Któregoś pięknego dnia w sierpniu, moja żona postanowiła
posprzątać piwnicę. Oczywiście ten obowiązek spadł na moje barki.
Ja, jak to ja, nie pałałem zapałem do tej czynności, ale jak
moja małżonka coś postanowi, to tak ma być i już.
Chcąc nie chcąc, musiałem zejść do piwnicy i to zrobić. Gdy
tylko popatrzyłem na otaczający mnie bałagan pomyślałem, że sprzątanie tej
piwnicy zajmie mi cały dzień. Gdy zabrałem się do porządkowania tego
pomieszczenia okazało się, że większość rzeczy należy do mojej żony, więc wyrzucenie
i posprzątanie nie będzie takie trudne.
Uporządkowałem piwnicę w przeciągu trzech godzin. Zadowolony
i uśmiechnięty, wróciłem do mieszkania. Oznajmiłem Grażynce, że już wszystko
zrobiłem. Żonka od razu pobiegła sprawdzić jak wykonałem pracę. Już od progu oznajmiła
mi, że wreszcie będzie mogła poustawiać kartony z jej butami oraz, że wstawimy
starą szafę bo zamierza kupić nową. Pomyślałem wtedy, że za rok znowu czeka
mnie takie samo wyrzucanie rzeczy żonki.
Zmieniłem ubranie i poszedłem się wykąpać a Grażynka nastawiła
w tym czasie pranie.
Ja, oczywiście po kąpieli, usiadłem w fotelu i zacząłem
oglądać telewizję, właśnie nadawali „Ojca Mateusza”. Po jakimś czasie
usłyszałem, jak żona mnie woła.
- Chodź i zobacz!
Ujrzałem w rękach żony, moje spodnie i koszulkę, strasznie
poplamione.
- Tego nie da się już doprać, oznajmiła moja żona.
Na to ja powiedziałem, że pewnie ubrudziłem je tak strasznie
w piwnicy.
- Nie zostaje nam nic innego, jak tylko oddać te ubrania do
pralni chemicznej „Perfect Clean”, odrzekłem.
Po dwóch dniach odebrałem moje ubrania a także sukienkę mojej
małżonki. Wszystkie rzeczy wyglądały jak nowe, bo odzyskały świeżość i kolor.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz