środa, 28 października 2015

Pożegnanie lata

Pod koniec sierpnia, zostałem zaproszony z moją dziewczyną na działkę. Mój kolega Rysiek urządzał tam ognisko, z okazji pożegnania lata.
Pojechaliśmy autobusem 185 w kierunku Jeziorka czerniakowskiego. Po trzydziestu minutach byliśmy na miejscu. Jego działka była nieduża, ale bardzo funkcjonalnie urządzona. Stał na niej domek letniskowy, w którym można było też mieszkać zimą. Miał trzy pokoje i łazienkę z ciepłą wodą. Na działce było wydzielone miejsce, gdzie organizowano grille i ogniska.
Wokół tego miejsca były ustawione ławy i fotele ogrodowe, gdzie można było: posiedzieć i upiec kiełbaski oraz napić się czegoś zimnego. Jednym słowem działka nieduża, ale dobrze usytuowana. Blisko do miasta i to co najpotrzebniejsze znajdowało się w pobliżu.
Zaproszonych było dwadzieścia osób. Wszyscy goście dopisali. Wśród zaproszonych osób był Piotrek, który gra w zespole muzycznym, więc grał na gitarze a dziewczyny śpiewały. Śmiechom, żartom i wygłupom nie było końca. Każdy coś kupił i przyniósł, żeby Rysiek zbytnio się nie wykosztował. Imprezę zorganizował właśnie tam, ponieważ na jego działce jest dużo miejsca.
Po skończonej imprezie wszyscy zabrali się do sprzątania. Dziewczyny zmywały i układały naczynia w szafkach, a my uprzątnęliśmy działkę: poznosiliśmy ławy i fotele ogrodowe do szopy.
Zabawa trwała do dwudziestej trzeciej. Później autobusem nocnym odwiozłem Anię do domu, a sam poszedłem spacerkiem, bo wieczór był bardzo ciepły i ładny. Po dziesięciu minutach zadzwoniła do mnie Ania i powiedziała, że ma bardzo poplamione spodnie. Spytałem od czego mogła je ubrudzić, i doszliśmy do wniosku, że pewnie przy ognisku.
Zaproponowałem Ani, żeby namoczyła spodnie na całą noc, a następnie niech spróbuje wyprać w jakimś dobrym proszku. Niestety, plamy nie zeszły. Wtedy przypomniało mi się, że moja mama oddała ostatnio swoją sukienkę do pralni chemicznej Perfect Clean, z której była bardzo zadowolona. Po odebraniu sukienki wszystkie plamy zeszły i jeszcze odzyskała utracony kolor.
My, też skorzystaliśmy z usług tej pralni chemicznej i faktycznie spodnie były idealnie czyste.


Przygoda w pociągu

Krzysiek to mój najlepszy przyjaciel. Znamy się już od wczesnego dzieciństwa. Doskonale pamiętam te nasze zabawy w Indian lub policjantów. Nasz kontakt do dzisiejszego dnia jest bardzo dobry. Niestety Krzysiek wyjechał na studia do Warszawy, dlatego nie widzimy się już tak często. Po kilku miesiącach stwierdziliśmy, że krótkie rozmowy przez telefon to za mało, więc należy się spotkać, dlatego postanowiłem go odwiedzić. Słyszałem dużo różnych opinii dotyczących najnowszych pociągów pendolino, a że akurat takie połączenie mi najlepiej odpowiadało, doszedłem do wniosku, że osobiście go przetestuję. Wraz ze mną tego dnia podróżowało sporo ludzi. Przyznam szczerze, że było dość ciasno, podobnie jak w autobusie. W kolejną podróż jednak wybiorę się tradycyjnym pociągiem. Obok mnie siedziała młoda kobieta z kilkuletnią dziewczynką. Dziecko niemal cały czas jadło słodycze.Siedzenie, na którym siedziała dziewczynka było poplamione czekoladą. W pewnym momencie dziewczynka rozlała sok na siebie. Kilka kropel spłynęło także na moją kurtkę. Poszedłem wtedy do toalety, aby zmyć tę plamę, ale niestety nie schodziła. Po jakimś czasie przyszedł konduktor i kazał tej pasażerce posprzątać po swoim dziecku, inaczej zostanie ukarana. Plamy po soku jagodowym w żaden sposób nie dawały się usunąć. Moja sąsiadka przeprosiła mnie, obiecując, że gdy dojedziemy do Warszawy, zaniesie moją kurtkę do pralni chemicznej Perfect Clean i pokryje koszty prania. Opowiedziała mi jakie usługi są w niej świadczone. Po niedługim czasie dotarłem na warszawski dworzec, gdzie czekał na mnie Krzysiek. Udaliśmy się do jego domu, zjedliśmy obiad, porozmawialiśmy sobie i okazało się, że on także korzystał z usług pralni Perfect Clean i był bardzo zadowolony. Następnie wyszliśmy, aby pozwiedzać miasto i przy okazji oddaliśmy moją kurtkę do pralni. Następnego dnia odebrałem ją bez żadnych plam. Perfect Clean polecę każdemu kto będzie potrzebował coś wyprać, odnowić czy komuś po przygodach.

wtorek, 27 października 2015

Wspaniałe pomysły

Godzina 15:00. Koniec pracy i wreszcie upragniony weekend. Obiecałem dzieciom, że w sobotę pojedziemy do parku wodnego.
Nazajutrz rano szybko zjedliśmy śniadanie. Ubrałem Kasię i Darka i mogłem już ruszyć w drogę. Zamontowałem foteliki dzieci w aucie i wyjechałem z podjazdu. Skierowałem się na autostradę w kierunku Olsztyna. Po piętnastu minutach zorientowałem się, że ściąga samochód na prawą stronę. Zatrzymałem auto i wysiadłem. Podszedłem do tylnych drzwi. Okazało się, że złapałem gumę. Otworzyłem bagażnik i wyjąłem koło zapasowe oraz lewarek i zabrałem się do pracy. Nawet sprawnie mi to poszło.
Gdy już zmieniłem koło i miałem ruszać dalej zauważyłem, że mam ubrudzoną koszulę. Najgorsze w tym było to, że to był smar, a to bardzo trudno wyprać.
Wsiadłem do samochodu, obok na siedzeniu leżała gazetka, którą wyjąłem dzisiaj rano ze skrzynki pocztowej. Na okładce była reklama pralni chemicznej „Perfect Clean”. Po przeczytaniu gazetki dowiedziałem się, że właśnie została nowo otwarta i zaprasza do skorzystania z jej usług.
„Co tu robić?”. Przecież nie mogę jechać do parku wodnego tak brudny, pomyślałem.
I wtedy wpadłem na wspaniały pomysł, pojadę do wesołego miasteczka. Z reklamy wynika, że obok wesołego miasteczka, znajduje się pralnia chemiczna. Wtedy upiekę dwie pieczenie na jednym ogniu. Poproszę jeszcze ciocię Krysię, która tam niedaleko mieszka, by pomogła mi przy opiece nad dziećmi.
Zawróciłem samochód i pojechałem z powrotem.
Dobrze się składa, pomyślałem. Ja, skorzystam z usług pralni, a dzieci pobawią się w wesołym miasteczku pod opieką cioci Krysi.
Poszedłem do sklepu i kupiłem nową koszulę, a tą oddałem do pralni chemicznej.
Jednym słowem dzień był udany, mimo źle rozpoczętego poranka. Na koniec pozostało mi jeszcze posprzątać auto, ponieważ dzieci nakruszyły w samochodzie słonymi paluszkami.

I wtedy ponownie wpadłem na wspaniały pomysł. Pojechałem do myjni samochodowej, gdzie profesjonalnie umyli mi samochód oraz wyczyścili tapicerkę, która już wymagała odświeżenia.

poniedziałek, 26 października 2015

Niedziela

W ostatnią niedzielę szykowałem się z wizytą do moich znajomych. Ubrałem już koszulę i spodnie, pozostało mi tylko założyć obuwie. Nagle uświadomiłem sobie, że nie wypastowałem butów.
„No tak”, moja żona powtarzała mi wczoraj, bym je przygotował, ale ja jednak tego nie zrobiłem. Teraz będę musiał to zrobić. Nie zwracając uwagi na moje odświętne ubranie, poszedłem do przedpokoju i wziąłem pastę do butów oraz szczoteczkę. Dobrze, że moja żona tego nie widzi, bo dopiero bym miał gadanie, pomyślałem.
Postawiłem buty na chodniczku i zabrałem się do pracy, czyściłem zamaszyście i szybko. Po pięciu minutach byłem gotowy do wyjścia.
Po założeniu butów zorientowałem się, że chodnik też jest wypastowany i to jeszcze czarną pastą.
„Co tu robić?” Żona zrobi mi awanturę i to pewnie się na tym nie skończy. Będę musiał jeszcze za karę przez cały tydzień sprzątać łazienkę, a ja tego wręcz nie znoszę.
Postanowiłem oddać chodniczek do pralni chemicznej „Perfect Clean”.
„No tak”, ale dzisiaj jest niedziela i pralnia nieczynna.
- Zaraz! zaraz!, tam przecież właścicielem jest mój kolega Tomek. Może on mi pomoże?
Zadzwoniłem do niego i przedstawiłem mu mój problem. Tomek okazał zrozumienie i powiedział, że mi pomoże.
Już po piętnastu minutach, byłem na miejscu i wyjmowałem chodniczek z bagażnika.
Następnie wspólnie wypraliśmy ubrudzony chodnik.
Potem poszedłem do moich znajomych na późniejszą godzinę. Moja żona zauważyła jednak zmianę w wyglądzie chodniczka mimo, że chodnik odzyskał kolor i wyglądał jakby co dopiero kupiony. Żonka i tak zrobiła mi niezłą pogadankę na temat: zrób to dzisiaj i nigdy nie odkładaj na później.
Sprzątanie łazienki też mnie nie minęło, musiałem pomyć płytki, wannę, zlewy i podłogę…
Przez tydzień trwała moja kara za bezmyślność.

Od tamtej pory zawsze robię wszystko jak mi mówi żona, bo choć nie chętnie, ale słucham żony.

Rozlany olej

Od dłuższego czasu ja i moja żona planowaliśmy wybrać się na wakacje nad morze. Wreszcie nadszedł dzień naszego upragnionego wyjazdu. Załatwiliśmy sobie tygodniowy urlop w pracy, zarezerwowaliśmy pokój w hotelu, oczywiście z widokiem na morze, spakowaliśmy do walizki nasze niezbędne rzeczy i wyruszyliśmy w drogę. Ujechałem może kilkanaście kilometrów, gdy nagle ujrzałem na drodze wielką kałużę rozlanego oleju, a tóż obok sprawcę tej plamy, czyli czerwone BMW, z którego ta ciecz wyciekała. Inni kierowcy też to zauważyli, bo zaczęli się zatrzymywać, a na ulicy powstawał coraz większy korek. Uznałem, że nie można tego tak zostawić, gdyż w takiej sytuacji łatwo może dojść do tragicznego wypadku, jeżeli któryś samochód przejedzie po tym nieszczęsnym oleju. Wyjąłem z kieszeni telefon komórkowy, zadzwoniłem na straż pożarną i zgłosiłem ten incydent. Wóz strażacki nadjechał po kilku minutach. Po chwili pojawił się także radiowóz policyjny. Funkcjonariusze policji kierowali ruch na drodze, a panowie strażacy zaczęli zasypywać olej piaskiem, wydobywającym się z ogromnej cysterny. Nagle jeden z nich poślizgnął się i upadł, ujrzałem go po chwili z wieloma plamami po tłustej cieczy na ubraniu. Dzięki intensywnej pracy strażaków po krótkim czasie na drodze nie było nawet śladu po rozlanym oleju. Policjanci natomiast zajęli się autem, które spowodowało to zamieszanie. Później wszyscy mi dziękowali za moją niezwłoczną reakcję. Rozmawiając ze strażakiem, który pobrudził się olejem, poleciłem mu skorzystanie z usług pralni chemicznej Perfect Clean. Sam wielokrotnie zanosiłem tam zabrudzone firanki, lub dywan i odbierałem je potem perfekcyjnie czyste. W końcu ruszyliśmy z żoną w dalszą drogę. Dojechaliśmy do Sopotu szczęśliwie, bez żadnych przygód.

niedziela, 25 października 2015

Pobyt w sanatorium

Październik jest miesiącem dość chłodnym a mimo to ja ze swoją żoną Kasią wyjeżdżam do sanatorium nad morze. Walizki są już spakowane, samochód posprzątany wystarczy wsiadać i jedziemy. Droga jest dość daleka ale warto .Trzy tygodnie laby tylko zabiegi, spacery i wypoczynek. Turnus rozpoczyna się od jutra rano, tak że spokojnie dojedziemy na miejsce. Budynek w którym mamy zamieszkać dość ładnie się prezentuje. Ciekawe jak jest w środku. Przyznaję że jestem dość pedantyczny ,nie lubię bałaganu i niechlujstwa. W recepcji dostaliśmy klucz od naszego pokoju na piętrze. Uśmiechnięci z bagażami otwieramy drzwi i co widzimy- przytulny czyściutki pokoik z łazienką i balkonem. Zadowoleni odświeżyliśmy się i ruszyliśmy na stołówkę na obiad. Wszystko było bardzo dobrze zorganizowane. Przydzielili nam stolik i rozpoczął się pierwszy nasz posiłek. Żona jak zwykle chciała nalać mi zupę do talerza a tu pech chochelka z zupą zamiast w talerzu wylądowała na mojej marynarce. W oka mgnieniu przybiegła kelnerka i próbowała oczyścić pozostałości po zupie. Niby nic takiego się nie stało, ale marynarka musi trafić do pralni. Poinstruowali mnie iż za rogiem jest bardzo dobra pralnia Perfect Clean, która expressowo wyczyści mi marynarkę. Od razu poszedłem tam ją zanieść. W ciągu dwóch dni będzie do odbioru. Żona czekała na mnie w pokoju. W międzyczasie poukładała nasze rzeczy w szafie. Na stoliku w małym wazoniku stały moje ulubione kwiatki. Kasia postarała się aby mi było dobrze w naszym sanatoryjnym pokoiku. Codziennie przychodziła pokojówka, myła pachnącym płynem podłogi, odkurzała dywan, przecierała mebelki i parapet. Pracę kończyła sprzątając toaletę. Pokoik jest czyściutki, nawet tak pedantyczny facet jak ja nie ma się do czego przyczepić. Czas mijał bardzo szybko. Wypoczęci, zrelaksowani wracamy do domu. Obiecaliśmy sobie że przynajmniej co drugi rok będziemy jeździć do sanatorium do różnych miejscowości.

piątek, 23 października 2015

Mazury

Był piękny upalny sierpniowy dzień. Postanowiłem wraz z moją dziewczyną pojechać do mojej cioci na mazury. Jak postanowiliśmy, tak zrobiliśmy. A, że to były wakacje, mogliśmy sobie na to pozwolić.
Spakowaliśmy plecaki i wyruszyliśmy w drogę. Wieczorem zmęczeni, ale szczęśliwi dotarliśmy do celu naszej podróży. Ciocia Jadzia, przyjęła nas bardzo życzliwie. Poczęstowała nas herbatą i ciastem z polewą czekoladową. Po przywitaniu i krótkim opowiedzeniu co słychać u moich rodziców, poszliśmy spać.
Następnego dnia rano, poszliśmy do lasu zbierać jagody, na ulubione jagodzianki Kasi - uzbieraliśmy małe wiaderko. Później ciocia upiekła bułeczki z nadzieniem jagodowym. Poczęstowała nas nimi po kolacji i do tego zaparzyła wyśmienitą herbatę truskawkową.
Gdy mieliśmy już wstać od stołu, kotka Lusia wskoczyła na kolana Kasi. Zaskoczona Kasia zachowaniem kotki, przestraszyła się i zrzuciła talerzyk z ugryzioną bułeczką. Niestety, obrus ubrudził się jagodami.
Od razu namoczyłem go w wannie. Niestety, plama nie zeszła, mimo moczenia przez całą noc.
Wtedy ciocia powiedziała, że odda obrus do pralni chemicznej „Perfect Clean”. Przyjaciółka cioci mówiła jej, że chemiczne pranie uratowało jej ulubioną garsonkę, którą zaplamiła na weselu wnuczki.
Po dwóch dniach odebrałem obrus, który wyglądał jak nowy. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło, a ciocia powiedziała, że sama by tak dobrze nie wyprała. Więc nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło.
Przed odjazdem Kasia wraz ze mną posprzątała jeszcze domek cioci, umyliśmy podłogi, potrzepaliśmy dywany oraz umyliśmy okna…

Bardzo miło spędziliśmy dwa tygodnie, które niestety szybko minęły. Następnego roku też zamierzamy pojechać na mazury, aby przede wszystkim pomóc cioci, a prócz tego pospacerować po lesie, zbierać jagody, a także popływać w jeziorze…

czwartek, 22 października 2015

Fryzjer

Jestem bardzo nietypowym facetem. Zresztą już od wczesnego dzieciństwa, odkąd tylko sięgam pamięcią byłem wyjątkowy. Bawiłem się z dziewczynkami w dom, szkołę i inne dziewczęce zabawy i podbierałem koleżankom lalki. Niejedna z nich płakała, że poobcinałem wszystkim jej lalkom ich przepiękne, długie loki. Kiedy podrosłem zaczęły mnie fascynować dziewczyny z długimi włosami Powoli z każdym rokiem rozwijała się we mnie fryzjerska pasja. Wreszcie udało mi się załatwić sobie praktyki w najbardziej znanym salonie fryzjerskim w całym województwie. Nadszedł upragniony dzień mojej samodzielnej pracy i zaczęli przychodzić pierwsi klienci. Najpierw przekonywałem kilkuletniego chłopca, że strzyżenie włosów wcale nie jest takie straszne, a może być nawet przyjemne. Po jego wyjściu zabrałem się za zamiatanie, i mycie podłogi. Ledwie skończyłem to sprzątanie, gdy pojawiła się dziewczyna mniej więcej w moim wieku o gęstych, długich włosach. Oświadczyła mi, żebym obciął sporą ich część, a pozostałe przefarbował na inny kolor. Zabrałem się więc do roboty, chociaż szkoda mi ich było. Kiedy włosy były już krótkie zająłem się farbowaniem, rozmawiając przy tym z moją klientką, gdy nagle trochę farby spłynęło na jej bluzkę. Plam po tej substancji nie da się zmyć tak łatwo, więc konieczna była zmiana ubrania. Na szczęście szefowa zdobyła zastępczą bluzkę, a ja przeprosiłem za wszystko i zaniosłem poplamioną do pobliskiej pralni chemicznej Perfect Clean, o której słyszałem same dobre słowa. Powiedziałem miłej pani pracującej w tej pralni, że zależy mi na jak najszybszym uporaniu się z plamami. Zapewniła mnie, że wszystko będzie w porządku. Faktycznie po kilku dniach oddałem czyste ubranie z również czystym sumieniem. Teraz układam skomplikowaną fryzurę przyszłej pannie młodej. Po powrocie z pracy, zgodnie z postanowieniem wezmę się za gruntowne sprzątanie mieszkania, a przede wszystkim za mycie okien.

środa, 21 października 2015

Roczek

Mój synek skończył właśnie roczek. Trzeba to godnie uczcić. Zaprosiłem całą rodzinę i wszystkich znajomych, żeby impreza była huczna i wspaniała. Stół przygotowałem na dwadzieścia osób.
Wyjąłem moje najlepsze serwisy, obiadowy i do kawy. Ustawiłem ładne talerzyki i szklanki do napojów. Na środku stołu postawiłem duży wazon z kwiatami i zapaliłem świeczki w świecznikach. W niecałe pół godziny stół był już nakryty. Stanąłem na środku pokoju i aż się zachwyciłem, tak pięknie wyglądał udekorowany stół!
O godzinie szesnastej nasz dom zaludnił się niemal po brzegi. Wszyscy goście dopisali. Jedzenie znikało błyskawicznie. Rozmowom, śmiechom i śpiewom nie było końca. Przy deserze - na który złożył się pokaźnych rozmiarów tort, lody, biszkopt z galaretką i truskawkami, zaczęliśmy zastanawiać się, kim zostanie mój synek.
Wszystkim zebranym, było żal wracać do swoich domów. I wtedy powiedziałem.
- Nie martwcie się, za rok spotkamy się, na drugich urodzinach Adasia.
Goście rozeszli się, po godzinie dwudziestej drugiej.
No tak, teraz zostało jeszcze sprzątanie po uroczystości. Gdy o tym tylko pomyślałem, odezwał się dzwonek u drzwi.
W pierwszej chwili pomyślałem, że pewnie ktoś coś zostawił, ale nie. Okazało się, że to moja koleżanka jeszcze z liceum. Była akurat przejazdem w Warszawie.
Po przywitaniu się spostrzegła, że mam w kuchni niezły bałagan.
- Może ci pomóc? Spytała.
- Chętnie, właśnie miałem urodziny mojego najmłodszego synka.
Zuzia, zmywała naczynia, a ja, wycierałem i układałem w szafkach. Bardzo szybko i sprawnie uporządkowaliśmy cały ten bałagan. Umyłem jeszcze podłogę i wszystko było już dopięte na ostatni guzik. Po wykonanej pracy, napiliśmy się gorącej herbaty i rozmawialiśmy o naszych szkolnych kolegach i koleżankach.
Następnego dnia, oddałem brudne obrusy do pralni chemicznej Perfect Clean.

Jednym słowem, impreza się udała i nawet nie byłem zmęczony jak zazwyczaj.

wtorek, 20 października 2015

Praca w kancelarii adwokackiej

Jak na złość kiedy poszukiwałem jakiejkolwiek pracy nie trafiłem na żadną interesującą ofertę. Już myślałem, że pozostanie mi tylko zająć się po prostu roznoszeniem ulotek, albo zostanę bezrobotnym. Jednak jakiś przypływ gotówki bardzo by mi się przydał, gdyż obiecałem kiedyś dziewczynie, że ją zabiorę na niezapomniane wakacje. Jak do tej pory skończyło się tylko na słowach. Szedłem tak sobie ulicą, rozmyślając o tej kwestii i nagle spotkałem Tomka. To mój kolega, z którym długo się nie widzieliśmy. Członkowie jego familii to lekarze, prawnicy, architekci itp. Porozmawialiśmy tak sobie i okazało się, że jego wujek, znany adwokat, potrzebuje kogoś do pomocy. Bardzo ucieszyłem się z tej wiadomości i zapytałem kolegę czy poleciłby mnie swojemu wujkowi. Tomek powiedział mu o mnie i po niedługim czasie już pracowałem. Do moich obowiązków należało dbanie o czystość i porządek w kancelarii, odbieranie telefonu, umawianie pana mecenasa na spotkania z klientami oraz parzenie kawy. Kiedy szef nie pracował, ja zajmowałem się czystością w gabinecie, odkurzaniem, myciem podłogi, usuwaniem kurzu itp. Podczas wykonywania swojej pracy przydarzyło mi się kilka przygód, ale jedną z nich zapamiętałem najbardziej. szedłem z gorącą kawą i akurat wbiegł pan mecenas, który się spieszył i wpadł na mnie, a zawartość kubka wylądowała na jego eleganckim garniturze. Prawnik był trochę zły, ale przeprosiłem i zaniosłem garnitur do pralni Perfect Clean, której pracownicy nigdy mnie nie zawiedli. Po kilku dniach oddałem lśniący czystością garnitur. Starałem się by takich przygód w pracy mieć jak najmniej. Uradowany wróciłem do domu, posprzątałem mieszkanie i oświadczyłem dziewczynie, że zarobiłem wystarczającą kwotę, aby móc wyruszyć w naszą niezapomnianą podróż.

