środa, 29 lipca 2015

Upragniony urlop

Po kilku trudnych i pracowitych miesiącach dostałem upragniony urlop. Postanowiłem go spędzić nie – jak zwykle – gdzieś w jakimś kurorcie, ale po prostu w domu.
Dwa tygodnie spania i nic nie robienia, taki miałem plan na ten wymarzony i dobrze zapracowany urlop.
Obiady przeważnie jadałem w pobliskim barze, pozostały jeszcze śniadania i kolacje, ale to też nie był powód do zmartwienia. Kanapki i sałatki kupowałem w sklepie obok mojego bloku.
Pranie to też nie był problem, wszystko oddawałem do pralni chemicznej. Żyć nie umierać – mówiłem sobie zawsze rano wstając z łóżka.
Cudowne dwa tygodnie wypoczynku, jak za czasów, kiedy jeszcze mieszkałem z mamą. Wtedy nic nie robiłem a czas spędzony z rodzicami był po prostu istną sielanką.
Tak zaplanowałem i tak było, ale niestety wszystko co piękne szybko się kończy. Mój urlop też upływał, pozostał mi tylko ostatni weekend na ogarnięcie mieszkania.
W sobotę zadzwoniła moja koleżanka Ula i powiedziała, że będzie przejazdem w Warszawie i może wpaść do mnie na kawę.
Ochoczo zgodziłem się na wizytę mojej koleżanki ze studiów. Po odłożeniu słuchawki popatrzyłem na swoje mieszkanie i zbladłem, taki panował w nim bałagan.
Dywan nie widział odkurzacza od kilkunastu dni, a kuchnia była istnym wysypiskiem śmieci: pudełka po pizzy i sokach, puszki po piwie, naczynia piętrzące się w zlewie oraz niesamowicie poplamiona i brudna podłoga… Tak wyglądała moja kuchnia.
To niemożliwe – pomyślałem. Przecież moja mama wpajała mi coś innego. Porządek to podstawa w życiu!... No cóż, trzeba doprowadzić mieszkanie do porządku.
Zabrałem się za odkurzanie dywanów, zmienienie pościeli a nawet za wypranie koców i ręczników.Cały dzień poświęciłem na sprzątanie mieszkania, ale wreszcie doprowadziłem je do ładu. Spotkanie z koleżanką też było miłe i udane.

Najlepiej wszystko robić od razu, a nie później. Bardziej się napracowałem przy porządkach, niż w pracy przy projektowaniu maszyn.

wtorek, 28 lipca 2015

Przyzwoitość

Kilka lat temu byliśmy na wczasach, w sąsiednim domku mieszkała rodzina Barszczyków. Byli to bardzo serdeczni i przyjacielscy ludzie. Grzesiek i Edyta mieli synka Adasia, który szybko zaprzyjaźnił się z naszą Ewunią. Okazało się również, że wszyscy pochodzimy z jednego miasta i mieszkamy zaledwie kilka przecznic od siebie.
Po powrocie z wczasów postanowiliśmy kontynuować znajomość. W pewien upalny weekend państwo Barszczykowie zaprosili nas na swoją działkę, która znajdowała się tuż za miastem. Było wspaniale, grillowaliśmy kiełbaski, dzieciaki szalały w wielkiej wannie, która służyła za magazyn wody dla pompy. Po powrocie z działki, zaproponowali nam jeszcze kolację u siebie w domu. Przy stole panowała wesoła atmosfera, przypominaliśmy sobie pobyt w kurorcie i wiele śmiesznych wydarzeń.
– A pamiętasz, jak Ewka namówiła Adasia, żeby bukiet z kwiatków udekorował liśćmi pokrzywy? A on potem w rewanżu podarował jej dziurawy balonik i nabijał się, że nie ma siły go nadmuchać? Czerwona ze złości próbowała chyba z dziesięć minut… – przypomniał Grzesiek i wszyscy – łącznie z naszymi pociechami – śmialiśmy się do łez.
Mieliśmy nadzieję, że działka naszych nowych przyjaciół umożliwi nam wspólne spotkania na łonie natury. Okazało się jednak, że był to ostatni weekend jej użytkowania. Ma tam powstać nowe osiedle mieszkaniowe. Administracja terenu odmówiła nawet przyjęcia zapłaty za następny rok dzierżawy. Edyta powiedziała, że za tydzień pojadą zabrać wszystkie potrzebne rzeczy, zdemontować pompę, porządnie posprzątać i… koniec!
Trochę zdziwiłem się tym sprzątaniem, skoro domek zapewne rozjedzie buldożer, ale moja Aniulka w lot zrozumiała Edytę. Powiedziała mi na ucho, że inaczej byłoby to „nieprzyzwoite”, jeszcze ktoś pomyśli, że korzystały z niego jakieś brudasy…
Żona pomagała w sprzątaniu, mnie również zapędziła do roboty.
Mimo tej straty nadal spotykamy się na łonie natury. My też mamy działkę. Z powodu znacznego oddalenia od komunikacji miejskiej, do tej pory rzadko korzystaliśmy z tej atrakcji. Jednak Barszczykowie mają samochód…


niedziela, 26 lipca 2015

Odpoczynek czy praca

W sierpniu udało mi się wreszcie wyjechać nad morze. Gdy tylko planowałem wczasy, zawsze pojawiał się jakiś problem, który sprawiał, że oddalał się mój odpoczynek.
Tym razem jednak było inaczej, udało mi się szczęśliwie wyjechać i rozlokować w hotelowym pokoju.
Cieszyłem się, że wreszcie będę mógł kąpać się i spacerować po plaży. Uwielbiałem tak siedzieć na piasku i przyglądać się innym turystom, którzy podobnie jak ja odpoczywali nad morzem. Jednak najważniejsze było dla mnie to, że będę mógł wdychać jod, który zalecił mi lekarz.
Zauważyłem, że obok plaży jest kilka domków letniskowych, szczególną moją uwagę przykuł jeden z nich.
Kobieta wynajmująca ten obiekt, zamiast odpoczywać, bardzo intensywnie sprzątała. Wynosiła leżaki i koce na werandę a sama zamiatała podłogi. „Pewnie dlatego, że w środku znalazło się trochę piasku” – pomyślałem.
Niestety, oprócz zamiatania myła okna a nawet zmieniała pościel.
Doszedłem do wniosku, że ta kobieta uwielbia sprzątać i bez niego nie potrafi normalnie żyć.
Na szczęście ja nie sprzątałem swojego pokoju w hotelu, robiła to za mnie firma sprzątająca. Zawsze po powrocie z plaży posprzątane było wszystko na glans. Z pewnością ekipa robiła to lepiej i sprawniej, niż zrobiłbym to ja. Po drugie przyjechałem tu wypoczywać, bo po powrocie czeka mnie zrealizowanie dużego projektu…
Pewnej niedzieli ta kobieta przyszła na plażę, rozłożyła koc i usiadła. Pomyślałem, że może przyszła wreszcie odpocząć, ale niestety zaczęła strzepywać piasek, który przez jej nieuwagę wpadł na koc. Po chwili wstała i szybko oddaliła się do domku. Odchodząc mówiła jeszcze jaki wszędzie panuje nieporządek!
Patrząc za odchodzącą kobietą, przyszła mi myśl, że niedobrze być takim czyściochem, można więcej stracić niż zyskać. Przecież na wczasy przyjeżdża się odpocząć a nie pracować.

Przez cały mój pobyt pogoda była bardzo ładna a woda ciepła, krótko mówiąc wymarzony wypoczynek nad morzem.

piątek, 24 lipca 2015

Wakacyjna robota

Dziś dowiedziałem się, że moja dziewczyna dostała ofertę pracy w Turcji. Bardzo ucieszyła się, chociaż ja nie byłem zachwycony tym pomysłem. Do jej obowiązków należy sprzątanie w hotelu gdzie przebywa wielu turystów z Polski i innych krajów unii europejskiej i nie tylko. Pracę miała zacząć od 1 lipca i tak się stało. Do Turcji poleciała tydzień wcześniej, gdyż miała przejść szkolenie i zostać wtajemniczona w obowiązki. Samolotem leciała około trzech godzin. Lot zleciał szybko, miło i przyjemnie. Na lotnisku została odebrana przez pracowników hotelu, w którym pracowała. Po dotarciu do hotelu dostała informacje, że nie może zadawać się z turystami, że jedzenie dostanie zawsze po tym jak turyści będą po posiłkach i, że nie wolno jej korzystać z wersji all. Aga została zakwaterowana w pokoju z innymi pracownikami. Następnego dnia zaczęto informować ją o jej obowiązkach, do których należało prawie wszystko począwszy od czyszczenia kafelek, po sprzątanie pokoi. Praca była męcząca i ciężka, a szefowie niestety wykorzystywali jak tylko mogli. Jak była jakaś pomyłka czy coś nie było po ich myśli to potrafili nie zapłacić czy nie dać jedzenia. Bardzo męczył moją dziewczynę ten wyzysk, ale chciała zarobić na studia, więc musiała zostać tam do 20 września, gdyż tak była umówiona z kontrahentem. Kiedy nadszedł już czas końca roboty w tym kraju uradowana wróciła do Polski. Po przylocie obiecaliśmy sobie, że nie rozstaniemy się na tak długi czas i, że jak będzie chciała pracować jako osoba sprzątająca to tylko w naszym kraju, gdyż to co przeżyła nie jest warte takiej pracy.

czwartek, 23 lipca 2015

Wypadek

Mieszkam w dużym, czteropiętrowym bloku. Zawsze staram się mieć jak najlepsze relacje z sąsiadami. Tutaj mieszka sporo ludzi, ale prawie nikt nikogo nie zna, każdy jest zajęty własnymi sprawami. W zeszłym miesiącu po powrocie z pracy, postanowiłem wolny weekend wreszcie przeznaczyć wyłącznie na gruntowne sprzątanie całego mieszkania. Przeważnie moje sprzątanie kończyło się na przetarciu ściereczką kurzu z mebli, ewentualnie umyciu podłogi raz w tygodniu. Ogólnie bardzo nie lubię sprzątać. Mieszkam sam, większość dnia spędzam w pracy, więc nie robię wielkiego bałaganu. Wziąłem się w końcu za robotę. Pozamiatałem i umyłem podłogę, tradycyjnie wytarłem kurz, zrobiłem pranie. Udałem się też do łazienki, aby wyczyścić toaletę i wannę. Nagle usłyszałem dzwonek do drzwi. Przyszła moja najbliższa sąsiadka, prosząc mnie, abym zajrzał do zepsutego komputera. Tak się składa, że komputery to moja pasja, więc przerwałem sprzątanie i poszedłem do pani Helenki. Zająłem się komputerem, a starsza pani również sprzątaniem. Pochłonięty pracą nie zauważyłem w porę, co się stało. Pani Helenka wieszając firanki na okno weszła na krzesełko, potknęła się i upadła. Pomimo jej protestów, natychmiast pojechałem z nią do lekarza. Na szczęście nic poważnego się nie stało. Kolejnego dnia umówiliśmy się na wspólne porządkowanie obu mieszkań. Robota paliła nam się w rękach. Nasze domy lśniły czystością. W miłym towarzystwie wszystko staje się łatwiejsze, nawet znienawidzone sprzątanie. Przy komputerze też było sporo pracy, ale udało mi się w ciągu dwóch dni rozebrać go na czynniki pierwsze i doprowadzić do porządku. Pani Helenka ucieszyła się, mówiła, że jest ze mnie bardzo zadowolona. Obiecaliśmy sobie zawsze wzajemną pomoc, stwierdzając zgodnie, że należy pielęgnować stosunki sąsiedzkie. Do dzisiejszego dnia czasem przychodzimy do siebie nawet tylko na miłą pogawędkę.

wtorek, 21 lipca 2015

Domek nad jeziorem

W maju moi rodzice kupili domek letniskowy nad jeziorem. Postanowili go nabyć, ponieważ mój tata przeszedł na emeryturę.
Prawda jednak była inna. Tata zdecydował się na ten krok z powodu wytycznych lekarza, który oznajmił, że ze względu na serce powinien spędzać dużo czasu na świeżym powietrzu.
Po zakończeniu roku akademickiego wybrałem się wraz z tatą do domku, aby dokonać niezbędnych napraw, byśmy mogli spędzać w nim wakacje.
Na działce wznosił się śliczny domek, ale niestety strasznie zaniedbany. Oprócz domku była też szopa, w której była nieduża łódeczka. Gdy ją zobaczyłem, od razu przypomniały mi się moje młodzieńcze lata. Na obozach harcerskich, pływałem taką właśnie łódką. Postanowiłem ją wyremontować, aby można było pływać po jeziorze. Szopa również wymagała naprawy, by można było w niej przechowywać łódkę zimową porą.
Wokół domku znajdował się niewielki las, była także mała zatoczka. Można było tam łowić ryby z pomostu.
Jednym słowem działka niewielka, ale dobrze usytuowana. Blisko do jeziora i to co najpotrzebniejsze znajdowało się w pobliżu.
Przez cały miesiąc trwały naprawy, ale wreszcie uporaliśmy się z nimi. Napraw dokonaliśmy, ale teraz czekają nas porządki. Na szczęście w sierpniu dołączyła do nas mama, która zorganizowała sprzątanie domku i działki.
Nie wiedzieliśmy, że to jeszcze nie koniec naszych prac. Mama zaprzęgła nas do innych zajęć; myliśmy okna, zmywaliśmy podłogi, a nawet trzepaliśmy chodniczki… Mimo dużego nakładu pracy zadowoleni byliśmy, że mamy taki ładny domek.
Wakacje w tym roku były pracowite i udane.
W przyszłości możemy wyjechać zdala od zatłoczonego miasta i po prostu wypocząć.
Jesienią też dużo czasu spędzamy na działce, rodzice spacerują po lesie, zbierają grzyby, a tata łowi ryby na wyremontowanej łódce.
Wieczorami śpiewamy przy ognisku…

Ja też w przyszłości będę tam spędzał wolny czas będąc na emeryturze.

piątek, 17 lipca 2015

Porządki u dziadka

Na urlop pojechaliśmy do ojca mojej Halinki. Teść zapraszał nas już wielokrotnie, zawsze jednak zdarzało się coś, co psuło nasze plany. Doszło do tego, że przez pół roku nie odwiedziliśmy ulubionego dziadka naszych dziewczynek. Samotny wdowiec uwielbiał nasze pociechy a one odpłacały mu tym samym.
Dzieci miały tu pełną swobodę. Duży, prawie dwuhektarowy teren był ogrodzony. Znajdował się tu spory staw, niewielki sad owocowy i kilka zabudowań gospodarskich. Sam dom był bardzo duży. Parterowy ale z ogromnym strychem i przybudówkami, w razie potrzeby mógłby ugościć kilkadziesiąt osób. Miał kształt litery „L” a jego dłuższy bok dziadek nazywał „skrzydłem”. „Skrzydło” było nieużywane, drzwi pozamykane od śmierci babci. Wdowiec twierdził, że nie jest w stanie sam sprzątać całego domu. Nie było tam nic tajemniczego, kilka razy oprowadzał nas po „skrzydle”. Bałagan, pajęczyny, dużo kurzu.
– Przynajmniej wiecie, że nie pędzę tu bimbru… – dowcipkował pod nosem. Był abstynentem.
Teść był starym człowiekiem, miał prawie dziewięćdziesiątkę; był w znakomitej formie. Ożenił się po pięćdziesiątce z o wiele młodszą kobietą. Teściowa zawsze twierdziła, że nigdy tego nie żałowała. Ja sam często żartem mówiłem do niego nie „tato” ale „dziadku” – wiedziałem, że to lubi.
Tym razem Halinka uparła się i postanowiła posprzątać przynajmniej jeden pokój „skrzydła” i umieścić tam Olę i Alę.
– Okna na wschodzie może skłonią je do krótszego wylegiwania się. Poza tym chciałabym, aby spały w osobnym pomieszczeniu. – Słowom tym, przez lekkomyślność, nie poświęciłem należytej uwagi…
No cóż, sprzątanie zaniedbanych, a raczej zapuszczonych pomieszczeń, trwało cały dzień, o dziwo dzieci pomagały nam ochoczo. Pucowały, szorowały, wyrzucały śmiecie. Oczekiwana „separacja” była widocznie fajną niespodzianką...

Nie wdając się w szczegóły pobyt u dziadka okazał się jeszcze bardziej atrakcyjny niż zwykle. Nasze bliźniaczki przygarnęły jakiegoś szczeniaka, my udawaliśmy, że o niczym nie wiemy… Dziadek obiecał, że się nim zaopiekuje.

Pilnowanie dziecka

Mamy trzyletniego syna Alanka. Jest on bardzo ruchliwym dzieckiem, wszędzie go pełno, przez kilka minut nie usiedzi na jednym miejscu. Często wpada na przeróżne pomysły, aby coś zbroić. Pewnego dnia żona musiała zostać dłużej w pracy. Opieka nad naszym skarbem należała wtedy do mnie. Poprosiła mnie jeszcze, abym posprzątał mieszkanie. W nadchodzącą sobotę spodziewaliśmy się wizyty jej przyjaciółki. Zostaliśmy więc sami. Dałem Alankowi jego ulubione samochodziki i poszedłem do kuchni, aby pozmywać naczynia. Po chwili mu się autka znudziły, bo już chwytał moje ważne dokumenty, więc przyniosłem mu klocki. One także małego łobuza nie zadowoliły, a ja gorączkowo myślałem czym by go zająć skutecznie, żeby ze spokojem móc posprzątać. Włączyłem zatem telewizor i odnalazłem bajki dla dzieci. Zaczął płakać, bo chce inne bajki. Rysowanie też okazało się nietrafionym pomysłem. Po chwili wszędzie leżały kawałki podartych kartek. W końcu maluszek sam mi podsunął pomysł na zabawę we wspólne sprzątanie. Wziął miotłę i zaczął chodzić z nią po pokoju, zamiatając podłogę. Spodobało mu się też ścieranie kurzu z mebli, gdzie tylko mógł sięgnąć. Ku mojemu zaskoczeniu sprzątanie przerodziło się w miłą zabawę, a synek starał się mi pomagać. Potem siedział sobie grzecznie i mi się przyglądał. Ja jeszcze zrobiłem pranie, a nawet umyłem okna. Mój synek natomiast zasnął. Zaniosłem go więc do łóżeczka i zająłem się przygotowywaniem obiadu. Powiem nieskromnie, że sam się dziwiłem, że udało nam się doprowadzić mieszkanie do tak idealnego porządku. Żona była pod ogromnym wrażeniem, gdy to zobaczyła. Nie mogła też uwierzyć. Że synek też pomagał. Żartowała sobie, że od tej pory sprzątanie to domena mężczyzn.

czwartek, 16 lipca 2015

Mali bałaganiarze

Jestem już po maturze. Nareszcie są upragnione wakacje i do października mam pełen luz. Podoba mi się Majka z mojej klasy. Przez długi czas właściwie w ogóle nie rozmawialiśmy ze sobą. Nasza bliższa znajomość zaczęła się, gdy mi kiedyś zaproponowała pomoc w matmie. W końcu zrozumiałem co tak naprawdę do niej czuję. To już nie jest zwykła znajomość, ani nawet przyjaźń, tylko po prostu miłość. Kiedy wreszcie skończyły się te nieszczęsne egzaminy, postanowiłem ją zaprosić do siebie i od razu wyznać co czuję. Zacząłem więc robić gruntowny porządek w mieszkaniu. Wstyd się przyznać, ale nie lubię sprzątać i rzadko to robię. Za to wszędzie leżą moje porozrzucane ubrania i inne rzeczy. Zacząłem więc to wszystko układać w szafie. Potem przyszła kolej na odkurzanie, mycie podłogi, zmywanie naczyń. Wyprasowałem nawet koszulę i ją założyłem. Poczułem się bardzo zmęczony tą pracą. Przyszła Maja z trojgiem swego młodszego rodzeństwa, siedmioletnim bratem Kacprem oraz czteroletnimi siostrami bliźniaczkami Laurą i Leną. Przeprosiła mnie, że ich zabrała, ale nikt inny nie mógł z nimi zostać. Na szczęście dzieci zabrały ze sobą zabawki, więc kazaliśmy się im grzecznie bawić w pokoju i poszliśmy porozmawiać do kuchni. Rozmawialiśmy tak sobie długo, a ja nie mogłem się zdobyć na odwagę, aby wyznać moje uczucia. W pewnym momencie wszedłem do pokoju i złapałem się za głowę. Ujrzałem na stole rozlany sok, na podłodze przyklejoną roztopioną czekoladę, porozrzucane wszędzie klocki i małe autka, kawałki podartych kartek i dzieci z brudnymi rączkami, buźkami i ubraniami. Natychmiast włożyliśmy maluchy do wanny, wykąpaliśmy je i razem zaczęliśmy sprzątać. Robota w rękach Mai się wręcz paliła. Po niedługim czasie pokój lśnił czystością, a Maja mnie przeprosiła za wybryki rodzeństwa i obiecała, że kolejny raz przyjdzie sama.

środa, 15 lipca 2015

Terminator

Na początku wakacji, robimy generalne sprzątanie. W domu, na działce, u cioci Krysi. Krysia, siostra mojej żony, jest ulubioną ciocią naszych dzieci. Samotna wdowa odziedziczyła gospodarstwo rolne. Po śmierci męża sprzedała wszystko, oprócz domu i kilku przyległych budynków gospodarczych. Ocalała stodoła i kurnik.
W kurniku rezydował kogut. W jego władaniu było dziesięć kur, „o wiele za dużo” jak twierdziła właścicielka, nie miała co zrobić z jajami. Nie zawsze znajdowała kupca.
Stodoła najczęściej bywała pusta. Czasem ciocia wynajmowała miejsce na czyjeś zboże, ale zysk z tego bywał nikły, a zdarzały się kłopoty.
Porządki u cioci Krysi polegały głównie na sprzątaniu domu pod jej przewodnictwem. „Porządki” w stodole i na strychu domu należały do naszych pociech. Tak naprawdę dzieciaki robiły zazwyczaj tylko więcej bałaganu, ale cioci to nie przeszkadzało.
– Niech się czymś zajmą! Przynajmniej będą w pobliżu i nie będziemy musieli się o nie martwić.
Cioci chodziło o pobliską rzeczkę, która jej zdaniem była zdradliwa i niebezpieczna. Podobno nawet kiedyś ktoś się w niej utopił… Jednak ani Basia ani Zbyszek nigdy dotąd nie złamali zakazu opuszczenia gospodarstwa bez pozwolenia.
Pewnego wieczora przyszła do mnie żona. Powiedziała, że dzieciaki zdradziły jej pewien sekret. Okazuje się, że podczas „sprzątania” w stodole odkryły „skarb” – jak to nazywały. Jedna z kur zrobiła sobie gniazdo w zakamarku „ na pięterku”. Miała tam kilka malutkich piskląt. Dzieciaki bały się, że ciocia Krysia „wyeliminuje je jak terminator. Przecież nie znosi kur, bo te znoszą za dużo jaj”.
Krysia, mimo że miała bardzo trzeźwe podejście do życia, tym razem zareagowała raczej emocjonalnie…
– Kurczę, co ja teraz zrobię?!...
Miałem zamiar doradzić jej, żeby z najstarszych kur robiła rosoły, ale nagle uświadomiłem sobie, że Krysia jest wegetarianką…
Skończyło się na tym, że zobowiązaliśmy się kupować (tanio!) po 20 jaj tygodniowo. Część odstępowaliśmy sąsiadom. W rezultacie wszyscy byliśmy zadowoleni.


wtorek, 14 lipca 2015

Nieprzewidziany remont

Poniedziałek słoneczny poranek szykuję się właśnie do wyjścia po zakupy. W pewnym momencie słyszę donośny dzwonek. Ktoś dobija się do mnie. Powolnym krokiem idę otworzyć drzwi i spłoszyć intruza. Patrzę a pod drzwiami stoi trzy osobowa ekipa która poniekąd ma robić nową instalację gazową w całym budynku. Nikt mnie nie poinformował o takiej decyzji dlatego stanąłem jak wryty. Wszedłem do domu aby wykonać telefon do administratora. Kierownik potwierdził wszystko, okazało się, iż na piętrze ulatnia się gaz. Ekipa wzięła się za robotę ,kurz rozchodził się po całym budynku, gruzu było wszędzie pełno. Mieszkam na parterze ,sąsiadką moją jest starsza pani którą nie śmiałbym prosić o pomoc w sprzątaniu .Wydaje mi się że wszystko spadnie na moją głowę. Cierpliwie czekam na koniec roboty, a wtedy dopiero będę się martwił. Mija drugi dzień pracy .Korytarz wygląda koszmarnie. Nikt z lokatorów na razie nic nie robi Pociesza mnie fakt iż jutro zakończenie tej roboty. Robotnicy opuszczą nasz budynek a my weźmiemy się za porządki. Następnego dnia wybrałem się do marketu po środki czystości i tańszego mopa. Podekscytowany wracam do domu i co widzę . Na klatce schodowej stoją prawie wszyscy sąsiedzi. Każdy gotowy do pracy. Uśmiechnięty wlałem płyn do wiadra z wodą i zacząłem wycierać korytarz na parterze. Nawet moja starsza sąsiadeczka pomagała w miarę swoich możliwości. Wycierała drzwi wejściowe z kurzu ,tablicę ogłoszeniową .Porządki szły pełną parą. Dobrze gdy jest zgoda w budynku .Nikt nawet tak nie odczuł a efekt jest niesamowity. Zostały tylko wycieraczki do trzepania ,ale i z tym sobie poradzimy. Syn sąsiada młody chłopak wyręczył nas ,wziął trzepaczkę i trzepał jedną za drugą. Robota dobiegła końca wszyscy zadowoleni rozeszli się do swoich mieszkań. W końcu mieszkamy jak ludzie , korytarz czysty, pachnący a co najważniejsze każdy wie że może liczyć na drugiego.

poniedziałek, 13 lipca 2015

Ploteczki

Postanowiłem w sobotę odwiedzić moją koleżankę Zuzię, która właśnie przebywała na urlopie macierzyńskim. Zadzwoniłem i zaproponowałem, że wpadnę do niej na kawę…
Umówiliśmy się na siedemnastą, bo to odpowiednia pora na ploteczki. Poszedłem na owe spotkanie ochoczo, ponieważ lubię z nią rozmawiać na różne tematy. Zuzia ma dużą wiedzę na tematy sportowe, zna najnowsze wyniki meczy itp. Jest bardzo praktyczna, nieraz poradziła mi jak używać sprzętów kuchennych.
Po przywitaniu się ze mną powiedziała, że ma na głowie duże sprzątanie. Nie zdążyła jeszcze nic, ale to nic zrobić. Jej mały synek dziś rano strasznie marudził bo zaczął ząbkować. Dlatego wyszła na zakupy trochę później i tak się jej zeszło aż do tej pory. Zaproponowałem, że pomogę w tych porządkach. Nie spodziewałem się, że sobota to właśnie ten dzień, kiedy Zuźka sprząta mieszkanie dokładnie.
– Skoro już proponujesz pomoc, to może popilnujesz trochę Jasia. – Pomyślałem sobie, że wolę zmywać podłogi lub trzepać dywany niż pilnować takiego malucha…
Gdy ja pilnowałem Jasia, ona szybko doprowadziła blat kuchenny do ładu i przygotowała ciasto. Rozsypana kaszka i porozlewane mleko sprawiały wrażenie okropnego bałaganu.
Zuzia nad podziw szybko ogarnęła swoje mieszkanie. Pomimo sprzątania, zmywania i odkurzania…
Ja trochę bałem się opieki nad małym dzieckiem. Jednak muszę przyznać, że Jaś jest słodkim i wesołym maluchem…
Nasze ploteczki tym razem wyglądały trochę inaczej, gdyż Jasio dość często wymuszał na swojej mamie poświęcenie mu pełnej uwagi. Wyszedłem od mojej koleżanki podbudowany i zadowolony bo zauważyłem, że można wszystko pogodzić jeśli się chce.

Nasze spotkanie było bardzo miłe i udane. Pogwizdując pod nosem poszedłem do domu…

czwartek, 9 lipca 2015

Nowy lokator

Mieszkam z żoną w małym ale bardzo przytulnym mieszkanku. Dbamy aby zawsze był w nim ład i porządek. Pod tym względem jesteśmy zgodni. Życie nasze jest bardzo poukładane, jest w nim miejsce na pracę ,dom i rozrywkę. Pewnego dnia zadzwoniła do nas moja siostra z propozycją ,która nas przeraziła. Chodziło jej o to abyśmy zaopiekowali się przez dziesięć dni jej pupilem ,młodym wilczurkiem Fado. Trudno nam było odmówić ,gdyż Ania nigdy nas o nic nie prosiła. Tak więc klamka zapadła od jutra Fado zamieszka z nami. Noc minęła bardzo szybko. Obudził nas dzwonek . Zaspany otworzyłem drzwi a tam stała Ania z psem . Odsunąłem się przestraszony .Psiak wykorzystał ten moment i wtargnął do pokoju. Machał ogonem w prawo i w lewo a sierść unosiła się w powietrzu. Siostra szybciutko opuściła nasze mieszkanie . Zostaliśmy w trójkę my i Fado. Żona naszykowała psiakowi posłanie ,postawiła miski na wodę i karmę i tak zaczął się nowy dzień. Szybciutko spacerek, następnie w samochód i do pracy. Pies został sam w obcym mieszkaniu. Cały czas myślałem co zastanę w domu po powrocie. Miałem złe przeczucie. Postanowiłem się zwolnić i czym prędzej jechać do domu. To co zobaczyłem po powrocie przerosło moje oczekiwania. Dywan poszarpany, stoliczek przewrócony, kubek po kawie na podłodze, karma rozsypana woda z miski wylana dosłownie szok. Czym prędzej wziąłem się za porządki żeby żona tego nie widziała bo gotowa psa za drzwi wyrzucić. Odkurzyłem całe mieszkanie ,pomyłem podłogi moim ulubionym płynem o zapachu konwalii. Miałem problem z dywanem bo była plama po kawie. Szorowałem wszystkim co było w domu, trochę puściło ale nie całkiem. mam tylko nadzieję że żona nie zauważy. Wszystko wróciło na swoje miejsce. Mogę spokojnie wziąć psa na spacer .Wyjdę na przystanek po żonę , a potem wrócimy w trójkę do domu.

Cały ten świat

Od kiedy przerobiono nasz śmietnik na „altanę śmietnikową”, zamontowano elektroniczny zamek otwierany przez kartę z chipem – ilość osób próbujących „dobrać się” do naszych śmieci drastycznie zmalała. Akurat moja rodzina nie jest szczególnie źle usposobiona do ludzi próbujących pozyskać jakieś surowce wtórne, bezdomnych czy bezrobotnych, w ten sposób próbujących zaspokoić swoje elementarne potrzeby. Dla alkoholika taką elementarną potrzebą jest przymus napicia się… Lepiej, żeby zbierał puszki, złom metali kolorowych lub butelki, niż kradł. Zastanawiałem się czasem, czy wyciąganie czegoś ze śmietnika jest legalne, czy jest to kradzież?
W pobliżu jest stary, opuszczony dom; w tej chwili mieszka w nim dwóch bezdomnych. Przychodzą do nas po wsparcie. Nigdy nie chcieli pieniędzy, zawsze przychodzili trzeźwi. Cieszą się z tego, co im dajemy: z kawałka chleba, puszki konserw czy paczki makaronu. Nie sprawiają kłopotów.
Ostatnio moja Basia postanowiła, że musimy wreszcie uprzątnąć naszą piwnicę. Przez lata nagromadziło się tam wiele starych gratów, rupieci, co tu ukrywać – po prostu śmieci… Pomyślałem, że przy okazji możemy pomóc naszym znajomym.
Gdy następnego dnia jeden z nich – Janek – zadzwonił domofonem, poprosiłem, żeby wszedł na górę, bo mamy dla niego pewną propozycję…
Zaproponowaliśmy, że za uprzątnięcie pomieszczenia damy im 50 złotych. Pan Janek zgodził się od razu i podziękował. Następnego dnia od rana zabrali się do pracy. Po trzech godzinach piwnica była pusta. Zapłaciłem im umówioną sumę, ale…
– Widzi pan… Szczerze mówiąc znaleźliśmy kilka książek, za które spodziewamy się uzyskać znacznie większą sumę…
Nasi znajomi okazali się być ludźmi z wyższym wykształceniem humanistycznym!
Oczywiście nie tylko te 50 złotych, ale i pieniądze ze sprzedaży książek były ich. Opowiedzieli swoje historie. Jeden został usunięty z wybudowanego przez siebie domu przez żonę – prawniczkę… Drugi zbankrutował, stracił cały majątek ufając sprzedajnemu maklerowi…
Oto cały ten świat. Czasem myślę, że kiedyś było lepiej… Może to ja się starzeję, a może to świat…


Studniówka

Moja córka Asia za trzy dni ma studniówkę. Zarówno ona jak i my bardzo przeżywamy tę imprezę tym bardziej że ja jestem w komitecie rodzicielskim i brałem czynny udział w organizacji tej ważnej uroczystości. Załatwiłem młodzieży świetny lokal z dużym rabatem. Maturzyści obiecali iż sala po imprezie będzie lśniła. Ostatnie przygotowania Asia wygląda cudownie w pięknej sukni. Nie możemy się napatrzyć na naszą dorosłą córkę. Zauważyliśmy iż jej chłopak również nie może oderwać wzroku od naszej Asi. Wystrojeni i uśmiechnięci poszli na swój pierwszy bal. Następnego dnia w samo południe zadzwonił dzwonek do drzwi, potem drugi ,trzeci i następny. To koledzy i koleżanki Asi .Liczna grupa młodych ludzi zgodnie z umową szli porządkować salę. To co ujrzeli na miejscu przeszło ich oczekiwania. Skórki po bananach leżały w każdym kącie, niedopałki papierosów zasłoniły pół parkietu, całość wyglądała skandalicznie. Młodzież stała w progu i nie wiedziała za co się wziąć. Ręce im opadły, uśmiech znikł z twarzy dosłownie bezwład. W pewnym momencie jedna z dziewcząt podwinęła rękawy ,napełniła wiadro wodą z płynem i wzięła się za porządki. Inne osoby poszły w jej ślady. Chłopaki odkurzali wynosili śmieci a dziewczęta wycierały stoliki, myły podłogi .Robota paliła im się w rękach. Sala nabierała dawnej świetności. Stoliki wróciły na swoje miejsca Czyste obrusy pokryły ich blaty . Ostatnie poprawki i sala gotowa do odbioru. Wszędzie pachnie czystością i świeżością. Jesteśmy z siebie bardzo dumni .Poszło nam szybciej niż myśleliśmy. Właśnie wchodzi właściciel lokalu , po jego minie i uśmiechu widzimy że jest zadowolony. Obiecał iż drzwi w jego lokalu są dla nas otwarte. W miłej atmosferze opuściliśmy salę by każdy udał się do swojego domu spokojnie odpocząć i przypomnieć sobie cudowne chwile z pierwszego balu.

wtorek, 7 lipca 2015

Wielki dzień

Zbliżała się trzydziesta rocznica ślubu moich rodziców. Chciałem z tej okazji zrobić im jakąś miłą niespodziankę. Najpierw planowałem zabrać ich na jakąś wycieczkę, ale przyznam szczerze, że nie miałem zbyt wielu pieniędzy. W końcu moja dziewczyna wpadła na pomysł, abyśmy zrobili grilla na ich działce i zaprosili resztę rodziny. Zgodziłem się, aby uczynić im taką niespodziankę, tym bardziej, że mówili, iż nie urządzają z tej okazji żadnego przyjęcia, tylko zamierzają ten dzień spędzić we dwoje. Zaczęliśmy więc wszystko przygotowywać. Pożyczyliśmy od znajomych stoły i krzesła,, umyliśmy w altanie okna i podłogę, podlaliśmy kwiaty i warzywa, zrobiliśmy zakupy, a potem przygotowaliśmy jedzenie. Szczerze mówiąc nienawidzę sprzątać, dlatego byłem szczęśliwy, gdy już wszystko było zapięte na ostatni guzik. Następnie przyszli wszyscy goście, a później, po naszych perswazjach rodzice. Bardzo się ucieszyli, zastając naszą niespodziankę, czyli gotową imprezę. Potem wszyscy zaśpiewaliśmy sto lat, wręczyliśmy prezenty i zasiedliśmy do stołu. Zajadaliśmy ciasto, potem pyszności z grilla. Zabawa trwała aż do późnej nocy. Kolejnego dnia obudziłem się z lekkim bólem głowy. Najgorsze, że znowu czekało nas sprzątanie po przyjęciu. Trzeba było umyć wszystkie naczynia, wyrzucić papierowe tacki i plastikowe sztućce oraz resztki jedzenia. Wytarliśmy też rozlany sok, po którym zostały plamy na stole i na podłodze. Oddaliśmy stoły i krzesła znajomym, którzy je nam pożyczyli. Wróciliśmy do domu bardzo zmęczeni. Jak już wspomniałem, bardzo nie lubię sprzątać, ale widząc szczęśliwych rodziców, promienne uśmiechy na ich twarzach, stwierdzam, że warto było tak się napracować. Pomimo, że my im pokrzyżowaliśmy plany i nie spędzili tego wieczoru tylko we dwoje.

Wizyta teściowej

W lipcu przyjechała na tydzień do nas mama mojej żony. Zwykle był to dla mnie okropny czas, stałe narzekania i utyskiwania teściowej działały mi po prostu na nerwy. Co najgorsze, moja żona zdecydowała, że z tej okazji posprzątamy nasze mieszkanie, na glans.
W weekend razem z Zuzią zmagaliśmy się z owym postanowieniem. Tym razem było inaczej niż zwykle, nasze cotygodniowe porządki były inne. Żonka z powodu wizyty mamy myła okna, zmieniała firanki, poprała nakrycia a nawet odsuwała łóżka…
Dla mnie był to czas najmniej przyjemny. Zuzia zaprzęgła mnie do wykonywania czynności, których nie cierpię. Musiałem wynosić śmieci, odkurzać dywany i zmywać podłogi.
Nawet w gotowaniu posiłków byłem zobowiązany jej pomagać. Zakupy robiłem sam, ponieważ moja małżonka w tym czasie doprowadzała nasze mieszkanie do perfekcji. W tym momencie zazdrościłem naszym znajomym. Są szczęśliwi, bo mogą odpocząć lub spędzić czas z rodziną na łonie natury. A ja zawsze w weekendy muszę sprzątać i sprzątać…
W niedzielę mieliśmy uroczysty obiad z okazji przyjazdu teściowej.
Zuzia za wszelką cenę chciała ugościć mamę. Mimo moich obaw obiad przebiegł bardzo sympatycznie i miło. Teściowa doceniła starania swojej córki, dla Zuzi było to coś zaskakującego i miłego. Jej mama nigdy nie okazywała zadowolenia z tego co robi jej córka. Smaczny obiad i mieszkanie lśniące czystością też zostało zauważone.
Ja w duchu postanowiłem Zuzi wynagrodzić starania z okazji wizyty jej mamy, ponieważ widziałem zmęczoną twarz żony. Może zaproszę ją do restauracji na romantyczną kolację, ale oczywiście jak pojedzie sobie mama mojej miłej…

W każdej sytuacji można dostrzec coś dobrego, oczywiście jeśli ma się dobrą wolę i chęć.

Nowy nabytek

Mam ładne mieszkanie, przynajmniej tak mi się wydawało do czasu gdy wprowadziła się do mnie moja narzeczona. Przyjechała z trzema pełnymi walizami ubrań. Przeraziłem się bo w żaden sposób ubrania Kasi nie zmieszczą się do mojej małej szafy . Postanowiliśmy kupić największą jaką znajdziemy w sklepie. Udało nam się szafa o szerokości 240 cm z wstawką z ładnego szkła dziś w południe zostanie dostarczona do naszego mieszkania. Mieliśmy z Kasią trochę pracy ,trzeba przygotować miejsce i pozabezpieczać resztę mebli żeby się nie zniszczyły. Pogrążeni pracą w pewnym momencie usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Trzech pracowników z paczkami weszło do mojego mieszkania .Zaczęli od składania poszczególnych elementów. Trzeba przyznać , iż robota im się w rękach paliła. Jeszcze godzina czy dwie i koniec pracy. Wtedy my przystąpimy do porządków. Niby nic , a wszędzie kurz. Ja zajmę się sprzątaniem ,a zadaniem Kasi będzie czyszczenie szafy i układanie rzeczy. Czekamy cierpliwie ,szafa już stoi ,ostatnie poprawki i panowie opuszczają mieszkanie. Przygotowałem środki czystości ,ściereczkę i zabrałem się za swoją pracę. Pościągałem folię zabezpieczającą i mogłem swobodnie sprzątać .Bardzo lubię Pronto do mebli dlatego też spryskałem nim komodę i ławę ,wypolerowałem aż lśni. Jeszcze tylko sofę przetrę na mokro i moja narzeczona zacznie działać. Kasia przetarła całą szafę wewnątrz i na zewnątrz. Powiesiła wieszaki ,a teraz zajęła się układaniem i wieszaniem ubrań. Widzę że sprawia jej to przyjemność. Typowa kobieta uwielbia ciuszki. Wyrobiła się w expressowym tempie. Ma dryg do tego ,bardzo się z tego cieszę .Szybciutko umyłem jeszcze podłogę i w pachnącym i świeżym pokoju wypijemy kawkę aby uczcić koniec pracy.

niedziela, 5 lipca 2015

Świąteczna powódź

Przed tegorocznymi świętami Bożego Narodzenia było mnóstwo pracy, a przede wszystkim sprzątania. Niełatwo nam było się zabrać za gruntowne porządki, jednak w końcu przyszła na nie kolej. Wyjęliśmy z szaf wszystkie ubrania i wypraliśmy je. Odsunęliśmy nawet kilka mebli, aby wyczyścić podłogę pod nimi. Oprócz tego było jeszcze prasowanie, mycie okien, czyszczenie dywanów, odkurzanie, sprzątanie łazienki itd. Następnie przyszedł czas na gotowanie. Po całym domu roznosił się zapach karpia, klusek z makiem,pierogów z kapustą i grzybami oraz barszczu. Kiedy już uporaliśmy się z tym wszystkim, ubraliśmy choinkę, a następnie zasiedliśmy przy stole. Odwiedziło nas mnóstwo krewnych i przyjaciół, z którymi śpiewaliśmy kolędy, dzieliliśmy się opłatkiem i zajadaliśmy świąteczne potrawy. Po wieczerzy poszliśmy do kuchni, aby pozmywać naczynia. Podczas tego zmywania, nagle zorientowałem się, że spod zlewozmywaka cieknie woda. Coraz większy strumień zalewał kuchnię i wkradał się już do pokoju. Żona natychmiast zaczęła ścierać ręcznikami wodę z podłogi. Moim skromnym zdaniem pękł syfon, ale że nie jestem fachowcem od takich spraw postanowiłem wezwać na pomoc sąsiada, który na szczęście jest hydraulikiem, a także moim bardzo dobrym kolegą. Stwierdził, że przyczyną jest jakaś pęknięta rura. Pomimo że święta to czas wolny od pracy, postanowił, że spróbuje naprawić tę usterkę. Ja zaś po kilku dniach kupiłem zmywarkę. Teraz wystarczy tylko ją włączyć, a naczynia myją się same, a my w tym czasie możemy się zająć czymś zupełnie innym. Dzięki temu mojemu zakupowi, sprzątanie stało się znacznie łatwiejsze. Chociaż muszę przyznać najzupełniej szczerze, że nienawidzę sprzątać, ale za to kocham Święta, szczególnie Bożego Narodzenia.

piątek, 3 lipca 2015

Powrót żony

W lipcu moja żona spędziła miesiąc w Kołobrzegu. Gdy wyjeżdżała do sanatorium, prosiła mnie, abym utrzymywał porządek w mieszkaniu oraz nie zapominał podlewać jej ukochanych kwiatów. Ja jednak cieszyłem się z nieobecności Zuzi, bo wreszcie nie będę musiał nic robić. Inaczej mówiąc nadszedł dla mnie czas pełnej laby i lenistwa.
Mój pomysł był bardzo dobry, ale niestety zgubny w skutkach. Kwiaty bardzo źle zniosły moją opiekę, a pokoje również uległy kompletnemu zaniedbaniu. W mieszkaniu ani razu nie posprzątałem i w efekcie zapanował okropny bałagan. Brudne były koce, dywany i pościel.
Na szczęście małżonka pozostawiła mi w lodówce gotowe dania, nie musiałem ich przygotowywać ani pitrasić, wystarczyło tylko je odgrzać. Jednak ze zmywaniem również byłem na bakier, wykonywałem tę czynność tylko wtedy, jak mi zabrakło szklanek i talerzy.
Prania też nie robiłem, zakładałem ubrania do momentu wyczerpania czystych ciuchów, ale niestety nadszedł czas aby je poprać. Poszedłem więc na łatwiznę i oddałem je do pralni chemicznej.
Żona nie pozna, że nie były tak długo prane, pralnia zrobi za mnie wszystko idealnie. Jej oko nic nie dostrzeże a ja jeszcze dostanę pochwałę, że tak dbałem o swoje ubrania.
No cóż, wszystko co dobre i miłe prędko się kończy. Czas nieobecności mojej żony szybko upłynął i niestety w niedzielę już wraca. Pozostał mi ostatni weekend na uprzątnięcie naszego wspólnego gniazdka.
Dwa dni sprzątałem, zmywałem i odkurzałem…
Nie spodziewałem się, że tak trudno jest doprowadzić nasz lokal do dawnej świetności. Jednak opłacało się, żonka nie poznała, że tak strasznie narozrabiałem w naszym mieszkaniu.

Oczywiście spostrzegła, że kwiatki są zaniedbane i teraz muszę kupić odżywki i je użyźnić. Wtedy znowu będą piękne i kwitnące.