Po długim, ciągnącym się „przez wieki” oczekiwaniu, po
prawie pięciu latach małżeństwa, doczekaliśmy się wreszcie upragnionego
dziecka. Oboje z żoną mówiliśmy, że płeć jest nieważna, ważne, żeby było
zdrowe. Przyszły na świat bliźniaki, chłopczyk i dziewczynka, zdrowe jak ryby.
Ja i moja Maja oboje pracowaliśmy, gdy więc skończyły się
urlopy macierzyńskie i wychowawcze, postanowiliśmy zatrudnić niańkę, która
zajmie się pociechami podczas naszej zawodowej aktywności. W sumie nie tak
dużo, około 40 godzin tygodniowej opieki nad dwojgiem całkiem grzecznych
dzieciątek…
Po kilku niezbyt udanych próbach zajęła się nimi Iza,
wieczorowa studentka filozofii… Wysoka, ogolona na łyso z wyjątkiem kolorowego
„irokeza”, nie wzbudziła początkowo naszego entuzjazmu, jednak okazała się
wyjątkowo sumienną i rzetelną opiekunką. Poza tym sprawdzała się w „nagłych
wypadkach”. Kiedyś nawet przełożyła jakiś egzamin, by zaopiekować się „swoją
bandą”, jak nazywała bliźnięta.
Nawet po kilku latach, gdy nasze dzieci poszły do zerówki, a
ich niania zrezygnowała z „irokeza”, wyszła za mąż i robiła doktorat –
zaglądała czasem, a nasze pociechy mówiły do niej „ciociu”.
Pewnego dnia robiliśmy przedświąteczne sprzątanie. Dzieciaki
upominały się, aby mogły „posprzątać bardzo” swój pokój, ale żona stwierdziła
tylko, że gruntowne porządki były tam robione miesiąc temu, a zwykłe są na
bieżąco… Jednak już za godzinę…
– Bawiliśmy się w Irokezów – zaczął Adaś, a Adelcia
dokończyła. – Chcieliśmy pomalować włosy, ale farbki się przewróciły...
Zmywaliśmy je wodą z kwiatków, ale nie pomogło. Musimy posprzątać.
– Właśnie! – Adaś zawsze popierał siostrę, która często nim
manipulowała.
Sprzątanie poddasza, siedziby naszych urwisów, okazało się
czasochłonne. Dzieciaki dokładnie wtarły farbę w wykładzinę i fotele. Co
ciekawe, nie miało to nic wspólnego z Izą! Oglądały jakąś kreskówkę.
Przynajmniej tak twierdziły…
Na szczęście nie próbowały obcinać sobie włosów…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz