środa, 30 grudnia 2015

Labradorr

Pewnego dnia postanowiliśmy, że zorganizujemy sylwestra. Ma się on odbyć u Kasi i Darka. Rozdzieliliśmy między sobą, kto ma co przynieść. Kasia powiedziała, że wystawi swoją najlepszą zastawę. Ma serwis do kawy, serwis obiadowy, a dla poprawy nastroju wyjmie świecznik na cztery świece, postawi go na środku stołu, a także kryształowy wazon ze sztucznymi kwiatami. Planowałyśmy sałatkę z ananasów, sałatkę z tuńczyka, dewolaje, kotlety, a także wędliny do chleba i różnego rodzaju słodkości.
Nadszedł dzień sylwestra, nakryłyśmy stół w dużym pokoju. Trzy dziewczyny poszły do kuchni pokroić wędlinę, poukładać ją na półmiskach i przygrzać dewolaje i kotlety. Przyniosłyśmy sałatki, dewolaje i kotlety do pokoju. Każdy nałożył sobie na talerz i zaczęliśmy jeść.
Podczas naszego jedzenia, kochany labradorek Ani, jakoś tak dziwnie był podniecony. To wychodził, to wracał, aż zniknął na dłuższy czas. Ania, zaniepokojona zniknięciem psa udała się do kuchni i zastała swojego pupila leżącego na podłodze. Okazało się, że nie ma wędliny!
- A to łobuz! Zjadł całą wędlinę!... Kupiłam cały kilogram, a tu nie ma ani grama!
Wszyscy zbiegli się do kuchni z zapytaniem, co się stało?
- Bary pochłonął całą wędlinę! Myślę, że następne godziny sylwestrowe będę musiała spędzić u weterynarza…
Rzeczywiście po godzinie Bary zaczął niedomagać. Ania musiała zamówić taksówkę i nawiedzić klinikę weterynaryjną.

My tymczasem, mimo że nie było wędliny, najedliśmy się do syta. Zabawa była wesoła. Mięliśmy również alkohol, ale, o dziwo, nikt się nie upił. Później wszyscy zabraliśmy się do sprzątania i zmywania naczyń po tak wspaniałym sylwestrze. Bawiliśmy się do białego rana i o godzinie ósmej rozjechaliśmy się do domów. Myślę, że na drugi rok, też zorganizujemy sylwestra u Kasi i Darka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz