W sobotę żona wybrała się z koleżanką na wycieczkę rowerową.
Raz na miesiąc miały zwyczaj jeździć do którejś z podmiejskich, atrakcyjnych
turystycznie miejscowości. Wróciła nieco wcześniej niż mówiła i miała
nieszczęśliwą minę. W drodze powrotnej ścieżkę rowerową przebiegł im jakiś
bezpański kundel. Zahamowała gwałtownie, niestety pechowo wkręciła dół spódnicy
między zębatkę a łańcuch. Z trudem wyciągnęła materiał, udało jej się go nie
rozerwać, był jednak cały pobrudzony smarem.
– Ale ja jestem głupia! Zamiast spodni zachciało mi się
jeździć w spódnicy… Było tak gorąco – próbowała się usprawiedliwić. Zacząłem ją
pocieszać, że na pewno nasza pralka poradzi sobie z tymi plamami.
Nic z tego! Mimo trzykrotnego prania pozostały wyraźne
ślady. Zuzia myślała o podwyższeniu temperatury prania, lecz odradziłem jej to
stanowczo.
– Spódnica może stracić barwy – już nawet jakby wyblakła – a
nawet wygląda jak wymięta. Może spróbujemy skorzystać z oferty pralni
chemicznej Perfect Clean, której reklamę widziałem w gazecie. Specjalizuje się
ona w czyszczeniu odzieży tekstylnej, ma doświadczonych fachowców i używa
nowoczesnych środków czyszczących. Zresztą mój kolega też był zadowolony z
wyczyszczenia jego krawatów.
Spakowałem kieckę żony i udałem się pod wskazany w reklamie
adres. Pracownik obejrzał dokładnie spódnicę i oprócz czyszczenia zaproponował dodatkowo
usługę Procolor. Miała ona wzmocnić kolory i je utrwalić.
Po odbiór poszliśmy razem z Zuzią. Dokładnie przyjrzała się
zwróconemu ciuchowi i była zachwycona. Spódnica wyglądała jak nowa. Po plamach
ani śladu, kolory żywe. Zapłaciliśmy dosyć umiarkowaną cenę i w doskonałych
humorach wróciliśmy do domu. Po drodze mój Zuziaczek głośno zastanawiał się nad
powierzeniem pralni wszystkich tych swoich ciuchów, które utraciły pierwotną
intensywność koloru.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz