środa, 27 maja 2015

Wakacje

Zdążyłem w ostatniej chwili. Mało brakowało, abym spóźnił się na ostatni dziś pociąg do Warszawy. Mój dwutygodniowy urlop w Ustce właśnie się zakończył, a było na nim bardzo wesoło.
Koledzy oczywiście musieli jak zawsze zażartować z mojego spóźnialstwa. Spóźnialstwo to chyba mój znak rozpoznawczy; nikt tak się wszędzie nie spóźniał, jak ja. Dobrze, że w pracy miałem wyrozumiałego szefa, który przymykał oko na moje pięciominutowe „poślizgi”.
To były niezapomniane wakacje, z tą ekipą nie można się nudzić. Choć nie powiem, wątrobę trzeba mieć zdrową… Codziennie przed południem wychodziliśmy kąpać się nad morze, wieczorami spotykaliśmy w pobliskiej knajpie, a czasami też zdarzała nam się jazda na rowerze i granie w piłkę plażową. Wakacje moich marzeń!
W pociągu zaczęliśmy z chłopakami wspominać śmieszne sytuacje, żartów było co niemiara. Chwilami spotykaliśmy się ze spojrzeniem starszej pani, której nie podobało się takie zachowanie w pociągu. Co jakiś czas dawała nam do zrozumienia, abyśmy przestali się tak głośno śmiać. Chcąc nie chcąc przestaliśmy śmiać się, „aż tak głośno”.
Dziewczyny zamiast wspominać wakacje, jedna przez drugą zastanawiały się, kiedy mają uprać ubranie. Bo przecież, jak to kobiety, nigdy nie mają co na siebie włożyć.
Mnie nie dopadały takie myśli. Miałem niedaleko ulubioną pralnie „Perfect Clean”. Pracowała tam śliczna dziewczyna, miała na imię Jowita. Lubiłem podrzucać tam swoje ubrania. Miałem pretekst, aby się z nią zobaczyć. Zdarzyło mi się też zanieść dywan bo pralnia oferowało też szybkie pranie dywanów. Koszule, spodnie, koc również czasem tam prałem. Pralnia była niedroga i naprawdę świadczyła dobre usługi.
Wysiedliśmy z pociągu na Dworcu Centralnym. Pożegnaliśmy się i każdy udał się w swoją stronę. Nazajutrz poszedłem do „Perfect Clean” i oddałem swoje rzeczy do prania. Nawet umówiłem się z Jowitą, czas najwyższy poznać się trochę bliżej. Czasami warto zaryzykować… Pożyjemy – zobaczymy co z tego wyjdzie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz