piątek, 13 listopada 2015
Złośliwy kocur
Od wczesnego dzieciństwa pragnąłem mieć psa.
Niestety moja mama ma alergię, między innymi na sierść zwierzęcą.
Nie mogliśmy sobie pozwolić na żadnego pupila ku mojej rozpaczy.
Niedawno wynająłem skromne mieszkanko.
Wkrótce zamierzam przygarnąć wymarzonego psa.
Zabrałem się w końcu za gruntowne porządki.
Właśnie wieszałem firanki na dopiero umytych oknach, kiedy rozległ się dzwonek do drzwi.
Na progu stała sąsiadka.
Mówiła, że wyjeżdża na dwa tygodnie i prosiła, żebym w tym czasie zaglądał do jej mieszkania i zaopiekował się jej kotem.
Zgodziłem się i od następnego dnia chodziłem do mieszkania sąsiadki, aby nakarmić kota, lub podlać kwiaty.
Żal mi jednak było zwierzęcia zostawionego w pustym domu, więc go zabrałem do siebie.
Kot widocznie nie czuł się u mnie dobrze, bo zaczął niesamowicie rozrabiać.
Podrapał drzwi, wskakiwał na meble, nawet na stół i podkradał jedzenie.
Kiedyś poszedłem do sąsiadki, aby posprzątać także u niej.
Przez roztargnienie zostawiłem na stole otwarty słoiczek dżemu.
Przypomniałem sobie o tym po powrocie, gdy ujrzałem leżący na podłodze słoiczek i całą jego zawartość na dywanie.
Oczywiście kocia kuweta też nadawała się do sprzątania.
Plam z dywanu żadnym sposobem nie dało się usunąć.
Słyszałem kiedyś o pralni Perfect Clean.
Postanowiłem zaryzykować i zanieść tam dywan, nie mając cienia nadziei, że go wyczyszczą, a bardzo go lubiłem.
Szczerze mówiąc miałem już dość kocich wybryków i marzyłem o powrocie jego właścicielki.
Kiedy zniszczył kwiaty, zaniosłem go do jego domu.
Po powrocie sąsiadka przeprosiła mnie za pupila i obiecała, że pokryje koszty zniszczeń.
Po kilku dniach odetchnąłem z ulgą, odbierając perfekcyjnie czysty dywan, nie noszący na sobie nawet śladu kocich zabaw.
Pani pracująca w tej pralni zapraszała mnie ponownie, gdyby coś się zabrudziło, a sąsiadka przyniosła pyszne ciasto.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz