W lipcu przyjechała na tydzień do
nas mama mojej żony. Zwykle był to dla mnie okropny czas, stałe narzekania i
utyskiwania teściowej działały mi po prostu na nerwy. Co najgorsze, moja żona zdecydowała,
że z tej okazji posprzątamy nasze mieszkanie, na glans.
W weekend razem z Zuzią zmagaliśmy
się z owym postanowieniem. Tym razem było inaczej niż zwykle, nasze cotygodniowe
porządki były inne. Żonka z powodu wizyty mamy myła okna, zmieniała firanki,
poprała nakrycia a nawet odsuwała łóżka…
Dla mnie był to czas najmniej
przyjemny. Zuzia zaprzęgła mnie do wykonywania czynności, których nie cierpię.
Musiałem wynosić śmieci, odkurzać dywany i zmywać podłogi.
Nawet w gotowaniu posiłków byłem
zobowiązany jej pomagać. Zakupy robiłem sam, ponieważ moja małżonka w tym czasie
doprowadzała nasze mieszkanie do perfekcji. W tym momencie zazdrościłem naszym
znajomym. Są szczęśliwi, bo mogą odpocząć lub spędzić czas z rodziną na łonie
natury. A ja zawsze w weekendy muszę sprzątać i sprzątać…
W niedzielę mieliśmy uroczysty
obiad z okazji przyjazdu teściowej.
Zuzia za wszelką cenę chciała
ugościć mamę. Mimo moich obaw obiad przebiegł bardzo sympatycznie i miło. Teściowa
doceniła starania swojej córki, dla Zuzi było to coś zaskakującego i miłego. Jej
mama nigdy nie okazywała zadowolenia z tego co robi jej córka. Smaczny obiad i
mieszkanie lśniące czystością też zostało zauważone.
Ja w duchu postanowiłem Zuzi wynagrodzić
starania z okazji wizyty jej mamy, ponieważ widziałem zmęczoną twarz żony. Może
zaproszę ją do restauracji na romantyczną kolację, ale oczywiście jak pojedzie
sobie mama mojej miłej…
W każdej sytuacji można dostrzec
coś dobrego, oczywiście jeśli ma się dobrą wolę i chęć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz