czwartek, 23 lipca 2015
Wypadek
Mieszkam w dużym, czteropiętrowym bloku.
Zawsze staram się mieć jak najlepsze relacje z sąsiadami.
Tutaj mieszka sporo ludzi, ale prawie nikt nikogo nie zna, każdy jest zajęty własnymi sprawami.
W zeszłym miesiącu po powrocie z pracy, postanowiłem wolny weekend wreszcie przeznaczyć wyłącznie na gruntowne sprzątanie całego mieszkania.
Przeważnie moje sprzątanie kończyło się na przetarciu ściereczką kurzu z mebli, ewentualnie umyciu podłogi raz w tygodniu.
Ogólnie bardzo nie lubię sprzątać.
Mieszkam sam, większość dnia spędzam w pracy, więc nie robię wielkiego bałaganu.
Wziąłem się w końcu za robotę.
Pozamiatałem i umyłem podłogę, tradycyjnie wytarłem kurz, zrobiłem pranie.
Udałem się też do łazienki, aby wyczyścić toaletę i wannę.
Nagle usłyszałem dzwonek do drzwi.
Przyszła moja najbliższa sąsiadka, prosząc mnie, abym zajrzał do zepsutego komputera.
Tak się składa, że komputery to moja pasja, więc przerwałem sprzątanie i poszedłem do pani Helenki.
Zająłem się komputerem, a starsza pani również sprzątaniem.
Pochłonięty pracą nie zauważyłem w porę, co się stało.
Pani Helenka wieszając firanki na okno weszła na krzesełko, potknęła się i upadła.
Pomimo jej protestów, natychmiast pojechałem z nią do lekarza.
Na szczęście nic poważnego się nie stało.
Kolejnego dnia umówiliśmy się na wspólne porządkowanie obu mieszkań.
Robota paliła nam się w rękach.
Nasze domy lśniły czystością.
W miłym towarzystwie wszystko staje się łatwiejsze, nawet znienawidzone sprzątanie.
Przy komputerze też było sporo pracy, ale udało mi się w ciągu dwóch dni rozebrać go na czynniki pierwsze i doprowadzić do porządku.
Pani Helenka ucieszyła się, mówiła, że jest ze mnie bardzo zadowolona.
Obiecaliśmy sobie zawsze wzajemną pomoc, stwierdzając zgodnie, że należy pielęgnować stosunki sąsiedzkie.
Do dzisiejszego dnia czasem przychodzimy do siebie nawet tylko na miłą pogawędkę.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz