- Mareczku - powiedziałam do męża - może zapiszemy się na
świąteczny rejs do Szwecji? Planowany też jest sylwester na statku…
- A mamy na to pieniądze?
- Tak, bo dostałam w zakładzie pracy nagrodę jubileuszową!
- To świetnie, Eluniu, w takim razie możesz nas zapisać!
Wyjechaliśmy dwudziestego czwartego grudnia. Wigilia była
znakomita. Dzieliliśmy się opłatkiem, spożywaliśmy wigilijne potrawy. Po spożyciu
wigilijnej kolacji kolędowaliśmy przy świecach w świecznikach. Na każdym stole
był wazon, w którym wstawione były choinkowe gałązki.
Jednym słowem atmosfera była bardzo sympatyczna.
Święta też przebiegły nam bardzo miło. Jechał z nami ksiądz,
a więc była Pasterka. Czekał nas jeszcze sylwester i nowy rok.
Zebraliśmy się w sali sylwestrowej. Najpierw podano przystawki.
Były to: ciasta, śledzie, wędliny, owoce i sałatki. Następnie gorący posiłek -
rosół, kurczaki pieczone, ziemniaki i bukiet surówek.
Po posiłku zaczęły się tańce. Tańczyliśmy tak, z małymi
przerwami na herbatę i kawę, coś do zjedzenia lub coś mocniejszego, do
dwudziestej czwartej. Na odgłos dzwonu, który zabrzmiał punktualnie o
dwudziestej czwartej zebraliśmy się na lampkę szampana i życzenia noworoczne. Mimo
suto zakrapianej zabawy, wszystko przebiegło kulturalnie, bez niemiłych
incydentów. Następnie wszystko zostało posprzątane i pozmywane, przez obsługę
statku.
O szóstej rano wszyscy udali się na spoczynek i na statku zaległa
cisza. Było słychać od czasu do czasu pochrapywania lub pomruki śpiących.
Pobudziliśmy się dopiero na obiad, który przebiegł w pogodnej, sympatycznej atmosferze.
Owocami naszej wspólnej wyprawy byli para - Darek i Kasia, którzy wtedy się
poznali, a także Monika i Marcin, którzy chcą wziąć w przyszłym roku ślub na
statku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz