Przez całe swoje dziesięć lat życia nasza córeczka Emilka
nigdy nie sprawiała nam większych problemów. Rzadko chorowała, a jeżeli już, to
krótko i bez powikłań. Uczyła się dobrze, była najlepsza w klasie. Nie
sprawiała kłopotów wychowawczych, była grzeczna, miała kilka koleżanek i jedną
przyjaciółkę – Julkę.
Dziewczynka była wyraźnie zaniedbywana przez rodziców,
którzy zresztą bardzo rzadko pojawiali się w szkole. Była chuda, chorowita,
nieśmiała i ciągle „jakaś taka przestraszona” – jak określała jej zachowanie
Emilka.
Niedawno sytuacja rodzinna Julki wyjaśniła się, niestety
jednocześnie się pogarszając. Jej rodzice rozwiedli się, ojciec wyjechał,
dziewczynka została z matką, która żyła tylko z zasiłków pomocy społecznej i
niewielkich alimentów na dziecko. Nie mogła znaleźć sobie żadnej pracy. Odkąd
zostały same, zaczęła jednak bardziej interesować się córką, bywała na każdej
wywiadówce. Julka znacznie bardziej przykładała się do nauki i robiła wyraźne
postępy.
Pewnego wieczoru Emilka zapukała do mojego pokoju i
zapytała, czy nie mogłaby na jutro wypożyczyć nasz odkurzacz. Do mamy Julki ma
przyjść jakaś komisja i chciałyby gruntownie posprzątać. Ich własny sprzęt
zabrał tata Julki, a na nowy będzie je stać „może za sto lat”.
Już miałem na końcu języka „zapytaj mamy” ale uświadomiłem
sobie, że córka wybrała moment, kiedy żona akurat wyszła do sklepu. Bała się
odmowy… Zawsze była znacznie „bliżej” ze mną, Kasia była bardziej surowa i w
opinii córki faworyzowała młodszego o dwa lata Antosia…
– No dobrze… tylko nic nie popsujcie – odpowiedziałem i
usłyszałem to, co zwykle w takich okolicznościach.
– Przecież mam już 10 lat! Dziękuję, tatku!
To „tatku”, to sygnał świadczący o tym, że wszystko poszło
po jej myśli i jest zadowolona. Inaczej byłoby „tato”…
Następnego dnia Kasia rozsypała cukier, sięgając po
odkurzacz otworzyła szafkę w przedpokoju. Była zaskoczona. Po moim wyjaśnieniu
rozpogodziła się jednak. Nie gniewała się, zaproponowała nawet, żeby Julka
wpadała czasem na obiad…
I kto zrozumie kobiety?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz