Mam średnie wykształcenie. Jestem mieszkańcem małego
miasteczka. Jak wiadomo, w małych miastach bardzo trudno jest o pracę. Dużo nachodziłem
się za nią, ale wreszcie ją znalazłem.
Pięć lat temu powstała w naszej miejscowości restauracja.
Mówili o niej mieszkańcy, że jest bajkowa. Może dlatego miała taką opinię, że
było tam bardzo czysto. Stoły przykryte były ładną wzorzystą ceratą. Stały na
nich wazony z kwiatami i świecznikami. Krzesła miękkie i wygodne.
Jest stosunkowo niedroga, posiłki są smaczne, kelnerki i
kucharki sympatyczne.
W restauracji poszukiwano sprzątaczki, więc zatrudniłem się na
to stanowisko.
Przywitała mnie szefowa o monstrualnym wyglądzie i tubalnym
głosie. Jest bardzo wymagająca, pilnuje dyscypliny i nie znosi spóźnień.
Pokazała mi zaplecze i wyznaczyła zakres obowiązków.
Pierwsza i podstawowa zasada, nie wolno przysiadać się do klientów
i prowadzić z nimi rozmów.
Następnym punktem było pozmywać naczynia, oczywiście ręcznie,
bo nie było zmywarki.
Później miałem przejrzeć toalety, uzupełnić papier
toaletowy, ręczniki, umyć toalety i zlewy.
Należało również do moich obowiązków, sprzątanie podłogi w
sali restauracyjnej, żeby na następny dzień wszystko błyszczało.
Na zmianie była jedna sprzątaczka, dlatego po tygodniu pracy
tak byłem zmęczony. Wszystko mnie bolało: ręce, nogi i kręgosłup.
Na początku maja Zajęto się wyposażeniem wnętrza,
dobudowanej ostatnio Sali konferencyjnej, więc doszło mi jeszcze więcej pracy
przy sprzątaniu nowego obiektu.
Po roku mojej pracy zmienił się właściciel. Moja nowa
szefowa zrobiła na mnie pozytywne wrażenie. Przede wszystkim kupiła zmywarkę.
Zatrudniła po dwie sprzątaczki na zmianie, więc było nam lżej.
Podwyższyła również pensje wszystkim pracownikom, więc
byliśmy tym bardziej zmotywowani do solidnej pracy. Po całym dniu pracy nie
czułem już takiego zmęczenia, lecz zadowolenie i chęć do życia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz