czwartek, 23 kwietnia 2015

Cyklistka

W sobotę żona wybrała się z koleżanką na wycieczkę rowerową. Raz na miesiąc miały zwyczaj jeździć do którejś z podmiejskich, atrakcyjnych turystycznie miejscowości. Wróciła nieco wcześniej niż mówiła i miała nieszczęśliwą minę. W drodze powrotnej ścieżkę rowerową przebiegł im jakiś bezpański kundel. Zahamowała gwałtownie, niestety pechowo wkręciła dół spódnicy między zębatkę a łańcuch. Z trudem wyciągnęła materiał, udało jej się go nie rozerwać, był jednak cały pobrudzony smarem.
– Ale ja jestem głupia! Zamiast spodni zachciało mi się jeździć w spódnicy… Było tak gorąco – próbowała się usprawiedliwić. Zacząłem ją pocieszać, że na pewno nasza pralka poradzi sobie z tymi plamami.
Nic z tego! Mimo trzykrotnego prania pozostały wyraźne ślady. Zuzia myślała o podwyższeniu temperatury prania, lecz odradziłem jej to stanowczo.
– Spódnica może stracić barwy – już nawet jakby wyblakła – a nawet wygląda jak wymięta. Może spróbujemy skorzystać z oferty pralni chemicznej Perfect Clean, której reklamę widziałem w gazecie. Specjalizuje się ona w czyszczeniu odzieży tekstylnej, ma doświadczonych fachowców i używa nowoczesnych środków czyszczących. Zresztą mój kolega też był zadowolony z wyczyszczenia jego krawatów.
Spakowałem kieckę żony i udałem się pod wskazany w reklamie adres. Pracownik obejrzał dokładnie spódnicę i oprócz czyszczenia zaproponował dodatkowo usługę Procolor. Miała ona wzmocnić kolory i je utrwalić.

Po odbiór poszliśmy razem z Zuzią. Dokładnie przyjrzała się zwróconemu ciuchowi i była zachwycona. Spódnica wyglądała jak nowa. Po plamach ani śladu, kolory żywe. Zapłaciliśmy dosyć umiarkowaną cenę i w doskonałych humorach wróciliśmy do domu. Po drodze mój Zuziaczek głośno zastanawiał się nad powierzeniem pralni wszystkich tych swoich ciuchów, które utraciły pierwotną intensywność koloru.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz