niedziela, 17 maja 2015

Sylwia i Marek

Sylwia i Marek są moimi przyjaciółmi z lat dziecięcych. Znamy się od czterdziestu lat, zawsze trzymaliśmy się razem przez całą podstawówkę i szkołę średnią.
Niestety przyszedł czas na rozstanie nierozłącznej trójcy, każde z nas miało swoje życie i poszło swoją drogą.
Mimo to, że mamy już swoje rodziny, spotykamy się raz na trzy miesiące u kogoś z nas.
I wreszcie nadszedł czas wspólnego spotkania w przyszłą sobotę, tym razem nasza paczka miała się spotkać u Sylwii.
Zastanawiałem się co mam na siebie włożyć, spodnie i koszula, które tak lubię, miałem na poprzednim spotkaniu, nie wypada ubrać się po raz drugi tak samo. Podszedłem do szafy i przeglądałem swoje ciuchy, ale niestety nic ciekawego nie znalazłem. Pomyślałem tylko, że muszę kupić sobie kilka nowych koszul i spodni.
Zatem w piątek wybraliśmy się z moją żoną na zakupy, ona zawsze wie co mi pasuje i z reguły to co wybierze, też mi się podoba.
Spędziliśmy pół dnia na zakupach, muszę się przyznać, że zrobione zakupy były bardzo owocne.
Następnego dnia ubrałem się i pojechałem na spotkanie naszej paczki. Było ono, jak zwykle, bardzo udane, śmiechy i żarty towarzyszyły nam przez cały czas, każde z nas opowiadało co u niego słychać, ogólnie byliśmy zadowoleni z życia.
Gdy miałem już wracać do domu, zdarzył się przykry incydent, wstając od stołu potrąciłem kieliszek z czerwonym winem, cała zawartość wylała mi się na koszulę i to w dodatku białą…
Sylwia próbowała wytrzeć wino szmatką, ale niestety wszystko zostało tylko wtarte w materiał.
Marek wtedy wpadł na genialny pomysł: musimy tę koszulę oddać do pralni chemicznej Perfect Clean.
– A dlaczego ta pralnia? – spytałem.
– Bo moja żona z niej korzysta i uważa, że jest najlepsza jeśli chodzi o wszelkiego rodzaju plamy.

Wybrałem się więc do pralni i muszę przyznać że byłem miło zaskoczony, koszula wyglądała jak nowa, a ja mogę ją znowu włożyć na jakąś prywatkę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz