W lipcu moja żona spędziła miesiąc w Kołobrzegu. Gdy
wyjeżdżała do sanatorium, prosiła mnie, abym utrzymywał porządek w mieszkaniu oraz
nie zapominał podlewać jej ukochanych kwiatów. Ja jednak cieszyłem się z
nieobecności Zuzi, bo wreszcie nie będę musiał nic robić. Inaczej mówiąc
nadszedł dla mnie czas pełnej laby i lenistwa.
Mój pomysł był bardzo dobry, ale niestety zgubny w skutkach.
Kwiaty bardzo źle zniosły moją opiekę, a pokoje również uległy kompletnemu zaniedbaniu.
W mieszkaniu ani razu nie posprzątałem i w efekcie zapanował okropny bałagan.
Brudne były koce, dywany i pościel.
Na szczęście małżonka pozostawiła mi w lodówce gotowe dania,
nie musiałem ich przygotowywać ani pitrasić, wystarczyło tylko je odgrzać. Jednak
ze zmywaniem również byłem na bakier, wykonywałem tę czynność tylko wtedy, jak mi
zabrakło szklanek i talerzy.
Prania też nie robiłem, zakładałem ubrania do momentu wyczerpania
czystych ciuchów, ale niestety nadszedł czas aby je poprać. Poszedłem więc na
łatwiznę i oddałem je do pralni chemicznej.
Żona nie pozna, że nie były tak długo prane, pralnia zrobi za
mnie wszystko idealnie. Jej oko nic nie dostrzeże a ja jeszcze dostanę pochwałę,
że tak dbałem o swoje ubrania.
No cóż, wszystko co dobre i miłe prędko się kończy. Czas
nieobecności mojej żony szybko upłynął i niestety w niedzielę już wraca.
Pozostał mi ostatni weekend na uprzątnięcie naszego wspólnego gniazdka.
Dwa dni sprzątałem, zmywałem i odkurzałem…
Nie spodziewałem się, że tak trudno jest doprowadzić nasz
lokal do dawnej świetności. Jednak opłacało się, żonka nie poznała, że tak strasznie
narozrabiałem w naszym mieszkaniu.
Oczywiście spostrzegła, że kwiatki są zaniedbane i teraz
muszę kupić odżywki i je użyźnić. Wtedy znowu będą piękne i kwitnące.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz