czwartek, 25 czerwca 2015

Generalne sprzątanie

Pół roku temu kupiłem dwupokojowe mieszkanie ale, jak to w życiu bywa, nie było czasu aby się w nim dobrze rozlokować. Inaczej mówiąc: tylko praca, praca i jeszcze raz praca. Dlatego brakło mi czasu na ogarnięcie czegokolwiek. Do tej pory nie rozpakowałem jeszcze kartonów z rzeczami a nawet nie poskręcałem solidnie mebli.
Za dwa tygodnie przyjeżdża moja dziewczyna z Anglii, dlatego postanowiłem wziąć urlop i doprowadzić moje mieszkanie do porządku. Mam nadzieję, że uda mi się wszystko zrobić, a przede wszystkim dokładnie posprzątać.
Siedziałem tak w kuchni pijąc poranną kawę i planowałem, od czego zacznę moje porządki. Najpierw musiałem kupić potrzebne mi środki i płyny, które będą mi potrzebne do mycia i szorowania, bo bez tego dokładnie nie posprzątam.
Pierwszy będzie duży pokój, tam jest najwięcej pracy, kartony z ubraniami oraz postawione niedbale i naprędce skręcone meble. Tym razem wszystko zrobię porządnie.
Zabrałem się ochoczo do pracy, umyłem okna, zawiesiłem firanki, pomyłem podłogi. Zabrałem się za meble, zajęło mi to dobre dwie godziny, ale dałem radę. Pokój wyglądał teraz świeżo i czysto.
Po niedługim odpoczynku wziąłem się za kuchnię, tam musiałem ustawić kuchenkę gazową i zamontować solidnie zlewozmywak. Szorowanie terakoty i mycie szafek poszło mi już łatwo i szybko. Ustawiłem stół pod ścianą i gotowe.
Później posprzątałem mały pokój, tam pracy miałem niewiele, zmieniłem pościel, wytarłem komodę oraz biurko i po sprawie.
Na koniec pozostała mi tylko łazienka, tam miałem dużo pracy. Najmniej czasu zajęło mi wyczyszczenie płytek, bo niedawno były kładzione i pozostało dobrze umyć fugi. Dłużej trwało doczyszczenie prysznica i umywalki. Sedes też trzeba było dokładnie wyszorować.

Moja dziewczyna była zachwycona wyglądem mojego mieszkania, stwierdziła, że przyjemnie się mieszka w tak czystym i przytulnym domu.

Wielkie sprzątanie

Pracuję w małej, indyjskiej restauracji. Do moich obowiązków należy przyjmowanie zamówień od klientów, ewentualnie dostarczenie im do domu tego, co sobie zażyczą. Bardzo lubię swoją pracę. Zdarza się nawet, że nie mam prawie nic do roboty, ludzi w lokalu niewielu, więc dla zabicia czasu czytam sobie wtedy gazetę, lub surfuję po Internecie. Tego dnia wszystko wskazywało na to, że sobie troszkę poleniuchuję, telefon milczał, przychodzących klientów można było policzyć na palcach jednej ręki, z czego większość przejrzała tylko kartę dań, nic nie zamawiając. Nagle szef wezwał nas wszystkich do siebie. Zdziwiłem się, bo nie pamiętałem, abym coś zmalował. Oświadczył nam wtedy, że za kilka dni naszą restaurację odwiedzi pani Maja, która jest bardzo znaną zawodową kucharką, a my mamy się ostro brać do roboty, aby nie musiał się za nas wstydzić. Do moich obowiązków należało sprzątanie i to nie takie powierzchowne, jak zawsze, miałem zadbać, aby zapanował idealny ład i porządek. Nie miałem pojęcia od czego zacząć, ale w końcu ja i koleżanka wzięliśmy się w garść. Czekało nas zmywanie naczyń, zamiatanie, mycie podłogi, ścieranie kurzu, mycie okien, a jakby jeszcze tego było mało, doszło sprzątanie szkieł po zbitym kuflu. Kucharze mieli znacznie gorzej, musieli się nieźle natrudzić w przygotowaniu przeróżnych, znanych, lub wymyślnych dań. Kiedy gość do nas zawitał, byłem bardzo zestresowany i ciekawy co sobie o nas pomyśli. Na szczęście pani Maja pochwaliła nienaganną czystość, jaką ujrzała, natomiast skrytykowała nieco pracę kucharzy. Po kilku dniach zadowolony szef wraz z wypłatą wręczył mi niemałą premię. Cieszyłem się, że docenił moją pracę. Wczoraj żona poprosiła mnie o pomoc w sprzątaniu, tym razem naszego mieszkania. Spodziewała się odwiedzin jakiejś koleżanki z Niemiec. Oświadczyłem jej, że mam dość sprzątania na całe życie, ale bardzo ją kocham i widzę, że jej na tym zależy, więc zabieram się za pracę.

środa, 24 czerwca 2015

Sprzątanie świata

Kiedy byłem dzieckiem, bardzo lubiłem chodzić do szkoły, szczególnie do podstawówki. Uczyłem się i bawiłem z kolegami. Nienawidziłem tylko matematyki. Miałem świetną panią wychowawczynię, która zabierała mnie często na wycieczki i przygotowywała najróżniejsze atrakcje. Pewnego dnia pani powiedziała, że zadbamy o środowisko i zorganizujemy akcję sprzątania świata. Po niedługim czasie udałem się z panią i moją klasą do parku. Na początku strasznie nudziło mnie takie szukanie i zbieranie śmieci, tym bardziej, że prawie nic nie znalazłem. Trafiłem tylko na paczkę po chipsach i papierek po cukierku. Zaprzestałem dalszych poszukiwań i chodziłem sobie tylko, marząc o powrocie do domu. Nagle w zaroślach ujrzałem coś błyszczącego. Podniosłem mały, złoty pierścionek. Postanowiłem, że jutro dam go w prezencie Oli, koleżance z klasy, którą bardzo polubiłem. Uradowany zabrałem go do domu i strzegłem jak skarbu, żeby starsza siostra mi go nie zabrała. Mama zapytała mnie co znalazłem, więc pokazałem jej pierścionek. Okazało się, że to ten sam, który spadł dwa dni temu cioci, kiedy była na spacerze z psem. Płakałem z żalu, że muszę go oddać cioci, a nie podarować Oli, tak jak zamierzałem. Jednak mama pocieszyła mnie mówiąc, że upiecze ciasto, posprząta, a ja jeśli chcę, mogę zaprosić koleżankę w sobotę do naszego domu. Tylko pod jednym warunkiem, że zrobię porządek w swoim pokoju. Ucieszony od razu zabrałem się za pracę, poukładałem swoje wszędzie rozrzucone zabawki i książki. Mama zgodnie z obietnicą upiekła ciasto, wysprzątała dokładnie całe mieszkanie. Odkurzała, ścierała kurz z mebli, zmywała naczynia, myła okna. Kiedy już uporaliśmy się z porządkami w domu, pozostało mi tylko czekanie na Olę. Wreszcie przyszła, a ja uściskałem ją z radości.

wtorek, 23 czerwca 2015

Wizyta

Poznałem bardzo miłą dziewczynę. Na imię ma Julia. Często ze sobą rozmawiamy przez telefon lub skaypa. Mieszka ona około 400 km od mojej miejscowości. Postanowiłem ją zaprosić do siebie. Mam własne dwu pokojowe mieszkanie. Julia zgodziła się, choć miała pewne wątpliwości. Za dwa dni będę miał gościa, w związku z tym wziąłem się za porządki i przygotowania. Dywany poodkurzałem, podłogi pomyłem ,jeszcze tylko kurze i fajrant. Mieszkanie wygląda schludnie, jestem z siebie zadowolony. Jutro zrobię zakupy i przyrządzę coś pysznego. Dzisiaj sobota dzień w którym poznam osobiście Julie, około 17 wyjadę po nią na dworzec. Czas biegnie szybko, leci godzina za godziną, minuta za minutą. W końcu zbliża się 16 ,zaczynam pomału szykować się do wyjścia .Dworzec jest blisko także idę spokojnym krokiem .W drodze próbuję zaplanować dwu dniowy pobyt koleżanki. Z zamyślenia wyrywa mnie gwizd hamującego pociągu. Patrzę raz w jedną stronę raz w drugą aż w końcu dostrzegam śliczną dziewczynę z psem i białą laską. Podszedłem ,przedstawiłem się a potem czas się dla mnie zatrzymał. Okazało się iż mamy wspólnych znajomych i podobne zainteresowania . Pies Dino to labrador Julii przewodnik, jest świetny tylko jedno ale…..sierść .Jest jej wszędzie pełno. Będę miał co robić, ale tym będę się martwił później. Dwa dni to nie wiele ,ale jest szansa że spotkamy się jeszcze nie raz. Dobrze nam się rozmawia ,wydaje mi się że coś zaiskrzyło między nami, czas pokaże co będzie dalej .Nadeszła pora powrotu . Zgodnie z umową odprowadziłem Julkę na dworzec ,wsadziłem do pociągu i czekałem aż pociąg ruszy. W domu czeka mnie ciężka praca ,bałagan ,tyle sierści wszędzie. Wziąłem się za odkurzanie ,potem mycie podłóg .Jeszcze zostały mi naczynia do umycia i pachnącą pianką meble poprzecierać. W końcu jest czyściutko. Mogę znowu przyjąć Julię i Dina.

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Randka z Ewą

W ostatnią sobotę maja umówiłem się z Ewą na spacer do parku. Pogoda była bardzo ładna, słońce przygrzewało a ciepły wiaterek miło powiewał.
Ubrałem się w nową koszulę i spodnie, dumny byłem z tego że sam kupiłem tak ładne ciuchy.
Moja koleżanka Zuzia zawsze doradzała mi w w wyborze ubrań, ale ostatnio nie mogła mi pomóc, ponieważ wyjechała na urlop nad morze. Dlatego tym razem zakupu dokonałem sam.
Punktualnie o trzynastej spotkaliśmy się w parku pod ogromnym kasztanowcem, tam zawsze umawialiśmy się na nasze randki.
Ewa wyglądała prześlicznie, miała żółtą sukienkę, która podkreślała jej opaleniznę a do tego jej długie czarne włosy dopełniały uroku jej osoby. Spacerowaliśmy tak po alejkach, chyba z pół godziny i zaproponowałem abyśmy zjedli lody w pobliskiej kafejce, która znajdowała się na terenie parku.
Niestety czas nam szybko minął i musieliśmy wracać do szarej rzeczywistości. Ewa stwierdziła, że ma dużo sprzątania i jeszcze czeka ją nauka, bo ma w poniedziałek egzamin.
Ochoczo zapewniłem moją dziewczynę, że jej pomogę w tym sprzątaniu. Nie spodziewałem się, że porządkowanie u Ewy to robienie generalnego remontu.
Posprzątanie mieszkania zajęło nam resztę dnia, ponieważ nie skończyło się na wycieraniu kurzu z mebli i odkurzaniu dywanów. Musiałem umyć okna, wytrzepać dywany oraz wyrzucić śmieci do kontenera. W tym czasie moja dziewczyna zmywała naczynia i czyściła blaty kuchenne. Później zajęła się praniem i zmienianiem pościeli. Na sam koniec zostawiliśmy sobie porządkowanie ubrań w szafach. Dobrze, że nie musiałem jeszcze ich prasować. Kobiety chyba tak mają, że jak sprzątają to już wszystko dokładnie i najlepiej jednego dnia…

Mieszkanie teraz wygląda jak po generalnym remoncie, nawet ekipa sprzątająca domy nie zrobiłaby tego tak jak my.

piątek, 19 czerwca 2015

Bliźniaki

Po długim, ciągnącym się „przez wieki” oczekiwaniu, po prawie pięciu latach małżeństwa, doczekaliśmy się wreszcie upragnionego dziecka. Oboje z żoną mówiliśmy, że płeć jest nieważna, ważne, żeby było zdrowe. Przyszły na świat bliźniaki, chłopczyk i dziewczynka, zdrowe jak ryby.
Ja i moja Maja oboje pracowaliśmy, gdy więc skończyły się urlopy macierzyńskie i wychowawcze, postanowiliśmy zatrudnić niańkę, która zajmie się pociechami podczas naszej zawodowej aktywności. W sumie nie tak dużo, około 40 godzin tygodniowej opieki nad dwojgiem całkiem grzecznych dzieciątek…
Po kilku niezbyt udanych próbach zajęła się nimi Iza, wieczorowa studentka filozofii… Wysoka, ogolona na łyso z wyjątkiem kolorowego „irokeza”, nie wzbudziła początkowo naszego entuzjazmu, jednak okazała się wyjątkowo sumienną i rzetelną opiekunką. Poza tym sprawdzała się w „nagłych wypadkach”. Kiedyś nawet przełożyła jakiś egzamin, by zaopiekować się „swoją bandą”, jak nazywała bliźnięta.
Nawet po kilku latach, gdy nasze dzieci poszły do zerówki, a ich niania zrezygnowała z „irokeza”, wyszła za mąż i robiła doktorat – zaglądała czasem, a nasze pociechy mówiły do niej „ciociu”.
Pewnego dnia robiliśmy przedświąteczne sprzątanie. Dzieciaki upominały się, aby mogły „posprzątać bardzo” swój pokój, ale żona stwierdziła tylko, że gruntowne porządki były tam robione miesiąc temu, a zwykłe są na bieżąco… Jednak już za godzinę…
– Bawiliśmy się w Irokezów – zaczął Adaś, a Adelcia dokończyła. – Chcieliśmy pomalować włosy, ale farbki się przewróciły... Zmywaliśmy je wodą z kwiatków, ale nie pomogło. Musimy posprzątać.
– Właśnie! – Adaś zawsze popierał siostrę, która często nim manipulowała.
Sprzątanie poddasza, siedziby naszych urwisów, okazało się czasochłonne. Dzieciaki dokładnie wtarły farbę w wykładzinę i fotele. Co ciekawe, nie miało to nic wspólnego z Izą! Oglądały jakąś kreskówkę. Przynajmniej tak twierdziły…
Na szczęście nie próbowały obcinać sobie włosów…


środa, 17 czerwca 2015

Zwolnienie z pracy

Miesiąc temu straciłem pracę, jak to się teraz mówi – likwidacja etatu. Przepracowałem w tej firmie okrągłe trzydzieści lat, a teraz zmuszony byłem wysyłać CV do różnych miejsc. Zastanawiałem się, czy uda mi się znaleźć odpowiednie zatrudnienie w tym wieku. Znalezienie pracy będzie niełatwe, a żyć trzeba.
Idąc któregoś dnia ulicą zobaczyłem ogłoszenie na wystawie sklepowej. Wszedłem i zapytałem o ofertę pracy. Oczywiście praca była, potrzebowali pracownika do układania towaru na półkach oraz do sprzątania.
Miałem zacząć od poniedziałku, ucieszyłem się, bo akurat był koniec miesiąca i w dodatku sobota. Jak dobrze, że mogłem zacząć od poniedziałku. Nie szukałem pracy nazbyt długo, tylko miesiąc.
Punktualnie o siódmej rano byłem już na miejscu pracy, gdzie miałem do uporządkowania magazyn, w którym miał być po południu składowany cukier i mąka.
Do sprzątnięcia miałem wysokie regały, do których potrzebowałem drabiny, chociaż do niskich mężczyzn nie należę.
Później pozostały mi do umycia okno i podłoga. Właściciel ma dobre płyny – pomyślałem, bo wszystko co umyłem, było czyste i błyszczące. Reszta dnia upłynęła mi na sortowaniu i układaniu towaru.
Następne dni były podobne: albo układanie towaru na półkach albo sprzątanie. Inaczej było tylko w soboty i niedziele. Dużo ludzi robiących zakupy, więc szybsza rotacja towaru miedzy sklepem a magazynem. Prawdę mówiąc byłem bardzo zmęczony ale i zadowolony, bo ta praca dawała mi satysfakcję, że robię coś pożytecznego dla innych. Klient też jest zadowolony z zakupu, gdy towar jest czysty i nie uszkodzony.
Po kilku dniach zauważyłem, że do naszego sklepu przychodzą różni ludzie. Różnorodna klientela dobrze świadczyła o funkcjonalności sklepu i jego obsłudze.
Jeszcze jedną dobrą stroną zmiany pracy było to, że poznałem panią Irenkę, która robiła zakupy w naszym markecie. Pomagałem jej w wyborze towarów oraz przy ładowaniu zakupów do samochodu.
Po paru miesiącach znajomość przekształciła się w poważny związek, a teraz – po roku znajomości – jest moją żoną.

Bałagan po imprezie

Do dziś uśmiech gości na mojej twarzy, kiedy sobie wspominam dwudzieste urodziny mojego kolegi Darka. Jego rodzice wyjechali na kilka dni, zostawiając mu wolne mieszkanie, aby mógł swobodnie zaprosić swych znajomych. Przyszedłem ja oraz kilku innych kumpli i koleżanek. Każdy przyniósł coś do jedzenia i picia. Zabawa trwała w najlepsze aż do późnej nocy. Następnego dnia obudziłem się z lekkim bólem głowy, a raczej obudziła mnie uparcie dzwoniąca komórka. To dzwonił solenizant prosząc, abym natychmiast przyszedł i pomógł mu posprzątać po imprezie. Spodziewałem się, że szybko się z tym uwiniemy, jednak gdy wszedłem do jego domu złapałem się za głowę. W kuchni sterta brudnych naczyń, na dywanie rozlany sok, stół pokryty resztkami jedzenia. Chcąc nie chcąc zabraliśmy się do roboty. Między czasie zadzwoniła mama Darka, oświadczając mu, że wracają wieczorem. Ogarnęło nas przerażenie, że nie zdążymy usunąć śladów wczorajszego bałaganu, więc wezwaliśmy na pomoc jeszcze dwie koleżanki. Po kilku godzinach dom lśnił czystością. Chociaż przyznaję, że nienawidzę sprzątać i miałem dość tego mycia, odkurzania, prania itd. Itp. Potem przeprosiłem Kaśkę za to moje wcześniejsze wyśmiewanie się z niej, że się naoglądała perfekcyjnej pani domu i chodzi ze ścierkami, lub odkurzaczem i ciągle sprząta. Tak naprawdę to ona zrobiła sama niemal cały ten porządek. Przyniosła nawet jakieś środki czystości. Zaimponowała mi tym bardzo. Pomyślałem sobie wtedy, że byłaby idealną żoną i świetną gospodynią domową. Wieczorem rodzice Darka chwalili nas za ten wzorowy porządek, jaki zostawiliśmy po imprezie. Natomiast on chcąc się odwdzięczyć za pomoc, zaprosił nas w przyszły weekend do orientalnej restauracji na piwo.

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Oświadczyny

Od roku spotykam się z Żanetą, uważam że jest wspaniałą dziewczyną. Postanowiłem się jej oświadczyć. Nie pytałem jak ona to sobie wyobraża i miałem problem. Nie wiedziałem, czy moje starania w tej kwestii będą przez nią docenione.
W pierwszej chwili chciałem to zrobić w walentynki, ale po zastanowieniu zrobiłem to w maju, ponieważ pogoda już odpowiednia i kwiatki kwitną, a dziewczyny lubią takie romantyczne sceny.
Dlatego wybrałem działkę moich rodziców, na której kwiatki pięknie rozkwitły i ślicznie pachną. A do tego młoda i zielona trawka, po prostu sceneria jak z bajki…
Opowiedziałem o tym mojej mamie. Odpowiedziała mi, że pomysł podoba jej się, ale trzeba z tej okazji posprzątać domek i działkę wokół niego.
Przez tydzień trwały porządki na działce, trzeba było skosić trawę, poprzycinać krzewy i pozamiatać alejki. Najwięcej pracy było w samym domku, wietrzenie pokoi, mycie okien, trzepanie dywanów…
Nawet w pierwszej wersji rodzice chcieli wymalować nasz domek letniskowy aby go całkowicie odnowić, ale w ostateczności zrezygnowali z tego pomysłu.
Później musiałem kupić Żanecie pierścionek, jak to zrobić aby się nie zorientowała? Poprosiłem o pomoc mamę aby tak, od niechcenia, obejrzała jej pierścionki. Los mi sprzyjał: któregoś dnia zostawiła swój pierścionek na umywalce, wtedy już poszło łatwo. Pomaszerowałem następnego dnia do jubilera i kupiłem najpiękniejszy pierścionek, moja żabcia uwielbia diamenty.
Same oświadczyny były dla mojej dziewczyny zaskoczeniem, nie spodziewała się, że tak to zorganizuję, a przede wszystkim, nie wiedziała, że ze mnie taka romantyczna dusza. Piękne widoki, zapachy i uroczy nastrój i takie śliczne słowa.
– Czy zostaniesz moją żoną?
– Tak, wyjdę za ciebie, bo cię kocham…

sobota, 13 czerwca 2015

Nie udany urlop

Nadeszło lato –czas urlopów. Powinienem się cieszyć i myśleć o wypoczynku. Jednak tak nie jest , gdyż tegoroczny urlop spędzę w domu. Zaplanowaliśmy z żoną kapitalny remont łazienki . Pomimo iż wynająłem firmę budowlaną to jednak zdaję sobie sprawę ile roboty mnie czeka. Żona cała podekscytowana zaplanowała każdy szczegół. Jutro już wchodzi ekipa i zacznie się to czego najbardziej nie lubię. Dzisiejszy dzień spędzę na wynoszeniu wszystkiego co zbędne z łazienki i zabezpieczeniu innych pomieszczeń przed kurzem. Następnego dnia zgodnie z umową panowie budowlańcy z całym ekwipunkiem przyszli i zaczęło się , kurz unosił się wszędzie. Gdzie nie spojrzałem było biało. Strach mnie ogarnął bo wiedziałem co mnie czeka. Tak mijał dzień za dniem. Po dwóch tygodniach nadszedł upragniony dzień- koniec roboty. Muszę przyznać iż łazienka robi wrażenie. Teraz nadeszła pora na generalne porządki .Żona wyznaczyła mi zakres obowiązków. Nie pozostało mi nic do powiedzenia tylko brać się za sprzątanie. Zacząłem od trzepania dywanów. Muszę to zrobić dobrze bo inaczej będę trzepał do wieczora aż żona będzie zadowolona. W pokoju okna już lśnią, meble nabrały połysku. Została podłoga ,to już moje zadanie. Płyn do paneli o zapachu konwalii wlałem do wiaderka i do dzieła. Został dywan który właśnie rozkładam. Pokój jest czyściutki, wszędzie czuć zapach świeżości. Żona właśnie kończy kuchnie. Ostatnie poprawki i koniec porządków. Wszedłem jeszcze do łazienki aby podziwiać końcowy efekt. Uśmiech zagościł na moich ustach. Wiem jedno warto było. Teraz z perspektywy czasu mogę powiedzieć że wcale nie żałuję iż żona wybrała remont ,jest cudownie a my na pewno pojedziemy gdzieś na długi weekend .Zarówno żonie jak i mnie potrzebny jest odpoczynek.

piątek, 12 czerwca 2015

Jezioro

Cała nasza paczka postanowiła pojechać na wakacje nad jezioro. W sumie było nas sześć osób. Trzy dziewczyny i trzech facetów. Wynajęliśmy dwa domki letniskowe, w jednym mieszkały nasze koleżanki a w drugim my. Pierwszego dnia pogoda była brzydka i cały ten dzień poświęciliśmy na rozpakowywanie i urządzanie się w domkach. Następnego dnia słonce świeciło już od rana, więc postanowiliśmy iść nad jezioro popływać, ale nasze dziewczyny wolały opalanie niż pluskanie się w wodzie.
W południe poszliśmy na obiad do pobliskiego baru. Ceny były strasznie wysokie. Wtedy dziewczyny zdecydowały, że będą nam gotować. Zastrzegły jednak, że zmywanie i sprzątanie należy do nas. Zgodziliśmy się ochoczo, najważniejsze było dla nas, abyśmy głodni nie byli. Nasza sielanka trwała dwa tygodnie, czas miło nam płynął, pogoda była wspaniała, okolica prześliczna i co tu więcej chcieć… Od czasu do czasu jakiś wypad na piwko lub zakupy do pobliskiego miasteczka, po prostu istny raj!
Pewnego dnia poszliśmy łowić ryby a dziewczyny postanowiły zrobić małe pranie, ponieważ już nadszedł czas, aby uprać co nieco. Do południa złapaliśmy mnóstwo ryb, wyjątkowo dobrze brały. Wracając do naszych koleżanek dyskutowaliśmy, jakie to potrawy dziewczyny przygotują z naszego połowu. Jakie nas spotkało zdziwienie, gdy wróciliśmy!
Wszystko wyrzucone z naszego domku: koce, poduszki a nawet ubrania. Wtedy wszystko się wydało; przez cały ten czas nic nie sprzątaliśmy w naszym lokum. Tyle tylko, że zmywaliśmy naczynia, bo inaczej nie dostalibyśmy jedzenia od naszych pań. Resztę dnia musieliśmy sprzątać, zmywać a nawet szorować podłogę. Niestety była tak brudna, że nie można było rozróżnić desek.
Ogólnie wakacje były dla nas udane i miło je wspominamy, ale czy takie same zdanie mają nasze koleżanki, to trudno powiedzieć...

Ciekawa praca

Stało się to, czego się obawiałem, czyli straciłem pracę. Szef zwalniał jednych, na ich miejsce przyjmował drugich, przyszła kolej także na mnie. Zasiadłem więc przed komputerem i oddałem się poszukiwaniu jakichś interesujących ogłoszeń w sprawie pracy. Nie lubię tak siedzieć bezczynnie, a przecież za coś trzeba żyć. Trafiałem na przeróżne oferty, takie jak praca spawacza, sprzedawcy, czy mechanika samochodowego. Nic z tego nie wzbudziło mojego zainteresowania. Zamierzałem już zaprzestać poszukiwań, kiedy zajrzałem na kolejną stronę, a tam pewna pani napisała, że jest kobietą, ale nie kurą domową i nienawidzi sprzątać, dlatego chciałaby zatrudnić kogoś, kto lubi sprzątać i zajmie się porządkiem w jej mieszkaniu. Ja osobiście uważam, że sprzątanie nie jest tylko domeną kobiet, mężczyźni również robią to perfekcyjnie, więc dlaczego mam z tej oferty nie skorzystać? Zadzwoniłem i umówiłem się na spotkanie, a niedługo potem zacząłem pracować. Szczerze nie było tak łatwo, jak sobie wyobrażałem. Żaden najdrobniejszy pyłek kurzu nie umknął uwadze pani Frani. Mieszkanie miało być lśniąco czyste. Do moich obowiązków należało m. in. Odkurzanie, mycie podłogi, sprzątanie łazienki, zmywanie naczyń, mycie okien, a nawet pranie. Na początku trochę stresowało mnie to, że pracodawczyni obserwuje przenikliwie każdą moją czynność. Po pewnym czasie przywykłem już do tego. Najważniejsze, że miałem nową pracę i nie musiałem się martwić o każdy wydany grosz. Udało mi się nawet nieco zaoszczędzić. Zbliżają się wakacje i zamierzam zrobić mojej dziewczynie niespodziankę, a mianowicie spełnić jej marzenie i polecieć z nią do Egiptu. Ta myśl sprawia, że sprzątam u pani Frani z ogromnym zapałem, a dziś wieczorem poszukam interesujących ofert biur podróży.

środa, 10 czerwca 2015

Zakopane

W lipcu planowałem zrobić żonie niespodziankę i pojechać z nią na urlop do Zakopanego. Ostatnio nigdzie nie wyjeżdżaliśmy, na to nie było czasu lub po prostu pieniędzy.
Oczywiście moja żona przystała na mój pomysł, ale powiedziała że najpierw musi przed wyjazdem wymalować mieszkanie.
Tłumaczyła, że od dwóch lat nie było nic robione, więc musimy to zrobić w tym roku. Zdziwiło mnie to, dlaczego teraz odnawianie mieszkania, skoro ja planuję wypoczynek.
Próbowałem coś żonie przetłumaczyć, ale nie miałem szans. Kobiety jak coś powiedzą – to tak musi być i nie ma siły aby to zmienić… Jak moja Ewa powiedziała, tak zrobiła. Najpierw ma być wymalowany duży pokój…
No i wtedy się zaczęło odsuwanie mebli, ściąganie firan, pranie dywanów, które oczywiście musiałem zanieść do pobliskiej pralni chemicznej „Perfect Clean”.
Dwa tygodnie trwało przysłowiowe odnawianie mieszkania. Pierwszy tydzień polegał na dobieraniu kolorów, myciu ścian oraz malowaniu, a drugi na sprzątaniu i praniu.
Ja sam musiałem umyć komplet okien oraz podłogi. Żona wieszała zasłony i firanki oraz układała wszystkie ubrania, które znajdowały się w szafach. Najdziwniejsze dla mnie było, odkurzanie dywanów nowo wypranych, ale żona stwierdziła, że trzeba je po położeniu jeszcze odkurzyć. Przenoszenie mebli było niełatwe, ponieważ musiały być ustawione inaczej niż poprzednio.
Po całym tym sprzątaniu moja żona usiadła w fotelu i stwierdziła, że „nasze mieszkanie wreszcie ładnie wygląda i przede wszystkim jest czyste”. Ja sam przyznałem w duchu, że warto od czasu do czasu odświeżyć swój własny dom. Następnym razem chyba pójdziemy na łatwiznę i wezwiemy ekipę sprzątającą. Posprząta, a my nie będziemy musieli nic robić…

Urlop w Zakopanem był dla nas zasłużonym wypoczynkiem i długo pozostanie w naszej pamięci.

wtorek, 9 czerwca 2015

Moja niespodzianka

Moja dziewczyna wyjechała do swojej cioci, która poważnie zachorowała. Chcieliśmy ją razem odwiedzić, niestety ja miałem dużo pracy, dlatego musiałem zostać w domu. Przez kilka dni trudno mi było skupić się na pracy, cały czas myślałem o Kasi, tęskniłem za nią. Rozmyślając tak, postanowiłem jej zrobić jakąś miłą niespodziankę. Rozejrzałem się po mieszkaniu. Wszędzie pełno kurzu, kuchnia nosząca ślady mojego samodzielnego gotowania, mnóstwo brudnych naczyń, okna też nadają się do umycia… Kasia uwielbia sprzątać, zawsze podkreśla, że gdy mamy porządek we własnym domu, mamy też czyste serce. Ja natomiast po prostu nienawidzę sprzątać! Z tego powodu zdarzały się między nami drobne sprzeczki. Byłoby jej przykro, gdyby ujrzała ten mój bałagan. Nie chciałem dokładać jej zmartwień, ma wystarczająco dużo problemów i jeszcze teraz ciężka choroba cioci. Zerwałem się i natychmiast zabrałem się za pracę. Szło mi niezdarnie. Wiedziałem, że nigdy nie dorównam Kasi w sprzątaniu, bo tego bardzo nie lubię robić. Zadzwoniłem do siostry i wezwałem ją na pomoc. Razem poszło nam znacznie łatwiej. Uporaliśmy się ze zmywaniem, odkurzaniem, praniem, myciem okien itd. Stwierdziłem nawet, że robienie porządków wcale nie jest takie złe i trudne, wystarczy tylko chcieć. Kiedy mieszkanie już lśniło czystością, postanowiłem jeszcze przygotować romantyczną kolację. Gdy już wszystko było zapięte na ostatni guzik, pojechałem po moją ukochaną na dworzec. Ucieszyła się bardzo na widok tak dokładnie wysprzątanego przeze mnie naszego domu. Przytuliła mnie i powiedziała, że jest ze mnie bardzo dumna. Warto było się tak napracować, by sprawić jej ogromną przyjemność. Obiecałem Kasi, że zawsze może liczyć na moją pomoc, nawet w sprzątaniu.

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Odkurzacz

Przez całe swoje dziesięć lat życia nasza córeczka Emilka nigdy nie sprawiała nam większych problemów. Rzadko chorowała, a jeżeli już, to krótko i bez powikłań. Uczyła się dobrze, była najlepsza w klasie. Nie sprawiała kłopotów wychowawczych, była grzeczna, miała kilka koleżanek i jedną przyjaciółkę – Julkę.
Dziewczynka była wyraźnie zaniedbywana przez rodziców, którzy zresztą bardzo rzadko pojawiali się w szkole. Była chuda, chorowita, nieśmiała i ciągle „jakaś taka przestraszona” – jak określała jej zachowanie Emilka.
Niedawno sytuacja rodzinna Julki wyjaśniła się, niestety jednocześnie się pogarszając. Jej rodzice rozwiedli się, ojciec wyjechał, dziewczynka została z matką, która żyła tylko z zasiłków pomocy społecznej i niewielkich alimentów na dziecko. Nie mogła znaleźć sobie żadnej pracy. Odkąd zostały same, zaczęła jednak bardziej interesować się córką, bywała na każdej wywiadówce. Julka znacznie bardziej przykładała się do nauki i robiła wyraźne postępy.
Pewnego wieczoru Emilka zapukała do mojego pokoju i zapytała, czy nie mogłaby na jutro wypożyczyć nasz odkurzacz. Do mamy Julki ma przyjść jakaś komisja i chciałyby gruntownie posprzątać. Ich własny sprzęt zabrał tata Julki, a na nowy będzie je stać „może za sto lat”.
Już miałem na końcu języka „zapytaj mamy” ale uświadomiłem sobie, że córka wybrała moment, kiedy żona akurat wyszła do sklepu. Bała się odmowy… Zawsze była znacznie „bliżej” ze mną, Kasia była bardziej surowa i w opinii córki faworyzowała młodszego o dwa lata Antosia…
– No dobrze… tylko nic nie popsujcie – odpowiedziałem i usłyszałem to, co zwykle w takich okolicznościach.
– Przecież mam już 10 lat! Dziękuję, tatku!
To „tatku”, to sygnał świadczący o tym, że wszystko poszło po jej myśli i jest zadowolona. Inaczej byłoby „tato”…
Następnego dnia Kasia rozsypała cukier, sięgając po odkurzacz otworzyła szafkę w przedpokoju. Była zaskoczona. Po moim wyjaśnieniu rozpogodziła się jednak. Nie gniewała się, zaproponowała nawet, żeby Julka wpadała czasem na obiad…
I kto zrozumie kobiety?


Cudowne wydarzenie

W maju zaręczyłem się z moją dziewczyną Kasią. Uroczystość odbyła się w domu przyszłych teściów. Wszystko byłoby dobrze gdyby nie czekająca mnie rewizyta. Ja mieszkam sam w dwu pokojowym mieszkanku. Czekają mnie generalne porządki. Muszę już zacząć się brać, żeby zdążyć na czas . Mam na to dwa tygodnie. Wstyd przyznać, ale czym bardziej się staram tym w mieszkaniu wygląda gorzej. Porządki to moja pięta Achillesowa. Muszę coś wymyśleć bo się skompromituję w oczach teściów. Odłożyłem wszystko i wziąłem gazetę . Lubię czytać bo wtedy różne myśli przychodzą mi do głowy . Tak też było i tym razem. Na ostatniej stronie zobaczyłem ogłoszenie ,, Sprzątanie w domu klienta’’. Uśmiech zagościł na moich ustach. Natychmiast wziąłem telefon i wykręciłem numer. Bardzo miła pani sądząc po głosie w średnim wieku przyjęła moje zlecenie. Umówiliśmy się na czwartek, dwa dni przed rewizytą. Radość moja nie miała granic. Spokój zagościł w moim domu. Czas mijał bardzo szybko. Dzisiaj nadszedł dzień wielkich porządków. Czekam na ekipę sprzątającą. Nagle słyszę dzwonek do drzwi .Otwieram i widzę dwie panie z całym ekwipunkiem potrzebnym do sprzątania. Uradowany zaprosiłem panie do środka. Nie minęło kilka chwil ,a robota zaczęła się palić tym paniom w rękach. Były tak zorganizowane ,iż rozumiały się bez słów. Zaczęły od dużego pokoju. Okna już lśnią. Zapomniałem kiedy ostatnio tak wyglądały. Teraz czyszczą meble taką pachnącą pianką. Zastała tylko podłoga za którą zabrała się młodsza pani. Nie wiem co wlała do wiaderka ,ale panele nabrały niesamowitego połysku. Zabrały się za drugi pokój ,potem kuchnie łazienkę i przedpokój. Nie wierzyłem że to moje mieszkanie. Było czyściutko i pachnąco. Teraz śmiało z głową podniesioną do góry mogę przyjąć teściów.

niedziela, 7 czerwca 2015

Trafiony zakup

Mam dwu pokojowe bardzo ładne mieszkanie. Jedynym mankamentem są okna a mianowicie ilość okien. Jest ich razem z balkonowym aż siedem. Gdy przychodzi pora mycia załamuję się, nie potrafię sobie z nimi poradzić. Zawsze szukam kogoś kto by mnie wyręczył. Przyznam , iż coraz trudniej jest kogoś znaleźć. Firmy sprzątające zdzierają z ludzi niesamowicie. Mnie osobiście nie stać na taki luksus. Pewnego dnia oglądając tv zobaczyłem reklamę urządzenia myjącego okna .Patrzałem z otwartymi ustami .Bardzo mi się to spodobało. Jedyne co mi w tym momencie przychodziło do głowy to zadzwonić i kupić ten cudowny przyrząd do okien. Tak też zrobiłem i w niespełna dwa dni myjkę miałem w domu. Jutro próba generalna zobaczę jak sobie z tym poradzę Następnego dnia instrukcja obsługi poszła w ruch. Wydaje mi się że jestem już gotowy. Zacząłem mycie od najmniejszego okna. Zgodnie z instrukcją umyłem szyby płynem a następnie włączyłem Karcher i jechałem z góry na dół. To niesamowite szyby lśnią. Teraz tylko drobne poprawki szmatką i okno wygląda jakby myła je profesjonalna firma sprzątająca. Byłem z siebie bardzo dumny, pozostałe okna poszły w ruch. Wydaje mi się że najważniejszy problem rozwiązałem. Teraz okna dla mnie nie są już problemem. Pościerałem kurze, umyłem podłogi moim ulubionym płynem i mieszkanie jest czyściutkie i pachnące. Jeden dzień pracy a efekt niesamowity. Nie wiem czy tak będzie już zawsze, ale jestem pełen optymizmu. Obiecałem sobie iż raz w miesiącu zajmę się oknami .Tym sposobem nie doprowadzę do silnego zabrudzenia Teraz śmiało mogę przyjmować gości Mam nadzieję że nikt z moich znajomych nie będzie miał powodu do krytyki.

piątek, 5 czerwca 2015

Obiad

W ostatni piątek późno wyszedłem z pracy. Szef na koniec miesiąca zwołał zebranie, na którym omawialiśmy przepracowane już półrocze. Dlatego tego dnia zmuszony byłem zrobić szybki obiad.
Wracając do domu myślałem nad tym, co jest w lodówce, ale nic ciekawego nie miałem na szybkie danie.
Po zastanowieniu, w sklepie obok mojego domu, kupiłem kapustę kiszoną i rybę.
W mieszkaniu od razu zabrałem się do przygotowania, nawet nie przebrałem się. Obrałem ziemniaki oraz zrobiłem surówkę i zacząłem smażyć rybę. Po włożeniu jej na gorący tłuszcz zaczęło tak pryskać, że musiałem zmniejszyć gaz pod palnikiem. No tak, nie poczekałem aby ryba dobrze rozmarzła i teraz takie są tego skutki!
Gdy już spożyłem posiłek, zadowolony i syty podszedłem do lustra, które znajdowało się na korytarzu. Zamarłem widząc w nim tak brudną osobę.
– O mój Boże! Co ja zrobiłem, to moje najlepsze ubranie! – pomyślałem. Kuchnia wyglądała nie lepiej ode mnie…
Po namyśle zadzwoniłem do mojej dziewczyny i powiedziałem co mi się przydarzyło. Ola zaproponowała, że do mnie wpadnie i pomoże mi w sprzątaniu. Zapewniła mnie, że razem poradzimy sobie z takim problemem.
Po zakończeniu rozmowy przebrałem się w czyste ubranie i wstawiłem pranie moich zatłuszczonych ciuchów. Gdy Ola przyjechała, od razu zabraliśmy się za sprzątanie kuchni, która wyglądała jak po zabawie małych dzieci.
Najbardziej w pomieszczeniu ubrudzona była kuchenka gazowa i podłoga, utłuszczone były też meble kuchenne, widocznie musiałem dotykać ich tłustymi rękoma. Ola zabrała się za szorowanie kuchenki gazowej i mycie płytek na ścianach. Ja wziąłem się za czyszczenie mebli. Gdy przyszło do mycia podłogi, uświadomiłem sobie, że nie mam do tego właściwego płynu. Przeprosiłem dziewczynę i szybko poszedłem kupić odpowiedni środek. Jak wróciłem to Ola skończyła już robić swoją pracę. Sprzątanie zajęło nam trzy godziny, tak brudnej kuchni nie miałem jeszcze nigdy w życiu.

Po zakończeniu prac zaprosiłem Olę na lody…