Po kilku trudnych i pracowitych miesiącach dostałem
upragniony urlop. Postanowiłem go spędzić nie – jak zwykle – gdzieś w jakimś kurorcie,
ale po prostu w domu.
Dwa tygodnie spania i nic nie robienia, taki miałem plan na
ten wymarzony i dobrze zapracowany urlop.
Obiady przeważnie jadałem w pobliskim barze, pozostały
jeszcze śniadania i kolacje, ale to też nie był powód do zmartwienia. Kanapki i
sałatki kupowałem w sklepie obok mojego bloku.
Pranie to też nie był problem, wszystko oddawałem do pralni
chemicznej. Żyć nie umierać – mówiłem sobie zawsze rano wstając z łóżka.
Cudowne dwa tygodnie wypoczynku, jak za czasów, kiedy
jeszcze mieszkałem z mamą. Wtedy nic nie robiłem a czas spędzony z rodzicami
był po prostu istną sielanką.
Tak zaplanowałem i tak było, ale niestety wszystko co piękne
szybko się kończy. Mój urlop też upływał, pozostał mi tylko ostatni weekend na
ogarnięcie mieszkania.
W sobotę zadzwoniła moja koleżanka Ula i powiedziała, że
będzie przejazdem w Warszawie i może wpaść do mnie na kawę.
Ochoczo zgodziłem się na wizytę mojej koleżanki ze studiów.
Po odłożeniu słuchawki popatrzyłem na swoje mieszkanie i zbladłem, taki panował
w nim bałagan.
Dywan nie widział odkurzacza od kilkunastu dni, a kuchnia była
istnym wysypiskiem śmieci: pudełka po pizzy i sokach, puszki po piwie, naczynia
piętrzące się w zlewie oraz niesamowicie poplamiona i brudna podłoga… Tak
wyglądała moja kuchnia.
To niemożliwe – pomyślałem. Przecież moja mama wpajała mi
coś innego. Porządek to podstawa w życiu!... No cóż, trzeba doprowadzić
mieszkanie do porządku.
Zabrałem się za odkurzanie dywanów, zmienienie pościeli a
nawet za wypranie koców i ręczników.Cały dzień poświęciłem na sprzątanie
mieszkania, ale wreszcie doprowadziłem je do ładu. Spotkanie z koleżanką też
było miłe i udane.
Najlepiej wszystko robić od razu, a nie później. Bardziej
się napracowałem przy porządkach, niż w pracy przy projektowaniu maszyn.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz