piątek, 3 lipca 2015

Powrót żony

W lipcu moja żona spędziła miesiąc w Kołobrzegu. Gdy wyjeżdżała do sanatorium, prosiła mnie, abym utrzymywał porządek w mieszkaniu oraz nie zapominał podlewać jej ukochanych kwiatów. Ja jednak cieszyłem się z nieobecności Zuzi, bo wreszcie nie będę musiał nic robić. Inaczej mówiąc nadszedł dla mnie czas pełnej laby i lenistwa.
Mój pomysł był bardzo dobry, ale niestety zgubny w skutkach. Kwiaty bardzo źle zniosły moją opiekę, a pokoje również uległy kompletnemu zaniedbaniu. W mieszkaniu ani razu nie posprzątałem i w efekcie zapanował okropny bałagan. Brudne były koce, dywany i pościel.
Na szczęście małżonka pozostawiła mi w lodówce gotowe dania, nie musiałem ich przygotowywać ani pitrasić, wystarczyło tylko je odgrzać. Jednak ze zmywaniem również byłem na bakier, wykonywałem tę czynność tylko wtedy, jak mi zabrakło szklanek i talerzy.
Prania też nie robiłem, zakładałem ubrania do momentu wyczerpania czystych ciuchów, ale niestety nadszedł czas aby je poprać. Poszedłem więc na łatwiznę i oddałem je do pralni chemicznej.
Żona nie pozna, że nie były tak długo prane, pralnia zrobi za mnie wszystko idealnie. Jej oko nic nie dostrzeże a ja jeszcze dostanę pochwałę, że tak dbałem o swoje ubrania.
No cóż, wszystko co dobre i miłe prędko się kończy. Czas nieobecności mojej żony szybko upłynął i niestety w niedzielę już wraca. Pozostał mi ostatni weekend na uprzątnięcie naszego wspólnego gniazdka.
Dwa dni sprzątałem, zmywałem i odkurzałem…
Nie spodziewałem się, że tak trudno jest doprowadzić nasz lokal do dawnej świetności. Jednak opłacało się, żonka nie poznała, że tak strasznie narozrabiałem w naszym mieszkaniu.

Oczywiście spostrzegła, że kwiatki są zaniedbane i teraz muszę kupić odżywki i je użyźnić. Wtedy znowu będą piękne i kwitnące.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz