Gdy byłem jeszcze małym chłopcem niemal co roku przynajmniej
miesiąc wakacji spędzałem u dziadków. Na ścianie przy łóżku wisiał przymocowany
do niej… dywan. Dzisiaj wiem, że taki „dywanik” nazywa się kilim, ale wtedy nie
obchodziło mnie to. Przedstawiał jakąś bajkową scenę z wróżką, czarownicą i
dwojgiem małych dzieci. Gdy nie mogłem zasnąć wpatrywałem się w niego i nigdy
mi się to nie znudziło, mimo, że na dywaniku pozornie nic się nie działo.
Dziecięca wyobraźnia pracowała, to wystarczało do zabawy.
Niedawno zmarła ciocia mojej żony, Krysia. Byliśmy jej
najbliższą rodziną, nam więc przypadło w udziale zająć się porządkami po jej
śmierci. W jednej z szaf znalazłem coś, co przypomniało mi dzieciństwo.
Zwinięty w rulon, z zaczepami… Nie, to nie był ten kilim, który pamiętałem… Ale
także bardzo mi się podobał.
Przedstawiał kwitnący ogród z ławeczką. Siedział na niej
staruszek z laską, uśmiechał się i pobłażliwie patrzył na bawiące się u jego
stóp dzieci. Piękny, ale…
– Chyba nie chcesz tego zatrzymać?! – Moja Basia aż
poczerwieniała. – Jest brudny, stary i sam powąchaj… śmierdzi!
– To pewnie jakiś środek na mole. Za to nie ma ani jednej
dziury. Myślę, że da się wyczyścić. A że jest stary… no cóż? Ale jaki piękny! –
Opowiedziałem żonie o moich wakacyjnych wspomnieniach. Udobruchała się nieco,
reszty postanowiłem dokonać czynem.
Wiedziałem, że znajdująca się w pobliżu pralnia chemiczna
Perfect Clean zajmuje się czyszczeniem dywanów, a poza tym nie boi się trudnych
wyzwań.
Przy odbiorze zaskoczony byłem zmianą wyglądu dywanika. Nie
wierzyłem własnym oczom. Zrobił się o wiele jaśniejszy, z jakiegoś „uklepanego”
stał się puszysty… Spojrzałem zdumiony na pracownika. Uśmiechnął się do mnie i
powiedział:
– Nie pan pierwszy się dziwi! Mamy doskonałe, bardzo
nowoczesne środki i doświadczonych pracowników.
Podziękowałem i poszedłem do domu. Dywanik oczywiście
pozostał. Żona oświadczyła, że jest piękny, ładnie pachnie i …odmłodniał!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz