czwartek, 25 czerwca 2015

Wielkie sprzątanie

Pracuję w małej, indyjskiej restauracji. Do moich obowiązków należy przyjmowanie zamówień od klientów, ewentualnie dostarczenie im do domu tego, co sobie zażyczą. Bardzo lubię swoją pracę. Zdarza się nawet, że nie mam prawie nic do roboty, ludzi w lokalu niewielu, więc dla zabicia czasu czytam sobie wtedy gazetę, lub surfuję po Internecie. Tego dnia wszystko wskazywało na to, że sobie troszkę poleniuchuję, telefon milczał, przychodzących klientów można było policzyć na palcach jednej ręki, z czego większość przejrzała tylko kartę dań, nic nie zamawiając. Nagle szef wezwał nas wszystkich do siebie. Zdziwiłem się, bo nie pamiętałem, abym coś zmalował. Oświadczył nam wtedy, że za kilka dni naszą restaurację odwiedzi pani Maja, która jest bardzo znaną zawodową kucharką, a my mamy się ostro brać do roboty, aby nie musiał się za nas wstydzić. Do moich obowiązków należało sprzątanie i to nie takie powierzchowne, jak zawsze, miałem zadbać, aby zapanował idealny ład i porządek. Nie miałem pojęcia od czego zacząć, ale w końcu ja i koleżanka wzięliśmy się w garść. Czekało nas zmywanie naczyń, zamiatanie, mycie podłogi, ścieranie kurzu, mycie okien, a jakby jeszcze tego było mało, doszło sprzątanie szkieł po zbitym kuflu. Kucharze mieli znacznie gorzej, musieli się nieźle natrudzić w przygotowaniu przeróżnych, znanych, lub wymyślnych dań. Kiedy gość do nas zawitał, byłem bardzo zestresowany i ciekawy co sobie o nas pomyśli. Na szczęście pani Maja pochwaliła nienaganną czystość, jaką ujrzała, natomiast skrytykowała nieco pracę kucharzy. Po kilku dniach zadowolony szef wraz z wypłatą wręczył mi niemałą premię. Cieszyłem się, że docenił moją pracę. Wczoraj żona poprosiła mnie o pomoc w sprzątaniu, tym razem naszego mieszkania. Spodziewała się odwiedzin jakiejś koleżanki z Niemiec. Oświadczyłem jej, że mam dość sprzątania na całe życie, ale bardzo ją kocham i widzę, że jej na tym zależy, więc zabieram się za pracę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz