Hura! Dziś „sylwester”. Planuję huczną, wesołą zabawę. Na
imprezie ma być cała moja klasa. Wszyscy w klasie są bardzo zżyci, rezolutni,
inteligentni. Tylko jedna osoba jest zupełnie inna. Niewiele mówi, jest drobna
szczupła, wygląda jak mała dziewczynka. A jak się za coś zabierze, to aż
przykro patrzeć. Idzie jej to tak wolno jak krew z nosa. Nazywamy ją ofermą, bo
nie mamy do niej cierpliwości.
Porozdzielałem zadania między nami. Ania miała zająć się
udekorowaniem stołów, a Monika miała Przynieść szklane świeczniki, ponieważ
planowałem sylwestra przy świecach. Darek z Mariuszem mieli przynieść sprzęt
nagłaśniający i nagrania. Inni zaś zajęli się zorganizowaniem jedzenia, napojów
oraz szampana. Ofermie przypadło zorganizować konfetti, serpentyny i inne elementy
do udekorowania Sali. Mnie przypadło w udziale skompletować zastawę stołową.
Gdy ustawiliśmy stoły z jedzeniem, stwierdziliśmy, że taką
ilością może pożywić się pułk wojska. Były trzy sałatki: jarzynowa, z tuńczyka i
grecka, kurczaki pieczone, wędliny, kotlety, pasztety, a do picia była: kawa,
herbata, woda mineralna, soki i szampan.
I wreszcie nadszedł czas udekorować naszą salę, ale jeszcze
nie dotarła do nas oferma. Miała ona wszystko przynieść. Czekaliśmy tak, chyba
z pół godziny, aż postanowiliśmy rozpocząć naszą zabawę, bez udekorowania Sali
i bez ofermy.
Pierwszym akcentem zabawy było uczczenie naszego kolegi
Sylwka, który właśnie dziś obchodzi imieniny. Gdyśmy sobie dobrze pojedli,
zaczęły się tańce, hulanki i swawole. Były różne konkursy. Np. Małgosia
tańczyła przez czterdzieści pięć minut bez przerwy polkę, zmieniając trzy razy
partnerów, bo oni nie dali rady.
Później okazało się, że oferma spiesząc się na sylwestra nie
zauważyła zaspy i wpadła w nią. Rozrzuciła całe konfetti. Nie dała rady pozbierać
się na czas i dotarła do nas dopiero pod koniec zabawy.
Impreza sylwestrowa mimo wszystko, bardzo się udała.
Śmiechom i żartom nie było końca! Bawiliśmy się do samego rana. Po uprzątnięciu
sali i pozmywaniu naczyń, rozjechaliśmy się do domów.