Jesteśmy „nierozłączną trójcą”. Przynajmniej wszyscy znajomi
tak o nas mówią. Piotrek, Paweł i oczywiście ja. Każdą wolną chwilę spędzamy
razem. Jakiś mecz czy wypad na piwo, to we troje. Jedynie choroba zwalnia nas
od swojego towarzystwa. Któregoś pięknego dnia, siedzieliśmy u Piotrka. Rozmawialiśmy
o wynikach czwartej ligi, aż tu nagle Paweł zaproponował abyśmy pojechali do
Zakopanego pochodzić po górach. Ochoczo się zgodziliśmy na propozycję kolegi. W
weekend wyruszyliśmy do Zakopanego. Już w piątek wieczorem byliśmy na miejscu. Następnego
dnia wybraliśmy się na szlak, po drodze śpiewaliśmy piosenkę Perfectu: „Było
nas trzech
W każdym z nas inna krew
Ale jeden przyświecał nam cel
Za kilka lat
Mieć u stóp cały świat
Wszystkiego w bród”
Dzień jak na taką porę roku był ładny. Słońce świeciło jasno
a lekki przyjemny wietrzyk pieścił nasze twarze. Nie zważając na to, że
jesteśmy na szlaku zaczęliśmy się popychać. Brykaliśmy jak młode źrebaki, które
zostały wypuszczone po raz pierwszy na pastwisko.
W pewnym momencie podwinęła mi się noga, by zamortyzować
upadek wyciągnąłem ręce. Usłyszałem tylko trzask łamanych kości.
Ocknąłem się w szpitalu. Zorientowałem się gdzie jestem,
ponieważ wisiała nade mną kroplówka. Po godzinie przyszedł do mnie lekarz. Oznajmił
mi, że mam złamaną nogę i rękę w trzech miejscach i to z przemieszczeniem.
Pierwsza moja myśl: „co ja teraz zrobię”? Po tygodniu
zostałem wypisany do domu. Na szczęście mam jeszcze przyjaciół. Paweł i Piotrek
Pomagali mi jak tylko mogli i kiedy na to pozwalał im czas. Paweł sprzątał moją
toaletę, zmywał naczynia po posiłkach, robił zakupy a Piotrek gotował i pomagał
mi przy myciu.
Raz w tygodniu oddawali moje pranie do pralni chemicznej
Perfect Clean.
Cała rekonwalescencja i rehabilitacja trwała pół roku, ale
już jestem zdrowy. Dzięki temu, że mam prawdziwych przyjaciół, moja choroba
była znośna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz