Od dziesięciu lat mieszkam w starej warszawskiej kamienicy.
Dwa tygodnie temu wprowadziła się do nas starsza pani. Była szczupła,
przygarbiona. Chodziła o kulach i była bardzo biednie ubrana. Któregoś dnia
zebrałem się na odwagę i zapytałem.
- Dzień dobry pani. Jak się pani tu mieszka?
- Dobrze, ale ja tu nikogo nie znam. Nie wiem, gdzie są
sklepy. Jestem już bardzo stara. Nie mam siły chodzić i robić zakupów.
- Jeżeli pani sobie życzy, chętnie pani pomogę.
- Bardzo chętnie skorzystam pana pomocy, bo bolą mnie nogi i
kręgosłup, a do tego jeszcze mam chore serce.
- Możemy również pomóc pani w domowych porządkach.
- Oj tak! Chętnie skorzystam.
- Dobrze przyjdę któregoś dnia i wszystko posprzątam.
I tak się stało.
Bardzo się ze sobą zaprzyjaźniliśmy i któregoś dnia zaproponowałem pani Eli,
aby przyszła do mojej rodziny, na Wigilię i święta.
- Dziękuję, panu z całego serca, bo ja nie mam gdzie spędzić
świąt. Mój syn w ogóle się do mnie nie odzywa, a mój wnuczek, pięć lat temu
zginął w wypadku samochodowym. Potrącił go pijany kierowca.
- I jak widać na dołączonym obrazku, jestem sama na tym
świecie.
Nadszedł dzień Wigilii. Pani Ela, rozpromieniona, radosna,
przybyła punktualnie o piątej. Podzieliliśmy się opłatkiem, spożyliśmy kolację
wigilijną i obdarowaliśmy się prezentami.
- Ten dzień jest dla mnie najszczęśliwszy w całym życiu -
powiedziała wzruszona pani Ela. - Tyle dobroci, jak dziś, dawno nie otrzymałam.
Chyba wtedy, gdy byłam małym dzieckiem, od rodziców…
Święta Bożego Narodzenia w tym roku, dzięki naszej sąsiadce,
były wyjątkowe. Moja małżonka zaprosiła panią Elę, na sylwestra. z pewnością,
będzie również wyjątkowy…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz