Wszyscy wierzymy w Mikołaja. Postanowiliśmy więc, aby
przyszedł do naszego zakładu pracy. Zebraliśmy się w sali konferencyjnej. Na
początku całej imprezy Mikołajkowej podano kawę w filiżankach oraz ciastka i
owoce. Po posiłku szef powiedział:
- A teraz słuchajcie wszyscy, czy nie brzmią z daleka
dzwoneczki. Będzie to znaczyło, że nadchodzi Święty Mikołaj i jego aniołki!
Jednak dzwoneczków nie było słychać. Zastanawialiśmy się, co
się stało? Czy Mikołaj utknął w jakiejś zaspie, a może renifer złamał nogę?
Po godzinie przyszła sekretarka szefa i nie mogła wydobyć z
siebie głosu.
- Co się pani stało?! - spytał przerażony szef.
Pani Ewa wybuchła śmiechem i powiedziała:
- Chodźcie, to zobaczycie. - Wyszliśmy na zewnątrz i oto co zobaczyliśmy.
Na śniegu leży coś co przypomina Mikołaja, a wokół niego paczki.
Po chwili, opanowawszy atak śmiechu, powiedział, że nie
zauważył zaspy. Szedł szybko, żeby zdążyć na czas i upadł w nią. Strój
mikołajowy został w śniegu. Worek z prezentami się otworzył. On nie dał rady
się pozbierać, więc dlatego nie dotarł.
Otrzepał się, założył mikołajową czapkę i brodę, którą wydobył
ze śniegu. Pomogliśmy mu posprzątać porozrzucane prezenty do worka. Całe
szczęście, że każdy z nich był dobrze opakowany i dlatego nic im się nie stało.
Udaliśmy się do sali konferencyjnej i nastąpiło rozdanie
prezentów przy ogólnej zabawie i salwach śmiechu. Tych mikołajek nie zapomnimy.
Już dawno tak się nie uśmialiśmy! Następnego dnia zadzwoniliśmy do Mikołaja z
zapytaniem, czy się nie pochorował. Wszystko było w porządku. Powiedział nam,
że lubi się tarzać w śniegu. Bardzo chętnie poleca swoje usługi za rok. Nawet
gdyby jeszcze raz miał się znaleźć pod warstwą śniegowego puchu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz