czwartek, 31 grudnia 2015

Szalony sylwester

Hura! Dziś „sylwester”. Planuję huczną, wesołą zabawę. Na imprezie ma być cała moja klasa. Wszyscy w klasie są bardzo zżyci, rezolutni, inteligentni. Tylko jedna osoba jest zupełnie inna. Niewiele mówi, jest drobna szczupła, wygląda jak mała dziewczynka. A jak się za coś zabierze, to aż przykro patrzeć. Idzie jej to tak wolno jak krew z nosa. Nazywamy ją ofermą, bo nie mamy do niej cierpliwości.
Porozdzielałem zadania między nami. Ania miała zająć się udekorowaniem stołów, a Monika miała Przynieść szklane świeczniki, ponieważ planowałem sylwestra przy świecach. Darek z Mariuszem mieli przynieść sprzęt nagłaśniający i nagrania. Inni zaś zajęli się zorganizowaniem jedzenia, napojów oraz szampana. Ofermie przypadło zorganizować konfetti, serpentyny i inne elementy do udekorowania Sali. Mnie przypadło w udziale skompletować zastawę stołową.
Gdy ustawiliśmy stoły z jedzeniem, stwierdziliśmy, że taką ilością może pożywić się pułk wojska. Były trzy sałatki: jarzynowa, z tuńczyka i grecka, kurczaki pieczone, wędliny, kotlety, pasztety, a do picia była: kawa, herbata, woda mineralna, soki i szampan.
I wreszcie nadszedł czas udekorować naszą salę, ale jeszcze nie dotarła do nas oferma. Miała ona wszystko przynieść. Czekaliśmy tak, chyba z pół godziny, aż postanowiliśmy rozpocząć naszą zabawę, bez udekorowania Sali i bez ofermy.
Pierwszym akcentem zabawy było uczczenie naszego kolegi Sylwka, który właśnie dziś obchodzi imieniny. Gdyśmy sobie dobrze pojedli, zaczęły się tańce, hulanki i swawole. Były różne konkursy. Np. Małgosia tańczyła przez czterdzieści pięć minut bez przerwy polkę, zmieniając trzy razy partnerów, bo oni nie dali rady.
Później okazało się, że oferma spiesząc się na sylwestra nie zauważyła zaspy i wpadła w nią. Rozrzuciła całe konfetti. Nie dała rady pozbierać się na czas i dotarła do nas dopiero pod koniec zabawy.

Impreza sylwestrowa mimo wszystko, bardzo się udała. Śmiechom i żartom nie było końca! Bawiliśmy się do samego rana. Po uprzątnięciu sali i pozmywaniu naczyń, rozjechaliśmy się do domów.

Dom Dziecka

Jesteśmy pracownikami pralni chemicznej „Perfect Clean”. Postanowiliśmy zorganizować wspólnego sylwestra. Biletem wstępu był jakiś mały drobiazg, którym później będzie można obdarować jakieś dziecko. Najlepszy pomysł zostanie nagrodzony.
Wszyscy bardzo się tym pomysłem zafascynowali i zaczęli kombinować. Mój najlepszy kolega przyniósł lalkę Barbie i wóz strażacki. Moja koleżanka przyniosła krasnoludka, który trzymał w rączkach, malutki naparstek. Ktoś inny przyniósł Kubusia Puchatka, który miał w łapkach słoik miodu. Szef firmy przyniósł dużego wielbłąda, a także słonia, który w trąbie trzymał duży plakat z napisem: „Szczęśliwego Nowego Roku”.
I tak każdy przedstawiał swoją propozycję maskotki lub zabawki. Nagrodę otrzymał uczestnik, który przyniósł „pannę młodą”, była ubrana w białą suknię i w długi welon. Nagrodą była wycieczka do Włoch z osobą towarzyszącą.
Później zaczęła się uczta oraz wesoła zabawa. Śmialiśmy się, dowcipkowaliśmy. Było bardzo sympatycznie. O dwudziestej czwartej wypiliśmy po lampce szampana i wznieśliśmy toast za pomyślność naszej firmy i każdego z nas. Bawiliśmy się do szóstej rano. Chętne osoby zostały, aby posprzątać salę oraz pozmywać naczynia.
Następnego dnia delegacja z firmy, pojechała do domu dziecka. Ledwo zdążyła wejść, a już otoczyła ich grupka roześmianych i rozbawionych dzieci. Siostra zgromadziła wszystkich nas w dużej sali. Odbyło się przedstawienie, a następnie szef, przebrany za Świętego Mikołaja, rozdał dzieciom prezenty. Dzieciaki bardzo się ucieszyły. Niektóre śmiały się i klaskały w rączki, inne płakały ze wzruszenia.
Wszystkim uczestnikom sylwestrowej zabawy, podobał się pomysł zbierania zabawek dla Domu Dziecka. Może za rok przyjdzie im do głowy jakiś oryginalny pomysł, który też będzie można wykorzystać w podobny sposób. Myślę, że za rok spotkamy się tu wszyscy i zorganizujemy równie udanego sylwestra.

Szczęśliwego Nowego Roku!!!

środa, 30 grudnia 2015

Tyle dobroci

Od dziesięciu lat mieszkam w starej warszawskiej kamienicy. Dwa tygodnie temu wprowadziła się do nas starsza pani. Była szczupła, przygarbiona. Chodziła o kulach i była bardzo biednie ubrana. Któregoś dnia zebrałem się na odwagę i zapytałem.
- Dzień dobry pani. Jak się pani tu mieszka?
- Dobrze, ale ja tu nikogo nie znam. Nie wiem, gdzie są sklepy. Jestem już bardzo stara. Nie mam siły chodzić i robić zakupów.
- Jeżeli pani sobie życzy, chętnie pani pomogę.
- Bardzo chętnie skorzystam pana pomocy, bo bolą mnie nogi i kręgosłup, a do tego jeszcze mam chore serce.
- Możemy również pomóc pani w domowych porządkach.
- Oj tak! Chętnie skorzystam.
- Dobrze przyjdę któregoś dnia i wszystko posprzątam.
 I tak się stało. Bardzo się ze sobą zaprzyjaźniliśmy i któregoś dnia zaproponowałem pani Eli, aby przyszła do mojej rodziny, na Wigilię i święta.
- Dziękuję, panu z całego serca, bo ja nie mam gdzie spędzić świąt. Mój syn w ogóle się do mnie nie odzywa, a mój wnuczek, pięć lat temu zginął w wypadku samochodowym. Potrącił go pijany kierowca.
- I jak widać na dołączonym obrazku, jestem sama na tym świecie.
Nadszedł dzień Wigilii. Pani Ela, rozpromieniona, radosna, przybyła punktualnie o piątej. Podzieliliśmy się opłatkiem, spożyliśmy kolację wigilijną i obdarowaliśmy się prezentami.
- Ten dzień jest dla mnie najszczęśliwszy w całym życiu - powiedziała wzruszona pani Ela. - Tyle dobroci, jak dziś, dawno nie otrzymałam. Chyba wtedy, gdy byłam małym dzieckiem, od rodziców…

Święta Bożego Narodzenia w tym roku, dzięki naszej sąsiadce, były wyjątkowe. Moja małżonka zaprosiła panią Elę, na sylwestra. z pewnością, będzie również wyjątkowy…

Labradorr

Pewnego dnia postanowiliśmy, że zorganizujemy sylwestra. Ma się on odbyć u Kasi i Darka. Rozdzieliliśmy między sobą, kto ma co przynieść. Kasia powiedziała, że wystawi swoją najlepszą zastawę. Ma serwis do kawy, serwis obiadowy, a dla poprawy nastroju wyjmie świecznik na cztery świece, postawi go na środku stołu, a także kryształowy wazon ze sztucznymi kwiatami. Planowałyśmy sałatkę z ananasów, sałatkę z tuńczyka, dewolaje, kotlety, a także wędliny do chleba i różnego rodzaju słodkości.
Nadszedł dzień sylwestra, nakryłyśmy stół w dużym pokoju. Trzy dziewczyny poszły do kuchni pokroić wędlinę, poukładać ją na półmiskach i przygrzać dewolaje i kotlety. Przyniosłyśmy sałatki, dewolaje i kotlety do pokoju. Każdy nałożył sobie na talerz i zaczęliśmy jeść.
Podczas naszego jedzenia, kochany labradorek Ani, jakoś tak dziwnie był podniecony. To wychodził, to wracał, aż zniknął na dłuższy czas. Ania, zaniepokojona zniknięciem psa udała się do kuchni i zastała swojego pupila leżącego na podłodze. Okazało się, że nie ma wędliny!
- A to łobuz! Zjadł całą wędlinę!... Kupiłam cały kilogram, a tu nie ma ani grama!
Wszyscy zbiegli się do kuchni z zapytaniem, co się stało?
- Bary pochłonął całą wędlinę! Myślę, że następne godziny sylwestrowe będę musiała spędzić u weterynarza…
Rzeczywiście po godzinie Bary zaczął niedomagać. Ania musiała zamówić taksówkę i nawiedzić klinikę weterynaryjną.

My tymczasem, mimo że nie było wędliny, najedliśmy się do syta. Zabawa była wesoła. Mięliśmy również alkohol, ale, o dziwo, nikt się nie upił. Później wszyscy zabraliśmy się do sprzątania i zmywania naczyń po tak wspaniałym sylwestrze. Bawiliśmy się do białego rana i o godzinie ósmej rozjechaliśmy się do domów. Myślę, że na drugi rok, też zorganizujemy sylwestra u Kasi i Darka.

Zakopane

Jestem alkoholikiem i należę do grupy anonimowych alkoholików. Od czasu do czasu prócz mitingów mamy wspólne wyjazdy. Na ostatnim mitingu zaproponowaliśmy dla chętnych wyjazd na sylwestra do Zakopanego.
Wyjechaliśmy dwudziestego dziewiątego grudnia, żeby wszystko zdążyć przygotować. Kupiliśmy jedzenie i napoje. Mieliśmy także balony, serpentyny i inne elementy do udekorowania Sali. Trzydziestego pierwszego grudnia punktualnie o osiemnastej zjawiliśmy się przed salą. Później udaliśmy się do sali na bal. Zabawa trwała na dobre. Zrobiono loterię fantową, w której wszyscy brali udział. Było przy tym dużo śmiechu i radości. Były także tańce, gry towarzyskie, konkursy z nagrodami. Śmiechom i żartom nie było końca. Przed dwudziestą czwartą wjechał na wózku trzy piętrowy tort. O dwudziestej czwartej wznieśliśmy toast szampanem piccolo i złożyliśmy sobie życzenia.
Gosia i Filip, najmłodsi i bliźniaki, wypatrywali najładniej ubranej pary.
 - Słuchajcie!!! Już wybraliśmy najładniejszą parę!
Najładniej ubraną parą, byli Kasia i Darek, w nagrodę dostali po litrowym soku pomidorowym.
Ostatnim punktem programu było wspólne śpiewanie . Pani Jola rozdała śpiewniki, a Karolinka zasiadła do fortepianu, bo jako jedyna z naszej grupy jest po szkole muzycznej.

Następnie czekało nas sprzątanie Sali i usuwanie dekoracji, ale warto było, ponieważ ubawiliśmy się wspaniale. Myślę, że na drugi rok uda się nam, zorganizować wyjazd do Włoch i tam spędzimy noc sylwestrową, a może jednak pojedziemy do Hiszpanii i spędzimy sylwestra na plaży? Na szczęście mamy cały rok do namysłu, więc coś atrakcyjnego uda się nam wymyślić. Na razie życzymy sobie Szczęśliwego Nowego Roku, przebytego oczywiście w trzeźwości. A co będzie dalej to się okaże.

wtorek, 29 grudnia 2015

Święty Mikołaj

- Dzieci kochane, chodźcie szybko na śniadanie, bo dzisiaj będziemy mieli bardzo ważnego i miłego gościa!
- A jak się nazywa?
- Opowiem wam o nim, to może zgadniecie. Przyjeżdża z dalekiej północy na reniferze. Ma duży worek z prezentami i przychodzi do grzecznych dzieci. Kto to jest?
- To jest moja mama! - powiedział Pawełek.
- Nie, to nie jest twoja mama, bo twoja mama mieszka z tobą i z tatą w domku i nie ma renifera.
- A czy ten gość nie może przyjechać na psie? - zapytała Ewa.
- Nie, bo psy nie służą do jeżdżenia, tylko pilnują domu.
- Ja wiem, jak się nazywa ten pan! To jest święty Mikołaj!
- Dobrze, Kasiu, to jest właśnie święty Mikołaj, a jak myślicie czy św. Mikołaj przyniesie wam prezenty?
- Na pewno, bo my jesteśmy grzeczne dzieci i słuchamy naszej pani! - odpowiedziała zawsze rezolutna Ania.
- Teraz zamieniamy się w słuch. Może usłyszymy dzwoneczki? Będzie to znak, że święty Mikołaj nadjeżdża na reniferze…
Ledwo zdążyła wypowiedzieć te słowa, a już rozległ się cichutki dźwięk dzwonków.
- O, jedzie, jedzie!
Drzwi się otworzyły i wszedł święty Mikołaj.
- Powiedzcie, dzieci, kto z was był dzisiaj grzeczny?
- My!!! - odezwał się dziecięcy chór.
- A co powie wasza pani?
- Dzieci dzisiaj były bardzo grzeczne, więc zasłużyły na prezenty.
Mikołaj otworzył swój wór z prezentami i przytulając każde dziecko, dawał mu prezent.
- Święty Mikołaj wie, co dobre!... - pomyślała pani.
- A dla waszej pani mam kryształową paterę na owoce. – Nasza pani się zmieszała, ale bardzo się ucieszyła.
- Ja nie wiem, czy byłam grzeczna, czy zasłużyłam?...
- Nasza pani jest zawsze grzeczna i bardzo kochana - powiedziały chórem dzieci.

Po rozdaniu paczek, wszyscy zabrali się ochoczo do sprzątania porwanych papierów prezentowych.

Boże Narodzenie

Od dwóch lat mieszkam i pracuję w Warszawie. Dwudziestego trzeciego grudnia jechałem pociągiem do domu rodzinnego, na Święta Bożego Narodzenia. Wsiadłem do odpowiedniego przedziału i zająłem miejsce przy oknie. Dzięki temu mogłem Obserwować przez szybę, przesuwające się widoki. Były to wspaniałe krajobrazy: pól, łąk i lasów.
W pewnym momencie wsiadła do mojego przedziału młoda atrakcyjna dziewczyna. Znalazła wolne miejsce i usiadła obok mnie. Wyjęła z torebki książkę i zaczęła ją czytać. Pomyślałem wtedy, że to dobry pomysł na dłużącą się moją podróż.
Wstałem i zdjąłem z półki, która znajdowała się nad moim siedzeniem walizkę. Miałem w niej książkę, którą ostatnio kupiłem. Niestety, nie miałem jeszcze czasu, by ją przeczytać.
W pewnym momencie zachwiałem się i wytrąciłem z rąk mojej sąsiadki książkę, którą akurat czytała. Usłyszałem tylko z jej ust:
- No co pan wyprawia!
Przeprosiłem dziewczynę i podałem jej książkę. Po jakiejś chwili nawiązałem z nią miłą rozmowę. Pod koniec podróży, wymieniliśmy się numerami telefonów.
Gdy już byłem w domu, opowiedziałem mamie, jaka spotkała mnie przygoda. Mój brat śmiał się ze mnie, że w bardzo oryginalny sposób podrywam dziewczyny. Tego dnia jeszcze pomagałem mamie, przy pieczeniu różnego rodzaju wypiekach, na Święta. Później posprzątałem kuchnię i pozmywałem naczynia. Następnie ubrałem z bratem choinkę i mogliśmy już rozpocząć świętowanie.
Po wigilijnej kolacji zadzwoniłem do Ewelinki, bo tak ma na imię dziewczyna, którą poznałem w pociągu, by jej złożyć życzenia. Rozmawialiśmy tak chyba z pół godziny. Ustaliliśmy, że spotkamy się na sylwestra, u niej w domu.

Okazało się, że sytuacja niemiła, która wydarzyła się w pociągu, zapoczątkowała prawdziwą przyjaźń, a może i coś więcej. Myślę, że Nowy rok przyniesie nam obojgu, coś pięknego…

Bal na statku

- Mareczku - powiedziałam do męża - może zapiszemy się na świąteczny rejs do Szwecji? Planowany też jest sylwester na statku…
- A mamy na to pieniądze?
- Tak, bo dostałam w zakładzie pracy nagrodę jubileuszową!
- To świetnie, Eluniu, w takim razie możesz nas zapisać!
Wyjechaliśmy dwudziestego czwartego grudnia. Wigilia była znakomita. Dzieliliśmy się opłatkiem, spożywaliśmy wigilijne potrawy. Po spożyciu wigilijnej kolacji kolędowaliśmy przy świecach w świecznikach. Na każdym stole był wazon, w którym wstawione były choinkowe gałązki.
Jednym słowem atmosfera była bardzo sympatyczna.
Święta też przebiegły nam bardzo miło. Jechał z nami ksiądz, a więc była Pasterka. Czekał nas jeszcze sylwester i nowy rok.
Zebraliśmy się w sali sylwestrowej. Najpierw podano przystawki. Były to: ciasta, śledzie, wędliny, owoce i sałatki. Następnie gorący posiłek - rosół, kurczaki pieczone, ziemniaki i bukiet surówek.
Po posiłku zaczęły się tańce. Tańczyliśmy tak, z małymi przerwami na herbatę i kawę, coś do zjedzenia lub coś mocniejszego, do dwudziestej czwartej. Na odgłos dzwonu, który zabrzmiał punktualnie o dwudziestej czwartej zebraliśmy się na lampkę szampana i życzenia noworoczne. Mimo suto zakrapianej zabawy, wszystko przebiegło kulturalnie, bez niemiłych incydentów. Następnie wszystko zostało posprzątane i pozmywane, przez obsługę statku.

O szóstej rano wszyscy udali się na spoczynek i na statku zaległa cisza. Było słychać od czasu do czasu pochrapywania lub pomruki śpiących. Pobudziliśmy się dopiero na obiad, który przebiegł w pogodnej, sympatycznej atmosferze. Owocami naszej wspólnej wyprawy byli para - Darek i Kasia, którzy wtedy się poznali, a także Monika i Marcin, którzy chcą wziąć w przyszłym roku ślub na statku.

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Sylwester u Darka

Dwa tygodnie przed Nowym Rokiem mój kolega z pracy oznajmił, że zorganizuje zabawę sylwestrową. Darek może zrobić taką imprezę, ponieważ ma duży dom. Ponad to jego rodzice, też wybierają się na sylwestra do znajomych. Więc dobrze się złożyło, ponieważ dom w tym czasie będzie wolny.
Pojechałem do Darka trzydziestego pierwszego grudnia rano, aby mu pomóc wszystko przygotować. Zakupiliśmy jedzenie i napoje. Mieliśmy także konfetti, balony, serpentyny i inne elementy do udekorowania sali. Ponad to każdy z zaproszonych gości miał się przebrać. Można było się uśmiać do rozpuku, gdy się patrzyło na tych przebierańców. Była: Myszka Miki, Kaczor Donald, Różowa Pantera, Bolek i Lolek, Koziołek Matołek, Lalka Barbie, Miś Uszatek, Krecik oraz wiele innych postaci z bajek.
Przed dwudziestą czwartą wszyscy się przebrali i każdy miał już swoją sylwestrową kreacje i garnitur. O północy wznieśliśmy toasty i złożyliśmy sobie nawzajem życzenia. Zabawa trwała do rana. Były tańce, gry towarzyskie, konkursy z nagrodami. Ponad to całą zabawę dopełniało pyszne jedzenie i napoje. Śmiechom i żartom nie było końca. Ubawiliśmy się wspaniale.
Następnego dnia musieliśmy powrócić do normalności. Posprzątaliśmy sale na której trwała zabawa, usunęliśmy serpentyny oraz balony i gałązki świerkowe, a także różne papierki po cukierkach. Pozmywaliśmy naczynia oraz powynosiliśmy stoły do pokoi, które nam były potrzebne pod czas zabawy. Darkowi pozostało tylko oddać wszystkie obrusy i ściereczki do pralni chemicznej „Perfect Clean”. Jednym słowem posprzątaliśmy wszystko i pozostawiliśmy porządek taki, jaki był przed sylwestrem.

Z tego rocznego sylwestra Wyniknęła jeszcze jedna korzyść, ponieważ ja byłem z moją kuzynką ze strony mamy. Wpadła ona w oko Darkowi i teraz są parą, a co będzie między nimi dalej, kto wie? A Może tym razem będę się bawić na Darka weselu!

Zaspa

Wszyscy wierzymy w Mikołaja. Postanowiliśmy więc, aby przyszedł do naszego zakładu pracy. Zebraliśmy się w sali konferencyjnej. Na początku całej imprezy Mikołajkowej podano kawę w filiżankach oraz ciastka i owoce. Po posiłku szef powiedział:
- A teraz słuchajcie wszyscy, czy nie brzmią z daleka dzwoneczki. Będzie to znaczyło, że nadchodzi Święty Mikołaj i jego aniołki!
Jednak dzwoneczków nie było słychać. Zastanawialiśmy się, co się stało? Czy Mikołaj utknął w jakiejś zaspie, a może renifer złamał nogę?
Po godzinie przyszła sekretarka szefa i nie mogła wydobyć z siebie głosu.
- Co się pani stało?! - spytał przerażony szef.
Pani Ewa wybuchła śmiechem i powiedziała:
- Chodźcie, to zobaczycie. - Wyszliśmy na zewnątrz i oto co zobaczyliśmy. Na śniegu leży coś co przypomina Mikołaja, a wokół niego paczki.
Po chwili, opanowawszy atak śmiechu, powiedział, że nie zauważył zaspy. Szedł szybko, żeby zdążyć na czas i upadł w nią. Strój mikołajowy został w śniegu. Worek z prezentami się otworzył. On nie dał rady się pozbierać, więc dlatego nie dotarł.
Otrzepał się, założył mikołajową czapkę i brodę, którą wydobył ze śniegu. Pomogliśmy mu posprzątać porozrzucane prezenty do worka. Całe szczęście, że każdy z nich był dobrze opakowany i dlatego nic im się nie stało.

Udaliśmy się do sali konferencyjnej i nastąpiło rozdanie prezentów przy ogólnej zabawie i salwach śmiechu. Tych mikołajek nie zapomnimy. Już dawno tak się nie uśmialiśmy! Następnego dnia zadzwoniliśmy do Mikołaja z zapytaniem, czy się nie pochorował. Wszystko było w porządku. Powiedział nam, że lubi się tarzać w śniegu. Bardzo chętnie poleca swoje usługi za rok. Nawet gdyby jeszcze raz miał się znaleźć pod warstwą śniegowego puchu.

Mikołajkowy wieczór

Jestem uczniem trzeciej klasy technikum budowlanego. Szykuję się do egzaminu. Mimo nawału pracy staram się pomagać innym kolegom. Nasz wychowawca wszczepia w całą naszą grupę, chęć bezinteresownego pomagania innym, abyśmy zawsze byli otwarci na niedolę ludzką.
Zaproponował nam, abyśmy przygotowali prezenty mikołajkowe dla dziewcząt z zakładu wychowawczego. Siostra naszego pana jest dyrektorką takiej placówki, więc pomoże wszystko zorganizować.
- Ale co im kupimy? - zastanawialiśmy się głośno.
- Może kupmy im po małym wazoniku z sztucznymi kwiatkami. Dziewczyny w czasie świąt będą mogły sobie go postawić na wigilijnym stole, pośpiewać kolędy lub pomyśleć o swoich bliskich. A może zrobilibyśmy chociaż jedną potrawę wigilijną i im zanieśli?
- To genialny pomysł! - powiedzieliśmy chórem. - Ale co zrobimy?
- Może pierogi z kapustą i grzybami, możemy się umówić u mnie. Niech chętni przyjdą do mnie i zrobimy je.
Zgłosił się Paweł, Karol i Grzesiek. Zrobiliśmy wspaniałe pierogi. Prezenty były kupione i popakowane. Nadszedł dzień spotkania. Wychowanki powitały nas bardzo serdecznie. Niektóre miały oczy pełne łez ze wzruszenia.
- Teraz podzielmy się opłatkiem i złóżmy sobie nawzajem życzenia świąteczne - zaproponowała dyrektor ośrodka.
Nawet nie zdawałem sobie sprawy, jakie te dziewczyny są wrażliwe. W którymś momencie się pogubiły i nie miały pomocnej dłoni. Po złożeniu sobie życzeń każda z dziewcząt otrzymała, tak jak planowaliśmy, wazonik z kwiatkami. Były wszystkie bardzo uradowane.
Po wigilijnej kolacji, na którą złożyły się pierogi, barszcz z uszkami, makowiec, sernik oraz różnego rodzaju ryby i kompot z suszu…
jedna z dziewcząt zasiadła do pianina i zaczęło się wspólne śpiewanie kolęd. Nawiązały się wtedy również przyjaźnie, które trwają do dziś.

Po całej tej uroczystości, wszystko pozmywaliśmy i posprzątaliśmy. Muszę się przyznać, że na długo pozostanie mi w pamięci, ten Mikołajkowy wieczór.

czwartek, 17 grudnia 2015

Wyjątkowy pech

Nareszcie już po świątecznym rozgardiaszu. Można w końcu odetchnąć z ulgą i zabrać się za gruntowne, domowe porządki. Zacząłem od zmywania piętrzącego się w zlewie stosu brudnych naczyń. Potem zabrałem się za ścieranie kurzu, mycie podłogi, układanie na półkach przeróżnych drobiazgów. W czasie wykonywania tych drobnych porządków włączyłem pralkę. Upchnąłem do niej ten ogromny stos prania, który nazbierał się od zeszłego tygodnia. Nagle usłyszałem przeraźliwe stukanie i pralka wyłączyła się, odmawiając posłuszeństwa. Zrozumiałem wtedy, że nadszedł czas na kupienie nowej pralki i to jak najszybciej. Zastanawiałem się jak wyprać te wszystkie ubrania, gdy zadzwonił telefon. Siostra z Wrocławia postanowiła mnie odwiedzić i właśnie wyjeżdża, czyli przybędzie tu za siedem godzin. Załamałem ręce stojąc bezradnie nad tą pralką. Postanowiłem na razie odkurzyć, a potem udać się na zakupy. Odkurzacz także się zbuntował wyłączając się po sekundzie od każdego włączenia, po czym już w ogóle się nie włączył. Pomyślałem, że sam nie uporam się z tymi porządkami, więc poszukałem w Internecie ogłoszeń na temat sprzątania. Pani, do której zadzwoniłem przyszła mi z pomocą po niedługim czasie. Poleciła mi także pralnię Perfect Clean, do której zaniosłem wszystkie ubrania. Pozytywnie zaskoczyła mnie miła, fachowa obsługa i profesjonalizm, z jakim pracownicy pralni uporali się z moimi ubraniami. Ujrzałem też wiele czystych koców, firan, garniturów. Postanowiłem, że na pewno odwiedzę tę pralnię, gdy czegoś nie będę w stanie wyczyścić domowymi sposobami. Po moim powrocie stwierdziłem z zadowoleniem, że całe mieszkanie lśni czystością. Pozostało mi już tylko poszukiwanie odpowiedniej pralki i odkurzacza, zakup tych nowych sprzętów oraz oczekiwanie na przyjazd siostry.

Przygoda

Piękny wiosenny poranek. Słońce zagląda do okien. Obudziłem się wypoczęty z uśmiechem na ustach. Za chwilę mam autobus do pracy, więc muszę się trochę pospieszyć. W pogodnym nastroju zacząłem swoją pracę. Pracuję w ekskluzywnym sklepie z garniturami i dodatkami męskimi. Ruch jest dość duży. Niedługo zbliża się matura. Klienci zainteresowani pytają, mierzą a ja chętnie udzielam im rad. Czas mija bardzo szybko. W pewnym momencie do sklepu wchodzi małżeństwo z dwójką dzieci, dorosły syn i mała dziewczynka. Trudno opisać jak to się stało, ale co najmniej pięć garniturów wiszących na wieszakach były brudne. Wyglądały jak by ktoś pomalował je mazakami. Strach mnie ogarnął, nie wiedziałem co mam robić, aż tu nagle patrzę a z za wystawy sklepowej wychodzi mała dziewczynka, córka ludzi którzy oglądali garnitur dla syna cała pomalowana mazakami. Szyba wystawowa przypominała jedną wielką kolorową plamę. Przerażeni rodzice dziewczynki obiecali pokryć wszelkie szkody. Zamknąłem sklep i wzięliśmy się za robotę. Rodzice wzięli się za mycie szyby. Przyniosłem wszystkie środki czystości, szmatki, wodę i wiaderko. Przyznaję iż szło im bardzo szybko. W ciągu dwóch godzin sklep błyszczał. Pozamiatane i pomyte podłogi lśniły niczym lustro. Zapach od płynów roznosił się wokoło. Wszystko było by dobrze gdyby nie te pomazane garnitury. Żal mi było tych ludzi. Patrzyli na mnie bezradnie kiwając głowami. Postanowiłem im pomóc. Zadzwoniłem do mojej znajomej, która pracuje w pralni Perfect Clean i opowiedziałem o całym zajściu. Problem został rozwiązany. Przybrudzone garnitury pojechały do pralni. Znajoma obejrzała malowidła i stwierdziła iż to tylko pisak spożywczy i nie będzie problemu z wyczyszczeniem. Pralnia Perfect Clean pokazała co potrafi. Garnitury jak nowe wróciły na wieszaki. Rodzice małej malarki obiecali że ich niesforną córeczkę nie spuszczą z oka. Tak skończyła się moja przygoda.

środa, 16 grudnia 2015

Wesele

W zeszłym roku odbyło się huczne wesele mojego najlepszego przyjaciela. Ja byłem wtedy świadkiem pary młodej, czyli jednym z gości honorowych. Już kilka dni przed imprezą pomagałem Krzyśkowi doprowadzić mieszkanie do idealnego ładu. Jakby tego było mało jeszcze wcześniej musieliśmy się uporać z drobnymi pracami remontowymi i oczywiście ze sprzątaniem po nich. Mam już dość taszczenia kartonów z przeróżnymi drobiazgami oraz wnoszenia nowych mebli aż na czwarte piętro. Wreszcie nadszedł ten długo wyczekiwany przez wszystkich czas zabawy. Msza w kościele dobiegła końca, młodzi włożyli sobie wzajemnie obrączki, wyznali sobie miłość sakramentalnym słowem tak. Następnie wszyscy złożyli im życzenia, wręczając kwiaty oraz prezenty. Nadeszła pora obiadu. Ja szedłem do Krzyśka, by mu coś powiedzieć i w tym momencie wpadliśmy na siebie z kelnerką, niosącą wazę ze wrzącym rosołem. Oparzyłem się nieco, ale najgorsze jest to, że mój garnitur pokryły liczne tłuste plamy. Chcąc nie chcąc byłem zmuszony udać się do domu, aby zmienić garderobę. Chociaż bardzo się starałem tych plam nie dało się usunąć żadnymi sposobami. Wróciłem więc przebrany w nowy garnitur i bawiłem się świetnie do białego rana. Szkoda mi było zostawić w takim stanie nowy garnitur, kupiony specjalnie na tę wyjątkową okazję. W poniedziałkowy ranek udałem się z nim do pralni chemicznej Perfect Clean. Słyszałem, że zajmują się tam między innymi czyszczeniem garniturów, więc miałem nadzieję, że pracownicy tej pralni uporają się także z moim. W pralni panowała miła atmosfera. Pani, która tam pracuje opowiedziała mi sporo o szerokim zakresie usług świadczonych przez pralnię Perfect Clean. Po kilku dniach ku mojej wielkiej radości odebrałem garnitur idealnie czysty. Plamy po rosole są już tylko moim wspomnieniem. Teraz ja i Krzyś znowu sprzątamy, przygotowując pokój dla jego synka, który wkrótce przyjdzie na świat.

wtorek, 15 grudnia 2015

Sylwester z Kasią

Kasię poznałem przez Internet rok temu. Pisząc z nią wyrobiłem sobie opinię, że jest porządną kobietą. Była sympatyczna, zawsze uprzejma, do rany przyłóż. Gdy mnie odwiedzała, zawsze mi pomagała (sprzątała i gotowała).
Pewnego dnia zaproponowała mi wspólnego sylwestra. Jej brat pracuje w pralni chemicznej „Perfect Clean” i tam właśnie organizują sylwestra. Chętnie na to przystałem, ponieważ nie miałem żadnych innych planów. Ubrałem się w najlepszy garnitur jaki miałem, a Kasia założyła najładniejszą suknię.
Sylwester odbywał się w sali konferencyjnej pralni. Na stołach stały wazony z sztucznymi kwiatami i szklane świeczniki z palącymi się świecami. Wszyscy bawili się świetnie i nic nie zapowiadało ekscesu, który się niestety wydarzył. Kasia jadła niewiele, ale piła za trzech.
- Zwolnij tempo, bo się upijesz i będzie głupia sprawa. Nie będzie mi miło gdy moją kochaną będą wynosić pijaną z Sali!
- Dareczku, ja wypiłam tylko trochę. Nie martw się, nic złego się nie stanie, wszystko jest pod kontrolą.
Kilka razy ponawiałem prośbę, ale bezskutecznie. Kasia była tak pijana, że przelewała mi się przez ręce. Podszedł do nas ochroniarz i spytał, czy nam nie potrzeba pomocy. Kasia obrzuciła go bardzo wulgarnymi epitetami i zamierzyła się na niego świecznikiem. Całe szczęście, że zdążył się uchylić, bo nieszczęście byłoby gotowe.
Jakimś cudem, przy pomocy jej brata, wyprowadziliśmy ją na dwór, natarliśmy ją śniegiem, aby otrzeźwiała. Nic to jednak nie pomogło. Wyzwała mnie od najgorszych, a brata uderzyła w twarz, aż ten krzyknął z bólu. Niestety trzeba było wezwać policję i zwinęli ją do izby wytrzeźwień. Ja wściekły wróciłem do domu.
Następnego dnia zadzwoniła do mnie mówiąc, że mnie przeprasza, że nie wie, jak to się stało, przecież ona mnie kocha…

- Wczoraj właśnie pokazałaś swoim zachowaniem twoją miłość do mnie! Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego. Żegnaj na zawsze!!!

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Niezwykła wycieczka do ZOO

Piękny niedzielny poranek. Postanowiliśmy z żoną iż zabierzemy dzieci i pojedziemy na całodzienną wycieczkę do zoo. Pogoda nam sprzyjała. Zmuszony byłem zdjąć marynarkę i nieść ją w ręku. Dzieci wesoło biegały od klatki do klatki. Tyle różnych zwierząt, nie wiedzieli gdzie mają się zatrzymać. Nagle zobaczyliśmy dość duży tłum przy jednej z klatek. Zaciekawieni ruszyliśmy do przodu Nasze dzieci wcisnęły się na sam przód. Słychać było ich wesoły śmiech. Było na co patrzeć małpki figlowały i popisywały się widząc tylu turystów. Pomału zbliżyliśmy się do naszych dzieci. W pewnym momencie przyszło mi do głowy coś głupiego. Pomimo iż wiedziałem że nie wolno karmić zwierząt to rzuciłem małpom banana. Chciałem zaimponować dzieciom. Zrobiła się z tego niezła heca. Jedna z małp złapała owoc zgniotła go, wymieszała z błotem i rzuciła w stronę gapiów. Dziwnym trafem to ja oberwałem tym zgniecionym, ubłoconym bananem. Śmiechu było co nie miara. Mnie jednak nie było zbyt wesoło. Marynarka i jedna nogawka były strasznie brudne. Żona próbowała mi trochę wyczyścić, ale niestety tylko rozmazała. Garnitur nadaje się do pralni. To jeszcze nie wszystko całemu zajściu przyglądał się ochroniarz. Poprosił mnie na bok i chciał mi dać mandat i to dość duży. Uprosiłem go o anulowanie kary pieniężnej. Niestety w zamian musiałem uprzątnąć dwie klatki. Przygotowali mi wiadro z płynem, szczotkę i worki na śmieci. Żona z dziećmi wkroczyła i wzięliśmy się za porządki. Robota paliła nam się w rękach. Dzieci worki ze śmieciami i odpadami wynieśli do odpowiednich śmietników. Wężem zlałem cały wybieg i na tym koniec. Klatkę zostawiłem czyściutką i pachnącą. Następnego dnia zaniosłem do pralni Perfect Clean garnitur. Bardzo uprzejma pani przyjęła ubranie i w ciągu dwóch dni kazała przyjść po odbiór, Jestem przekonany iż garnitur będzie wyglądał jak nowy bo niejednokrotnie korzystaliśmy z usług tej pralni.

piątek, 11 grudnia 2015

Pieczenie ciasta

Kilka dni przed osiemnastymi urodzinami mojej młodszej siostry postanowiłem zrobić jej jakąś wyjątkową niespodziankę. Nie miałem dużo pieniędzy, aby coś kupić, a poza tym niełatwo ją zadowolić. Przekonałem się o tym na własnej skórze w zeszłym roku. Kupiłem jej jakieś kosmetyki, które poleciła mi sprzedawczyni. Asia stwierdziła, że wybrałem najgorsze z możliwych. Obiecałem sobie, że jej nigdy nic nie kupię. Za to zabrałem się za pieczenie jej ukochanego ciasta z galaretką i porzeczkami. Stresowałem się bardzo, gdyż gotowanie i pieczenie to moja pięta achillesowa. Zacząłem od dokładnego wysprzątania kuchni, wściekając się, że te naczynia można wiecznie zmywać, a i tak po krótkim czasie w zlewie piętrzy się ich stos. Wreszcie włożyłem blaszkę z ciastem do piekarnika. Byłem biały od mąki i poplamiony sokiem porzeczkowym. Zauważyłem także ślady tej substancji na moich ulubionych spodniach. Obiecałem sobie w przyszłości przed robotą w kuchni zakładać mniej używane ubrania. Kiedy ciasto rosło w piekarniku usiłowałem zmyć te plamy, niestety bez pożądanego efektu. Na domiar złego ciasto nie wyszło takie, jakim być powinno i cała robota na nic. Do tego jeszcze czekało mnie kolejne sprzątanie kuchni. Słyszałem kiedyś wiele pochlebstw na temat pralni Perfect Clean, która znajduje się w okolicy. Udałem się tam z tymi spodniami, mając nadzieję, że profesjonaliści się z nimi uporają. Sympatyczna pani opowiedziała mi wiele o swojej pracy. Po kilku dniach odebrałem spodnie idealnie czyste, bez najmniejszego śladu mojego pieczenia. Byłem pod wielkim wrażeniem usług tej pralni. Myślę, że w razie potrzeby nie raz jeszcze z nich skorzystam, a także polecę innym pralnię Perfect Clean. Pomimo że ciasto mi nie wyszło Asia pochwaliła mnie za staranie się i pracę. Dostała w prezencie biżuterię, z której była bardzo zadowolona.

wtorek, 8 grudnia 2015

Obsesja cioci

Znam wielu ludzi, którzy uwielbiają sprzątać. Zapewniam jednak, że nikt nie pobije mojej cioci w tej dziedzinie. Każdy najmniejszy przedmiot w jej mieszkaniu lśni czystością. Odwiedzając ciocię ma się wrażenie, że weszło się do muzeum i swoją obecnością łatwo można coś pobrudzić. Odkąd sięgam pamięcią, mama także starannie sprzątała, ale kiedy spodziewaliśmy się wizyty cioci, zaczynała już kilka dni wcześniej i kończyła tuż przed jej wejściem. Z każdym rokiem ciocia sprzątała coraz więcej. Jakkolwiek byśmy się wszyscy starali, ona i tak dojrzała najdrobniejszy pyłek kurzu i co najgorsze, natychmiast zaczęła go wycierać, komunikując o tym fakcie nawet w towarzystwie. Wszyscy czuliśmy się niezręcznie w jej obecności. Pamiętam doskonale ten czas, a byłem wtedy nastolatkiem. Ciocia przyjechała do nas na kilka dni. Natychmiast po wejściu zaprezentowała swoją piekielnie drogą i okropną sukienkę, po czym wpadła na inspekcję do mojego pokoju. Akurat wtedy zachowałem moim zdaniem idealny porządek. Ciocia natomiast uznała, że panuje tu totalny bajzel i zaczęła sprzątać po swojemu. Kolejnego dnia wściekałem się niesamowicie, bo nic nie mogłem znaleźć, ponieważ wszystkie rzeczy mi poprzestawiała. Postanowiłem się zemścić, gdy ciocia i mama poszły na zakupy. Wziąłem butelkę z jakimś, zdaniem cioci rzecz jasna, perfekcyjnym środkiem czystości i wylałem całą zawartość tego płynu na tę suknię z tysiącami falbanek i cekinów. Ciocia gdy to ujrzała była bardzo zła. Mama też była zawiedziona moim zachowaniem. Poczułem nawet lekkie wyrzuty sumienia i zaniosłem tę suknię do pralni Perfect Clean. Słyszałem, że to profesjonalna pralnia, w której uporano się z wieloma fatalnie zabrudzonymi rzeczami. Panie pracujące w tej pralni były bardzo sympatyczne i opowiadały mi dużo o swojej pracy, oświadczyły, że suknia będzie wyglądała jak nowa, ale że miałem sporo szczęścia. Przeprosiłem więc ciocię, bo naprawdę nie zamierzałem tak narozrabiać, chciałem tylko, by nie sprzątała już nigdy w moim pokoju.