czwartek, 19 listopada 2015

Źrebaki

Jesteśmy „nierozłączną trójcą”. Przynajmniej wszyscy znajomi tak o nas mówią. Piotrek, Paweł i oczywiście ja. Każdą wolną chwilę spędzamy razem. Jakiś mecz czy wypad na piwo, to we troje. Jedynie choroba zwalnia nas od swojego towarzystwa. Któregoś pięknego dnia, siedzieliśmy u Piotrka. Rozmawialiśmy o wynikach czwartej ligi, aż tu nagle Paweł zaproponował abyśmy pojechali do Zakopanego pochodzić po górach. Ochoczo się zgodziliśmy na propozycję kolegi. W weekend wyruszyliśmy do Zakopanego. Już w piątek wieczorem byliśmy na miejscu. Następnego dnia wybraliśmy się na szlak, po drodze śpiewaliśmy piosenkę Perfectu: „Było nas trzech
W każdym z nas inna krew
Ale jeden przyświecał nam cel
Za kilka lat
Mieć u stóp cały świat
Wszystkiego w bród”
Dzień jak na taką porę roku był ładny. Słońce świeciło jasno a lekki przyjemny wietrzyk pieścił nasze twarze. Nie zważając na to, że jesteśmy na szlaku zaczęliśmy się popychać. Brykaliśmy jak młode źrebaki, które zostały wypuszczone po raz pierwszy na pastwisko.
W pewnym momencie podwinęła mi się noga, by zamortyzować upadek wyciągnąłem ręce. Usłyszałem tylko trzask łamanych kości.
Ocknąłem się w szpitalu. Zorientowałem się gdzie jestem, ponieważ wisiała nade mną kroplówka. Po godzinie przyszedł do mnie lekarz. Oznajmił mi, że mam złamaną nogę i rękę w trzech miejscach i to z przemieszczeniem.
Pierwsza moja myśl: „co ja teraz zrobię”? Po tygodniu zostałem wypisany do domu. Na szczęście mam jeszcze przyjaciół. Paweł i Piotrek Pomagali mi jak tylko mogli i kiedy na to pozwalał im czas. Paweł sprzątał moją toaletę, zmywał naczynia po posiłkach, robił zakupy a Piotrek gotował i pomagał mi przy myciu.
Raz w tygodniu oddawali moje pranie do pralni chemicznej Perfect Clean.

Cała rekonwalescencja i rehabilitacja trwała pół roku, ale już jestem zdrowy. Dzięki temu, że mam prawdziwych przyjaciół, moja choroba była znośna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz