poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Złośliwość rzeczy martwych

Niedawno sprawiliśmy sobie pralkę firmy Indesit. Sporo słyszałem o produktach tej firmy, że są w idealnym stanie, rzadko się psują, dlatego wybór tej pralki był oczywisty. Tak się świetnie złożyło, że mnóstwo rzeczy nadawało się do prania. Kilka bluzek, trzy pary spodni, wiele skarpetek, bielizna żony, ręcznik, koc, dwa komplety pościeli, nawet firanki zaczęły żółknąć. Był idealny moment na wypróbowanie nowej pralki. Posortowaliśmy te nasze wszystkie rzeczy jak należy, żeby nic nie farbowało i włożyliśmy je do nowego sprzętu, wcześniej sprawdzając jak działa. Włączyliśmy odpowiedni program w automacie i zajęliśmy się przygotowywaniem obiadu. Na początku wszystko się prało, jak należy. W pewnym momencie usłyszałem hałaśliwe stukanie i bardzo głośny dźwięk silnika. Natychmiast zajrzałem do łazienki. Zobaczyłem, jak pienista kałuża piętrzy się na podłodze i na moim ukochanym, małym puszystym dywaniku. Wyłączyłem pralkę i zacząłem szukać przyczyny tej awarii. Nie znalazłem nic szczególnego, a że nowy produkt podlega gwarancji, od razu zadzwoniłem do sklepu, gdzie ją kupiłem. Pan z serwisu obiecał, że jutro przyjedzie i do niej zajrzy. Tylko, że zaczęliśmy się zastanawiać, w jaki sposób wyprać większość rzeczy. Najpierw pomyślałem sobie, że pożyczę od babci starą, niezawodną Franię, ale do babci mam trzydzieści kilometrów. Niedaleko znajduje się pralnia Perfect Clean, słyszałem o niej same pozytywne opinie, więc zaniosłem tam całe naręcze rzeczy do wyprania. Na szczęście lepiej trafić nie mogłem. Miła obsługa, zajmują się akurat praniem koców, pościeli, dywanów, ręczników i tak dalej, a także czyszczeniem odzieży. Jak będzie taka potrzeba, zaniosę tam mój nowy garnitur, gdyby wymagał czyszczenia. Po kilku dniach odebrałem wszystkie rzeczy idealnie czyste, a pralkę wymieniłem na zupełnie inną. Mam nadzieję, że spełni ona swoje zadanie i długo podziała.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz