Jestem uczniem trzeciej klasy technikum budowlanego. Szykuję
się do egzaminu. Mimo nawału pracy staram się pomagać innym kolegom. Nasz wychowawca
wszczepia w całą naszą grupę, chęć bezinteresownego pomagania innym, abyśmy zawsze
byli otwarci na niedolę ludzką.
Zaproponował nam, abyśmy przygotowali prezenty mikołajkowe
dla dziewcząt z zakładu wychowawczego. Siostra naszego pana jest dyrektorką
takiej placówki, więc pomoże wszystko zorganizować.
- Ale co im kupimy? - zastanawialiśmy się głośno.
- Może kupmy im po małym wazoniku z sztucznymi kwiatkami. Dziewczyny
w czasie świąt będą mogły sobie go postawić na wigilijnym stole, pośpiewać
kolędy lub pomyśleć o swoich bliskich. A może zrobilibyśmy chociaż jedną
potrawę wigilijną i im zanieśli?
- To genialny pomysł! - powiedzieliśmy chórem. - Ale co
zrobimy?
- Może pierogi z kapustą i grzybami, możemy się umówić u
mnie. Niech chętni przyjdą do mnie i zrobimy je.
Zgłosił się Paweł, Karol i Grzesiek. Zrobiliśmy wspaniałe
pierogi. Prezenty były kupione i popakowane. Nadszedł dzień spotkania.
Wychowanki powitały nas bardzo serdecznie. Niektóre miały oczy pełne łez ze wzruszenia.
- Teraz podzielmy się opłatkiem i złóżmy sobie nawzajem
życzenia świąteczne - zaproponowała dyrektor ośrodka.
Nawet nie zdawałem sobie sprawy, jakie te dziewczyny są
wrażliwe. W którymś momencie się pogubiły i nie miały pomocnej dłoni. Po
złożeniu sobie życzeń każda z dziewcząt otrzymała, tak jak planowaliśmy,
wazonik z kwiatkami. Były wszystkie bardzo uradowane.
Po wigilijnej kolacji, na którą złożyły się pierogi, barszcz
z uszkami, makowiec, sernik oraz różnego rodzaju ryby i kompot z suszu…
jedna z dziewcząt zasiadła do pianina i zaczęło się wspólne śpiewanie
kolęd. Nawiązały się wtedy również przyjaźnie, które trwają do dziś.
Po całej tej uroczystości, wszystko pozmywaliśmy i
posprzątaliśmy. Muszę się przyznać, że na długo pozostanie mi w pamięci, ten
Mikołajkowy wieczór.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz