poniedziałek, 25 maja 2015

Piknik

W ostatni weekend pojechałem z moją żoną na piknik za miasto. Spakowaliśmy koc i żywność do koszy na rowerach i wyruszyliśmy w plener.
Pogoda była cudowna, ani jednej chmurki na niebie, słoneczko przygrzewało a do tego wiał bardzo przyjemny wiaterek. Sama jazda na rowerach sprawiała nam obojgu przyjemność, gdy dotarliśmy na wybrane miejsce biwakowe, było już południe.
Łączka, którą wcześniej wybraliśmy, była prześliczna. Wokół dużo kwiatów i do tego płynął strumyk.
Moja żona zachwycała się przez jakiś czas widokiem i bez zastanowienia usiadła na trawie, posiedziała kilka minut. Potem wstała – a tu cała pupa ubrudzona czymś zielonym! Zorientowała się od razu, bo zabrudzenia sięgały kieszeni bocznych.
– O Boże! Zobacz, co ja zrobiłam, ubrudziłam moje ulubione spodnie!
W tym momencie cały czar naszej wyprawy prysł, bo jak to bywa, kobietka mojego życia lamentowała do końca trwania pikniku… Po powrocie od razu pobiegła do łazienki wstawić pranie, ale niestety mimo podwyższonej temperatury zielona plama pozostała.
Przypomniało mi się wtedy, że ostatnio czytałem zamieszczoną w gazecie reklamę pralni chemicznej. Poszedłem do piwnicy przejrzeć przeczytane już gazety aby znaleźć odpowiednie pismo. Po piętnastu minutach znalazłem to, czego szukałem i z uśmiechem na twarzy pomaszerowałem wręczyć czasopismo żonie.
Zuzia przeczytała i stwierdziła sceptycznie, że pewnie im też się nie uda.
– Przeczytaj dokładnie co tam piszą że usuwają wszystkiego rodzaju plamy – powiedziałem.
– No dobrze – odrzekła małżonka – to chodźmy do tej cudownej pralni „Perfect Clean”.
Na szczęście pralnia chemiczna mieściła się niedaleko, więc szybko wróciliśmy do domu. Zuzia zastanawiała się jeszcze czy fachowcom uda się doprać jej ulubione spodnie.
Po trzech dniach sama wybrała się je odebrać, już od progu widziałem jej zadowoloną minę. Plama zniknęła, a spodnie wyglądały jak nowe.

Od tamtej pory dosyć często korzystamy z usług tej pralni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz