sobota, 8 sierpnia 2015
Wybryk z dzieciństwa
Odkąd sięgam pamięcią nie byłem grzecznym dzieckiem.
Ciągle wpadałem na przeróżne pomysły, aby coś zbroić, dokuczyć komuś itd.
Rodzice często powtarzali, że jestem ruchliwym łobuzem, wszędzie mnie pełno i nie usiedzę minuty na jednym miejscu.
Kiedy sobie przypomnę moją przygodę kulinarną i to sprzątanie po niej, natychmiast wybucham śmiechem.
Miałem wtedy pięć lat, a może byłem troszkę starszy.
Rodzice powiedzieli mnie i mojej siostrze, że jadą na zakupy, potem do cioci i nie będzie ich kilka godzin, ale postarają się wrócić jak najszybciej.
My w tym czasie mamy się grzecznie bawić i nikomu nie otwierać drzwi.
Kiedy rodzice wyszli, ja natychmiast zacząłem się nudzić.
Przyszło mi do głowy, że to my zrobimy im niespodziankę i przygotujemy kolację.
Poszliśmy do kuchni i wyjęliśmy z lodówki wszystko, co nadawało się do jedzenia.
Wyjąłem z szafy garnek, włożyłem do niego kiełbasę, ser, chleb, a nawet czekoladę i już nie pamiętam co jeszcze dodałem.
Połamaliśmy przedtem wszystko na drobne kawałki.
Dolałem wody i włączyłem gaz, po czym postawiłem garnek na kuchence.
Na szczęście rodzice wrócili znacznie wcześniej i zastali ślady po naszym gotowaniu w całej kuchni, a nawet w pokoju.
Otworzyli wszystkie okna, bo nasze danie zaczynało się przypalać.
Potem wszyscy zajęliśmy się doprowadzaniem kuchni do porządku.
Zmywaliśmy naczynia, myliśmy podłogę i stół.
Nawet na ścianach były resztki jedzenia.
Rodzice z naszą drobną pomocą bardzo długo sprzątali, aż wreszcie udało się doprowadzić mieszkanie do czystości.
My natomiast uczyliśmy się sprzątać po własnym bałaganie.
Mama na początku trochę się gniewała i mówiła, że mogliśmy nawet spłonąć.
Później doszła do wniosku, że ta nasza zabawa w gotowanie wyszła nam na dobre, bo chcieliśmy zrobić dobry uczynek i od tej pory chętnie pomagaliśmy w sprzątaniu i stało się ono ogromną przyjemnością dla całej rodziny.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz