wtorek, 25 sierpnia 2015

Dom dziecka

Kiedy miałem siedem lat, zdarzył się ten piekielny koszmar w moim życiu. Rodzice jadąc na zakupy zginęli w wypadku samochodowym. Niełatwo opisać rozpacz, która mnie wtedy ogarnęła i którą odczuwam do tej pory. Często sobie zadaję pytanie dlaczego akurat mnie to spotkało. Moja rodzina nie chciała, lub nie mogła się mną zaopiekować, więc znalazłem się w domu dziecka. Szybko nauczyłem się, że aby przetrwać należy za wszelką cenę walczyć o swoje. Lata mijały, a ja stawałem się coraz gorszym chuliganem. Wszczynałem bójki, nie szanowałem nikogo, a nawet zacząłem brać narkotyki. Wychowawcy nie dawali sobie ze mną rady, co mnie bardzo cieszyło, gdyż zdobywałem coraz większe uznanie wśród kolegów. Za te moje wybryki dostawałem rozmaite kary, ale najbardziej nienawidziłem sprzątania. Unikałem jak tylko mogłem nawet takich podstawowych czynności, jak odkurzanie, zmywanie naczyń, czy ścielenie łóżka. Buntowałem się twierdząc, że to robota dla dziewczyn, a nie dla takiego prawdziwego mężczyzny jak ja. Kiedyś zdenerwowałem się na coś i zbiłem lustro w łazience, rzucając w nie butem. Wychowawczyni kazała mi pozamiatać szkła i umyć całą łazienkę no i oczywiście toaletę. Zacząłem na nią krzyczeć, a nawet próbowałem ją uderzyć, używając mnóstwo niecenzuralnych słów. Od tamtej pory, przez cały miesiąc do mnie należało mycie tych wszystkich okropnych toalet. Wreszcie doszedłem do wniosku, że im bardziej się buntuję i migam od pracy, tym więcej tej roboty dostaję. Powstrzymywałem się więc, jak tylko mogłem, żeby w końcu dano mi spokój. Później rozrabianie coraz mniej mnie fascynowało, nie mam pojęcia dlaczego. Motywowało mnie to, że za dobre sprawowanie dostawałem jakąś nagrodę, lub słyszałem słowa pochwały. Sprzątanie stawało się coraz łatwiejsze. Niektórych złych uczynków bardzo żałuję. Kiedy opuszczałem dom dziecka tęskniłem za niektórymi kolegami. Teraz wspominając moje dzieciństwo sprzątam własne mieszkanie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz