czwartek, 30 kwietnia 2015

Świadek koronny

klasie Mietek był moim najlepszym kolegą od zawsze. W podstawówce siedzieliśmy w jednej ławce, w liceum ściągaliśmy od siebie nawzajem, pobiliśmy się nawet o najładniejszą w Ewę… Potem drogi nasze rozeszły się, ale zawsze utrzymywaliśmy bliskie i bardzo regularne kontakty. Zresztą kumpel mieszkał niedaleko.
W piątek wieczorem spotkaliśmy się w „Felusiu” na naszym ulubionym karaoke. Oczywiście oprócz śpiewu postanowiliśmy wypić po kufelku. W pewnej chwili Mietkowi zebrało się na wyznania.
– Wiesz stary… – zaczął jakoś niepewnie i urwał. Odetchnął głęboko i wykrztusił: – Żenię się…
W pierwszej chwili nieco mnie zatkało, ale potem uświadomiłem sobie, że nie powinno być to dla mnie zaskoczeniem. Miał dziewczynę od prawie roku. Oprócz tego, że się zakochał, niewiele o niej mówił i, co dziwne, dotąd mnie z nią nie poznał.
– To… to Ewa! – Mietek spojrzał na mnie jakby z jakąś obawą, ja nic nie rozumiałem – No wiesz Ewka Rydz z ogólniaka!
Teraz zrozumiałem. To była ta dziewczyna, o którą się pobiliśmy w liceum. Może kumpel spodziewał się po mnie jakiś resentymentów… Roześmiałem się cicho i mocno uścisnąłem mu dłoń.
– Gratuluję stary! – Po latach, hi hi, wybrała ciebie… – Kolega rozluźnił się widocznie i kontynuował swoje zwierzenia. Opowiedział mi o ich wspólnych planach i… poprosił mnie na świadka!
Mietek nie miał bliskiej rodziny; nie mogłem mu odmówić. W domu pełen wątpliwości obejrzałem mój wysłużony garnitur. Udałem się do pralni chemicznej Perfect Clean, która mieściła się nieopodal.
Pracownik oprócz czyszczenia odzieży zaproponował mi usługę Perfect Suit, która miała znacznie „odnowić” wygląd garnituru oraz utrwalić efekt prasowania a nawet zapobiec wchłanianiu brzydkich zapachów. Ponieważ cena była rozsądna, przystałem na tę propozycję.
Rezultat był rewelacyjny – komplet jak nowy!
Na weselu miałem krawat firmy Royal w małe korony i zostałem obwołany „świadkiem koronnym”. Bawiłem się świetnie, marynarki nie zdjąłem aż do końca!


Udany prezent

Wczoraj miałem urodziny. Moja dziewczyna dała mi śliczny prezent. Piękny firmowy sweter ,taki o jakim zawsze marzyłem. Radość moja nie miała granic. Zaraz się w niego wystroiłem i z moją Kasią poszliśmy do wykwintnej restauracji. Chciałem z moją ukochaną we dwoje celebrować urodziny. Wieczór zapowiadał się bardzo romantycznie . Siedzieliśmy przy świecach z lampką szampana wpatrzeni w siebie. Mógłbym tak siedzieć bez końca . Czas mijał nieubłagalnie. Niestety wszystko co piękne szybko się kończy. Nadeszła pora powrotu do domu. Szliśmy wolnym krokiem przytuleni do siebie w stronę domu Kasi. Odprowadziłem ją pod same drzwi. Podziękowałem za uroczy wieczór i wymarzony prezent i chcąc nie chcąc ruszyłem w stronę mojego osiedla. Szedłem zamyślony i nawet nie zauważyłem jak mijałem kilku chłopaków w stanie nietrzeźwym , niestety oni mnie zauważyli. Wiadomo alkohol dodał im odwagi, szukali zaczepki. Pomimo iż trenowałem karate, nie chciałem się bić. Nie lubię przemocy . Oni okrążyli mnie i nie przebierając w słowach ruszyli na mnie. Byłem sam musiałem się bronić. Trzeba przyznać że oberwałem trochę. Najgorsze w tym wszystkim było to ,iż mój sweterek ucierpiał .Cały przód w krwi i błocie. Pobiegłem do domu. Zrozpaczony rozebrałem się i zastanawiałem się co zrobić. Nie chciałem prać, bo obawiałem się że go zniszczę. Nagłe doznałem olśnienia. W pobliżu mojego budynku jest pralnia Perfect Clean, niejednokrotnie korzystałem z ich usług. Zajmują się między innymi praniem odzieży. Uspokojony położyłem się spać. Słońce przywitało mnie następnego dnia. Pierwsze moje kroki skierowałem do pralni. Pokazałem sweter i poprosiłem o pomoc. Z uśmiechem na ustach pani powiedziała, iż za dwa dni sweterek będzie jak nowy .Szczęśliwy wróciłem do domu. Jak to dobrze że jest taka pralnia, która pierze odzież. Moja ulubiona pralnia Perfect Clean.

środa, 29 kwietnia 2015

Misio

Sporo czytam. Lubię chodzić do kina. Czasem odwiedzę jakąś wystawę lub pójdę na spotkanie z ciekawym podróżnikiem czy archeologiem. Bywa, że czuję potrzebę czegoś więcej… Moja najmilsza Marysia zaskoczyła mnie jednak, proponując mi pójście na… balet!
Dotychczas oglądałem go co najwyżej w telewizji, kilka razy. Zresztą, rzadko gościł na komercyjnych kanałach. Widocznie ludzie woleli oglądać talk-show ze zidiociałymi celebrytami…
Oczywiście zgodziłem się, nie mogłem wyjść na prostaka. Umówiliśmy się przed operą o siedemnastej. Szykowałem się od rana. Włożyłem mój najlepszy garnitur. Spodnie były mocno przyciasne w pasie, musiałem przytyć. „Ach ta siedząca praca” – pomyślałem smętnie, choć w głębi duszy wiedziałem, że to nie ona, lecz piwko i goloneczki… Włożyłem buty, zamiast uklęknąć, żeby je zawiązać, zrobiłem głęboki przysiad. Trrrrach!!...
Usiadłem na podłodze; nie bardzo rozumiejąc co się dzieje, rękawem marynarki zawadziłem o talerz ze śniadaniem. Kanapki z dżemem jagodowym udekorowały mój garnitur!
Dopiero po chwili zdałem sobie sprawę z rozmiarów katastrofy. Pęknięte na tyłku spodnie i zaplamiona marynarka wyeliminowały mój jedyny strój wizytowy; inne były za ciasne. Do opery w dżinsach nie pójdę. Odwołać spotkanie? Niemożliwe! Mniejsza o bilety, ale… Będą tam jej rodzice, mieliśmy się poznać!… Koszmar!
Zerknąłem przez okno, gdzie naprzeciwko widniała witryna pralni chemicznej Perfect Clean. Może nie wszystko stracone. Mam jeszcze osiem godzin!
Przebrałem się błyskawicznie i poleciałem do pralni. Znajomi twierdzili, że świetnie czyści odzież tekstylną, pierze… i że znajdę tam krawca! Wszystko to okazało się prawdą.
Pracownicy byli fachowcami i podeszli ze zrozumieniem do moich oczekiwań. Garnitur otrzymałem doskonale wyczyszczony, bez śladu plam. Spodnie nie tylko zszyte, ale i poszerzone tak, że nie musiałem już obawiać się powtórki dzisiejszego kataklizmu.
Reszta dnia upłynęła jak w bajce. Marysia przywitała mnie jak zwykle „Cześć Misiu!”, jej starzy okazali się o wiele mniej sztywni niż się spodziewałem. Balet też był interesujący. Wspaniale wspominam ten wieczór!...


wtorek, 28 kwietnia 2015

Urodziny

W tym roku postanowiłem zorganizować swoje urodziny nie w barze Pirat , ale u siebie w domu. Kupiłem sobie M2, w sumie po okazyjnej cenie, z dobrym dojazdem do pracy. I niedaleko jest park, gdzie mogę sobie pospacerować, pobiegać lub pojeździć na rowerze. Inaczej mówiąc przepiękna okolica.
Wracając do organizacji moich urodzin, musiałem zrobić listę zakupów oraz menu potraw, które zamierzałem sam przyrządzić. Planowałem wyprawić urodziny na około dwadzieścia osób. Wziąłem w piątek urlop, aby móc wysprzątać mieszkanie na przyjęcie.
Zorganizowanie imprezy to nie tylko lokal i potrawy, ale też wygląd osobisty. Musiałem wyprać spodnie, koszulę i krawat, które ostatnio założyłem na ślub kumpla; niestety ciuchy po tej uroczystości miały liczne plamy. Pomyślałem, że takie zabiegi najlepiej wykonać w pralni chemicznej. Zadzwoniłem w tej kwestii do mojej koleżanki Ani, która poradziła mi skorzystać z usług zakładu Perfect Clean.
– A dlaczego akurat ta? – spytałem.
– Bo ja z niej skorzystałam w podobnej sytuacji i byłam bardzo zadowolona.
Rada wydawała się dobra, dlatego spakowałem spodnie, koszule oraz krawat i wyruszyłem do pralni chemicznej. Pracownik oprócz czyszczenia odzieży zaproponował mi usługę, która miała mocno odmłodzić wygląd ubrań oraz ożywić kolory. W ten pakiet wchodziło też prasowanie a nawet zapobieganie wchłanianiu brzydkich zapachów. Ponieważ cena była przystępna, zgodziłem się na tę propozycję.
Goście byli punktualnie o 18:00. Śmiechom, wygłupom nie było końca. Potrawy, które przyrządziłem, bardzo smakowały moim znajomym. Myślę, że to były chyba najfajniejsze moje urodziny. Atmosfera była fajna, wszystko dopięte na ostatni guzik, a co najważniejsze – znajomi byli zachwyceni moim wyglądem.

W następnym roku też zorganizuję swoje urodziny w domu, ponieważ goście bawili się szampańsko, a może też zaskoczę ich jakąś orientalną potrawą…

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Spotkanie integracyjne

Niedawno podjąłem pracę w nowym zakładzie, gdzie produkuje się porcelanę stołową. Zakład jak zakład ,wszędzie trzeba pracować. Pomału zacząłem nawiązywać pierwsze kontakty. Coraz bardziej zaczynało mnie się podobać. Dyrekcja ogłosiła, iż w sobotę ma odbyć się spotkanie integracyjne w lokalu w pobliżu zakładu .Postawili jednak pewne warunki ,otóż lokal po imprezie ma wyglądać tak jak i przed. Dla nas nie było problemu ,obiecaliśmy to dyrekcji. Bardzo się cieszę , gdyż lubię się bawić i zawierać znajomości. Myślę że będzie uroczo. Wystroiłem się i zadowolony ruszyłem do lokalu. Ludzi była już spora grupa. Stoły suto pozastawiane. Każdy mógł sobie coś wybrać. Alkohol większość przyniosła ze sobą. Orkiestra zaczęła grać. Ludzie ruszyli do tańca. Śmiechów i żartów nie było końca. Bawiłem się coraz lepiej. Czas mijał bardzo szybko. Wkrótce nadeszła pora powrotu do domu. Jutro większość osób ma przyjść porządkować salę. Muszę przyznać iż nawet nie wiem w jakim stanie zostawiliśmy lokal. Następnego dnia punktualnie ruszyłem na salę robić porządki. To co zobaczyłem przeszło moje oczekiwania. Obrusy poplamione nie wiadomo czym, dywan przy bufecie nie nadawał się do użytku. Byliśmy przerażeni. Nagle przypomniało mnie się, iż w pobliżu mojego miejsca zamieszkania jest pralnia Perfect Clean ,która na pewno pomoże wybrnąć nam z naszego kłopotu. Dziewczyny ładnie poskładały obrusy, my zwinęliśmy dywan i udaliśmy się do pralni. Pani która przyjmowała od nas pranie spojrzała na nas z wesołą miną i powiedziała-,,Nie martwcie się, przecież to jest nasza praca, my zajmujemy się praniem dywanów, pościeli, firan itp.. Proszę przyjść za dwa dni a wszystko będzie czyściutkie’’. Zadowoleni ruszyliśmy do domu. Po dwóch dniach odebrałem towar z pralni ,serdecznie podziękowałem i zaniosłem do lokalu. Rozłożyłem czyściutki dywan i obrusy . Znowu było tak jak przed imprezą. Dobrze że jest Perfect Clean w naszym mieście.

Posłanie Milusia

Na dziesiąte urodziny nasza córka, Jarzębinka (naprawdę nazywa się Kalina, ale nikt tak do niej nie mówi) dostała w prezencie pieska. Dziewczynka już od dawna chciała mieć psa. Przez pewien czas próbowaliśmy jej to wyperswadować, nie bardzo wierząc w gorące zapewnienia, że „naprawdę, ale to naprawdę” będzie się nim opiekować, chodzić na spacery, karmić itd. W końcu ulegliśmy…
Jarzębinka dała mu na imię Miluś, na pamiątkę małego smoka z komiksów, które uwielbiała czytać. Powiedziała, że szczeniak ziewa jak smok. Ze zdziwieniem zauważyliśmy, że córka dobrze wywiązuje się ze swoich obowiązków właścicielki. Miluś był do niej ślepo przywiązany. Rósł szybko i wkrótce z małego kojca przeniósł się do własnego kąta z posłaniem (mieszkanie klasy M-koc, jak Jarzębinka nazwała to lokum).
Ostatnio nasza sąsiadka musiała wyjechać; poprosiła nas o zaopiekowanie się jej kotką. Może się to wydać dziwne, że zwróciła się z tym do posiadaczy psa, ale zwierzaki znały się od małego, nie tylko tolerowały, ale wręcz lubiły się razem bawić. Miluś nawet parę razy pogonił jamnika, który szczekał na kotkę. Odtąd przyjaźń się pogłębiła, zwłaszcza z jej strony.
Podczas pobytu u nas nawet spała na jego posłaniu. Po powrocie kotki do właścicielki, pozostał jednak pewien problem. Trzeba było wyprać koc psa, na którym sublokatorka pozostawiła sporo sierści. Chciałem wyprać go w pralce, ale Krysia zaprotestowała.
– Zanieś koc do pralni, zwłaszcza, że mam sporo rzeczy, których nie da się uprać w pralce.
Zapakowałem rzeczy do prania i poszedłem do pobliskiej pralni chemicznej Perfect Clean. Od dawna korzystaliśmy z jej usług, przy czyszczeniu moich garniturów, garsonek żony a także praniu firan i zasłon. Chyba nikt rozsądny nie próbuje robić tego w domowej pralce. Kiedyś my także straciliśmy przy próbie zaoszczędzenia paru złotych. Skończyło się na kupnie nowych ubrań wizytowych.
I tym razem wszystko wyszło „perfect”. Kocyk także!


sobota, 25 kwietnia 2015

Sentymentalne spodnie



– A może by je wyrzucić? Zobacz, znowu się nie doprały… – Żona podsunęła mi pod oczy ciemnobrązowe sztruksowe spodnie. Odsunąłem nieco głowę, żeby móc cokolwiek dojrzeć.
– To nie tak, kochanie. One są czyste, to tylko zmiany spowodowane przez tarcie przy kieszeniach i suwaku, zobacz…
Ale Ania parsknęła tylko i poszła rozwieszać pozostałe pranie. Westchnąłem, powiesiłem spodnie i pomyślałem, że żona już drugi raz próbuje się ich pozbyć. Może nie wyglądały rewelacyjnie, ale były najwygodniejsze ze wszystkich. Poza tym lubiłem je i wiązały się z nimi pewne wspomnienia. Pierwsza randka z Anią, spacer po molo i takie tam… A mówią, że to kobiety są sentymentalne… W końcu je wyrzuci, powie, że mnie postarzają, że ona się wstydzi pokazywać z obdartusem, albo coś takiego…
Postanowiłem coś z tym zrobić. Trzeba koniecznie poprawić ich wygląd. Zadzwoniłem do Kuby. Poradził mi skorzystać z pralni chemicznej Perfect Clean.
– Dlaczego akurat ta? – spytałem.
– Bo ja z niej skorzystałem w podobnej sytuacji i z dobrym efektem. Uratowałem kilka ciuchów…
Rozmawialiśmy jeszcze chwilę. Następnego dnia spakowałem spodnie, skórzaną kurtkę – która także, moim zdaniem, była w niebezpieczeństwie – i powędrowałem do leżącej dwie ulice dalej pralni.
Miły i rzeczowy pracownik po obejrzeniu kurtki, w odpowiedzi na moje pytanie, poinformował mnie o tym, że renowacja odzieży skórzanej to skomplikowany proces. W większości prace wykonywane są ręcznie i obejmują oprócz czyszczenia korektę koloru oraz …
– No dobrze – przerwałem – a co można zrobić z tymi spodniami – pokazałem.
Pracownik obejrzał je uważnie i uśmiechnął się.
– Są w dobrym stanie. Można je jednak nieźle odmłodzić. Widzi pan, te otarcia spowodowały przebarwienia…
Zgodziłem się na zaproponowaną usługę Procolor i nie pożałowałem. Anię zamurowało i uratowałem zarówno spodnie jak i kurtkę. W ogóle przestała mówić o ich wyrzuceniu! Za to czasem wspominamy nasze pierwsze randki…

piątek, 24 kwietnia 2015

Przygoda w autobusie

Chłodny majowy poranek. Pierwszy dzień tygodnia czyli poniedziałek. Na ulicach ruch. Ludzie spieszą się do pracy , dzieci do szkoły. Ja również idę na przystanek żeby dojechać do pracy. Zazwyczaj jeżdżę samochodem, ale cóż auto też ma prawo się zepsuć. Stoję cierpliwie wśród tłumu ludzi na przystanku i czekam aż przyjedzie mój autobus. Ludzie się pchają ,dzieci z plecakami na plecach kręcą się obijając ludzi . Atmosfera na przystanku robi się coraz bardziej nerwowa. Autobus jest już spóźniony 5 minut. Patrzę na zegarek i zaczynam się denerwować. Zastanawiam się czy nie iść na postój taxi. W pewnej chwili podjeżdża mój autobus. Ludzie zaczęli się pchać. Dzieci bardzo sprytnie przepychali się wśród dorosłych aby wejść do środka. Ja również nie chciałem być gorszy i użyłem mojej siły aby w końcu być pasażerem autobusu. Podróż nie była zbyt komfortowa ,ale najważniejsze że zdążę do pracy. Jeszcze tylko chwila w tym tłoku i wysiadam. Nie wiedziałem iż moja przygoda dopiero się zacznie. Otóż okazało się że moja ulubiona kurtka skórzana na plecach jest zniszczona. Widocznie któreś z dzieci pomazało mi mazakiem parę kolorowych zygzaków .Byłem przerażony .Nie wiedziałem co robić. Dobrze że moja przyjaciółka doradziła mi pralnie ,gdzie zajmują się renowacją skóry. Niecierpliwie czekałem na koniec pracy, aby udać się do Perfect Clean po pomoc. Przyjęła mnie sympatyczna pani ,dla której moja kurtka nie była problemem. Obiecała mi ,iż kurtka po renowacji będzie wyglądała jak nowa. Podbudowany ruszyłem do domu .Minęły trzy dni .Nadeszła pora odbioru mojej ulubionej kurtki. W Perfect Clean była ta sama pani , która z uśmiechem podała mi moją skórę. Oniemiałem z wrażenia ,kurtka rzeczywiście wyglądała jak nowa. Nie wiedziałem jak mam dziękować. Dostałem również ulotkę z zakresem usług pralni. Na pewno mnie się przyda . Będę teraz klientem Perfect Clean.

Krochmal cioci

Ciocia Andzia mieszkała z nami przez wiele lat. Chociaż miała własne mieszkanie, większość czasu spędzała z naszą rodziną. Tak naprawdę była ciocią naszego taty, czyli naszą cioteczną babcią, czy jakoś tak. Ale zwyczajowo mówiliśmy do niej „ciociu”.
Bardzo dbała zarówno o kuchnię, jak i o resztę gospodarstwa domowego. Co tydzień zmieniała pościel, sama robiła „krochmal” z mąki ziemniaczanej. Wykrochmalona na sztywno i uprasowana za pomocą zabytkowej, radzieckiej jeszcze „Kalinki” zmiana pościeli tchnęła świeżością i wnosiła w nasze domostwo zapach i świąteczny nastrój praktycznie co tydzień.
Kiedy umarła skończyła się pewna epoka. Niedawno minęła piąta rocznica jej śmierci i moja Gabi chciała to jakoś upamiętnić. Zaproponowała powrót do starych zwyczajów.
– Moglibyśmy zmieniać pościel co tydzień, było to fajne, może teraz mało kto to robi, ale powiedzmy przez najbliższy miesiąc będzie nam ją to przypominało… – zaczęła, ale nie musiała nikogo namawiać. Nasze dzieciaki były zdecydowanie „za”! Ja także… Zwłaszcza, że mieliśmy skorzystać z usług pralni.
Pralnia Perfect Clean spełniała dotychczas nasze oczekiwania. Oferowała pranie pościeli i wiele innych usług. Można było tam na przykład skrócić spodnie, wyczyścić skórzaną kurtkę i kupić np. rolki do odpylania odzieży, oraz… krochmal w sprayu!
W piątkowy wieczór Gabi odebrała z pralni naszą pościel i nawet jej nie oglądając przystąpiła do Andziowego rytuału. Z pewnymi modyfikacjami. Spryskiwała krochmalem pościel i prasowała ją „Kalinką”. Wyszło rewelacyjnie, zupełnie jak u Andzi. Pościel była świeża, pachnąca, co tu dużo gadać, świąteczna…
Być może pościel odebrana z Perfect Clean miała podobne cechy, ale nigdy nie dane mi było tego sprawdzić. Jest super, chociaż trochę mnie martwi, co będzie, gdy „Kalinka” się zepsuje?...


czwartek, 23 kwietnia 2015

Pokaz

Zadzwonił do mnie telefon . Usłyszałem w słuchawce damski miły głos. Pani zaprosiła mnie na pokaz niezwykłej wełnianej pościeli . Postanowiłem pójść na ten pokaz tym bardziej że był dwa bloki dalej. Początek był trochę nudny ,przedstawiali firmę jaką reprezentują, oraz towar czyli pościel wełnianą .Byłem nieco znudzony tymi bajkami na temat cudownej , leczniczej pościeli , która dzięki swoim właściwościom da nam zdrowy ,spokojny sen, a co najważniejsze dawali słowo honoru iż ta pościel nie wchłania kurzu i brudu. Ma służyć bez prania nawet 10 lat. Trudno mi było w to uwierzyć, ale trzeba przyznać że mają dar przekonywania. Byłem cały podekscytowany .Podjąłem szybką decyzję –kupuję. Tak też zrobiłem i cały obładowany wróciłem do domu. Koszt nie był niski, ale czego się nie robi dla polepszenia komfortu życia. Mijały tydzień za tygodniem .Pościel sprawowała się całkiem nieźle. Przyznam iż uważałem swój zakup za bardzo udany. Tak było do czasu aż ujrzałem w niektórych miejscach oznaki przybrudzenia. Niestety nie chciałem już spać w takiej pościeli. Według zaleceń producenta postanowiłem sam wyprać ją w wannie w lanolinie. Efekt niestety nie był zadowalający. Tyle mojej pracy a pościel wyglądała gorzej niż przed praniem. Koleżanka doradziła mi ,abym zaniósł ją do pralni Perfect Clean. Poszedłem najpierw się zapytać czy podejmą się wyprania mojej pościeli. Bardzo sympatyczna pani z uśmiechem na ustach wyjaśniła mi zasadę prania takiej pościeli. Zaryzykowałem i na drugi dzień z samego rana z ogromnym pakunkiem zameldowałem się w Perfect Clean. Na pościel czekałem tylko dwa dni. Czyściutka pościel znowu zawitała na moim łóżku .Jestem bardzo zadowolony z usług pralni. Dostałem ulotkę z usługami i cenami. Zapewne jeszcze nie raz skorzystam z ich usług. Już szykuję kilka koszul i dwa koce. Wydaje mi się iż będę stałym klientem pralni Perfect clean.

Cyklistka

W sobotę żona wybrała się z koleżanką na wycieczkę rowerową. Raz na miesiąc miały zwyczaj jeździć do którejś z podmiejskich, atrakcyjnych turystycznie miejscowości. Wróciła nieco wcześniej niż mówiła i miała nieszczęśliwą minę. W drodze powrotnej ścieżkę rowerową przebiegł im jakiś bezpański kundel. Zahamowała gwałtownie, niestety pechowo wkręciła dół spódnicy między zębatkę a łańcuch. Z trudem wyciągnęła materiał, udało jej się go nie rozerwać, był jednak cały pobrudzony smarem.
– Ale ja jestem głupia! Zamiast spodni zachciało mi się jeździć w spódnicy… Było tak gorąco – próbowała się usprawiedliwić. Zacząłem ją pocieszać, że na pewno nasza pralka poradzi sobie z tymi plamami.
Nic z tego! Mimo trzykrotnego prania pozostały wyraźne ślady. Zuzia myślała o podwyższeniu temperatury prania, lecz odradziłem jej to stanowczo.
– Spódnica może stracić barwy – już nawet jakby wyblakła – a nawet wygląda jak wymięta. Może spróbujemy skorzystać z oferty pralni chemicznej Perfect Clean, której reklamę widziałem w gazecie. Specjalizuje się ona w czyszczeniu odzieży tekstylnej, ma doświadczonych fachowców i używa nowoczesnych środków czyszczących. Zresztą mój kolega też był zadowolony z wyczyszczenia jego krawatów.
Spakowałem kieckę żony i udałem się pod wskazany w reklamie adres. Pracownik obejrzał dokładnie spódnicę i oprócz czyszczenia zaproponował dodatkowo usługę Procolor. Miała ona wzmocnić kolory i je utrwalić.

Po odbiór poszliśmy razem z Zuzią. Dokładnie przyjrzała się zwróconemu ciuchowi i była zachwycona. Spódnica wyglądała jak nowa. Po plamach ani śladu, kolory żywe. Zapłaciliśmy dosyć umiarkowaną cenę i w doskonałych humorach wróciliśmy do domu. Po drodze mój Zuziaczek głośno zastanawiał się nad powierzeniem pralni wszystkich tych swoich ciuchów, które utraciły pierwotną intensywność koloru.

środa, 22 kwietnia 2015

Dywanik

Gdy byłem jeszcze małym chłopcem niemal co roku przynajmniej miesiąc wakacji spędzałem u dziadków. Na ścianie przy łóżku wisiał przymocowany do niej… dywan. Dzisiaj wiem, że taki „dywanik” nazywa się kilim, ale wtedy nie obchodziło mnie to. Przedstawiał jakąś bajkową scenę z wróżką, czarownicą i dwojgiem małych dzieci. Gdy nie mogłem zasnąć wpatrywałem się w niego i nigdy mi się to nie znudziło, mimo, że na dywaniku pozornie nic się nie działo. Dziecięca wyobraźnia pracowała, to wystarczało do zabawy.
Niedawno zmarła ciocia mojej żony, Krysia. Byliśmy jej najbliższą rodziną, nam więc przypadło w udziale zająć się porządkami po jej śmierci. W jednej z szaf znalazłem coś, co przypomniało mi dzieciństwo. Zwinięty w rulon, z zaczepami… Nie, to nie był ten kilim, który pamiętałem… Ale także bardzo mi się podobał.
Przedstawiał kwitnący ogród z ławeczką. Siedział na niej staruszek z laską, uśmiechał się i pobłażliwie patrzył na bawiące się u jego stóp dzieci. Piękny, ale…
– Chyba nie chcesz tego zatrzymać?! – Moja Basia aż poczerwieniała. – Jest brudny, stary i sam powąchaj… śmierdzi!
– To pewnie jakiś środek na mole. Za to nie ma ani jednej dziury. Myślę, że da się wyczyścić. A że jest stary… no cóż? Ale jaki piękny! – Opowiedziałem żonie o moich wakacyjnych wspomnieniach. Udobruchała się nieco, reszty postanowiłem dokonać czynem.
Wiedziałem, że znajdująca się w pobliżu pralnia chemiczna Perfect Clean zajmuje się czyszczeniem dywanów, a poza tym nie boi się trudnych wyzwań.
Przy odbiorze zaskoczony byłem zmianą wyglądu dywanika. Nie wierzyłem własnym oczom. Zrobił się o wiele jaśniejszy, z jakiegoś „uklepanego” stał się puszysty… Spojrzałem zdumiony na pracownika. Uśmiechnął się do mnie i powiedział:
– Nie pan pierwszy się dziwi! Mamy doskonałe, bardzo nowoczesne środki i doświadczonych pracowników.
Podziękowałem i poszedłem do domu. Dywanik oczywiście pozostał. Żona oświadczyła, że jest piękny, ładnie pachnie i …odmłodniał!


Niespodzianka

Kiedy byłem mały, zawsze marzyłem, aby mieć w domu jakieś zwierzątko, najlepiej psa. Niestety rodzice za żadne skarby nie chcieli się na to zgodzić. Mama uważała, że jestem za mały, aby podjąć się opieki nad psem. Tłumaczyła mi, że potrzebuje on częstych spacerów, brudzi w domu, zostawia wszędzie sporo sierści, przez to wymaga intensywnego sprzątania. Poza tym tata często choruje, jest uczulony na psią sierść. Pogodziłem się z tym, że nigdy nie będę miał swego czworonożnego przyjaciela. Pewnego dnia, miałem wtedy dziesięć lat, mama przyniosła do domu małego kotka. Mówiła, że błąkał się samotny na ulicy i postanowiła go przygarnąć, przynajmniej do czasu, aż ktoś go nie będzie szukał. W końcu Puszek, bo tak go nazwałem został z nami na dłużej. Niestety już pierwszego dnia nie dawał o sobie zapomnieć. Skakał po parapecie, strącił dwa kwiaty, podarł pazurkami firanę i zamiast załatwić swoje potrzeby do kuwety, nabrudził na nowiutką pościel. Mama była trochę zła, ale z rozmowy rodziców, którą usłyszałem wynikało, że udali się z tą pościelą do pralni chemicznej Perfect Clean. Powiedziano im, że świadczone są takie usługi jak między innymi pranie pościeli. Słyszałem też o czyszczeniu wyrobów tekstylnych, ale wtedy nie rozumiałem o co chodzi. W każdym razie po kilku dniach rodzice odebrali pościel wyglądającą jak nowa, nie było na niej śladów Puszkowych wybryków. Pralnia istnieje i rozwija się do tej pory i czasami korzystam z jej usług. Następnie zabraliśmy kota do weterynarza na kontrolne badania. Na szczęście okazało się, że to okaz zdrowia. Niestety Puszek nie był moim wymarzonym psem, tylko kotem, ale mimo to przywiązałem się do niego bardzo, on do mnie również.

wtorek, 21 kwietnia 2015

Barwy pawia

nową We wtorek moja Kasia wyjechała do sanatorium. Na ten wyjazd czekała od lat. Miała nadzieję na beztroski wypoczynek („z dala od ciebie” – jak czasem żartowała) no i może na jakąś poprawę stanu swojego kręgosłupa. W kurorcie, gdzie się udała, miała w pakiecie mnóstwo zabiegów leczniczych.
Jako „słomiany wdowiec” nie miałem w planach wykorzystywać jej nieobecności. Jednak na propozycję kumpla Jarka (obejrzenie w jego towarzystwie gali boksu plus nasze ulubione piwko) przystałem z radością.
Transmisja przeciągnęła się do północy; wracałem nocnym. W autobusie było dość dużo ludzi, niedaleko mnie jakiś śmierdzący wódką osobnik śpiewał… śpiewał tak:
„Basia, Basia, Basia, Basia… Baaasia, Baaasia, Ba-sia, Ba-sia… I tak dalej… Byłem odwrócony do niego plecami, gdy pojazd gwałtownie zahamował przed przystankiem. Śpiewak najpierw czknął dziwnie a potem… zwymiotował na moją kurtkę! Zamarłem, otworzyły się drzwi, wokalista beknął rozpaczliwie, z trudem wysiadł i kontynuował wypróżnianie „tą stroną” do przystankowego kosza na śmieci.
– Z dwojga złego lepiej tą stroną… – zaczął jakiś dowcipniś, ale gdy na mnie spojrzał, zrezygnował z konwersacji.
Przez następne trzy dni próbowałem doprać kurtkę i usunąć ślady tego niefortunnego zdarzenia. Bez większych rezultatów. Kurtka wciąż nosiła ślady posiłku „basisty”, jak go nazywałem w myślach. Różnokolorowe plamy; „pawie”, jak je określił kumpel, któremu o tym opowiedziałem. Zaproponował mi pralnię chemiczną Perfect Clean. Powiedział, że rozwiązała już kiedyś jego problem, dosyć podobny…
– W czyszczeniu odzieży tekstylnej to moim zdaniem najlepsza firma – powiedział.
Rada okazała się dobra. Nie tylko zniknęły plamy, ale kurtka (dzięki dodatkowym usługom, których nazw niestety nie pamiętam) nabrała nowego wyglądu.
Gdy wróciła Kasia, sądziła, że kupiłem kurtkę. Długo nie chciała uwierzyć, przekonał ją ostatecznie rachunek z pralni. Choć i tak była zaskoczona umiarkowaną ceną tej restauracji… Gdyby jeszcze wiedziała o „basiście”…


poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Nowy kożuszek

Tego dnia wybraliśmy się na przedświąteczne zakupy. Oczywiście naszą starą „bryką” – wysłużonym Audi 80. To prawie zabytek, ale jak na złość nie chce się popsuć na dobre. Pewnie to skutek regularnych przeglądów, starannej konserwacji, no i ostrożnej jazdy mojej żony – bo to ona zwykle prowadzi.
W markecie spędziliśmy kilka godzin. Po zakończeniu zakupów, z wypełnionym po brzegi wózkiem, udaliśmy się w kierunku parkingu. Nagle Aniulka dostrzegła jakiś szyld w galerii handlowej i zatrzymała się jak wryta.
– To tutaj była... – wyszeptała.
Okazało się, że koleżanka z pracy opowiadała o swoich kłopotach z zamszową kurtką, jej ulubioną. Dała ją do przefarbowania w firmie Perfect Clean i była bardzo zadowolona z wykonania tej usługi. Tak się składa, że żona również ma podobny problem ze swoim nieco spłowiałym kożuszkiem i potrzebuje usługi renowacji odzieży skórzanej.
Ruszyła naprzód, chciałem jej towarzyszyć, ale z wózkiem było to mało praktyczne. Usiadłem więc aby go popilnować i poczekać aż wróci Aniulka. Wróciła, ale tylko na moment… Pogrzebała w zakupach w wózku, coś zabrała, bąknęła, że zaraz wróci i poleciała z powrotem. Po dziesięciu minutach wróciła, tym razem na dobre. Była bez kożuszka, za to niosła jakąś reklamówkę.
– Wszystko załatwiłam! Kożuszek przefarbują mi na identyczny kolor jak kupione przed chwilą rękawiczki, zabrałam je na wzór. Na szczęście są ciemniejsze i da się to zrobić! Jaka miła obsługa, no i ceny powiem ci, kochanie, zupełnie przyzwoite…
– Kupiłaś coś jeszcze skarbie? – Zapytałem przyglądając się reklamówce. – Co tam masz?
– Tylko taki fajny, przepuszczający powietrze pokrowiec, i – nawet nie wiedziałam, że jest coś takiego! – wodę zapachową do żelazka…
Zapakowaliśmy „łupy” do kufra naszej „bryki” i wróciliśmy do domu.
Odebrany kożuszek okazał się rewelacyjny. Gdybym nie wiedział, że to on, chyba bym go nie poznał… Zachwycona Aniulka zaraz popędziła na spotkanie ze swoimi „kumpelkami” aby pochwalić się „nowym” kożuszkiem.


Złośliwość rzeczy martwych

Niedawno sprawiliśmy sobie pralkę firmy Indesit. Sporo słyszałem o produktach tej firmy, że są w idealnym stanie, rzadko się psują, dlatego wybór tej pralki był oczywisty. Tak się świetnie złożyło, że mnóstwo rzeczy nadawało się do prania. Kilka bluzek, trzy pary spodni, wiele skarpetek, bielizna żony, ręcznik, koc, dwa komplety pościeli, nawet firanki zaczęły żółknąć. Był idealny moment na wypróbowanie nowej pralki. Posortowaliśmy te nasze wszystkie rzeczy jak należy, żeby nic nie farbowało i włożyliśmy je do nowego sprzętu, wcześniej sprawdzając jak działa. Włączyliśmy odpowiedni program w automacie i zajęliśmy się przygotowywaniem obiadu. Na początku wszystko się prało, jak należy. W pewnym momencie usłyszałem hałaśliwe stukanie i bardzo głośny dźwięk silnika. Natychmiast zajrzałem do łazienki. Zobaczyłem, jak pienista kałuża piętrzy się na podłodze i na moim ukochanym, małym puszystym dywaniku. Wyłączyłem pralkę i zacząłem szukać przyczyny tej awarii. Nie znalazłem nic szczególnego, a że nowy produkt podlega gwarancji, od razu zadzwoniłem do sklepu, gdzie ją kupiłem. Pan z serwisu obiecał, że jutro przyjedzie i do niej zajrzy. Tylko, że zaczęliśmy się zastanawiać, w jaki sposób wyprać większość rzeczy. Najpierw pomyślałem sobie, że pożyczę od babci starą, niezawodną Franię, ale do babci mam trzydzieści kilometrów. Niedaleko znajduje się pralnia Perfect Clean, słyszałem o niej same pozytywne opinie, więc zaniosłem tam całe naręcze rzeczy do wyprania. Na szczęście lepiej trafić nie mogłem. Miła obsługa, zajmują się akurat praniem koców, pościeli, dywanów, ręczników i tak dalej, a także czyszczeniem odzieży. Jak będzie taka potrzeba, zaniosę tam mój nowy garnitur, gdyby wymagał czyszczenia. Po kilku dniach odebrałem wszystkie rzeczy idealnie czyste, a pralkę wymieniłem na zupełnie inną. Mam nadzieję, że spełni ona swoje zadanie i długo podziała.

sobota, 18 kwietnia 2015

Przedświąteczne porządki

Przed minionymi Świętami Bożego Narodzenia wzięliśmy się z żoną za gruntowne porządki. Dwóm osobom niewidomym nie jest łatwo wszystkiego ogarnąć, ale my dajemy sobie radę, jak tylko możemy. Sporadycznie zdarza się, że poprosimy kogoś o pomoc, ale staramy się sami rozwiązywać nasze małe i większe problemy, pomagając sobie wzajemnie. Pewnego dnia, gdy ja zająłem się ścieraniem kurzu, a żona myciem okien, odwiedziła nas sąsiadka. Z panią Marysią mamy dobre relacje, często się odwiedzamy i także czasem sobie pomagamy. Ja nie przerywając sprzątania, słyszałem strzępki rozmowy. W pewnym momencie pani Marysia, chwaląc nas, jak sobie dobrze radzimy, powiedziała: „Kasiu, nie obraź się kochana, ale… Te firanki troszkę zażułkły.” Kasia się zmartwiła, bo prała je kilkakrotnie. Rozważała nawet wyrzucenie starych firan i kupienie nowych, ale one nie były zniszczone. Po krótkiej dyskusji, postanowiliśmy oddać je w dobre ręce pracowników pobliskiej pralni Perfect Clean, której usługi poleciła nam pani Marysia. Sympatyczna pani opowiedziała nam o usługach pralni. Perfect Clean zajmuje się nie tylko praniem firan, ale również koszul, dywanów, pościeli, a także czyszczeniem odzieży i renowacją odzieży skórzanej. Zostawiliśmy więc tam te nasze nieszczęsne firanki, wierząc, że będą doprowadzone do porządku. Ta pani nawet odprowadziła nas do wyjścia. Odebraliśmy je po trzech dniach. Kilka osób widzących zapewniło nas, że wyglądają jak nowe i są idealnie czyste. Ja nawet wyczułem, że zrobiły się trochę bardziej gładkie w dotyku. Po intensywnym sprzątaniu nadszedł czas na gotowanie, aż wreszcie mogliśmy odpocząć przy Wigilijnym stole. Cieszyć się sobą podczas dzielenia się opłatkiem, śpiewania kolęd i rozpakowywania prezentów. A jak coś się pobrudzi i nie będzie można tego doprać, na pewno odwiedzimy pralnię Perfect Clean.

środa, 15 kwietnia 2015

Niezwykłe spotkanie

Piękna słoneczna niedziela. Dzień który najbardziej lubię ja i mój pies Bruno. Postanowiłem wybrać się na spacer. Pies wesoło merda ogonem i biega od drzwi do mnie. Wiem co to znaczy. Założyłem mu smycz i wyszliśmy z domu. Szedłem w zamyśleniu tam gdzie pies mnie prowadził. W pewnym momencie dostrzegłem polankę. Bruno wiedział gdzie mnie zaprowadzić. Wkoło las ,cisza ,słychać śpiew ptaków. Pies mógł się wybiegać a ja miałem czas żeby pomyśleć o swoim życiu i odetchnąć od zgiełku i hałasu. Usiadłem w cieniu drzew, pies szczęśliwy biegał a ja pogrążyłem się w zadumie. Nagle usłyszałem przeraźliwy pisk i szczekanie mojego Bruna. Zerwałem się z miejsca i pobiegłem w tamtą stronę. Ujrzałem piękną przerażoną młodą dziewczynę która podobnie jak ja szukała ciszy i spokoju. Na rozłożonym kocu dostrzegłem kosz z jedzeniem, którym zajął się już mój pies. Było mi wstyd gdy zobaczyłem rozlany sok, okruchy jedzenia, ogólnie mówiąc jeden wielki bałagan. Zacząłem nerwowo sprzątać ,ale niestety plamy z soku i keczupu zostały. Śliczny różowy koc nadawał się do prania. Zawsze korzystam z usług pralni Perfect Clean. To jest moja ulubiona pralnia z bardzo miłą obsługą .Zwinąłem koc i obiecałem nieznajomej iż oddam w idealnym stanie. W międzyczasie przedstawiłem się i przeprosiłem w imieniu swoim i Bruna. Dziewczyna uśmiechnęła się przyjaźnie. Tak właśnie zaczęła się nasza znajomość. Katarzyna bo tak właśnie miała na imię poznana dziewczyna dała mi swój numer telefonu. Koc oddałem do pralni .Po dwóch dniach odebrałem czyściutki w idealnym stanie. Muszę przyznać że Perfect clean ślicznie pierze koce. Mięciutki różowy koc wyglądał jak nowy. Umówiłem się z Kasią ,oddałem koc i tak zaczęła się nasza znajomość. Spotykamy się bardzo często .Mam nadzieję że coś z tego będzie.

wtorek, 14 kwietnia 2015

Ważne wydarzenie

Moja córka Agatka za kilka dni urządza sobie imprezę z okazji ukończenia studiów i obrony pracy magisterskiej. Wspólnie z żoną wyraziliśmy zgodę na wyprawienie uroczystości . w domu. My oczywiście znikamy z domu . Mamy pełne zaufanie do naszej dorosłej córki. Trwają ostatnie przygotowania . Stoły pozastawiane ,sprzęt przygotowany. Agatka wystrojona i podekscytowana czeka na pierwszych gości .My spędzamy ten dzień u naszych przyjaciół. Urządzamy sobie też imprezę, ale w gronie dorosłych. W tak miłej atmosferze czas zleciał nam bardzo szybko. Nadszedł czas powrotu do domu. To co zobaczyłam po przekroczeniu progu mojego domu przerosło mnie całkowicie . To że wszystko było porozrzucane nie przeraziło mnie ,jednak jak spojrzałam na mój piękny wełniany dywan cały poplamiony nawet nie wiem czym to płakać mi się chciało. W pierwszym momencie usiadłam załamana, nie wiedziałam co mam robić. Ozdoba mojego salonu cała w plamach .Sądziłam że nic już z tego dywanu nie będzie. Nagle doznałam olśnienia .Przecież jest u nas perfect clean, pralnia która potrafi zdziałać cuda. Natychmiast zdjęliśmy z podłogi dywan zapakowaliśmy do samochodu i kierunek pralnia. Obsługa cudowna, pani z uśmiechem na twarzy pocieszyła mnie. Stwierdziła iż piorą dywany i radzą sobie z nie takimi plamami jak te .Podbudowana opuściłam perfect clean. Za trzy dni odbieram dywan. Ciekawa jestem jak go wypiorą. Jestem pedantką ,trudno mnie zadowolić, ale tyle dobrego słyszałam o tej pralni, także jestem pełna optymizmu. Dzisiaj wielkie porządki Agata pomaga mi jak może .Podłoga lśni .Za chwilę decydujący moment mój dywan zostanie ponownie rozłożony w pokoju . Jest pięknie wyczyszczony. Brak jakichkolwiek plam, wygląda jakby dopiero co został kupiony. Jestem pod wrażeniem. Wszystkim moim znajomym polecę tą pralnie bo naprawdę jest godna polecenia.

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Pięćdziesiąte urodziny

W zeszłą niedzielę moja mama miała pięćdziesiąte urodziny. Długo ją namawiałem, aby zaprosiła rodzinę, przyjaciół, wyprawiła małą imprezkę, lub chuczne przyjęcie, ale stwierdziła, że to najzwyklejszy dzień, jak każdy inny. Powiedziała, że kto o niej pamięta i zechce, ten ją odwiedzi, ale w końcu mama dała się przekonać. Już kilka dni wcześniej zająłem się przygotowaniem do uroczystości. Pieczeniem ciast i przyrządzaniem innych potraw. W niedzielę przybyła przyjaciółka mamy i cała najbliższa rodzina, nawet przyleciał wujek, mamy brat, który obecnie mieszka w Norwegii. Bardzo się ucieszyłem, bo mam z wujkiem świetne relacje, jesteśmy sobie bliscy. Kiedy już wszyscy goście się zebrali, najpierw zaśpiewaliśmy sto lat, potem podałem kawę i ciasto, następnie była kolacja. Później z wujkiem Mirkiem postanowiliśmy sobie wypić po drinku i kontynuowaliśmy rozmowę. Opowiadał mi sporo o Norwegii i swojej pracy. Zawsze ciekawie opowiada, nierzadko gestykulując przy tym. Rozgadał się tak, popijając trzeciego drinka, przechylił niefortunnie szklankę i wylał jej zawartość na siebie. Jego koszula oraz dywan pokryły się licznymi plamami. Próbowałem je wyczyścić, niestety bezskutecznie. Na szczęście babcia poleciła nam pralnię Perfect Clean, do której kiedyś zaniosła koc. Po czyszczeniu wyglądał jak nowy. W poniedziałek rano zabrałem tę wujkową koszulę oraz dywan i zaniosłem do wyżej wymienionej pralni. Tak się złożyło, że zajmują się między innymi akurat praniem dywanów i koszul. W firmie panowała miła atmosfera. Opowiedziano mi, jakie środki czystości będą zastosowane. Po dwóch dniach odebrałem dywan i koszulę, na których nie było ani śladu po naszej imprezie. Wujek co prawda wrócił już do Norwegii, ale zadzwonił, jak tylko doleciał na miejsce. Żartował, że jak tylko przyleci na święta do Polski, przygotujemy kolejną podobną imprezę,, ale tym razem szybciej wypije to co będzie miał w szklance, żeby nie zdążył rozlać. A jeśli nawet zdarzy się coś pobrudzić, odwiedzimy pralnię Perfect Clean. Obaj jesteśmy z niej bardzo zadowoleni.