Ciocia Andzia mieszkała z nami przez wiele lat. Chociaż
miała własne mieszkanie, większość czasu spędzała z naszą rodziną. Tak naprawdę
była ciocią naszego taty, czyli naszą cioteczną babcią, czy jakoś tak. Ale
zwyczajowo mówiliśmy do niej „ciociu”.
Bardzo dbała zarówno o kuchnię, jak i o resztę gospodarstwa
domowego. Co tydzień zmieniała pościel, sama robiła „krochmal” z mąki
ziemniaczanej. Wykrochmalona na sztywno i uprasowana za pomocą zabytkowej,
radzieckiej jeszcze „Kalinki” zmiana pościeli tchnęła świeżością i wnosiła w
nasze domostwo zapach i świąteczny nastrój praktycznie co tydzień.
Kiedy umarła skończyła się pewna epoka. Niedawno minęła
piąta rocznica jej śmierci i moja Gabi chciała to jakoś upamiętnić.
Zaproponowała powrót do starych zwyczajów.
– Moglibyśmy zmieniać pościel co tydzień, było to fajne,
może teraz mało kto to robi, ale powiedzmy przez najbliższy miesiąc będzie nam
ją to przypominało… – zaczęła, ale nie musiała nikogo namawiać. Nasze dzieciaki
były zdecydowanie „za”! Ja także… Zwłaszcza, że mieliśmy skorzystać z usług
pralni.
Pralnia Perfect Clean spełniała dotychczas nasze
oczekiwania. Oferowała pranie pościeli i wiele innych usług. Można było tam na
przykład skrócić spodnie, wyczyścić skórzaną kurtkę i kupić np. rolki do
odpylania odzieży, oraz… krochmal w sprayu!
W piątkowy wieczór Gabi odebrała z pralni naszą pościel i
nawet jej nie oglądając przystąpiła do Andziowego rytuału. Z pewnymi
modyfikacjami. Spryskiwała krochmalem pościel i prasowała ją „Kalinką”. Wyszło
rewelacyjnie, zupełnie jak u Andzi. Pościel była świeża, pachnąca, co tu dużo
gadać, świąteczna…
Być może pościel odebrana z Perfect Clean miała podobne
cechy, ale nigdy nie dane mi było tego sprawdzić. Jest super, chociaż trochę mnie
martwi, co będzie, gdy „Kalinka” się zepsuje?...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz