wtorek, 7 lipca 2015
Wielki dzień
Zbliżała się trzydziesta rocznica ślubu moich rodziców.
Chciałem z tej okazji zrobić im jakąś miłą niespodziankę.
Najpierw planowałem zabrać ich na jakąś wycieczkę, ale przyznam szczerze, że nie miałem zbyt wielu pieniędzy.
W końcu moja dziewczyna wpadła na pomysł, abyśmy zrobili grilla na ich działce i zaprosili resztę rodziny.
Zgodziłem się, aby uczynić im taką niespodziankę, tym bardziej, że mówili, iż nie urządzają z tej okazji żadnego przyjęcia, tylko zamierzają ten dzień spędzić we dwoje.
Zaczęliśmy więc wszystko przygotowywać.
Pożyczyliśmy od znajomych stoły i krzesła,, umyliśmy w altanie okna i podłogę, podlaliśmy kwiaty i warzywa, zrobiliśmy zakupy, a potem przygotowaliśmy jedzenie.
Szczerze mówiąc nienawidzę sprzątać, dlatego byłem szczęśliwy, gdy już wszystko było zapięte na ostatni guzik.
Następnie przyszli wszyscy goście, a później, po naszych perswazjach rodzice.
Bardzo się ucieszyli, zastając naszą niespodziankę, czyli gotową imprezę.
Potem wszyscy zaśpiewaliśmy sto lat, wręczyliśmy prezenty i zasiedliśmy do stołu.
Zajadaliśmy ciasto, potem pyszności z grilla.
Zabawa trwała aż do późnej nocy.
Kolejnego dnia obudziłem się z lekkim bólem głowy.
Najgorsze, że znowu czekało nas sprzątanie po przyjęciu.
Trzeba było umyć wszystkie naczynia, wyrzucić papierowe tacki i plastikowe sztućce oraz resztki jedzenia.
Wytarliśmy też rozlany sok, po którym zostały plamy na stole i na podłodze.
Oddaliśmy stoły i krzesła znajomym, którzy je nam pożyczyli.
Wróciliśmy do domu bardzo zmęczeni.
Jak już wspomniałem, bardzo nie lubię sprzątać, ale widząc szczęśliwych rodziców, promienne uśmiechy na ich twarzach, stwierdzam, że warto było tak się napracować.
Pomimo, że my im pokrzyżowaliśmy plany i nie spędzili tego wieczoru tylko we dwoje.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz