poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Posłanie Milusia

Na dziesiąte urodziny nasza córka, Jarzębinka (naprawdę nazywa się Kalina, ale nikt tak do niej nie mówi) dostała w prezencie pieska. Dziewczynka już od dawna chciała mieć psa. Przez pewien czas próbowaliśmy jej to wyperswadować, nie bardzo wierząc w gorące zapewnienia, że „naprawdę, ale to naprawdę” będzie się nim opiekować, chodzić na spacery, karmić itd. W końcu ulegliśmy…
Jarzębinka dała mu na imię Miluś, na pamiątkę małego smoka z komiksów, które uwielbiała czytać. Powiedziała, że szczeniak ziewa jak smok. Ze zdziwieniem zauważyliśmy, że córka dobrze wywiązuje się ze swoich obowiązków właścicielki. Miluś był do niej ślepo przywiązany. Rósł szybko i wkrótce z małego kojca przeniósł się do własnego kąta z posłaniem (mieszkanie klasy M-koc, jak Jarzębinka nazwała to lokum).
Ostatnio nasza sąsiadka musiała wyjechać; poprosiła nas o zaopiekowanie się jej kotką. Może się to wydać dziwne, że zwróciła się z tym do posiadaczy psa, ale zwierzaki znały się od małego, nie tylko tolerowały, ale wręcz lubiły się razem bawić. Miluś nawet parę razy pogonił jamnika, który szczekał na kotkę. Odtąd przyjaźń się pogłębiła, zwłaszcza z jej strony.
Podczas pobytu u nas nawet spała na jego posłaniu. Po powrocie kotki do właścicielki, pozostał jednak pewien problem. Trzeba było wyprać koc psa, na którym sublokatorka pozostawiła sporo sierści. Chciałem wyprać go w pralce, ale Krysia zaprotestowała.
– Zanieś koc do pralni, zwłaszcza, że mam sporo rzeczy, których nie da się uprać w pralce.
Zapakowałem rzeczy do prania i poszedłem do pobliskiej pralni chemicznej Perfect Clean. Od dawna korzystaliśmy z jej usług, przy czyszczeniu moich garniturów, garsonek żony a także praniu firan i zasłon. Chyba nikt rozsądny nie próbuje robić tego w domowej pralce. Kiedyś my także straciliśmy przy próbie zaoszczędzenia paru złotych. Skończyło się na kupnie nowych ubrań wizytowych.
I tym razem wszystko wyszło „perfect”. Kocyk także!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz