piątek, 27 listopada 2015

Wycieczka

Jestem nauczycielem w szkole podstawowej. Bardzo lubię swoją pracę. Sprawia mi ogromną przyjemność fakt, że wiedza, jaką przekazuję tym maluchom, pomoże im znacznie w późniejszym życiu. Przyznam jednak szczerze, że tęsknię za wakacjami, jak każdy mój uczeń i wielokrotnie marzę o tych dwóch wolnych miesiącach, podczas których nabieram siły, i pogłębiam swą wiedzę, aby nauczać coraz lepiej. Lato tego roku było wyjątkowo upalne. W połowie czerwca, kiedy już oceny były ostatecznie wystawione zabierałem moich podopiecznych na boisko szkolne, gdzie łączyłem elementy zabawy oraz nauki. Pewnego dnia ja z moją pierwszą klasą udaliśmy się do pobliskiego parku. Tym razem opisywałem otaczającą nas przyrodę. Wcześniej wstąpiliśmy do sklepu, aby każdy kupił sobie coś do picia. Większość dzieci miała ochotę na lody., Zgodziłem się po krótkim namyśle pilnując, aby wszyscy zrobili zakupy i ruszyliśmy w dalszą drogę. Po chwili zrozumiałem jaki fatalny błąd popełniłem. Kilkoro dzieci miało już lodowe plamy na ubraniach, buzie umazane czekoladą. Inne zaczęły dookoła rozrzucać papierki, jeszcze inne zniknęły mi z zasięgu wzroku. Przywołałem więc wszystkie dzieci i pouczyłem je na temat zaśmiecania środowiska, po czym kazałem po sobie posprzątać. Zebraliśmy ślady naszej obecności, wyrzucając je do kosza na śmieci, po czym wybraliśmy się do pralni Perfect Clean, o której opowiadałem po drodze. Na szczęście tylko trzy bluzki wymagały prania, a sympatyczna pani opowiedziała więcej o świadczonych usługach, demonstrując między innymi proces czyszczenia garnituru, czym wzbudziła zainteresowanie nawet u najbardziej znudzonych siedmiolatków. Po niedługim czasie oddano nam ubrania perfekcyjnie czyste. Już trzeci raz skorzystałem z usług tej pralni i polecam ją każdemu, gdyż nigdy się nie zawiodłem. Dodatkowo upiekłem dwie pieczenie na jednym ogniu, bo oprócz nauki o przyrodzie, uczniowie dowiedzieli się o istnieniu pralni chemicznej. Po mile spędzonym czasie wróciliśmy wszyscy do szkoły. Po kilku dniach rozdałem świadectwa i mogłem się cieszyć zasłużonym odpoczynkiem.

środa, 25 listopada 2015

Napad

Doskonale pamiętam ten upalny, czerwcowy dzień. Nic nie wskazywało na to, że wydarzy się to, co się wtedy stało. Był to zwykły dzień, jak każdy inny. Z tą jedyną różnicą, że postanowiłem zabrać się wreszcie za generalne porządki w moim mieszkanku. Zacząłem już o szóstej rano od żmudnego sprzątania łazienki. Uporałem się prędko z czyszczeniem toalety, czego nienawidzę robić. Potem było mycie okien w pokoju i kuchni, zmywanie naczyń i usuwanie ze stołu i z kuchenki tych nieszczęsnych plam po wczorajszej obfitej kolacji. Następnie umyłem podłogi, odkurzyłem, poukładałem kilka drobiazgów. Kiedy tylko przestałem się krzątać, moją głowę zaprzątnęła myśl co mam ugotować na obiad. Wybrałem się więc na małe zakupy, gdyż zabrakło kilku produktów. Wracałem już z pełną torbą zakupów, gdy nagle usłyszałem, że ktoś w pobliżu prosi o pomoc. Odwróciłem się i ujrzałem, jak pewien nastolatek wyrywa torebkę starszej pani i ucieka. Natychmiast zareagowałem. Spłoszony złodziej rzucił torebkę i pomknął przed siebie. Natomiast ja pomogłem przerażonej pani pozbierać zawartość torebki, którą chłopak przeglądał w pośpiechu. Złożyliśmy zeznania na policji, po czym udaliśmy się do pralni Perfect Clean. Torebka pobrudziła się, gdy ten młodzieniec ją upuścił. Pani pracująca w pralni obiecała zająć się czyszczeniem skórzanej torebki i z przejęciem wysłuchała naszej opowieści o tym zdarzeniu. Odprowadziłem jeszcze panią Krysię do domu. Okazało się, że moje zakupy zostawiłem na środku drogi, kiedy się to wydarzyło. Do dziś jestem wzburzony zachowaniem tego młodego człowieka. Z panią Krysią utrzymujemy kontakt. Dowiedziałem się, że każdemu poleca pralnię Perfect Clean, z której odebrała czyściutką torebkę, a nawet zszytą w miejscu, gdzie była lekko rozdarta. Czasem wspominamy ten feralny dzień, wtedy pani Krysia dziękuje mi za pomoc i nazywa mnie bohaterem. Uważam, że każdy na moim miejscu postąpiłby tak samo.

Małgosia

Ostatnio poznałem bardzo interesującą dziewczynę. Małgosię pierwszy raz zobaczyłem na urodzinach cioci. Gosia jest córką jej sąsiadki.
Najpierw tylko rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym, ale zawsze miło wspominałem te nasze rozmowy. Któregoś pięknego dnia umówiliśmy się na spotkanie w małej kawiarence. Od tamtej pory jesteśmy parą. Spotykaliśmy się raz w tygodniu, ponieważ dzieliła nas duża odległość, i to było głównym powodem tak rzadkich spotkań. Dosyć często zastanawialiśmy się nad tym, aby coś zmienić, ponieważ takie podróżowanie, jest na dłuższą metę męczące.
W ostatni weekend poznałem jej rodziców, którzy mnie zaakceptowali i mówią do mnie „synku”. Trwało to tak pół roku, aż któregoś dnia Małgosia powiedziała.
- Tym razem to ty, zaprosisz mnie do siebie.
No tak, nasze spotkania zawsze, ale to zawsze są u Gosi. Oczywiście, że zaproszę moją dziewczynę do siebie. Tylko najpierw muszę wreszcie zabrać się za sprzątanie a raczej szorowanie mojego mieszkania. Nie należę do mężczyzn, którzy mają porządek w domu, ale czego się nie robi dla kochanej kobiety. Zabrałem się następnego dnia za sprzątanie. Pomyłem okna, poprałem zasłony i firanki a nawet oddałem dywan do pralni chemicznej „Perfect Clean”.
Po odebraniu dywanu, byłem miło zaskoczony, tak ładnie wyglądał. Jakbym go dopiero kupił w sklepie.
Po tygodniu zaprosiłem Gosiaczka do siebie. Powiedziała, że jak na kawalera, to mam porządek w mieszkaniu. Tylko Gosia nie wiedziała, że sprzątałem przez cały tydzień, na nasze spotkanie.
Później podjęliśmy ważną decyzję, że zamieszkamy razem w Warszawie. Od miesiąca mieszkamy razem i nawet udało się nam znaleźć pracę. Teraz planujemy związać swoje życie na dobre i złe. Uważamy, że najlepszym terminem będzie Polska Złota Jesień.

Jesteśmy oboje optymistycznie nastawieni i mamy nadzieję, że będzie wszystko dobrze. Pragniemy również, by los obdarzył nas potomstwem. I wtedy będziemy mieli, to co najważniejsze w życiu - rodzinę.

wtorek, 24 listopada 2015

Moja ciocia

Zostałem zaproszony na święta Bożego Narodzenia do cioci. Jest to najstarsza siostra mojej mamy. Jest zakonnicą w zgromadzeniu sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża. Wstąpiła do zakonu gdy miała dwadzieścia lat.
Nie często mam taką okazję by u niej bywać, więc skorzystałem z zaproszenia. Pojechałem pociągiem do Warszawy piętnastego grudnia, by jeszcze pomóc cioci w porządkach przedświątecznych.
W takim miejscu jak zakon, każdy wykonuje przydzielone mu przez siostrę przełożoną prace. W tym roku ciocia miała umyć schody i wypastować podłogi na korytarzach i w jadalni, a także pozawieszać firanki i zasłonki w pokojach gościnnych. Jest to duży budynek, więc miała dużo pracy. Oczywiście ja, jej pomagałem. Przyznam się szczerze, że byłem tak zmęczony, że z wielką radością wyglądałem świąt, by odpocząć.
Dwa dni przed wigilią, odebrałem koce z pralni chemicznej „Perfect Clean”. Siostra przełożona zdecydowała się je oddać. Ponieważ niedawno zostały kupione, więc nie chciała, by im się coś stało podczas tradycyjnego prania.
Wigilia była o godzinie dziewiętnastej. Do wielu sióstr, przyjechał ktoś z najbliższej rodziny. Stół był zastawiony i przygotowany na sto osób. Najpierw było dzielenie się opłatkiem i składanie sobie nawzajem życzeń. Każdy też dostał coś słodkiego od Świętego Mikołaja. Później było śpiewanie kolęd. Rozmowom, śmiechom i śpiewom, nie było końca.
O dwudziestej trzeciej trzydzieści poszliśmy na pasterkę, która trwała do drugiej trzydzieści. Następnie życzyłem cioci dobrej nocy i poszedłem spać. Przez dwa następne dni świąt, jadłem wiele wyśmienitych potraw, których jeszcze w życiu nie kosztowałem. Dużo dowiedziałem się ciekawych rzeczy, o historii powstania zakonu. Było to bardzo zajmujące.

Dwudziestego ósmego grudnia, pojechałem do domu i opowiedziałem wszystkie moje wrażenia z pobytu w klasztorze rodzicom. Bardzo miło wspominam święta u cioci, ponieważ były wyjątkowe i inne niż zwykle.

Trzy lata

Minęły już trzy lata, od śmierci moich rodziców. Los tak zrządził, że oboje opuścili ten świat w tym samym roku. Dopiero teraz jestem gotowy, by wszystko uporządkować.
Zdecydowałem wraz z żoną, że pozostawimy dom po rodzicach dzieciom. Gdy zobaczyłem działkę, na której stoi dom, przypomniały mi się moje młodzieńcze lata. Jak grałem w piłkę, jeździłem na rowerze czy grałem w badmintona. Moi rodzice natomiast często robili coś na podwórku. Kosili trawę, grabili liście czy zrywali jabłka. Jednym słowem były to piękne lata z rodzicami.
Gdy wchodziłem do domu wydawało mi się, że zaraz zobaczę mamę krzątającą się w kuchni. Wszystkie meble i rzeczy stały na swoim miejscu, tak jak zapamiętałem, gdy byłem tu ostatnim razem, aby odwiedzić rodziców. Niestety, musiałem wyjechać i szukać pracy gdzie indziej, pozostawiłem dom na głowie rodziców. Los zadecydował to za mnie.
Przejrzałem wszystkie szafy i komody, w których znalazłem dużo ubrań. Wrzuciłem wszystkie do pojemników oznaczonych napisem „PCK”. Meble i wszystkie obrazy, sprzedałem na „pchlim targu”. Pousuwałem dywany, pozamiatałem podłogi i pozostawiłem puste pokoje. Najwięcej zastanawiałem się nad książkami, które zostały po mamie. Mama dużo czytała i teraz mnóstwo ich znajdowało się w kartonach. Zostawiłem sobie kilka sztuk, te które mama najbardziej lubiła.
Gdy już miałem opuścić dom rodziców spostrzegłem komodę, która stała pod schodami. Otworzyłem ją i zobaczyłem obrus, który moja mama kładła na stół przy ważnych uroczystościach, takich jak: święta, urodziny czy imieniny…
Postanowiłem, że obrus też sobie zostawię na pamiątkę. Zdecydowałem, że oddam go do pralni chemicznej „Perfect Clean”. Z pewnością wypiorą go tak, że będzie wyglądał jak za czasów świetności mojej mamy.

Wiele bym dał, abym mógł cofnąć czas, ale niestety czas upływa i wszystko się zmienia…

poniedziałek, 23 listopada 2015

Po nieprzespanej nocy

Jestem studentem prawa. Pierwszy rok mam za sobą. Coraz bardziej pogłębiam wiedzę. Stresuję się przed egzaminami. Co prawda do tej pory wiele z nich udało mi się zdać, ale okaże się jeszcze, jak będzie dalej. Obecnie poznajemy każdą dziedzinę prawa, ale w przyszłości trzeba sobie wybrać konkretną specjalizację. Ja zamierzam zostać adwokatem, zajmującym się głównie sprawami z zakresu prawa rodzinnego, reprezentować klientów między innymi podczas rozwodu, lub pomagać im w kontaktach z dziećmi. Pamiętam doskonale, jak na jeden z egzaminów dotarłem zmęczony, niewyspany. Postanowiłem wtedy wolny weekend poświęcić na naukę. Jednak dopadły mnie wyrzuty sumienia, gdy ujrzałem ten bałagan panujący w moim mieszkaniu. Wszędzie porozrzucane moje książki i notatki, na podłodze brudne skarpetki, w zlewie piętrząca się sterta brudnych naczyń, na meblach warstwa kurzu. Zabrałem się więc za zmywanie, mycie podłogi, pranie, układanie książek na półkach, robienie zakupów, gotowanie obiadu i tak dalej. Te czynności zajęły mi większość soboty. Później wpadli znajomi i tak zleciał cały dzień. Kolega zasiedział się aż do niedzielnego przedpołudnia. Potem znowu ogarnąłem mieszkanie. Następnie odwiedzili mnie rodzice. W ten sposób minęła cała niedziela. Naukę zacząłem dopiero po północy i to intensywne wkuwanie trwało aż do rana, nie było czasu nawet na godzinkę snu. Podczas egzaminu, niełatwo mi było zebrać myśli. Przez chwilę siedziałem wpatrując się w pustą kartkę. Wreszcie rozpisałem się na wybrany temat. Potem wsiadłem do autobusu. Zamierzałem od razu po wejściu do domu iść spać. Kiedy wszedłem, natychmiast ujrzałem na spodniach okropną plamę. Próbowałem ją usunąć wszelkimi domowymi sposobami, jednak nie przyniosło to oczekiwanego efektu. Zaniosłem więc spodnie do pralni Perfect Clean, chociaż przeczuwałem, że będę musiał je wyrzucić. Zaskoczyła mnie miła obsługa i profesjonalizm panujące w tej pralni. Sympatyczna pani od razu zajęła się moimi spodniami, które odebrałem idealnie czyste tego samego dnia. Jak się okazało na egzaminie poszło mi nie najgorzej.

Upragniony motor

Wreszcie koniec roku! Od jutra mam wakacje. Postanowiłem, że w tym roku pojadę nad nasze polskie morze. Chcę popracować w hotelu i zarobić pieniądze na upragniony motor. Jestem w szkole gastronomicznej, więc poszukam pracy w kuchni. Bardzo lubię gotować, więc nie będzie problemu z przygotowaniem posiłków dla wielu osób.
Znalazłem taką pracę. Poszukiwali pracownika, na okres wakacyjny. Zatrudniłem się w hotelu „Wodnik” w Ustroniu Morskim. Jest to niewielka osada blisko Kołobrzegu, która przyciąga mnóstwo turystów z Polski i zagranicy. Hotel znajduje się blisko morza, więc gdy miałem tylko wolną chwilę spacerowałem po plaży i kąpałem się w nim.
Moja praca nie polegała tylko na pomocy w kuchni, sprzątałem również stołówkę i pokoje gości. Zmywałem naczynia, myłem korytarze a nawet łazienki…
Moje zatrudnienie trwało przez trzy miesiące, tylko przez czas wakacji. Uzbierałem trzy czwarte ceny motoru, resztę dołożył mi mój chrzestny i moja ciocia. Teraz jeszcze pozostało mi doprowadzić kurtkę skórzaną do stanu używalności. Jest to kurtka z lat młodzieńczych mojego taty. Znalazłem ją, kiedy sprzątałem piwnicę. Była dla mnie dobra i nawet nie tak bardzo zniszczona. Miała tylko kilka plam i brakowało jej dwóch guzików. Przejrzałem wszystkie gazetki reklamowe pralni chemicznych. I wybrałem moim zdaniem najlepszą. Oferowali różnego rodzaju usługi a wśród nich, czyszczenie skóry. Oddałem moją kurtkę do pralni chemicznej „Perfect Clean”. Po odebraniu wyglądała jak nowa, nawet guziki były przyszyte zgodnie z oryginalnymi..

Pozostało mi jeszcze zrobić prawo jazdy. Niestety, już podchodziłem do egzaminu trzy razy. Motor, kurtka jest, więc i „prawko”, musi być. Będę podchodził do egzaminu, aż zdam. Nie po to kupiłem motor, aby stał w garażu.

piątek, 20 listopada 2015

Życiowa decyzja

Przeglądałem ostatnio poranną prasę, znalazłem w niej ogłoszenie a raczej dwa ogłoszenia, które mnie zainteresowały. Jedno dotyczyło, sprzedaży atrakcyjnej działki nad jeziorem a drugie reklamowało pralnie chemiczną Perfect Clean. Może nie zwróciłbym na to uwagi, ale ostatnio rozmawiałem z żoną na takie tematy.
W niedzielę, byliśmy z dziećmi na spacerze w Łazienkach. I właśnie wtedy moja małżonka zapytała mnie.
- Kochanie, może kupimy działkę w jakimś ładnym miejscu. Na przykład nad jeziorem lub poza miastem, aby dzieci miały gdzie spędzać wakacje…
Pomyślałem wtedy, że faktycznie można by było w coś takiego zainwestować. Filip i Kasia, zaczęli właśnie naukę w pierwszej klasie. Moja żona jako nauczycielka, też ma wolne w tym samym momencie co nasze dzieci. Zatem dobrze się składa, razem będą mogli spędzać tam wakacje.
Po kolacji, moja żona powiedziała mi, że ma poplamioną sukienkę.
- Za nic w świecie, nie chcą zejść te okropne plamy.
I wtedy oznajmiła, że przydałaby się rewelacyjna pralnia chemiczna, która potrafiłaby zrobić cuda.
Przez resztę dnia rozmyślałem nad tym, co mi powiedziała Ania. Doszedłem do wniosku, że rozejrzę się nad taką ewentualnością zakupu działki, a tu proszę przeglądam prasę i wszystko jest jak na tacy podane.

Po obejrzeniu działki, natychmiast ją kupiłem. Dwa miesiące trwało uporządkowanie jej. Musiałem posprzątać wszystkie śmieci, które tam się znajdowały i pousuwać a raczej powycinać wszystkie krzewy i chaszcze. Dopiero wtedy zamówiłem domek letniskowy z gotowych elementów. Później żona wszystko ładnie posprzątała i można było w nim mieszkać a raczej spędzać wakacje. Najbardziej z mojej inwestycji zadowolone Są dzieci.

czwartek, 19 listopada 2015

Jazda konna

Uczęszczam do Liceum Ogólnokształcącego w Wałbrzychu. Teraz jestem w klasie maturalnej, a niedługo rozpocznę studia informatyczne we Wrocławiu. Tegoroczne wakacje spędziłem pracując, aby zarobić pieniądze niezbędne mi do wynajęcia pokoiku w stolicy Dolnego Śląska oraz na inne wydatki. Zajmowałem się przede wszystkim naprawianiem komputerów, jest to moja pasja. Tak się też akurat złożyło, że właściciel pobliskiej stadniny koni poszukiwał kogoś do pomocy przy zwierzętach, więc postanowiłem skorzystać z tej oferty. Do moich obowiązków należało czyszczenie koni, sprzątanie w ich boksach oraz prowadzenie ich podczas jazdy turystów. Czasem denerwowało mnie to usuwanie odchodów po zwierzętach, które brudziły wszędzie gdzie im się podobało. Niektóre były bardzo niespokojne, zdarzyło mi się kiedyś nawet oberwać od klaczy, która spodziewała się wkrótce źrebiąt, podczas czyszczenia jej kopyt, Na szczęście skończyło się to tylko upadkiem na trawę. Miałem też swojego ulubionego wałacha Prezesa. Kiedy zbliżałem się do niego rżał radośnie na mój widok. Nauczył się, że warto być grzecznym, bo karmiłem go w nagrodę kostkami cukru. Kiedyś przygotowałem go do jazdy kilkuletniej dziewczynki. Szedłem tak trzymając Prezesa za wodze i rozmawiając z małą Anią, kiedy nagle przebiegł duży wilczur, szczekając głośno, a wystraszony koń wyrwał mi się i pobiegł przed siebie. Złapałem go, ale natychmiast zająłem się leżącą, zapłakaną Anią. Na szczęście nic poważnego jej się nie stało, nie licząc guza na głowie. Miała też ubranie poplamione błotem. Zaniosłem je do pralni Perfect Clean słynącej z doprowadzania każdego brudnego ubrania do idealnej czystości. Po kilku dniach odebrałem spodnie i bluzkę oczywiście perfekcyjnie czyste i oddałem jej mamie, która dziękowała mi za opiekę nad córeczką. W kolejne wakacje znowu będę sprzątać w stadninie, mimo że wczoraj dowiedziałem się, że mój Prezes nie żyje. Był spokojny, ale płochliwy, dlatego wystraszył się czegoś tak mocno, że dostał jakiś poważny atak serca. Teraz uczę się pilnie, aby zdobyć wymarzoną pracę.

Źrebaki

Jesteśmy „nierozłączną trójcą”. Przynajmniej wszyscy znajomi tak o nas mówią. Piotrek, Paweł i oczywiście ja. Każdą wolną chwilę spędzamy razem. Jakiś mecz czy wypad na piwo, to we troje. Jedynie choroba zwalnia nas od swojego towarzystwa. Któregoś pięknego dnia, siedzieliśmy u Piotrka. Rozmawialiśmy o wynikach czwartej ligi, aż tu nagle Paweł zaproponował abyśmy pojechali do Zakopanego pochodzić po górach. Ochoczo się zgodziliśmy na propozycję kolegi. W weekend wyruszyliśmy do Zakopanego. Już w piątek wieczorem byliśmy na miejscu. Następnego dnia wybraliśmy się na szlak, po drodze śpiewaliśmy piosenkę Perfectu: „Było nas trzech
W każdym z nas inna krew
Ale jeden przyświecał nam cel
Za kilka lat
Mieć u stóp cały świat
Wszystkiego w bród”
Dzień jak na taką porę roku był ładny. Słońce świeciło jasno a lekki przyjemny wietrzyk pieścił nasze twarze. Nie zważając na to, że jesteśmy na szlaku zaczęliśmy się popychać. Brykaliśmy jak młode źrebaki, które zostały wypuszczone po raz pierwszy na pastwisko.
W pewnym momencie podwinęła mi się noga, by zamortyzować upadek wyciągnąłem ręce. Usłyszałem tylko trzask łamanych kości.
Ocknąłem się w szpitalu. Zorientowałem się gdzie jestem, ponieważ wisiała nade mną kroplówka. Po godzinie przyszedł do mnie lekarz. Oznajmił mi, że mam złamaną nogę i rękę w trzech miejscach i to z przemieszczeniem.
Pierwsza moja myśl: „co ja teraz zrobię”? Po tygodniu zostałem wypisany do domu. Na szczęście mam jeszcze przyjaciół. Paweł i Piotrek Pomagali mi jak tylko mogli i kiedy na to pozwalał im czas. Paweł sprzątał moją toaletę, zmywał naczynia po posiłkach, robił zakupy a Piotrek gotował i pomagał mi przy myciu.
Raz w tygodniu oddawali moje pranie do pralni chemicznej Perfect Clean.

Cała rekonwalescencja i rehabilitacja trwała pół roku, ale już jestem zdrowy. Dzięki temu, że mam prawdziwych przyjaciół, moja choroba była znośna.

środa, 18 listopada 2015

Sklep

Był deszczowy dzień, a wiadomo, że w czasie deszczu dzieci się nudzą. Janusz, Ania i Kasia tak dziś rozrabiały, że aż mnie rozbolała głowa.
-Uspokójcie się wreszcie!, powiedziałem.
Nie na wiele zdały się moje słowa, po pięciu minutach dzieciaki dostały małpiego rozumu. W końcu się pokłóciły i zaczęły się bić.
Najstarsza z nich, Kasia, powiedziała.
- Słuchajcie, mam pomysł! Pobawimy się w sklep, zaprosimy Milenę i Huberta. Będziemy sprzedawać owoce i warzywa.
- A z czego zrobimy pieniążki?, zapytali Janusz i Ania.
- Powycinam z bloku technicznego, odpowiedziała Kasia.
- A skąd weźmiemy owoce i warzywa?
- Nie wiem, ale poprosimy tatę, może coś wymyśli.
Nie miałem wyjścia, musiałem główkować. Wyciągnąłem z lodówki, ostatnio kupione owoce i warzywa.
Kasia poszła piętro wyżej po Milenę i Huberta. Były to bardzo sympatyczne dzieciaki. Wiedziałem, że w ich towarzystwie nie będzie żadnych bijatyk, wrzasków i innych niecnych pomysłów.
Kasia była ekspedientką, a kasjerem Hubert. Ania Janusz i Milena przyszli do sklepu. Zaczęły się przepychać jedno przez drugie. Hubert od kasy powiedział.
- Przestańcie! Ustawcie się w kolejce, bo jak będziecie niegrzeczne, to zamkniemy sklep!
Dzieci posłuchały i zaległa cisza. Pierwsza podeszła Milena.
- Poproszę dwa banany i ten ogórek.
- Ja też chcę ogórka!, zawołał Janusz.
- Ale jest tylko jeden. Muszę spytać magazyniera czy jeszcze się znajdzie…
Kasia przybiegła do mnie i spytała, czy mam jeszcze jednego ogórka? Poszukałem i okazało się, że mam.
- Dobrze Januszku, powiedziała Kasia.
- Jak będzie twoja kolej, to sprzedam ci ogórka, który był w magazynie. Proszę teraz do kasy zapłacić dziesięć złotych!
Milena wyjęła odpowiednie pieniążki i dała Hubertowi. I tak każdy po kolei robił zakupy.
Niestety, nie obeszło się bez poplamienia ubrań. Oddałem je do pralni chemicznej Perfect Clean. Dzięki temu zaoszczędziłem czas i mogłem posprzątać w domu…


Niefajny mecz

Powiadają o mnie, że jestem mężczyzną nietypowym. Nie interesuję się sportem, jak wszyscy moi koledzy. Oni natomiast są podekscytowani, bo w niedzielę wybierają się na mecz, aby kibicować naszej drużynie i namawiają mnie ciągle, abym im towarzyszył. Ja absolutnie nie mam najmniejszej ochoty włóczyć się z nimi po stadionie, ale oni są nieugięci. Ogólnie męczą mnie jakieś huczne imprezy, hałasy, jednak postanowiłem pójść i wspierać przyjaciół w tym ważnym dla nich wydarzeniu. Stałem tak sobie wśród kolegów, obserwując toczącą się piłkę, słuchając ich komentarze pozytywne, gdy nasi strzelili gola, lub negatywne, kiedy poszczęściło się drużynie przeciwnej. Potem atmosfera stawała się coraz gorsza. Doszło do bójki między kilkoma kibicami obu drużyn. Postanowiłem interweniować. Odszukałem w tłumie policjanta i opowiedziałem mu o tym incydencie. Następnie udałem się w drogę powrotną, czego koledzy przejęci grą i tak nie zauważyli. Po chwili oberwałem butelką piwa, rzuconą przez jakiegoś kilkunastoletniego chuligana. Zawartość tej butelki wylądowała na mojej twarzy i ubraniu. Na szczęście nic mi się nie stało, bo szkło rozbiło się o chodnik. Kolejnego dnia zaniosłem kurtkę do pralni Perfect clean. Miałem nadzieję, że te dwie miłe panie, które tam pracują szybko się z nią uporają. Wracając widziałem, jak kilka osób sprząta pozostałości po meczu. Wszędzie pełno papierków, szkieł po rozbitych butelkach i innych śmieci. Ruszyłem więc na pomoc i też sprzątałem, rozmawiając z ludźmi o zachowaniu pseudokibiców. Po kilku dniach odebrałem kurtkę idealnie czystą. Jestem bardzo zadowolony z usług tej pralni i obiecałem sobie, że na pewno tam zajrzę, gdy zdarzy mi się coś pobrudzić. Kolegom natomiast oświadczyłem stanowczo, żeby sobie sami chodzili na te paskudne mecze, a ja ich będę wspierać duchowo.

poniedziałek, 16 listopada 2015

Rozlane wino

Kiedy byłem nastolatkiem, miewałem czasem różne szalone pomysły. Pamiętam doskonale co narozrabiałem, mając zaledwie szesnaście lat. Rodzice wyjechali wtedy na kilka dni do cioci. Namawiali mnie, abym pojechał z nimi, ale ja długo perswadowałem, że przecież jestem już wystarczająco dorosły, żebym został sam w domu nawet przez miesiąc, a tym czasem nie będzie ich tylko trzy dni, zresztą w każdej chwili możemy być w kontakcie telefonicznym. Wreszcie wyjechali. Ja natomiast, pełen radości, że mogę robić co mi się tylko podoba, postanowiłem zaprosić kumpli i urządzić małą imprezkę. Nawet jedzenia miałem pod dostatkiem, nie musiałem nic kupować. Głowiłem się tylko, jak skombinować jakiś alkohol, ale i na to była rada. Wyjąłem z barku zrobione niegdyś przez ojca wino. Wszyscy bawiliśmy się świetnie. Chociaż na podłodze i na stole już tworzyły się plamy od jedzenia, postanowiłem na razie się tym nie przejmować. Tylko że żaden z nas nie mógł otworzyć butelki z winem, była dość mocno zakręcona. Pewny swej siły Bartek chwycił butelkę, która wypadła mu z rąk na stół, następnie stoczyła się na podłogę, rozbijając się. Jej zawartość pokryła nowiutki dywan licznymi plamami. Natychmiast zacząłem zbierać szkło, kalecząc sobie przy tym ręce. Ku mojemu oburzeniu nikt mi nie pomógł. Zakończyłem więc zabawę, wypraszając gości, których uważałem za dobrych kolegów, a oni tylko wyśmiewali się ze mnie, zamiast pomóc. Od razu zacząłem myć podłogę, zmywać naczynia, ścierać kurz i plamy ze stołu, wkładać jedzenie do lodówki. Nie wiedziałem tylko jak wyczyścić ten nieszczęsny dywan, przypomniałem sobie, jak mama opowiadała kiedyś o pralni Perfect Clean. Zaniosła tam przybrudzone firanki, które wróciły czyściutkie, niemal jak nowe. Sympatyczna pani pracująca w tej pralni natychmiast zajęła się dywanem. Po powrocie rodziców przyznałem się do wszystkiego. Pokryłem koszty prania dywanu, który został perfekcyjnie wyczyszczony i zerwałem kontakt z tamtymi chłopakami, na których zresztą nigdy nie mogłem liczyć.

Dziadzio i babunia

Jako mały chłopiec, często spędzałem wakacje u dziadków. Byli to rodzice mojej mamy. W domu dziadków znajdowałem dużo skarbów, które mi się bardzo podobały. Były wtedy dla mnie wyjątkowe.
Pamiętam, że dziadek miał pozytywkę w kształcie butelki, którą bardzo pragnąłem mieć. Otrzymałem ją po wielu prośbach. Teraz po tylu latach wiem, że dziadek po prostu udawał, że nie chcę mi jej dać. Dobrze wiem, że dałby mi ją, przecież byłem jego ukochanym wnukiem.
W ciepłe dni, dziadek siadał na ławce pod dużym rozłożystym kasztanem. Palił wtedy fajkę. Do tej pory pamiętam zapach tytoniu, który unosił się w powietrzu. Babcia lubiła dywaniki, miała jeden w swoim pokoju. Przedstawiał on bawiące się dzieci na łące. Dzisiaj wiem, że taki „dywanik” nazywa się kilim. Pozytywka i kilim, najbardziej przypominają mi ukochanych dziadków. Niestety, już ich nie ma ze mną.
Po śmierci dziadziusia, zmuszony byłem posprzątać domek, który teraz świecił pustką. Gdy wszedłem do niego, łzy zakręciły mi się w oczach. Zawsze krzątała się w nim babcia i dziadek. Dziadzio często siedział przy stole i słuchał radia a babunia robiła na drutach szalik z kolorowej włóczki.
Podczas sprzątania pokoju zauważyłem, że coś leży na szafie, był to zwinięty w rulon ulubiony kilim babuni.
Postanowiłem go doprowadzić do dawnej świetności. Oddałem kilim do pralni chemicznej Perfect Clean, aby go wyczyścili. Po sprzątnięciu domku i po uporządkowaniu wszystkich rzeczy, które wiązały się z dzieciństwem, pojechałem do domu. Długo jeszcze rozmyślałem nad tym co znalazłem w domu kochanych dziadków.

Kilim teraz wisi nad moim łóżkiem, gdy zasypiam mam go przed oczami. Pozytywka, którą dał mi dziadek przypomina mi jego radosny uśmiech. Dziadek zawsze mi dawał to co chciałem, bo bardzo mnie kochał.

piątek, 13 listopada 2015

Złośliwy kocur

Od wczesnego dzieciństwa pragnąłem mieć psa. Niestety moja mama ma alergię, między innymi na sierść zwierzęcą. Nie mogliśmy sobie pozwolić na żadnego pupila ku mojej rozpaczy. Niedawno wynająłem skromne mieszkanko. Wkrótce zamierzam przygarnąć wymarzonego psa. Zabrałem się w końcu za gruntowne porządki. Właśnie wieszałem firanki na dopiero umytych oknach, kiedy rozległ się dzwonek do drzwi. Na progu stała sąsiadka. Mówiła, że wyjeżdża na dwa tygodnie i prosiła, żebym w tym czasie zaglądał do jej mieszkania i zaopiekował się jej kotem. Zgodziłem się i od następnego dnia chodziłem do mieszkania sąsiadki, aby nakarmić kota, lub podlać kwiaty. Żal mi jednak było zwierzęcia zostawionego w pustym domu, więc go zabrałem do siebie. Kot widocznie nie czuł się u mnie dobrze, bo zaczął niesamowicie rozrabiać. Podrapał drzwi, wskakiwał na meble, nawet na stół i podkradał jedzenie. Kiedyś poszedłem do sąsiadki, aby posprzątać także u niej. Przez roztargnienie zostawiłem na stole otwarty słoiczek dżemu. Przypomniałem sobie o tym po powrocie, gdy ujrzałem leżący na podłodze słoiczek i całą jego zawartość na dywanie. Oczywiście kocia kuweta też nadawała się do sprzątania. Plam z dywanu żadnym sposobem nie dało się usunąć. Słyszałem kiedyś o pralni Perfect Clean. Postanowiłem zaryzykować i zanieść tam dywan, nie mając cienia nadziei, że go wyczyszczą, a bardzo go lubiłem. Szczerze mówiąc miałem już dość kocich wybryków i marzyłem o powrocie jego właścicielki. Kiedy zniszczył kwiaty, zaniosłem go do jego domu. Po powrocie sąsiadka przeprosiła mnie za pupila i obiecała, że pokryje koszty zniszczeń. Po kilku dniach odetchnąłem z ulgą, odbierając perfekcyjnie czysty dywan, nie noszący na sobie nawet śladu kocich zabaw. Pani pracująca w tej pralni zapraszała mnie ponownie, gdyby coś się zabrudziło, a sąsiadka przyniosła pyszne ciasto.

Kwiaty

Kasię poznałem w sierpniu. Dość szybko zorientowałem się, że nadajemy na tych samych falach. Była kobietą kulturalną, miłą i z poczuciem humoru. Chodziliśmy ze sobą pół roku. Wreszcie nadszedł dzień, w którym zapytałem Kasię:
- Co byś chciała dostać ode mnie na walentynki?
- Najbardziej pragnęłabym ciebie! - odpowiedziała bez namysłu.
- No dobrze, ale co byś jeszcze chciała?
- Bardzo lubię kwiaty a najbardziej frezje i róże.
- Spróbuję coś wykombinować Kasiu – odpowiedziałem.
Poszedłem do kwiaciarni. Wszystkie kwiaty były tak piękne, że miałem problem z wyborem odpowiedniego koloru. Wreszcie spostrzegłem duży kosz, w kształcie serca.
„Wspaniale, ofiaruję Kasi serce”.
Kupiłem kosz z czerwonymi różami. Poprosiłem ekspedientkę, by je jak najpiękniej zapakowała. Do kosza był przypięty bilecik, na którym napisane było: „Kochanej Kasi kochający Darek”.
Następnego dnia poszedłem do jubilera i kupiłem śliczny, złoty pierścionek. Później poszedłem do domu i wszystko pokazałem mamie. Mama była oczarowana.
Nadszedł dzień walentynek. Spotkaliśmy się przy małej kawiarence. Po wypiciu kawy i spożyciu tortu, wręczyłem Kasi prezent, który od razu rozpakowała.
- Jakie piękne serce! - powiedziała zachwycona.
- To jeszcze nie wszystko. - Wstałem, ukląkłem przed Kasią i zadałem krótkie pytanie:
- Kasiu, wyjdziesz za mnie?
W pierwszej chwili zaniemówiła, bo doznała szoku. Potem jednak opanowała się i bez namysłu odpowiedziała:
- Tak! Wyjdę za ciebie! - Wziąłem jej prawą dłoń i włożyłem pierścionek na palec serdeczny.
- Chodźmy teraz do moich rodziców, by im powiedzieć o tej wspaniałej nowinie.
W domu Kasi wszystko było elegancko posprzątane. Czekał na nas zastawiony stół. Jej rodzice przyjęli mnie bardzo serdecznie. Jednym słowem, zostałem zaakceptowany!
Po całej tej uroczystości mama Kasi, oddała wszystkie obrusy i serwetki do pralni chemicznej Perfect Clean.

Po pół roku narzeczeństwa wzięliśmy ślub i jesteśmy bardzo szczęśliwi!

czwartek, 12 listopada 2015

Auto na sprzedaż

Mam wielki sentyment do mojej ukochanej mazdy. Stare, japońskie autko, niezawodne, rzadko się psuje. Niestety moja sytuacja finansowa znacznie się pogorszyła. Z tego powodu chcąc nie chcąc muszę sprzedać samochód. Zabrałem więc z niego swoje wszystkie niezbędne rzeczy, następnie zająłem się odkurzaniem i czyszczeniem tapicerki. Potem udałem się z nim na myjnię, a po powrocie do domu, gdy już auto lśniło czystością, zrobiłem mu sporo zdjęć i umieściłem mnóstwo ogłoszeń sprzedaży w Internecie. Niestety nie było wielu chętnych na kupno kilkuletniego samochodu. Przeważnie cena nikomu nie odpowiadała, chociaż wcale nie była wygórowana. Straciłem nadzieję, że w ogóle uda mi się sprzedać ten samochód. Na dodatek żona złościła się, że jestem tak pochłonięty tym autem, że nie pomagam jej w sprzątaniu mieszkania. Akurat teraz zachciało jej się robić gruntowne porządki. Już zamierzałem odejść od komputera, aby jej pomóc, gdy nagle zadzwonił do mnie pewien mężczyzna zainteresowany zakupem. Umówiliśmy się na spotkanie kolejnego dnia. Zasnąłem pełen optymizmu, że zdobędę niezbędne mi pieniądze. W środku nocy wyrwał mnie ze snu uparcie dzwoniący telefon. Siostra mnie prosiła, bym zawiózł do szpitala siostrzeńca, który poważnie zachorował. Natychmiast ruszyłem w drogę przejęty, nie zważając na to, że silnie czymś zatruty malec zabrudził mi w aucie tylne siedzenie. Spotkanie z klientem przełożyłem na inny termin, a poplamiony koc zdjąłem z siedzenia i zaniosłem do pralni Perfect Cłean, o której słyszałem wyłącznie dobre opinie. Mazda znowu znalazła się na myjni, a po kilku dniach rozłożyłem na siedzeniu idealnie czyste nakrycie. Jestem pod wielkim wrażeniem tej pralni. Warto było skorzystać z jej usług, chociaż się wahałem, czy naprawdę to zrobić. Siostrzeniec szybko wyzdrowiał pod fachową opieką lekarską. Natomiast auto sprzedałem zadowolonemu z niego klientowi.

Koszule

Jutro mam obronę pracy magisterskiej. Postanowiłem kupić coś mojej ukochanej pani profesor. Była i jest dla mnie zawsze bardzo dobra. Jest ze mną w doli i niedoli. Zawsze służy mi wsparciem i pomocą.
Jako dowód wdzięczności kupiłem jej zestaw złożony z kosmetyków. Stawiłem się na obronę bardzo zestresowany. Moja pani już od progu przywitała mnie z miłym uśmiechem na twarzy.
- Nie bój się kochany. Przecież wiem, że jesteś przygotowany. Musiałby się stać jakiś kataklizm, to wtedy może byś pracy nie obronił. Nie przewiduję jednak takiego scenariusza. Najpierw, proszę, tu masz filiżankę kawy i dobre ciasteczko. Posil się i dopiero wtedy zaczniemy.
Po kawie i ciastku odprężyłem się i, nawet nie wiem kiedy, już było po wszystkim. Pracę obroniłem na piątkę.
Wręczyłem pani profesor upominek i bardzo jej za wszystko podziękowałem. Pani otworzyła paczkę, bardzo się ucieszyła i również mi podziękowała.
Po skończonym egzaminie wróciłem do domu. Dopiero wtedy gdy opadły ze mnie emocje, zauważyłem jaki w nim panuje nieporządek.
- No tak, liczyła się tylko magisterka, pomyślałem. Nie zwracałem uwagi na otaczający mnie bałagan.
- Muszę teraz to wszystko posprzątać, bym mógł normalnie funkcjonować.
Następnego dnia ochoczo zabrałem się do pracy. Powynosiłem kartony po sokach i pizzy. Powycierałem meble z kurzu, pomyłem okna i podłogi oraz zrobiłem pranie firanek i zasłon.
Następnie wyprałem moje ulubione koszule i spodnie. Niestety, moje koszule zafarbowały od spodni dżinsowych. Wyglądały strasznie. Ni to szary, ni to siwy, po prostu kolor nijaki.
Wtedy przypomniałem sobie, o reklamie pralni chemicznej „Perfect Clean”, którą widziałem w prasie. Oddałem koszule do pralni chemicznej mając nadzieję, że dokonają cudu. I tak się stało. Po trzech dniach odebrałem moje ulubione koszule, które wyglądały jak nowe. Gdyż odzyskały pierwotny kolor.

Bardzo długo będę pamiętał mój egzamin i co się z nim wiązało.

wtorek, 10 listopada 2015

Zimowe wybryki

W zeszłym roku była bardzo ostra zima. Ja oraz paczka moich znajomych ze studiów postanowiliśmy w wolny weekend wybrać się na wspólną, całodniową przechadzkę. Uwielbialiśmy wszyscy spędzać ze sobą sporo czasu i godzinami debatować o mniej, lub bardziej poważnych sprawach. Kaśka jednak wpadła na genialny pomysł, żebyśmy zabrali swoje narty, sanki, łyżwy i pozjeżdżali z największych zasp śnieżnych. Tak też zrobiliśmy. Było nam ze sobą bardzo miło. Urządziliśmy sobie nawet szalone wyścigi, kto szybciej zjedzie z najwyższej góry. Ja oraz dwóch moich kolegów upadliśmy podczas tej szybkiej jazdy. Ja nawet kilkakrotnie się przewróciłem, ale na szczęście nikomu nic się nie stało. Tylko moja skórzana kurtka była poplamiona błotem i śniegiem. Kiedy wróciłem do domu, natychmiast w przedpokoju pojawiły się śnieżne ślady. Zabrałem się więc za zamiatanie i mycie podłogi. Rozejrzałem się po mieszkaniu i przeraził mnie bałagan, jaki sam uczyniłem. Na podłodze porozrzucane moje brudne skarpetki, na biurku rozłożone otwarte książki i notatki. W zlewie piętrzy się sterta nieumytych naczyń. Tak pilnie zająłem się nauką, że zaniedbałem dom. Postanowiłem od razu to zmienić. Cały wieczór spędziłem na gruntownym sprzątaniu. Głowiłem się tylko co zrobić z tą kurtką, jak ją wyprać, aby się nie zniszczyła. Przypomniało mi się, jak jeden z moich przyjaciół Karol zaplamił garnitur kawą i udał się z nim do pralni Perfect Clean. Po kilku dniach odebrał go w idealnym stanie. Zadzwoniłem do kolegi w tej sprawie. Nazajutrz razem odwiedziliśmy tę pralnię. Sympatyczna pani, która tam pracuje zabrała moją kurtkę i obiecała, że znikną z niej ślady wczorajszych śnieżnych wybryków. Rozpoznała Karola i pytała, jak się miewa jego garnitur. Po tygodniu odebrałem moją kurtkę. Faktycznie stała się perfekcyjnie czysta i to za niewielkie pieniądze.

poniedziałek, 9 listopada 2015

Pierwszy raz

Pierwszy raz w życiu zostałem zmuszony, do generalnych porządków z okazji świąt Bożego narodzenia. Ponieważ moja mama leży w szpitalu, po operacji woreczka żółciowego.
Po tak poważnym zabiegu, nie wolno jej nic robić a przede wszystkim dźwigać. Skoro tak los zrządził, to musiałem to zrobić i już.
Postanowiłem, że posprzątam to, tak jak to zawsze robiła moja mama.
Wszedłem do pokoju i rozejrzałem się w okuł. Na jednej ścianie były ustawione meble, drugą ścianę zajmowało okno, niemal w całości a przy trzeciej ścianie stała ława i fotele, narożnik zajmował stojak z kwiatami, które moja mama uwielbia.
W Pierwszej chwili myślałem, że jest niewiele pracy, ale rzeczywistość okazała się inna. Samo wycieranie i zdejmowanie bibelotów i naczyń stołowych, które mama ma na szczególne okazje, zajęło mi dwie godziny. Odsunięcie łóżka, umycie podłogi i wypranie firanek, zasłon mycie okna ile mi zajmie czasu? Wtedy wpadłem na wspaniały pomysł, oddam je do pralni chemicznej „Perfect Clean”.
Na pewno to zrobią lepiej i bardziej fachowo a ja, zaoszczędzę sporo czasu.
Posprzątanie dużego pokoju, zajęło mi cały dzień, najwięcej pracochłonne były kochane kwiatki mamy, każdy liść musiałem dokładnie wytrzeć wilgotną szmatką.
Mały pokój i kuchnia już mi poszła dużo szybciej, bo zabrałem się do pracy metodycznie, według wskazówek mamy.
Na koniec została mi łazienka, której nie znoszę sprzątać, ale co robić, mus to mus. Posprzątałem ją szybko i dokładnie. Płytki, wannę, zlew i inne akcesoria, umyłem specjalnym płynem, który dobrze usuwa brud i daje piękny połysk.

Od tamtej pory, doceniam jak dużo trudu wkłada mama, w utrzymaniu porządku w domu. Staram się teraz nie bałaganić ani nie dodawać więcej obowiązków starszej i schorowanej mamie.

Wielkanoc

Zbliżają się Święta Wielkanocne. Czas objadania się jajkami, ciastem i innymi pysznościami oraz oblewania się wodą. Jak co roku znowu spotkamy się z całą najbliższą rodziną, tym razem wszyscy przybędą do nas. Bierzemy się z żoną za gruntowne porządki w całym mieszkaniu. Żona właśnie myje okna, potem ja zawieszę firanki, oczywiście nowe, bo tych naszych ulubionych nie można w żaden sposób idealnie wyczyścić. Obiecałem sobie, że tym razem po Świętach dotrą do pralni Perfect Clean i nie będę już z tym zwlekał, tym bardziej, że wielu znajomych polecało mi tę pralnię. Na własne oczy wielokrotnie widziałem doprowadzony tam do idealnej czystości koc, ręcznik lub dywan. Nasz dywan na szczęście udało nam się wyczyścić domowymi sposobami. Potem nastąpiło odsuwanie mebli i odkurzanie pod nimi, mycie podłogi, układanie drobiazgów na półkach i ubrań w szafie. Nadeszła Wielka sobota. Żona od wczesnego poranka krząta się po kuchni, a ja i dzieci wybraliśmy się do Kościoła, niosąc koszyki po brzegi wypełnione jedzeniem, które wkrótce zostanie skropione wodą święconą. Kiedy wracaliśmy, dzieci rozsypały po drodze całą zawartość koszyków, więc czeka mnie zbieranie wszystkiego i pilnowanie, aby maluchy połowy nie zjadły, zanim wrócimy. Po powrocie zajrzałem do szafy, aby przygotować sobie garnitur, który założę jutrzejszego dnia. Okazało się, że ostatnio czymś go bardzo zabrudziłem, bo kilku okropnych plam żadnym sposobem nie da się zmyć. Zabrałem więc garnitur oraz firanki, o których wcześniej wspominałem i udałem się z nimi do Pralni Perfect Clean. Miła, uśmiechnięta pani, która tam pracuje opowiedziała mi sporo o tym, jakie tam są świadczone usługi i dodała, że niestety jutro muszę włożyć inny garnitur, gdyż ten będzie można odebrać dopiero pod koniec przyszłego tygodnia. Faktycznie potwierdziły się opinie znajomych. Odebrałem garnitur i firanki perfekcyjnie czyste. Nazwa Perfect Clean idealnie pasuje do tej pralni.

sobota, 7 listopada 2015

Moje ulubione święto

Maj najpiękniejszy miesiąc w całym roku, wszystko budzi się do życia. Za tydzień jest moje ulubione święto Boże Ciało. Zawsze uczestniczę w przygotowaniach do tego święta. Wielu ludzi łącznie ze mną przychodzi ustawiać i stroić ołtarze. W tym roku ja sam będę dekorował jeden z ołtarzy. Jest to dla mnie nie lada wyzwanie. Zaangażowałem żonę aby z kwiaciarni przyniosła mi najładniejsze kwiaty, dużo zielonych dodatków i kolorowy brokat. Obrus pięknie wykrochmalony i wyprasowany czekał na rozłożenie. Jutro w południe moje dzieło będzie gotowe. Następnego dnia skoro świt poszedłem zabrać się za robotę. Zacząłem od porządków. Pograbiłem teren, pozbierałem śmieci do worków i wtedy dopiero przystąpiłem do strojenia ołtarza. Czas mija ołtarz z minuty na minutę staje się coraz piękniejszy, jeszcze tylko całość posypię kolorowym brokatem i tym akcentem zakończę swoją pracę. Resztki połamanych gałązek i ozdób poupychałem do worków i odstawiłem na bok. pozamiatałem dokładnie schodki i rozłożyłem czyściutki chodnik. Stanąłem z boku i krytycznym okiem spojrzałem na swoje dzieło. Uśmiech zagościł na moich ustach. Byłem bardzo dumny. Mój podziw przerwał ksiądz, który akurat nadszedł. Zadowolony wszedł po dwóch schodkach na górę. Chciał wszystko obejrzeć z bliska. Zaczął kręcić się wkoło, wszystko dotykać. Miałem wrażenie, że zaraz coś się wydarzy. Tak też się stało. Okazało się, iż cała sutanna jest w brokacie, Próbowałem księdzu pomóc wyczyścić, lecz bezskutecznie. Jedynym wyjściem jest szybciutko oddać do pralni Perfect Clean, oni na pewno sobie z tym poradzą. Tak też zrobiliśmy. Sutanna po dwóch dniach wyglądała jak nowa. Oboje z księdzem śmiejemy się z tego do dziś dnia.

piątek, 6 listopada 2015

Piwnica

Któregoś pięknego dnia w sierpniu, moja żona postanowiła posprzątać piwnicę. Oczywiście ten obowiązek spadł na moje barki.
Ja, jak to ja, nie pałałem zapałem do tej czynności, ale jak moja małżonka coś postanowi, to tak ma być i już.
Chcąc nie chcąc, musiałem zejść do piwnicy i to zrobić. Gdy tylko popatrzyłem na otaczający mnie bałagan pomyślałem, że sprzątanie tej piwnicy zajmie mi cały dzień. Gdy zabrałem się do porządkowania tego pomieszczenia okazało się, że większość rzeczy należy do mojej żony, więc wyrzucenie i posprzątanie nie będzie takie trudne.
Uporządkowałem piwnicę w przeciągu trzech godzin. Zadowolony i uśmiechnięty, wróciłem do mieszkania. Oznajmiłem Grażynce, że już wszystko zrobiłem. Żonka od razu pobiegła sprawdzić jak wykonałem pracę. Już od progu oznajmiła mi, że wreszcie będzie mogła poustawiać kartony z jej butami oraz, że wstawimy starą szafę bo zamierza kupić nową. Pomyślałem wtedy, że za rok znowu czeka mnie takie samo wyrzucanie rzeczy żonki.
Zmieniłem ubranie i poszedłem się wykąpać a Grażynka nastawiła w tym czasie pranie.
Ja, oczywiście po kąpieli, usiadłem w fotelu i zacząłem oglądać telewizję, właśnie nadawali „Ojca Mateusza”. Po jakimś czasie usłyszałem, jak żona mnie woła.
- Chodź i zobacz!
Ujrzałem w rękach żony, moje spodnie i koszulkę, strasznie poplamione.
- Tego nie da się już doprać, oznajmiła moja żona.
Na to ja powiedziałem, że pewnie ubrudziłem je tak strasznie w piwnicy.
- Nie zostaje nam nic innego, jak tylko oddać te ubrania do pralni chemicznej „Perfect Clean”, odrzekłem.

Po dwóch dniach odebrałem moje ubrania a także sukienkę mojej małżonki. Wszystkie rzeczy wyglądały jak nowe, bo odzyskały świeżość i kolor.

czwartek, 5 listopada 2015

Wesołe miasteczko

Piękna słoneczna niedziela. Dzieci od rana są bardzo podekscytowane. Obiecaliśmy im z żoną iż całe popołudnie spędzimy na wesołym miasteczku. Szybciutko ogarnęliśmy mieszkanie i siebie i ruszyliśmy w stronę skąd dochodziła muzyka i śmiechy. Kupiliśmy dzieciom karnety aby mogły korzystać ze wszystkich atrakcji. Dzieci szalały na różnych karuzelach .Nasze oczy wędrowały z syna na córkę. Radość w ich oczach radowała nasze serca. Niestety czas płynie bardzo szybko. Nadeszła pora powrotu do domu. Zadowoleni i pełni wrażeń opuściliśmy wesołe miasteczko i spokojnie udaliśmy się do domu. W drodze zauważyłem że z moją córką dzieje się coś niedobrego .Pomogłem jej wejść po schodach do domu. Kasia nie zdążyła pobiec do łazienki i cała zawartość żołądka znalazła się na dywanie. Nie przejmowałem się tym, najważniejsze aby córce nic nie było i żeby szybko doszła do siebie. Żona podała Kasi kropelki i mamy nadzieję że będzie dobrze .Odpocznie a jutro wstanie jak nowo narodzona. Zapewne wyszła karuzela. Teraz pora na sprzątanie .Trzeba doprowadzić dywan i podłogę do porządku. Wlałem pachnący płyn do wiaderka i wziąłem się za dokładne mycie. Lubię sprzątać .Często pomagam żonie w porządkach domowych. Większym problemem było wyczyścić dywan . Szorowaliśmy różnymi środkami ,lecz plama została. Trudno jutro zawiozę dywan do pralni Perfect Clean, a tam wyczyszczą go że będzie wyglądał jak nowy. Wiem o tym bo niejednokrotnie korzystałem z usług tej pralni. Miałem rację po dwóch dniach odebrałem dywan czyściutki ,pachnący bez jakichkolwiek plam. W między czasie żona wymyła i wypastowała podłogę. Rozłożyliśmy dywan i wszystko wygląda jak dawniej. Lubię porządek ale zdrowie ważniejsze. Mam nadzieję że wesołe miasteczko nie przyjedzie do nas za szybko. Wydaje mi się że mamy co najmniej rok przerwy.