Gdy mamy chwile wolnego razem z żoną to
zabieramy nasze pociechy do lasu. Oboje pochodzimy z wioski, a moja Zuzia to nawet z rodziny myśliwskiej. Jej
tata i dziadek byli myśliwymi, więc moja żona poznała las od podszewki. Często
opowiada dzieciom jak to ze swoim tatą miała przygody w lesie. Czasami sam się
zastanawiam czy faktycznie wszystkie są prawdziwe? Czy moja żona troszeczkę
koloryzuje , aby dzieciom uatrakcyjnić temat. W sumie to nie ma wielkiego
znaczenia bo dzieci są wsłuchane w każde jej słowo gdy opowiada historie
swojego życia. Ten weekend mieliśmy oboje wolny więc zabraliśmy nasze dzieciaki
do lasu. Spakowaliśmy wszystko co nam było potrzebne m.in. metalowe kubki,
śpiwory itp. Nauczyliśmy dzieci jak sobie
radzić w trudnych sytuacjach na łonie natury, a nawet umieją rozpalić
samodzielnie ogień bez zapałek. Wiedzą jakie są zasady bezpieczeństwa na takich
wyprawach, oraz co wolno, a czego unikać. W szkole jak organizują dzieciom
„zielone wycieczki” to wszyscy liczą na nasze dzieci łącznie z paniami
nauczycielkami bo są bardzo zaradne we wszystkim i umieją sobie radzić. Ten
wypad mogliśmy również zaliczyć do
aktywnych, nikt się nie nudził i nie narzekał na nic. W niedzielę po południu
wróciliśmy do domu. Małgosia moja córka rozpakowała swój plecak, zaniosła
brudne rzeczy do kosza na pranie, a czyste schowała do szafy. Zrobiłem
wieczorny obchód po pokojach naszych dzieci, aby je ucałować na dobranoc, gdy
zobaczyłem otwartą szafę Małgosi. Spytałem ją dlaczego jest otwarta to
odpowiedziała, że czuje zapach lasu z ubrań i chciałaby się jeszcze go
nawdychać. Zaśmiałem się trochę pod nosem i postanowiłem, że jutro wieczorem
wracając z pracy podjadę do pralni „Perfect clean” by kupić jej woreczki
zapachowe do szafy oczywiście o wiadomym zapachu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz