypały swoje zabawki.
Zabrałem się więc za zbieranie ich, układaniem na półkach, a potem odkurzaniem, zmywaniem naczyń i gotowaniem obiadu.
Kiedy żona wróciła z pracy, opowiedziałem jej o tej mojej przygodzie i razem się śmialiśmy, że wtargnąłem jak bandyta, zamiast normalnie wejść i cieszyła się, że nic mi się nie stało.
środa, 26 sierpnia 2015
Odwiedziny
Długi majowy weekend wybieramy się całą rodziną do moich rodziców na Mazury. Jestem tak podekscytowany bo rodziców widziałem prawie rok temu. Jesteśmy tylko w kontakcie telefonicznym. Ostatnio zauważyłem iż mama jest trochę inna, bardziej przygnębiona. To skłoniło nas do odwiedzin. Dzieci zadowolone że jadą do dziadków szybciutko pakują się do samochodu. Ostatni przegląd bagaży i ruszamy w dal. Mijają godziny i minuty a my ciągle jedziemy. W pewnym momencie dostrzegłem znajome budynki ,łąki, lasy i najpiękniejsze jezioro jakie widziałem. Dzieci poznały domek babci. Zaparkowałem na posesji . W drzwiach ujrzałem rodziców. Stali z otwartymi rękoma i ze łzami w oczach nas witali . Wziąłem bagaże i poszliśmy z żoną rozpakować się do naszego dawnego pokoju. To co ujrzeliśmy przeszło nasze oczekiwania. Pokój chyba od roku nie był sprzątany . To nie w stylu mamy. Teraz jestem pewien że coś się dzieje. Kasia szybciutko wzięła się za porządki. Pierwsze co zrobiłem to otworzyłem okna, następnie zszedłem na dół po wodę ściereczki płyny. Znalazłem wszystko co potrzebowałem. Wlałem płyn do wiaderka i zacząłem szorować drewniane podłogi. Żona pościerała kurze z mebli zarówno drewnianych jak i tapicerowanych. Pomału wszystko nabiera wyglądu. Robi się coraz przyjemniej .Mam ochotę jeszcze wypastować podłogę, tak jak to było dawniej. Kasia zeszła do rodziców i dzieci a ja z uśmiechem na ustach wziąłem do jednej ręki szmatkę do drugiej pastę i tak miejsce po miejscu pastowałem. Podłoga nabrała blasku. Pokój odzyskał dawną świetność. Zszedłem na dół do całej rodziny. Dzieci biegały po podwórku, goniły kurki, kaczuszki zaglądały do każdej dziury. Tata opowiedział mi o chorobie mamy. Przygnębiła mnie ta wiadomość. Nie wiem na razie jak mam pomóc ale się dowiem. Obiecuję, że tak jak mój pokój tak mama odzyska dawną świetność.
Zmiana
Umówiłem się z moją przyjaciółką Kasią na kawę. Spotkaliśmy
się w przytulnej kawiarence w centrum miasta. Akurat nie było ludzi, więc mogliśmy
swobodnie porozmawiać.
- Wiesz Kasiu, tak sobie myślę, że muszę coś w moim domu
zmienić. Najbardziej znudziła mi się moja kuchnia i salon. Jak to się mówi, „Każdy
but z innej pary”.
Moje poduszki mają już chyba z dziesięć lat i są na rogach poprute.
Firanki też są leciwe i brzydkie. Nie mówiąc o meblach w salonie, które są zdekompletowane.
Fotele i dywan pamiętają chyba króla Ćwieczka!
- Dobrze, możemy coś temu zaradzić, odrzekła Kasia.
- Najpierw pojedziemy do pralni chemicznej Perfect Clean.
Sama z niej korzystam i jestem z niej bardzo zadowolona. Poleciłam ją również moim
koleżankom z pracy i one też są zadowolone z ich usług.
- Ale gdzie ja ją znajdę, spytałem?
- Poszukamy w Internecie. Mam w domu ich oferty Możesz
wieczorem przyjść do mnie, to sobie je poprzeglądamy. Przy okazji zjemy kolację
i wypijemy po lampce wina.
I tak zrobiliśmy. Spotkaliśmy się u Kasi o dziewiętnastej i
przejrzeliśmy katalog. Ponieważ sobie trochę wypiliśmy, zaczęliśmy żartować.
Kasia powiedziała - „Ale fajnie by było pomalować salon w kwiatki, ale było by
bombowo!
Następnego dnia wybraliśmy się do pralni chemicznej wyprać
grube zasłony. Później pojechaliśmy do sklepu meblowego. Kupiłem komplet
wypoczynkowy, dywan i narzuty… Nabyłem również nowe firanki i dwa wazony.
kiedy kupowałem meble, przypomniał mi się żart Kasi i nie mogłem
opanować śmiechu.
Sprzedawczyni spytała, co mnie tak rozbawiło? Opowiedziałem
jej i śmieliśmy się we troje.
Po niewątpliwie udanych zakupach udaliśmy się do mnie, aby posprzątać
moje mieszkanie.
uprzątnięcie mojego domu zajęło nam dwa dni. Myliśmy okna, podłogi
a także zmywaliśmy ściany.
Kuchnia i salon zostały wymalowane i posprzątane. Stare
meble zostały wyrzucone, a na ich miejsce zostały poustawiane nowe.
wtorek, 25 sierpnia 2015
Dni Szczawna
Szczawno-Zdrój to niewielkie uzdrowiskowe miasteczko. Rok rocznie organizowane są dni Szczawna. Uroczystość ta związana jest z różnymi kiermaszami, występami, pokazami itp. Mnóstwo ludzi korzysta z wielu atrakcji. Wszystko byłoby dobrze gdyby nie brak kultury u wielu ludzi. Tacki po jedzeniu, butelki po napojach można znaleźć wszędzie, na trawnikach, promenadzie i w najbardziej widocznych miejscach. My mieszkańcy staramy się aby wokół nas był ład i porządek, ale niestety wszystkich się nie upilnuje. Impreza taka trwa kilka dni. Firma sprzątająca ma co robić. Codziennie skoro świt wychodzą na ulice i zbierają wszystkie nieczystości. Dzisiaj z samego rana musiałem wyjść z domu po żonę która wracała z nocki. Widziałem jak wyglądało Szczawno. Widokiem tym byłem przerażony. Nie sądziłem iż można śliczne miasteczko doprowadzić do takiego stanu. Pojawili się ludzie z miotłami ,wiadrami i taczkami. Sprytnie podzielili się pracą .Panie zamiatały śmieci na kupkę, panowie zbierali do worków. Co mnie zaskoczyło, śmieci były sortowane. Butelki wrzucali do taczki, było ich całkiem dużo, papierami zapełniali olbrzymie worki. Przystanąłem i chwilę z nimi porozmawiałem. Okazuje się iż oni pracują od czwartej rano, aby zdążyć z porządkami. W tym czasie podjechał samochód ciężarowy z dużą paką, wyskoczyli młodzi chłopcy i zajęli się wrzucaniem pełnych worków na przyczepę. Trzeba przyznać ze robota im się w rękach paliła. Samochód był prawie pełny, jeszcze mieli zabrać worki z kilku punktów. Pomału wychodzi słońce, za chwilę wyjdą ludzie z domu i rozpocznie się codzienne życie. Praca ,zakupy, szkoła i dom. Jeszcze dzisiaj trwają dni Szczawna, także jutro będzie to samo, czyli zamiatanie ,pakowanie do worków i wywożenie. Najważniejsze że kiedy się obudzę będzie już posprzątane. Cieszę się że mieszkam w tym zadbanym i czyściutkim miasteczku.
Dom dziecka
Kiedy miałem siedem lat, zdarzył się ten piekielny koszmar w moim życiu.
Rodzice jadąc na zakupy zginęli w wypadku samochodowym.
Niełatwo opisać rozpacz, która mnie wtedy ogarnęła i którą odczuwam do tej pory.
Często sobie zadaję pytanie dlaczego akurat mnie to spotkało.
Moja rodzina nie chciała, lub nie mogła się mną zaopiekować, więc znalazłem się w domu dziecka.
Szybko nauczyłem się, że aby przetrwać należy za wszelką cenę walczyć o swoje.
Lata mijały, a ja stawałem się coraz gorszym chuliganem.
Wszczynałem bójki, nie szanowałem nikogo, a nawet zacząłem brać narkotyki.
Wychowawcy nie dawali sobie ze mną rady, co mnie bardzo cieszyło, gdyż zdobywałem coraz większe uznanie wśród kolegów.
Za te moje wybryki dostawałem rozmaite kary, ale najbardziej nienawidziłem sprzątania.
Unikałem jak tylko mogłem nawet takich podstawowych czynności, jak odkurzanie, zmywanie naczyń, czy ścielenie łóżka.
Buntowałem się twierdząc, że to robota dla dziewczyn, a nie dla takiego prawdziwego mężczyzny jak ja.
Kiedyś zdenerwowałem się na coś i zbiłem lustro w łazience, rzucając w nie butem.
Wychowawczyni kazała mi pozamiatać szkła i umyć całą łazienkę no i oczywiście toaletę.
Zacząłem na nią krzyczeć, a nawet próbowałem ją uderzyć, używając mnóstwo niecenzuralnych słów.
Od tamtej pory, przez cały miesiąc do mnie należało mycie tych wszystkich okropnych toalet.
Wreszcie doszedłem do wniosku, że im bardziej się buntuję i migam od pracy, tym więcej tej roboty dostaję.
Powstrzymywałem się więc, jak tylko mogłem, żeby w końcu dano mi spokój.
Później rozrabianie coraz mniej mnie fascynowało, nie mam pojęcia dlaczego.
Motywowało mnie to, że za dobre sprawowanie dostawałem jakąś nagrodę, lub słyszałem słowa pochwały.
Sprzątanie stawało się coraz łatwiejsze.
Niektórych złych uczynków bardzo żałuję.
Kiedy opuszczałem dom dziecka tęskniłem za niektórymi kolegami.
Teraz wspominając moje dzieciństwo sprzątam własne mieszkanie.
poniedziałek, 24 sierpnia 2015
Odmiana
Mam średnie wykształcenie. Jestem mieszkańcem małego
miasteczka. Jak wiadomo, w małych miastach bardzo trudno jest o pracę. Dużo nachodziłem
się za nią, ale wreszcie ją znalazłem.
Pięć lat temu powstała w naszej miejscowości restauracja.
Mówili o niej mieszkańcy, że jest bajkowa. Może dlatego miała taką opinię, że
było tam bardzo czysto. Stoły przykryte były ładną wzorzystą ceratą. Stały na
nich wazony z kwiatami i świecznikami. Krzesła miękkie i wygodne.
Jest stosunkowo niedroga, posiłki są smaczne, kelnerki i
kucharki sympatyczne.
W restauracji poszukiwano sprzątaczki, więc zatrudniłem się na
to stanowisko.
Przywitała mnie szefowa o monstrualnym wyglądzie i tubalnym
głosie. Jest bardzo wymagająca, pilnuje dyscypliny i nie znosi spóźnień.
Pokazała mi zaplecze i wyznaczyła zakres obowiązków.
Pierwsza i podstawowa zasada, nie wolno przysiadać się do klientów
i prowadzić z nimi rozmów.
Następnym punktem było pozmywać naczynia, oczywiście ręcznie,
bo nie było zmywarki.
Później miałem przejrzeć toalety, uzupełnić papier
toaletowy, ręczniki, umyć toalety i zlewy.
Należało również do moich obowiązków, sprzątanie podłogi w
sali restauracyjnej, żeby na następny dzień wszystko błyszczało.
Na zmianie była jedna sprzątaczka, dlatego po tygodniu pracy
tak byłem zmęczony. Wszystko mnie bolało: ręce, nogi i kręgosłup.
Na początku maja Zajęto się wyposażeniem wnętrza,
dobudowanej ostatnio Sali konferencyjnej, więc doszło mi jeszcze więcej pracy
przy sprzątaniu nowego obiektu.
Po roku mojej pracy zmienił się właściciel. Moja nowa
szefowa zrobiła na mnie pozytywne wrażenie. Przede wszystkim kupiła zmywarkę.
Zatrudniła po dwie sprzątaczki na zmianie, więc było nam lżej.
Podwyższyła również pensje wszystkim pracownikom, więc
byliśmy tym bardziej zmotywowani do solidnej pracy. Po całym dniu pracy nie
czułem już takiego zmęczenia, lecz zadowolenie i chęć do życia.
niedziela, 23 sierpnia 2015
Porządki w piwnicy
Dzisiaj jest wolna sobota- dzień wolny od pracy. Żona od tygodnia marudzi mi abym uporządkował piwnicę. Fakt jest tam niesamowity bałagan. Zabierałem się za nią od miesiąca, ale zawsze znalazłem sobie inne zajęcie. Dzisiaj żona mi nie popuści, także chcąc nie chcąc idę brać się za porządki. W jednej ręce niosę miotłę i szufelkę a w drugiej wiadro z wodą i szczotkę. Porządki zacząłem od wyrzucania niezbędnych rzeczy. Doznałem szoku jak napełniłem śmieciami cały worek .Pomimo, że w piwnicy jeszcze nic nie widać to ja już czuję się zmęczony. Poprosiłem moją żonę o kawę . Usiadłem wygodnie na ławce i delektowałem się aromatem kawy. Czas mijał bardzo szybko .Zdałem sobie sprawę, iż w takim tempie to mnie nocka zastanie. Z miną męczennika zszedłem znowu na dół a tam zastałem moją Kasię która szorowała półki .Pół żartem pół serio pogroziła mi palcem niczym niesfornemu chłopcu i zleciła nowe zadanie. Podest na którym zawsze trzymaliśmy ziemniaki wyciągnąłem na zewnątrz i zaczęło się, najpierw dokładnie pozamiatałem, wymiotłem wszystkie kurze i paprochy , a teraz szorowanie .Szczotka i woda z płynem stała opodal. Solidnie wyszorowałem, następnie spłukałem i odstawiłem do wyschnięcia. Piwnica zaczęła się zmieniać. Coraz bardziej przypomina pomieszczenie do przechowywania ziemniaków, jarzyn i przetworów. Zrobiłem sobie przerwę na papieroska ,a przy okazji przyniosłem wyschnięty podest. Równiutko go rozłożyłem i z dumą spoglądałem co mogę jeszcze zrobić aby żona mi nic nie zarzuciła. Półeczki wyszorowane przez Kasię pokryłem grubą ceratą. Wszystko ładnie dopasowałem. Jestem ze swojej pracy bardzo zadowolony .Ciekawe co powie moja druga połowa. Wyniosłem wiadra ,ścierki i szczoty na górę i poprosiłem żonę o wyrażenie swojej opinii na temat wyglądu piwnicy. .Zauważyłem że jest ze mnie dumna. Pochwała z jej ust jest dla mnie najcenniejszą nagrodą.
czwartek, 20 sierpnia 2015
Pierwsza praca
Mieszkam z rodzicami w pięknym mieście znanym wszystkim Polakom w Krakowie. Pomimo iż Kraków jest dużym miastem z pracą są również problemy. Zdałem maturę z bardzo dobrym wynikiem. Jednak to nie wystarczyło abym dostał się na medycynę. No cóż trudno ,będę próbował na przyszły rok. Postanowiłem ubiegać się o staż w szpitalu. Nie minęło kilka dni dostałem upragniony staż ,ale salowego. Zaczynam jutro .Mam trochę tremę ,ale dam radę. Ja się pracy nie boję, a przy tym jest jeden plus poznam ludzi chorych ich cierpienie. Przyda mi się to jak zacznę studiować medycynę. Dziś zaczynam ,jeszcze chwila i będę pod pokojem oddziałowej. Gdy miałem zamiar zapukać drzwi się otworzyły i z nieco groźną miną wyszła oddziałowa .Przedstawiłem się i wyjaśniłem powód mojego przybycia. Siostra Ania była już poinformowana o przybyciu nowego stażysty. Przydzieliła mi pierwsze zadanie. Mam do posprzątania cały magazyn. Dostałem mój przydział czyli miotła, mop , arsenał płynów i oczywiście ścierki. Zabrałem się solidnie za robotę. Wszystkie półki pomyłem pachnącym płynem. Poukładałem pościel . Starałem się aby wszystko było poukładane równiutko. Nawet sobie nie zdawałem sprawy ile czasu upłynęło na tych błahostkach. Została mi podłoga . Muszę przyznać iż tak brudnej jeszcze nie widziałem. Wziąłem szczotkę i zacząłem szorować W niektórych miejscach musiałem posypywać proszkiem ,gdyż inaczej nie puszczało. Narobiłem się ale efekt jest widoczny. Magazyn zmienił się nie do poznania. Swoje narzędzia pracy pozbierałem i zaniosłem do przydzielonej szafki. Zameldowałem o skończonej pracy siostrę oddziałową. Poszliśmy razem do magazynu. Siostra Ania doznała szoku .Stwierdziła iż nie pamięta kiedy magazyn tak wyglądał. Pochwaliła mnie i zaprosiła do siebie na kawę.
niedziela, 9 sierpnia 2015
Zabawa z dziećmi
Jestem bardzo szczęśliwy.
Mam cudowną, kochaną żonę oraz dwóch wspaniałych synów.
Moja żona, kiedy robi generalne porządki w całym mieszkaniu, zawsze się denerwuje i mawia, żebyśmy jej nie przeszkadzali i zajęli się sobą.
Tak też było w zeszłym tygodniu.
Żona zajęła się sprzątaniem mieszkania, a ja postanowiłem wreszcie zabrać się za umycie samochodu.
Przyznaję, że bardzo mi się nie chciało, ale niestety już nie był zbyt czysty.Zabrałem ze sobą odkurzacz, płyn do mycia szyb oraz gąbkę i zacząłem się krzątać przy aucie.
Dzieci w pobliżu rozsypały swoje zabawki i zaczęły mi przeszkadzać.
Małych łobuzów nie dało się w żaden sposób poskromić, więc wymyśliłem zabawę we wspólne mycie samochodu.
Powiedziałem synom, że który mi pomoże, dostanie dziesięć złotych.
Żona nie pochwalała tej metody wychowawczej, ale moim zdaniem dzieci jak najszybciej powinny poznawać wartość pieniędzy i uczyć się prawidłowego zarządzania nimi.
Młodszy syn od razu chętnie zabrał się do roboty.
Wziął gąbkę, nalał na nią płynu i zaczął wycierać szyby.
Następnie opłukał je czystą wodą, którą przyniósł w małym wiaderku.
Starszy syn natomiast powiedział, że on nam nie pomoże, bo nie ma ochoty i poszedł do domu, aby pograć w swoje ukochane gry na komputerze.
Po niedługim czasie z pomocą młodszego syna doprowadziłem auto do porządku, aż lśniło z czystości.
Mój mały pomocnik dostał swoją obiecaną nagrodę.
Starszy syn siedział smutny, żona jeszcze sprzątała.
Poprosiła mnie o odsunięcie szafy i żebyśmy jeszcze jakiś czas nie przeszkadzali, więc zabrałem moich małych chłopców na lody czekoladowe z bitą śmietaną.
W najbliższym czasie planuję zabrać moją całą rodzinę na jakieś wspólne, niezapomniane wakacje, jeszcze nie wiem gdzie, ale na pewno będzie to wycieczka za granicę.
Przygoda w pracy
Od miesiąca pracuję w supermarkecie.
Trudno mi było znaleźć jakąkolwiek pracę, ale wreszcie po długich staraniach udało mi się ją zdobyć.
Do moich obowiązków należy głównie sprzątanie.
Czasami doradzam w czymś klientom, albo pomagam im zrobić zakupy.
Pewnego dnia, kiedy zbliżał się już koniec mojej pracy i zamierzałem nawet opuścić sklep, bo nie miałem już nic do roboty, pojawił się pewien mężczyzna.
W jego wyglądzie nie było nic szczególnego, zachowanie na początku także nie wzbudziło we mnie żadnych podejrzeń.
Nagle dostrzegłem, że ten człowiek nie idzie do kasy ze swoimi zakupami, tylko po prostu wyszedł, wkładając jeszcze coś pospiesznie do kieszeni.
Zacząłem go wołać, ale bezskutecznie.
Oddalał się coraz szybciej.Wybiegłem więc, aby go zatrzymać.
Po chwili udało mi się go dogonić i wprowadzić z powrotem do sklepu.
Potem zadzwoniłem na policję, postąpiłem zgodnie z procedurą.
Ten dziwny mężczyzna natomiast, korzystając z tego, że nie zwracam na niego uwagi, zaczął zrzucać z półek różne produkty.
Po chwili na podłodze pojawiły się kawałki szkła od rozbitych butelek oraz słoików.
Kiedy policjanci zajęli się złodziejem, ja zabrałem się za sprzątanie.
Trzeba było pozamiatać i umyć podłogę, a nawet poodsuwać niektóre regały.
Doprowadzenie sklepu do porządku zajęło mi kilka dodatkowych godzin.
Szef był ze mnie bardzo zadowolony.
Dostałem nawet premię za to, że postąpiłem jak należy i nie dopuściłem do kradzieży w sklepie.
Od tej pory zacząłem bardziej się starać i dokładniej sprzątać.
Planuję w niedalekiej przyszłości zrobić remont w moim mieszkaniu, a po nim również czeka mnie wiele sprzątania.
Sama myśl o tym ogromnym bałaganie po remoncie bardzo mnie przeraża.
sobota, 8 sierpnia 2015
Wybryk z dzieciństwa
Odkąd sięgam pamięcią nie byłem grzecznym dzieckiem.
Ciągle wpadałem na przeróżne pomysły, aby coś zbroić, dokuczyć komuś itd.
Rodzice często powtarzali, że jestem ruchliwym łobuzem, wszędzie mnie pełno i nie usiedzę minuty na jednym miejscu.
Kiedy sobie przypomnę moją przygodę kulinarną i to sprzątanie po niej, natychmiast wybucham śmiechem.
Miałem wtedy pięć lat, a może byłem troszkę starszy.
Rodzice powiedzieli mnie i mojej siostrze, że jadą na zakupy, potem do cioci i nie będzie ich kilka godzin, ale postarają się wrócić jak najszybciej.
My w tym czasie mamy się grzecznie bawić i nikomu nie otwierać drzwi.
Kiedy rodzice wyszli, ja natychmiast zacząłem się nudzić.
Przyszło mi do głowy, że to my zrobimy im niespodziankę i przygotujemy kolację.
Poszliśmy do kuchni i wyjęliśmy z lodówki wszystko, co nadawało się do jedzenia.
Wyjąłem z szafy garnek, włożyłem do niego kiełbasę, ser, chleb, a nawet czekoladę i już nie pamiętam co jeszcze dodałem.
Połamaliśmy przedtem wszystko na drobne kawałki.
Dolałem wody i włączyłem gaz, po czym postawiłem garnek na kuchence.
Na szczęście rodzice wrócili znacznie wcześniej i zastali ślady po naszym gotowaniu w całej kuchni, a nawet w pokoju.
Otworzyli wszystkie okna, bo nasze danie zaczynało się przypalać.
Potem wszyscy zajęliśmy się doprowadzaniem kuchni do porządku.
Zmywaliśmy naczynia, myliśmy podłogę i stół.
Nawet na ścianach były resztki jedzenia.
Rodzice z naszą drobną pomocą bardzo długo sprzątali, aż wreszcie udało się doprowadzić mieszkanie do czystości.
My natomiast uczyliśmy się sprzątać po własnym bałaganie.
Mama na początku trochę się gniewała i mówiła, że mogliśmy nawet spłonąć.
Później doszła do wniosku, że ta nasza zabawa w gotowanie wyszła nam na dobre, bo chcieliśmy zrobić dobry uczynek i od tej pory chętnie pomagaliśmy w sprzątaniu i stało się ono ogromną przyjemnością dla całej rodziny.
piątek, 7 sierpnia 2015
Dzień wszystkich świętych
Postanowiłem nareszcie zająć się robieniem porządków w moim mieszkaniu.
Często brakowało mi na to czasu, ale w końcu się zmobilizowałem.
Zrobiłem pranie, poodkurzałem, pozmywałem naczynia, umyłem nawet okna i wyprałem dywany.
Później byłem zmęczony, a należało jeszcze wyczyścić kafelki, ale postanowiłem uczynić to przed zbliżającymi się Świętami Bożego Narodzenia.
W poniedziałek natomiast będzie Święto Zmarłych.
Jutro udam się na cmentarz, aby zająć się sprzątaniem przy grobach moich bliskich.
Umyję je, postawię na nich nowe znicze i świeże kwiaty, muszę też wygrabić liście.
Ogólnie nie lubię sprzątać, ale wiem, że muszę to zrobić, aby zapanował porządek.
Nie przepadam też za wizytami na cmentarzu.
Napawają mnie one smutkiem, a nawet lekkim strachem.
Tym bardziej, że pół roku w wypadku samochodowym zginęli moi rodzice.
Nie mogę się pozbierać po tej tragedii i często sobie zadaję pytanie dlaczego akurat ich to spotkało.
Może byłoby inaczej, gdybym to ja jechał tym autem.
Niestety czasu już nie cofnę.
Dopadły mnie wspomnienia i czarne myśli, więc żeby się dalej nie zadręczać zabrałem się za układanie ubrań w szafie.
Jak się okazało tam też zrobił się niezły bałagan, a niektóre części garderoby okazały się być na mnie za ciasne.
Nadszedł poniedziałek i ów Dzień Wszystkich Świętych.
Jak postanowiłem wysprzątałem groby bliskich, aż lśniły czystością.
Udałem się do kościoła, a po mszy spotkałem się z rodziną na cmentarzu.
Akurat zaczął prószyć śnieg.
Zapaliliśmy znicze i pomodliliśmy się wspólnie za wszystkie dusze.
Potem odwiedziłem siostrę, która w trakcie rozmowy pochwaliła moje sprzątanie zarówno w domu, jak także na cmentarzu.
Ucieszyłem się bardzo, bo wcześniej uważała mnie za bałaganiarza.
wtorek, 4 sierpnia 2015
Jesienne porządki
Mieszkam z żoną i dwójką dzieci w jednorodzinnym domku z ogródeczkiem i małym placem zabaw dla dzieci. Żyjemy sobie spokojnie .Każdy ma swoje prawa i obowiązki . Ja i starszy syn Krzysiu dbamy aby nasza posiadłość była czysta i zadbana. Minęły wakacje zbliża się okres jesienny należy się wziąć za generalne porządki na posesji. Trawa wysoka pokryta warstwą liści nie zachęca do przebywania w ogrodzie. Syn jest gotowy do pracy, natomiast ja próbuję ze wszystkich sił się wykręcić. Nie wiem czy mi się uda ,ale na razie gram na zwłokę. W pewnym momencie dostrzegłem moją żonę z młodszym synem w ubraniach roboczych gotowych do pracy. W tej sytuacji nie mogę się wykręcać i prawdę mówiąc nie chcę. Z uśmiechem na twarzy ruszyłem w stronę żony i dzieci. Ja i Krzysiu z grabiami w dłoniach ruszyliśmy w stronę ogrodu. Robota nam się paliła w rękach. Olbrzymia sterta liści leżała przy płocie. Młodszy syn z żoną pakowali je do worków. Ile przy tym było radości i śmiechu. Patrzyłem na moją rodzinę uśmiechnięty i szczęśliwy. Z nimi najgorsza praca staje się przyjemnością. Teraz moja kolej rodzinka odpoczywa na ławce a ja koszę trawę. Posesja nabiera wyglądu .Jest coraz przyjemniej. Żona zamiata chodniki zaprószone trawą podczas koszenia. Chłopcy powystawiali worki z liśćmi i trawą przed domem , które zabierze samochód osiedlowy. Młodszy synek pozbierał swoje zabawki z piaskownicy do kartonu i wspólnie ze swoim starszym bratem zanieśli do garażu. Została jeszcze huśtawka ,ale nią się zajmę bliżej zimy. Nareszcie koniec .Wszyscy zasłużyli na nagrodę. Postanowiłem jutro zaprosić całą rodzinę na deser lub duże lody do najlepszej kawiarenki w naszym mieście.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)