Dziś zorganizowaliśmy sobie imprezę. Były to moje urodziny.
Kupiłem ciastka, zrobiłem kanapki. Nabyłem również dobre wino, żeby nam było
weselej. Siedzieliśmy i gadaliśmy o wszystkim i o niczym. Wtem odezwał się
Bronek.
-Słuchajcie, opowiem
wam, jak urządziliśmy naszego belfra. Pan Wacek był niewidomy nie bardzo go
lubiliśmy, bo był surowy.
Było to 1 kwietnia.
Wiadomo, prima-aprilis.
-Wiecie co, -
powiedział Bronek – mam genialny pomysł niech któraś pójdzie do stołówki i
przyniesie masło.
-A po co ci masło?
-Nie gadaj tyle tylko
idź! A po co mi masło? Zobaczysz tylko nie zapomnij o nożu, bo chcę zrobić
wspaniałą dużą kanapkę. Danka pobiegła i przyniosła potrzebne akcesoria, które
kazał przynieść Bronek.
-Teraz odwróćcie się
kto widzi. Zaraz kanapka będzie gotowa. Na pewno Wacek będzie zachwycony.
Zadzwonił dzwonek i
pan Wacek wszedł do klasy.
-Dzień dobry
Zagrzmiał swym tubalnym głosem.
-Dzień dobry panie
profesorze.
Pan Wacek odsunął
krzesło i usiadł na nim, by prowadzić lekcję. Nagle usłyszał pomruk w klasie.
Kilka osób ledwo tłumiło śmiech.
-Uważajcie, przecież
jest lekcja. – Chciał wstać by uciszyć najbardziej krnąbrnych i poczuł że jest
przyklejony do krzesła.
Dotknął więc krzesła
i wrzasną ile miał siły w płucach: proszę w tej chwili się przyznać kto wpadł
na tak głupi pomysł!
W klasie zaległa
cisza. Bronek wstał i powiedział z niewinną miną: - przecież dziś jest
prima-aprilis. To był taki żart panie profesorze.
-Żart też musi mieć
granice. Po pierwsze zmarnowaliście masło, a po drugie, jak ja teraz wyglądam!
W takim układzie zapłacicie mi bo muszę oddać spodnie do prania chemicznego!
-Przepraszamy panie
profesorze – powiedziała Danka. – Moja mama pracuje w pralni Perfect Clean.
Wezmę więc je do domu i załatwię sprawę.
-Tym razem wam
wybaczę, ale żeby to było pierwszy i ostatni raz!
Całe szczęście, że
miał ze sobą na wszelki wypadek drugie
spodnie. Poszedł, przebrał się, oddał spodnie Dance i przystąpił do prowadzenia
lekcji.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz