wtorek, 7 lipca 2015

Wizyta teściowej

W lipcu przyjechała na tydzień do nas mama mojej żony. Zwykle był to dla mnie okropny czas, stałe narzekania i utyskiwania teściowej działały mi po prostu na nerwy. Co najgorsze, moja żona zdecydowała, że z tej okazji posprzątamy nasze mieszkanie, na glans.
W weekend razem z Zuzią zmagaliśmy się z owym postanowieniem. Tym razem było inaczej niż zwykle, nasze cotygodniowe porządki były inne. Żonka z powodu wizyty mamy myła okna, zmieniała firanki, poprała nakrycia a nawet odsuwała łóżka…
Dla mnie był to czas najmniej przyjemny. Zuzia zaprzęgła mnie do wykonywania czynności, których nie cierpię. Musiałem wynosić śmieci, odkurzać dywany i zmywać podłogi.
Nawet w gotowaniu posiłków byłem zobowiązany jej pomagać. Zakupy robiłem sam, ponieważ moja małżonka w tym czasie doprowadzała nasze mieszkanie do perfekcji. W tym momencie zazdrościłem naszym znajomym. Są szczęśliwi, bo mogą odpocząć lub spędzić czas z rodziną na łonie natury. A ja zawsze w weekendy muszę sprzątać i sprzątać…
W niedzielę mieliśmy uroczysty obiad z okazji przyjazdu teściowej.
Zuzia za wszelką cenę chciała ugościć mamę. Mimo moich obaw obiad przebiegł bardzo sympatycznie i miło. Teściowa doceniła starania swojej córki, dla Zuzi było to coś zaskakującego i miłego. Jej mama nigdy nie okazywała zadowolenia z tego co robi jej córka. Smaczny obiad i mieszkanie lśniące czystością też zostało zauważone.
Ja w duchu postanowiłem Zuzi wynagrodzić starania z okazji wizyty jej mamy, ponieważ widziałem zmęczoną twarz żony. Może zaproszę ją do restauracji na romantyczną kolację, ale oczywiście jak pojedzie sobie mama mojej miłej…

W każdej sytuacji można dostrzec coś dobrego, oczywiście jeśli ma się dobrą wolę i chęć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz