Pewnego dnia postanowiliśmy, że zorganizujemy sylwestra. Ma
się on odbyć u Kasi i Darka. Rozdzieliliśmy między sobą, kto ma co przynieść.
Kasia powiedziała, że wystawi swoją najlepszą zastawę. Ma serwis do kawy,
serwis obiadowy, a dla poprawy nastroju wyjmie świecznik na cztery świece,
postawi go na środku stołu, a także kryształowy wazon ze sztucznymi kwiatami. Planowałyśmy
sałatkę z ananasów, sałatkę z tuńczyka, dewolaje, kotlety, a także wędliny do
chleba i różnego rodzaju słodkości.
Nadszedł dzień sylwestra, nakryłyśmy stół w dużym pokoju.
Trzy dziewczyny poszły do kuchni pokroić wędlinę, poukładać ją na półmiskach i
przygrzać dewolaje i kotlety. Przyniosłyśmy sałatki, dewolaje i kotlety do
pokoju. Każdy nałożył sobie na talerz i zaczęliśmy jeść.
Podczas naszego jedzenia, kochany labradorek Ani, jakoś tak
dziwnie był podniecony. To wychodził, to wracał, aż zniknął na dłuższy czas.
Ania, zaniepokojona zniknięciem psa udała się do kuchni i zastała swojego
pupila leżącego na podłodze. Okazało się, że nie ma wędliny!
- A to łobuz! Zjadł całą wędlinę!... Kupiłam cały kilogram,
a tu nie ma ani grama!
Wszyscy zbiegli się do kuchni z zapytaniem, co się stało?
- Bary pochłonął całą wędlinę! Myślę, że następne godziny
sylwestrowe będę musiała spędzić u weterynarza…
Rzeczywiście po godzinie Bary zaczął niedomagać. Ania
musiała zamówić taksówkę i nawiedzić klinikę weterynaryjną.
My tymczasem, mimo że nie było wędliny, najedliśmy się do
syta. Zabawa była wesoła. Mięliśmy również alkohol, ale, o dziwo, nikt się nie
upił. Później wszyscy zabraliśmy się do sprzątania i zmywania naczyń po tak wspaniałym
sylwestrze. Bawiliśmy się do białego rana i o godzinie ósmej rozjechaliśmy się
do domów. Myślę, że na drugi rok, też zorganizujemy sylwestra u Kasi i Darka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz