piątek, 6 listopada 2015

Piwnica

Któregoś pięknego dnia w sierpniu, moja żona postanowiła posprzątać piwnicę. Oczywiście ten obowiązek spadł na moje barki.
Ja, jak to ja, nie pałałem zapałem do tej czynności, ale jak moja małżonka coś postanowi, to tak ma być i już.
Chcąc nie chcąc, musiałem zejść do piwnicy i to zrobić. Gdy tylko popatrzyłem na otaczający mnie bałagan pomyślałem, że sprzątanie tej piwnicy zajmie mi cały dzień. Gdy zabrałem się do porządkowania tego pomieszczenia okazało się, że większość rzeczy należy do mojej żony, więc wyrzucenie i posprzątanie nie będzie takie trudne.
Uporządkowałem piwnicę w przeciągu trzech godzin. Zadowolony i uśmiechnięty, wróciłem do mieszkania. Oznajmiłem Grażynce, że już wszystko zrobiłem. Żonka od razu pobiegła sprawdzić jak wykonałem pracę. Już od progu oznajmiła mi, że wreszcie będzie mogła poustawiać kartony z jej butami oraz, że wstawimy starą szafę bo zamierza kupić nową. Pomyślałem wtedy, że za rok znowu czeka mnie takie samo wyrzucanie rzeczy żonki.
Zmieniłem ubranie i poszedłem się wykąpać a Grażynka nastawiła w tym czasie pranie.
Ja, oczywiście po kąpieli, usiadłem w fotelu i zacząłem oglądać telewizję, właśnie nadawali „Ojca Mateusza”. Po jakimś czasie usłyszałem, jak żona mnie woła.
- Chodź i zobacz!
Ujrzałem w rękach żony, moje spodnie i koszulkę, strasznie poplamione.
- Tego nie da się już doprać, oznajmiła moja żona.
Na to ja powiedziałem, że pewnie ubrudziłem je tak strasznie w piwnicy.
- Nie zostaje nam nic innego, jak tylko oddać te ubrania do pralni chemicznej „Perfect Clean”, odrzekłem.

Po dwóch dniach odebrałem moje ubrania a także sukienkę mojej małżonki. Wszystkie rzeczy wyglądały jak nowe, bo odzyskały świeżość i kolor.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz