środa, 27 maja 2015

Wakacje

Zdążyłem w ostatniej chwili. Mało brakowało, abym spóźnił się na ostatni dziś pociąg do Warszawy. Mój dwutygodniowy urlop w Ustce właśnie się zakończył, a było na nim bardzo wesoło.
Koledzy oczywiście musieli jak zawsze zażartować z mojego spóźnialstwa. Spóźnialstwo to chyba mój znak rozpoznawczy; nikt tak się wszędzie nie spóźniał, jak ja. Dobrze, że w pracy miałem wyrozumiałego szefa, który przymykał oko na moje pięciominutowe „poślizgi”.
To były niezapomniane wakacje, z tą ekipą nie można się nudzić. Choć nie powiem, wątrobę trzeba mieć zdrową… Codziennie przed południem wychodziliśmy kąpać się nad morze, wieczorami spotykaliśmy w pobliskiej knajpie, a czasami też zdarzała nam się jazda na rowerze i granie w piłkę plażową. Wakacje moich marzeń!
W pociągu zaczęliśmy z chłopakami wspominać śmieszne sytuacje, żartów było co niemiara. Chwilami spotykaliśmy się ze spojrzeniem starszej pani, której nie podobało się takie zachowanie w pociągu. Co jakiś czas dawała nam do zrozumienia, abyśmy przestali się tak głośno śmiać. Chcąc nie chcąc przestaliśmy śmiać się, „aż tak głośno”.
Dziewczyny zamiast wspominać wakacje, jedna przez drugą zastanawiały się, kiedy mają uprać ubranie. Bo przecież, jak to kobiety, nigdy nie mają co na siebie włożyć.
Mnie nie dopadały takie myśli. Miałem niedaleko ulubioną pralnie „Perfect Clean”. Pracowała tam śliczna dziewczyna, miała na imię Jowita. Lubiłem podrzucać tam swoje ubrania. Miałem pretekst, aby się z nią zobaczyć. Zdarzyło mi się też zanieść dywan bo pralnia oferowało też szybkie pranie dywanów. Koszule, spodnie, koc również czasem tam prałem. Pralnia była niedroga i naprawdę świadczyła dobre usługi.
Wysiedliśmy z pociągu na Dworcu Centralnym. Pożegnaliśmy się i każdy udał się w swoją stronę. Nazajutrz poszedłem do „Perfect Clean” i oddałem swoje rzeczy do prania. Nawet umówiłem się z Jowitą, czas najwyższy poznać się trochę bliżej. Czasami warto zaryzykować… Pożyjemy – zobaczymy co z tego wyjdzie

poniedziałek, 25 maja 2015

Odwiedziny kolegi cudzoziemca

Poznałem Nicka przez Internet. Bardzo miło mi się rozmawiało z tym inteligentnym, pełnym poczucia humoru optymistą dosłownie na każdy temat. Dzięki niemu ja podszkoliłem znacznie mój angielski. Wreszcie nadszedł dzień naszego spotkania. Miałem wtedy niemałą tremę, chciałem go ugościć najlepiej jak potrafiłem. Wierzyłem, że pobyt w Polsce będzie wspominał bardzo dobrze. Zabrałem go z lotniska prosto do domu. Postanowiłem, że zanim zwiedzimy stolicę, zjemy ugotowany przeze mnie obiad. Nick chciał mi pomóc i też udał się do kuchni, w rezultacie wpadłem na niego, niosąc dwa talerze pełne gorącej zupy. Trochę jedzenia znalazło się na jego eleganckiej, białej koszuli. Czyszczenie domowymi sposobami nie przyniosło oczekiwanego efektu. Głowiłem się co zrobić, aż nagle przypomniała mi się pralnia Perfect Clean. Kiedyś mama zaniosła tam pożółkłe firanki, a odebrała je wyglądające jak nowe. Udaliśmy się więc do tej pralni. Sympatyczna pani z uśmiechem na twarzy opowiadała nam o czyszczeniu odzieży i renowacji odzieży skórzanej. Nick tak bardzo się z tą panią rozgadał, że spędziliśmy tam dwie godziny. Od koszuli przeszli do wspólnych zainteresowań. Nick obiecał swojej rozmówczyni korepetycje z języka angielskiego. Po kilku dniach Mój kolega ochoczo poszedł ze mną do pralni i już po drodze pytał mnie o tą przemiłą panią. Tym razem ona także nas zaprosiła i oddała koszulę Nicka bez najmniejszego śladu po plamach. Ja byłem najzupełniej pewien, że on się co najmniej zauroczył. Nie myliłem się. Od tego czasu coraz częściej przylatuje do Polski. Ten szczęściarz oprócz czystej koszuli znalazł też swoją drugą połówkę. W przyszłym tygodniu spotykamy się już we troje. Mam nadzieję, że ich związek rozkwitnie, a może nawet staną się szczęśliwą rodziną.

Piknik

W ostatni weekend pojechałem z moją żoną na piknik za miasto. Spakowaliśmy koc i żywność do koszy na rowerach i wyruszyliśmy w plener.
Pogoda była cudowna, ani jednej chmurki na niebie, słoneczko przygrzewało a do tego wiał bardzo przyjemny wiaterek. Sama jazda na rowerach sprawiała nam obojgu przyjemność, gdy dotarliśmy na wybrane miejsce biwakowe, było już południe.
Łączka, którą wcześniej wybraliśmy, była prześliczna. Wokół dużo kwiatów i do tego płynął strumyk.
Moja żona zachwycała się przez jakiś czas widokiem i bez zastanowienia usiadła na trawie, posiedziała kilka minut. Potem wstała – a tu cała pupa ubrudzona czymś zielonym! Zorientowała się od razu, bo zabrudzenia sięgały kieszeni bocznych.
– O Boże! Zobacz, co ja zrobiłam, ubrudziłam moje ulubione spodnie!
W tym momencie cały czar naszej wyprawy prysł, bo jak to bywa, kobietka mojego życia lamentowała do końca trwania pikniku… Po powrocie od razu pobiegła do łazienki wstawić pranie, ale niestety mimo podwyższonej temperatury zielona plama pozostała.
Przypomniało mi się wtedy, że ostatnio czytałem zamieszczoną w gazecie reklamę pralni chemicznej. Poszedłem do piwnicy przejrzeć przeczytane już gazety aby znaleźć odpowiednie pismo. Po piętnastu minutach znalazłem to, czego szukałem i z uśmiechem na twarzy pomaszerowałem wręczyć czasopismo żonie.
Zuzia przeczytała i stwierdziła sceptycznie, że pewnie im też się nie uda.
– Przeczytaj dokładnie co tam piszą że usuwają wszystkiego rodzaju plamy – powiedziałem.
– No dobrze – odrzekła małżonka – to chodźmy do tej cudownej pralni „Perfect Clean”.
Na szczęście pralnia chemiczna mieściła się niedaleko, więc szybko wróciliśmy do domu. Zuzia zastanawiała się jeszcze czy fachowcom uda się doprać jej ulubione spodnie.
Po trzech dniach sama wybrała się je odebrać, już od progu widziałem jej zadowoloną minę. Plama zniknęła, a spodnie wyglądały jak nowe.

Od tamtej pory dosyć często korzystamy z usług tej pralni.

Przygoda

Dzisiaj jestem bardzo podekscytowany. Przychodzi do mnie mój przyjaciel jeszcze z podstawówki. Urządzamy sobie męski wieczór; piwko i oczywiście żużel w tv. Jest to nasz ulubiony sport. Moja żona pojechała na weekend do swoich rodziców .Wiedziała że przychodzi do mnie Janek dlatego naszykowała kanapki i wiele różnych przekąsek. Wszystko zapowiadało się świetnie do czasu gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. Pobiegłem otworzyć i co zobaczyłem ? W drzwiach stał Janek ze swoim trzy letnim synkiem Bartusiem. W pierwszym momencie oniemiałem, ale kumpel mi wyjaśnił iż jego żona musiała iść do pracy na popołudniówkę i nie miał co miał zrobić z dzieckiem. Za chwilę ma zacząć się żużel więc małego posadziliśmy na dywanie ,wkoło pełno zabawek, a my w pobliżu na fotelach z piwkiem oglądamy nasz sport. Sielanka nasza nie trwała długo Bartuś się rozdarł i w żaden sposób nie mogliśmy go uspokoić. Janek podał mu soczek Kubuś marchwiowo truskawkowy, jego ulubiony i wafelka czekoladowego. Nastała cisza .Wpatrzeni w ekran żaden z nas nie zauważył co ten brzdąc robi na ekskluzywnym dywanie mojej żony. W końcu przerwa w żużlu ,za 15 minut druga połowa. Równocześnie podnieśliśmy się z foteli i wzrok nasz padł w kierunku dziecka. Doznałem szoku . Dywan był pozalewany sokiem, wszędzie czerwone plamy, mało tego czekolada z wafelka znajdowała się wszędzie. Wystarczyła chwila naszej nieuwagi a dywan wyglądał koszmarnie. Janek zaczął mnie przepraszać za syna ale do mnie nic nie docierało ,myślałem tylko co teraz zrobić ?Jak doprowadzić dywan do stanu pierwotnego? Nagle doznałem olśnienia -Perfect Clean pralnia która dokonuje cudów. Czekałem z niecierpliwością do poniedziałku . Dywan zawiozłem z samego rana. Pani która przyjmowała dywan powiedziała z uśmiechem ,iż dzieci potrafią zrobić wszystko a dywan będzie wyglądał jak nowy gdyż oni zajmują się praniem dywanów. Tak też było ,odebrałem dywan w idealnym stanie.

czwartek, 21 maja 2015

remont

Kilka dni temu zakończyliśmy generalny remont mieszkania. Moja żona jak zwykle zaczęła wymyślać przeróbki a ja musiałem je wykonać. Ile ja się z tym namęczyłem, ale małżonka jak już sobie coś wymyśli – to koniec, żadne argumenty do niej nie przemówią.
Remont miał polegać tylko na pomalowaniu ścian w jednym pokoju i nic więcej, a tymczasem doszedł pokój naszej córeczki oraz kuchnia i przedpokój. To jeszcze nic, moja żona zażyczyła sobie szafę w sypialni, którą musiałem zamontować.
W przedpokoju chciała zamiast pomalowania ścian, położenia tapet i to jeszcze z takimi wzorami, że godzinę siedziałem nad dopasowaniem trzech kawałków. Kobiety myślą, że wszystko idzie tak szybko i gładko. Nie dość, że się namęczyłem przy tym remoncie, to jeszcze musiałem słuchać jej marudzenia „ile to ona ma sprzątania”… Czy to tylko ja rozrzucam swoje rzeczy po całym mieszkaniu? I kto tu zrozumie kobiety?!
Po zakończeniu remontu moja kochana żonka chciała zabrać się za pranie, a tu pech – pralka się popsuła. Zadzwoniliśmy po serwisanta, a on powiedział nam tylko, że naprawa tej pralki będzie kosztowała tyle, co zakup nowej. I jak tu zaoszczędzić na czymkolwiek?!
Był czwartek, a moja żona na sobotę zaprosiła znajomych na małą imprezkę. Nie miałem czasu jeździć po sklepach w poszukiwaniu pralki, bo jeszcze nie dokończyłem kładzenia tapety w przedpokoju. Powiedziałem żonie, że zaniosę: koszule, koce, firany, zasłony, spodnie i pościel – do pralni „Perfect Clean”, mieszczącej się tuż za rogiem.
Po dostarczeniu tych wszystkich rzeczy do pralni, wziąłem ich ulotkę, aby sprawdzić co mają jeszcze do zaoferowania. Moją uwagę najbardziej przykuła renowacja odzieży skórzanej. Usługi dostępne były w przystępnych cenach. Pomyślałem, że w przyszłym tygodniu zaniosę im do renowacji swoją kurtkę skórzaną, którą tak bardzo lubiłem. W piątek po południu odebraliśmy wszystkie rzeczy z pralni.
W sobotę rano pomogłem żonie ogarnąć jeszcze mieszkanie oraz przygotowałem kilka potraw, aby wszystko było zapięte na ostatni guzik.

Niezwykłe zdarzenie

Zaczął się nowy tydzień . W związku z tym trzeba wskoczyć w garnitur i iść do pracy. Od dzisiaj przez jakiś czas muszę dojeżdżać autobusem. Mam poważną awarię auta. Pocieszam się tym ,iż przystanek autobusowy mam nieopodal domu. Stoję wśród ludzi ,którzy podobnie jak ja spieszą się do pracy. Nagle podjeżdża mój autobus ,spokojnie wchodzę i siadam na pierwsze wolne miejsce. Autobus rusza z przystanku. W pewnym momencie gwałtownie hamuje. Ludzie mało nie pospadali ze swoich miejsc. Kobieta z małą dziewczynką na kolanach przechyliła się na mnie . Nie było by w tym nic dziwnego gdyby dziecko nie piło soczku, a tak to soczek wylądował na moim garniturze. Przerażony spojrzałem na siebie, miałem ochotę zwymyślać kobietę która trzymała dziecko. Wściekły spojrzałem na nią, a ona błagalnie patrząc na mnie zaczęła mnie przepraszać. Wiem że to nie jej wina, ale jak ja pójdę do pracy?. Pani Kasia ,bo tak właśnie ma na imię moja współpasażerka z mała Franią zaproponowała mi pomoc w doprowadzeniu mojego garnituru do porządku. Okazało się że moja nowa znajoma pracuje w pralni Perfect Clean ,a tam potrafią zdziałać cuda w podobnych przypadkach gdyż zajmują się czyszczeniem odzieży. Umówiliśmy się o 12 w południe w pralni . Do pracy dotarłem na czas jednak w opłakanym stanie. Wziąłem wolny dzień i pojechałem do domu przebrać się w czyste i suche rzeczy. W samo południe wybrałem się na umówione spotkanie do pralni. Uśmiechnięta pani Kasia wzięła ode mnie garnitur i obiecała iż tak wyczyszczą garnitur że będzie wyglądał jak nowy. Nie ma złego co by na dobre nie wyszło, poznałem miłą panią, dowiedziałem się o świetnej pralni Perfect Clean z której jako kawaler będę na pewno dość często korzystał. Garnitur rzeczywiście wygląda jak nowy, a ja z uśmiechem wspominam miniony incydent.

wtorek, 19 maja 2015

Uroczystość Antosia

Na dziesiątego maja zostaliśmy zaproszeni na urodziny mojego chrześniaka Antosia.
Były to jego piętnaste urodziny, czyli okrągła rocznica. Impreza miała się odbyć w restauracji, zaproszonych było około trzydzieści osób.
Moja małżonka przeżywała to niesamowicie, cały czas ten temat był na tapecie mojej ślubnej.
Największym problemem Zuzi było to, co ona założy na tę uroczystość, przecież będzie cała rodzina, która z pewnością oceni jej wygląd…
Zdecydowała, że kupi wszystko nowe – przecież musi podobać się wszystkim.
Oczywiście kupiła tak, jak mi mówiła, nową sukienkę, buty, kolczyki a nawet torebkę.
Przyznam się szczerze, że jak przyjechała do domu po zakupach i założyła nowy nabytek na swoje smukłe ciało, wyglądała szałowo.
Przeglądała się w dużym lustrze w naszej sypialni, aż tu nagle jej wzrok padł na ulubiony kwiatek, który zakupiła na ostatnim kiermaszu kwiatowym.
– Oj, mój kochany, jak ty źle wyglądasz, muszę cię podlać… – i nie zważając na swój strój, pomaszerowała do łazienki po wodę z odżywką.
Nagle usłyszałem krzyk:
– O Boże, co ja zrobiłam, to przecież moja nowa suknia! Jak ja teraz będę wyglądała na urodzinach Antosia?!
Moja żona lamentowała, że za trzy dni uroczystość, a jej strój cały zabrudzony ziemią. W tym momencie przypomniałem sobie, że moja koleżanka z pracy też miała taką przygodę, wtedy skorzystała z pralni chemicznej Perfect Clean.
Zabrałem suknię Zuzi oraz koszulę i spodnie, które miały mnóstwo plam po ostatnich chrzcinach mojej siostrzenicy Ani. Wsiadłem do samochodu i szybko pojechałem do pralni, która zrobiła cuda z ubraniami mojej koleżanki, nawet kolor sukni pozostał jak świeżo po zakupie.
Moja kochana żoneczka wyglądała na uroczystości Antosia jak gwiazda filmowa, piękna suknia koloru kości słoniowej i dodatki sprawiły, że była prześliczna, a ja byłem dumny że mam tak ładną żoneczkę!

Złamane serce

Od pewnego czasu, moja dziewczyna Sara zaczęła unikać ze mną kontaktu. Dawniej często się odwiedzaliśmy, mimo dzielącej nas odległości, ja mieszkam w Poznaniu, ona we Wrocławiu. Niemal ciągle rozmawialiśmy przez telefon. Nagle zaczęła mieć dla mnie coraz mniej czasu, rozmawiała ze mną rzadko i niechętnie. Postanowiłem zrobić jej niespodziankę i bez uprzedzenia pojechać na jej dwudzieste piąte urodziny. Kupiłem dla niej złotą biżuterię, wsiadłem do pociągu i pojechałem. Oprócz mnie podróżowało sporo ludzi. Jechałem w nocy, żeby wczesnym rankiem dotrzeć do mojej ukochanej, obudzić ją, wziąć ją w ramiona… Nie mogłem się doczekać tej cudownej chwili. W pewnym momencie dopadła mnie senność, więc poszedłem do warsu i kupiłem sobie kawę. Kiedy wracałem do przedziału z pełnym kubkiem, pociąg gwałtownie zahamował, a większość kawy znalazła się na mojej koszuli. Usiłowałem zetrzeć te plamy, ale to niewiele pomogło. Po chwili usłyszałem, jak dwie panie rozmawiają o wrocławskiej pralni Perfect Clean, wychwalając jej usługi. Postanowiłem tam zanieść moją koszulę, ale najpierw pobiegłem prosto do ukochanej. To co zobaczyłem przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Sara nie tylko nie ucieszyła się z mojej wizyty, ale jakby tego było mało, ujrzałem ją przed domem, namiętnie całującą się z jakimś chłopakiem. Zrozpaczony krzyknąłem: „Żegnaj na zawsze! Koniec z nami!” I wybiegłem stamtąd. Wstyd mi było wracać w poplamionej koszuli, więc zaniosłem ją do polecanej pralni Perfect Clean. Zajęto się nią profesjonalnie, dowiedziałem się, że świadczone są takie usługi jak pranie koszul, pościeli, dywanów, renowacja odzieży skórzanej. Po koszulę wróciłem po kilku dniach. Ale nie była to moja ostatnia wizyta we Wrocławiu, jak przypuszczałem. W pralni pracuje dziewczyna w moim wieku o imieniu Gabrysia. Ona zauważyła w jakim jestem stanie, wysłuchała mnie, pomogła dając wiele rad, jak się nie załamać, zaimponowała mi swym ciepłym sercem, dobrocią, anielskim charakterem. Los się tak potoczył, że jesteśmy świeżo upieczoną parą.

niedziela, 17 maja 2015

Sylwia i Marek

Sylwia i Marek są moimi przyjaciółmi z lat dziecięcych. Znamy się od czterdziestu lat, zawsze trzymaliśmy się razem przez całą podstawówkę i szkołę średnią.
Niestety przyszedł czas na rozstanie nierozłącznej trójcy, każde z nas miało swoje życie i poszło swoją drogą.
Mimo to, że mamy już swoje rodziny, spotykamy się raz na trzy miesiące u kogoś z nas.
I wreszcie nadszedł czas wspólnego spotkania w przyszłą sobotę, tym razem nasza paczka miała się spotkać u Sylwii.
Zastanawiałem się co mam na siebie włożyć, spodnie i koszula, które tak lubię, miałem na poprzednim spotkaniu, nie wypada ubrać się po raz drugi tak samo. Podszedłem do szafy i przeglądałem swoje ciuchy, ale niestety nic ciekawego nie znalazłem. Pomyślałem tylko, że muszę kupić sobie kilka nowych koszul i spodni.
Zatem w piątek wybraliśmy się z moją żoną na zakupy, ona zawsze wie co mi pasuje i z reguły to co wybierze, też mi się podoba.
Spędziliśmy pół dnia na zakupach, muszę się przyznać, że zrobione zakupy były bardzo owocne.
Następnego dnia ubrałem się i pojechałem na spotkanie naszej paczki. Było ono, jak zwykle, bardzo udane, śmiechy i żarty towarzyszyły nam przez cały czas, każde z nas opowiadało co u niego słychać, ogólnie byliśmy zadowoleni z życia.
Gdy miałem już wracać do domu, zdarzył się przykry incydent, wstając od stołu potrąciłem kieliszek z czerwonym winem, cała zawartość wylała mi się na koszulę i to w dodatku białą…
Sylwia próbowała wytrzeć wino szmatką, ale niestety wszystko zostało tylko wtarte w materiał.
Marek wtedy wpadł na genialny pomysł: musimy tę koszulę oddać do pralni chemicznej Perfect Clean.
– A dlaczego ta pralnia? – spytałem.
– Bo moja żona z niej korzysta i uważa, że jest najlepsza jeśli chodzi o wszelkiego rodzaju plamy.

Wybrałem się więc do pralni i muszę przyznać że byłem miło zaskoczony, koszula wyglądała jak nowa, a ja mogę ją znowu włożyć na jakąś prywatkę.

piątek, 15 maja 2015

Przeprowadzka do Warszawy

Właśnie przeprowadziłem się do Warszawy, miasta pełnego przepychu. Nie powiedziałbym aby było to moje marzenie, ale niestety sytuacja życiowa zmusiła mnie do wyjazdu.
Nie mam zobowiązań wobec nikogo, ani rodziny, którą zostawiam. Jak to się mówi, jestem „wolnym ptakiem”. Dostałem dobrą ofertę pracy w moim zawodzie i malutkie mieszkanie na początek. Mam zacząć prace za kilka dni, więc postanowiłem przyjechać wcześniej, aby się przygotować.
Przewiozłem swoim autem najpotrzebniejsze rzeczy, które zapakowałem w kilka kartonów i umieściłem w kufrze samochodu. Resztę rzeczy mogę przywieźć za kilka miesięcy. W sumie nie jestem kobietą, która nie funkcjonuje bez suszarki, kosmetyków, kilkunastu sukienek oraz 50 par butów. Nam facetom nie potrzeba aż tylu rzeczy, aby przetrwać kilka miesięcy.
Zabrałem się za rozpakowywanie, otworzyłem szeroko okna, aby przewietrzyć mieszkanie. Moja mama zawsze, gdy rano wstawała, pierwsze co robiła, to otwierała okno aby wpuścić świeże powietrze do pokoju. Pewne nawyki wynosi się z domu.
Wtedy przypomniałem sobie, że nie dałem mamie do wyprania garnituru. Na weselu kuzyna na spodnie wylałem sok a marynarkę ubrudziła mi ciastem mała Ania. Tak to jest, jak już myślami jest się zupełnie gdzie indziej.
Wziąłem do rąk mój laptop aby poszukać pralni w tej części miasta. Po kilku minutach znalazłem taką, która miała bardzo dobrą opinię, wystawioną na swojej stronie internetowej przez klientów. Internauci pisali, że pralnia zajmuje się praniem koszul, koców, firan i zasłon, spodni, pościeli oraz czyszczeniem odzieży.

Pralnia nazywała się „Perfect Clean”. Postanowiłem skorzystać z jej usług. Obsługa była bardzo miła i uprzejma. Powiedziała, że garnitur będzie gotowy za 2 dni, co mnie bardzo ucieszyło. Do nowej pracy poszedłem w czystym garniturze i bez żadnej wpadki przeszedłem ten pierwszy dzień. Mam wielką nadzieję, że wszystko mi się tu ułoży, w tej Warszawie… No cóż „pożyjemy – zobaczymy”…

środa, 13 maja 2015

Ławeczka

Siedziałem sobie na ławce czytając gazetę, gdy nagle usłyszałem delikatny głos.
– Dzień dobry, czy to miejsce jest wolne? – spytała drobna kobieta w wieku około 40 lat.
– Tak, oczywiście… proszę bardzo, niech pani usiądzie – odpowiedziałem.
Kobieta usiadła i nie odzywała się wcale, tylko patrzyła przed siebie. Tak jakby obecna była tylko ciałem, a myślami zupełnie gdzie indziej.
Posiedzieliśmy tak w ciszy jakiś czas. Ptaki pięknie nam ćwierkały, słoneczko ogrzewało ciepłymi promieniami, cóż więcej chcieć…
Spojrzałem na zegarek; czas było już wracać do domu. Wykąpać się, zjeść kolację, obejrzeć wiadomości, no i oczywiście iść spać, bo codziennie wstaję wczesnym rankiem, aby zdążyć dojechać do pracy.
Mój dzień wyglądał praktycznie zawsze tak samo. Nie miałem żony ani dzieci. Dokonałem tego wyboru sam, świadomie i byłem kawalerem. Owszem, mam dobrze płatną pracę, swoje mieszkanie i nic poza tym… Złożyłem gazetę i wstałem.
– Przepraszam – odezwała się kobieta. – Czy mógłby pan zostawić mi tę gazetę? Chciałam poczytać ogłoszenia o pracy, bo właśnie zostałam zwolniona z powodu likwidacji firmy.
– Tak, proszę – w sumie już ją przeczytałem – odpowiedziałem. – Wie pani, widziałem ciekawe ogłoszenie. Firma „Perfect Clean” to sieć pralni zajmująca się czyszczeniem odzieży z trudnych plam oraz renowacją odzieży skórzanej. Moja koleżanka pracuje tam i nawet sobie chwali, że ma dobre zarobki i praca nie jest aż tak męcząca…
– Mówi pan… chyba zaryzykuję i podjadę tam jutro, może się uda i dostane tę pracę.

Pożegnałem się z kobietą i poszedłem w kierunku swojego domu. Gdy w czwartek wróciłem do parku… zauważyłem, że ktoś już siedzi na „mojej” ławce. To była ta kobieta. Podszedłem pytając czy miejsce jest wolne. „Pani z ławki” uśmiechnęła się, usiadłem. Dziś wam powiem, że ta kobieta ma na imię Zosia i dostała pracę w tej firmie… i od kilku miesięcy jest moją żoną!

poniedziałek, 11 maja 2015

Przystanek

Siedziałem sobie na przystanku autobusowym, kiedy podeszła piękna blond włosa dziewczyna. Nie była za wysoka ani nie miała idealnej sylwetki modelki, ale te jej blond długie włosy i kocie oczy były cudowne! Zastanawiałem się, na który autobus czeka chciałem się nawet podpytać , ale zabrakło mi odwago. Zresztą jak zawsze w takich sytuacjach i może dlatego nadal jestem kawalerem hehe. Siedziałem i z ukrycia zerkałem na nią, aby nie zauważyła , że się jej przyglądam. Ona stała z słuchawkami w uszach i cierpliwie czekała na swój autobus. Natomiast ja w głębi duszy chciałem a nawet pragnąłem, aby wsiadła do mojego. Z zakrętu wyjechał mój autobus „siódemka”, którym codziennie dojeżdżałem do pracy do śródmieścia. Pracowałem jako ochroniarz w firmie korporacyjnej „New Word”, bywały takie dni , że nie znosiłem swojej pracy…no cóż takie mamy realia. Wracając do mojej blond piękności, która wsiadał do tego samego autobusu. Jaki byłem zadowolony, ale co z tego nadal nie miałem odwagi do niej podejść. Musiał zauważyć, że się jej przyglądam bo się lekko do mnie uśmiechnęła. Nagle wstała i ruszyła w moim kierunku…o kurczę pomyślałem a ona usiadła obok mnie. Cześć jestem Ola a Ty?-spytał mnie. Ro..Roman miło mi-jak zwykle musiałem się zająknąć. Zauważyłam, że mi się przyglądałeś już na przystanku-powiedziała. Tak …jesteś taka …śliczna…nawet chciałem Cię zagadnąć, ale zabrakło mi odwagi niestety…Za to mi nie-powiedział z uśmiechem Ola. No to powiedz mi Romuś gdzie pracujesz ? Jestem ochroniarzem w „New Word” a Ty?                   Ja jestem ekspedientką w  „Perfect Clean” . Jest to firma , która zajmuje się czyszczeniem odzieży, praniem dywanów, koszul oraz firan i zasłon jednym słowem dużej pralni. W Krakowie jest ich kilkanaście na prawdę solidna marka, polecam-wypowiedział to jednym tchem hehe. Bardzo miło nam się rozmawiało i nawet wymieniliśmy się numerami telefonów. Ola wysiadła dwa przystanki przed moja pracą. Mam nadzieję , że nasza zanajomość przerodzi się w coś więcej. No cóż poczekamy zobaczymy. Może w pisaniu do niej będę odważniejszy niż w rozmowie. Z niecierpliwością czekam, jutrzejszego dnia aby znowu ja zobaczyć na „naszym przystanku”.

czwartek, 7 maja 2015

Ciekawy poniedziałek

Poniedziałek…znowu-pomyślałem siedząc za biurkiem w swojej pracy nad kolejnym zadaniem od szefa.  Szczerze to moja praca zaczęła mnie już przytłaczać  nic ciekawego w niej się nie działo. Pracowałem z Igorem oraz pięcioma przeczulonymi na swoim punkcie kobietami, które bez przerwy rozmawiały, a to o ciuchach, a to o butach , kosmetykach i niespełnionymi marzeniami o wspaniałym księciu na białym rumaku.  Czy te kobiety nie mają już innych tematów! Jedynie mogłem pogadać z Igorem-młody zwariowany chłopak. Mało jeszcze wiedział o życiu ,ale dało się z nim pogadać o tym czy o tam tym. Dziś przyszedł taki mętny, nijaki co nie było podobne do niego. Zawsze uśmiechnięty, radosny. Zapytałem się go o co chodzi, ale zbył mnie. Nie chcesz pogadać  to nie pomyślałem.  W przerwie na lunch  spytałem się go czy idzie ze mną coś zjeść. O dziwo wstał wziął marynarkę i wyszliśmy. Idąc na lunch Igor powiedział, że jeszcze musi podejść do  Perfect Clean odebrać swoją koszule i spodnie. Więc poszedłem zamówiłem nam to co zwykle po chwili przyszedł Igor już całkiem radosny, uśmiechnięty jakby nie ten człowiek z przed kilku minut! Co jest zdziwiłem się?! No i wyszło szydło z worka. Igor pokłócił się ze swoją dziewczyną. Kurczę jaką dziewczyną nie wspominał, że ją w ogóle ma! Okazało się, że ta dziewczyna to pani , która pracuje w pobliskiej pralni Perfect Clean a ja nawet nie zauważyłem, że Igor coś często zachodził do tej pralni pod pretekstem prania ubrań a ostatnio nawet zaniósł odzież skórzaną swojej mamy do renowacji . Jednak mało wiem jeszcze o Igorze, ale zastanawiam się co teraz pocznie nasza grupowa piękność Luiza, która wodziła oczyma za Igorem. Wiem jedno teraz tematem numer jeden w naszym gronie będzie Igor zwariowany chłopak a nie ubrania, kosmetyki hehe. 

wtorek, 5 maja 2015

Skórzane spodnie

Wczoraj robiłem porządki w piwnicy i odkryłem w niej moje stare skórzane spodnie. Kupiłem je sobie na osiemnaste urodziny. Przypomniał mi się wtedy okres ciężkiej pracy, aby uzbierać pieniądze na upragniony ciuch. Był to czas młodzieńczego szpanu. Wydawało mi się wtedy że jak będę miał takie czadowe spodnie naprawię ten niedoskonały świat. W późniejszych latach specjalnie ich nie nosiłem, czasem tylko od przypadku do przypadku – jak wypadła jakaś impreza – aż wreszcie stały się dla mnie za szczupłe.
Swoją drogą były lekkie i jednocześnie ciepłe. Mimo, że rzadko je miałem na sobie, wiązały się z nimi moje młodzieńcze pragnienia. Postanowiłem więc poszukać pralni, gdzie jest możliwa renowacja odzieży skórzanej. Zadzwoniłem do Zbyszka i ten polecił mi pralnię chemiczną, z której usług korzysta już od lat.
Spakowałem spodnie do plecaka, wsiadłem do samochodu i bez większego trudu znalazłem zareklamowaną przez kolegę pralnie Perfect Clean. Budynek miał przykuwający uwagę szyld reklamowy, wizerunek firmy miło mnie zaskoczył. Myślałem że firma dokonująca renowację odzieży skórzanej będzie wyglądała nieprzystępnie.
Wszedłem do środka, pojawił się pracownik i zapytał.
– Słucham pana, czym mogę służyć? – Wyjąłem spodnie, pokazałem przebarwienia i wszystkie miejsca z plamami. Fachowiec uważnie przyjrzał się spodniom i powiedział, które rzeczy jest w stanie naprawić, a które nie. Zgodziłem się z jego oceną, przyjąłem do wiadomości dosyć przystępną cenę. Porozmawiałem jeszcze przez chwilę, ciekawy byłem, jakimi metodami czyści skórę. Po kilku minutach konwersacji wyszedłem i pojechałem do domu. Po trzech dniach odebrałem drogie mi spodnie. Wyglądały o wiele lepiej, nawet brakujące ćwieki zostały wymienione podobnymi. Przyjrzałem im się z uwagą i pełen nostalgicznych wspomnień młodości, zacząłem spodnie przykładać do swojego ciała, lecz nic z tego, są za szczupłe.

No cóż, dla syna będą w sam raz…