poniedziałek, 19 października 2015

Wrzesień

Jest już wrzesień, to miesiąc w którym dzieci rozpoczynają nowy rok szkolny. Mój syn skończył dziewięć lat i zaczął naukę w trzeciej klasie. Jest bardzo bystrym i żywym dzieckiem, ale niestety, do odrabiania lekcji muszę go przywoływać. Hubert, bo tak ma na imię, uczy się dobrze. Nie mam większych problemów, jeśli chodzi o jego naukę. Niestety, zachowanie jego wymaga jeszcze sporej poprawy.
Moja córka Milenka, rozpoczęła pierwszy rok przedszkola. Jak do tej pory, chętnie chodzi do niego i lubi tam przebywać. Cieszy się, że ma tam dużo przyjaciółek.
Pewnego dnia, mój teść przyniósł z pracy małego kotka. Błąkał się przy szpitalu, bo właśnie tam pracuje dziadek moich dzieci. Kotek miał chyba trzy miesiące, więc już sam jadł i pił mleczko. Miał bardzo ładne futerko w paseczki, przypominał małego tygryska. Ponieważ to była kotka, nazwaliśmy ją Mruczusia. Wszystkim się podobała, więc pozostała u nas, a poza tym dzieci nie chciały jej oddać nikomu innemu.
Któregoś dnia, musieliśmy pozostawić Mruczusię samą. Zapewniliśmy jej wszystko co potrzeba małemu kotkowi, czyli mleko i jedzenie, a także piasek, który stał w korytarzu.
Pewni, że kotek będzie grzeczny, wyszliśmy, każde z nas do swoich zajęć.
Jakie było nasze zdumienie, kiedy wróciliśmy do domu. Nasza kotka strasznie nabałaganiła w mieszkaniu. Nie wiedziałem co mam zrobić najpierw, czy sprzątać kuchnię, czy salon, a może korytarz. Nakrycie na łóżku było pościągane, mleko z miseczki wylane, a nawet jedzenie leżało obok pojemniczka… Nawet gazety porozrzucała na dywan, które dzisiaj rano poukładałem na stoliku.
Jednym słowem, jeszcze nigdy nie było takiego bałaganu, od kiedy mieszkamy w tym domu. Sprzątanie kuchni i salonu zajęło nam trzy godziny, ale dzieci dzielnie pomagały, więc wkrótce nasze mieszkanie lśniło czystością.

Po miesiącu pobytu kotki z nami, Mruczusia jest grzeczna i spokojnie czeka, aż wrócimy do domu.

Prezent urodzinowy

Dzisiaj w moim domu jest wielka uroczystość. Moja córeczka kończy 5 lat. Przyjdą dziadkowie z pozostałą rodziną. Żona szykuje dla Asi prezent niespodziankę. Przyznam się iż sam nie wiem co to jest, ale zostawiłem żonie wolną rękę. Ja do tego nie mam głowy. Córcia wystrojona niczym mała księżniczka wita przybyłych gości. Przyjęcie zaczęło się Asia zdmuchnęła świeczki na torcie i natychmiast ruszyła oglądać prezenty. Punktem kulminacyjnym jest prezent od nas. Żona ukradkiem opuściła dom , po chwili wróciła z dość dużym pudłem i postawiła je na podłodze. Córka biegiem podbiegła i próbowała wziąć pudło jednak było za ciężkie. Otworzyła wieko i zobaczyliśmy jak mały śliczny psiak próbuje za wszelką cenę wydostać się na zewnątrz. Asia wyciągnęła psiaka z pudła i cały świat przestał dla niej istnieć. Biegała ,skakała ,wymyślała różne imiona dla niego , z radości nie wiedziała co ma robić. Pomału goście zaczęli opuszczać nasz dom. Postanowiłem pomóc żonie posprzątać cały ten rozgardiasz. Pozbierałem wszystko ze stołu. Obrus zabrałem do prania. Stół złożyłem i postawiłem na swoim miejscu. Iza w kuchni już myła naczynia. Teraz jeszcze odkurzę i pokój będzie sprzątnięty. Psiak biegał po całym pokoju. Warkot odkurzacza spłoszył małego intruza. Zamyślony dzisiejszymi wydarzeniami przesuwałem odkurzacz nie patrząc jak i gdzie odkurzam. W pewnym momencie ocknąłem się i doznałem szoku. Nasz piękny dywan był cały brudny. Winny byłem ja i pies. Otóż zapomnieliśmy wyprowadzić szczeniaka, a on nie wiele myśląc narobił na dywan ,a ja niestety muszę się przyznać przez roztargnienie rozniosłem to wszędzie. Nic nam nie zostało jak zawieź dywan do pralni Perfect clean. Pralnia ta niejednokrotnie pomagała nam wybrnąć z kłopotów. Zawsze wszystko jest wyprane czy też wyczyszczone elegancko. Mam nadzieję iż z dywanem będzie tak samo. W końcu jest to pralnia na której nigdy się nie zawiedliśmy.

piątek, 16 października 2015

Porządkowanie strychu

Od wczesnych lat mojego dzieciństwa byłem bardzo związany z babcią i dziadkiem. Uwielbiałem ich odwiedzać. Kiedy przyjeżdżałem, zawsze czekały mnie ich dobre słowa, pyszne jedzonko, słodycze oraz opowiadane przez nich ciekawe historie z ich młodości. Trochę się tylko gniewali, gdy ja z kuzynem, a mieliśmy może dziesięć lat, wchodziliśmy bez pozwolenia na strych. Przestaliśmy, gdy uroiliśmy sobie, że straszy nas tam jakiś duch i zaczęliśmy się okropnie bać. Teraz się z tego śmieję, bo jestem znacznie starszy i nie wierzę w takie bzdury. Wreszcie na strychu znalazło się tak dużo mniej lub bardziej potrzebnych rzeczy, że chcąc nie chcąc trzeba było go uprzątnąć, gdyż mogło nawet dojść do zawalenia domu. Ja akurat jestem wielkim optymistą i nie brałem pod uwagę tak czarnego scenariusza. Dziadkowie są już starsi, trochę chorują, więc cała rodzina postanowiła, że kto tylko chce i może przyłączy się do sprzątania. Kiedy nadszedł ten czas, założyłem jakieś stare, zbędne ubrania, wszedłem po drabinie na górę. Osoby, które były na górze podawały różne rzeczy tym będącym na dole. Następnie było mycie podłogi, usuwanie kurzu, przeglądanie co należy zostawić, a co nadaje się do wyrzucenia, wynoszenie śmieci i tak dalej. Przy okazji znalazły się stare ubrania, książki, zdjęcia i inne cenne drobiazgi. Zszedłem na dół bardzo brudny, ale szczęśliwy, że na strychu zapanował ład i porządek. Nadające się do użytku ubrania zaniosę jutro do pralni chemicznej Perfect Clean. Pracownicy tej pralni będą mieli przez to pełne ręce roboty, ale mam nadzieję, że się ze wszystkim uporają. Dziadkowie byli nam bardzo wdzięczni za pomoc. Babcia upiekła pyszne ciasto. Teraz wszyscy zajadamy to ciasto, oglądamy stare zdjęcia, wspominając dawne czasy i słuchamy jakiejś interesującej opowieści z dzieciństwa dziadka, którą zaczął jak zwykle słowami „Kiedy byłem młody”.

Wesele

W ostatni weekend czerwca, moja koleżanka Kasia, wydała za mąż swoją córkę Anię. Przyjęcie weselne odbyło się na ich działce, ponieważ mają tam duży dom. Ich salon może pomieścić sto osób, więc taką uroczystość tam zorganizowali.
Dwudziestego piątego czerwca pogoda dopisała, było bardzo ciepło, świeciło słoneczko i wiał leciutki wietrzyk.
Gdy przybyłem na to przyjęcie, wszystko już było dopięte na ostatni guzik. Orkiestra ulokowała się w sąsiednim pokoju, gdzie można było tańczyć i nikt nikomu nie przeszkadzał w pląsach. W drugim pokoju ustawione były stoły, na których stały półmiski z różnorodnymi potrawami. Ubrani na galowo kelnerzy dbali o nasze potrzeby.
Można było też wyjść na taras i swobodnie porozmawiać lub napić się czegoś zimnego. Ich ogród też wabił swoją urodą, piękne kwiaty i ozdobne drzewka, a także śliczne alejki wyłożone kostką.
Wiele par korzystało ze spaceru, po tak uroczym ogrodzie. Ja, również spacerowałem i dyskutowałem z moją dziewczyną.
Rozmawialiśmy o tym, że przyjęcie przyjęciem, ale sprzątanie po takiej dużej uroczystości zajmie organizatorom sporo czasu.
Zasugerowałem, aby namówić Kasię, do wynajęcia ekipy sprzątającej. Pozmywanie stu talerzy, półmisków, zajmuje dużo czasu, a jeszcze do tego dojdą, sztućce , szklanki, kieliszki… Nawet wypranie samych obrusów, jakie jest pracochłonne.
Wtedy Zuzia powiedziała, że mam rację.
- Lepiej będzie jak wypiorą te obrusy, w pralni chemicznej Perfect Clean.

Spacerując tak, zastanawialiśmy się jeszcze, ile taka impreza może kosztować, każde z nas doszło do takiego samego wniosku, że pewnie dużo. W przyszłym roku, planujemy swój ślub, dlatego uroczystość ta pozwoliła nam poznać cennik takiego przyjęcia. Niestety mamy takie czasy, że wszystko jest drogie, ale trzeba ten jeden dzień w życiu uświetnić, by go pamiętać, przez resztę dni z ukochaną osobą.

czwartek, 15 października 2015

Rodzinna wycieczka

Piękna zimowa pogoda. Słońce świeci .Ziemia pokryta jest grubą warstwą śniegu. Postanowiłem iż zrobię mojemu synkowi i żonie niespodziankę . Zabiorę ich na wycieczkę w góry na tor saneczkowy. Trochę ruchu nikomu nie zaszkodzi. Przygotowałem śniadanie i szybciutko zrobiłem pobudkę. Z uśmiechem na ustach oznajmiłem swój plan. Rodzina była wniebowzięta. Syn natychmiast zaczął przygotowywać sanki. Ubraliśmy się na sportowo. Oczywiście nikt nie zapomniał o czapce i rękawiczkach. W dobrych nastrojach z głową pełną pomysłów zapakowaliśmy się do samochodu i ruszyliśmy na stok. Droga minęła bardzo szybko. W oddali widziałem mnóstwo ludzi z dziećmi zjeżdżających na sankach. W szybkim tempie dołączyliśmy do grupy. Rozpoczęła się świetna zabawa. Syn z rumieńcami na twarzy biegał po górach, zjeżdżał na sankach. Żona w oddali lepiła bałwana. Uśmiechnięty obserwowałem swoją rodzinę. Nadeszło południe ,ruszyliśmy do restauracji na obiad. Wszystko było by dobrze gdyby nie roztargniony kelner, który zapatrzył się i niechcąco wylał zupę na mój kożuch. Talerz z resztkami wylądował na podłodze. Rozbił się w drobny mak. Panie gospodarcze w szybkim tempie zaczęły sprzątać. Resztki jedzenia wylądowały w wiaderku. Podłoga została umyta pachnącym płynem. Druga z pań szczotką próbowała zgarnąć szkła, ale niestety drobne szkiełka były w każdej szparce. Odkurzacz poszedł w ruch. Sala została posprzątana .Obsługa starała się aby klienci jak najmniej ucierpieli przez ten niemiły incydent. W między czasie jedna z pań z obsługi zajęła się moim kożuchem. Czym bardziej go czyściła, tym gorzej wyglądał. Została nam tylko pralnia Perfect clean. Do czyszczenia oddałem następnego dnia restauracja miała pokryć koszty , oby tylko udało się doprowadzić kożuch do stanu pierwotnego. Pracownicy pralni postarali się, kożuch wygląda jak nowy . Minął już tydzień od minionego incydentu, a my co sobie przypomnimy to się śmiejemy. Wkrótce wybieramy się znowu na wycieczkę, jednak mam nadzieję że bez przygód.

środa, 14 października 2015

Nadzieja

Historia z życia wzięta. Mam czterdzieści lat. Od dawna poszukiwałem kobiety mojego życia. Gdy moi znajomi i koledzy mówili, że poznali swoją dziewczynę lub żonę przez Internet, ja im po prostu nie wierzyłem, wręcz śmiałem się z tego.
Urodziłem się i wychowałem w Działdowie. Jest to nieduże miasto, w województwie warmińsko-mazurskim. Moi rodzice mają dom w którym mieszka, mój brat z żoną oraz dwójka dzieciaków, no i oczywiście ja.
Pewnego pięknego dnia rano, to jest o godzinie ósmej, zalogowałem się na portalu randkowym. Najpierw tylko oglądałem profile niektórych kobiet, które są w podobnym wieku.
Po miesiącu bycia na portalu randkowym, sprawdziłem kto mnie odwiedza. Okazało się, że oglądała mój profil kobieta z Warszawy o nick-u „Nadzieja”.
Gdy przeczytałem jej profil, zabiło mi szybciej serce. Postanowiłem do niej napisać. Wysłałem do niej krótką wiadomość, (dzień dobry. Życzę miłego dnia).
Wieczorem wszedłem na swój profil. Byłem bardzo zaskoczony ponieważ kobieta do której napisałem, przesłała mi wiadomość.
Nazajutrz wymieniliśmy się numerami telefonów. Od tamtej pory co wieczór rozmawiamy ze sobą.
Po dwóch miesiącach, spotkaliśmy się w jej rodzinnym domu. Poznałem jej brata, niestety rodziców nie, ponieważ od dwóch lat nie żyją. Od tamtej wizyty zaczęliśmy się spotykać.
Kasia jest o dwa lata ode mnie starsza. Przeważnie to ja przyjeżdżam do niej. Kiedy tylko jesteśmy razem, wspólnie wszystko robimy.
Kasia należy do osób które lubią porządek. W każdą sobotę sprzątamy jej mieszkanie. Ja zmywam, wycieram kurze na meblach oraz odkurzam dywany. Kasia w tym czasie robi pranie i prasowanie. Potem wspólnie przygotowujemy obiad.
Któregoś dnia, Kasia zdecydowała się oddać swoją ulubioną garsonkę do pralni chemicznej „Perfect Clean”. Spytałem ją wtedy, dlaczego nie wyprała jej sama. Odpowiedziała mi, że pralnia chemiczna zrobi to lepiej, bo profesjonalnie i fachowo.

Nasza znajomość trwa już półtora roku i z nadzieją zaczynam myśleć o przyszłości.

poniedziałek, 12 października 2015

Trzynastego w piątek

Trzynasty maja i na dodatek piątek. Ludzie mówią, że to dzień, który przynosi pecha. Ja się zawsze z tego śmiałem i mówiłem, że to zabobon. Niestety, tym razem pech przytrafił się mnie.
Jestem właścicielem sklepu z biżuterią. Jak zwykle poszedłem do pracy, na godzinę ósmą. Zastałem, wyłamane kraty, pootwierane gabloty i rozbite fragmenty szklanych ozdób.
Miałem nadzieję, że nie zginęło złoto, bo były tam piękne naszyjniki i brosze. Okazało się jednak, że nie miałem racji. Nie tylko brakowało złota, ale również ozdobnych bursztynowych krzyży i pierścieni.
No tak, pomyślałem. Złodzieje chcieli się do nich dostać, mieli mało czasu i ze złości porozbijali szyby i gabloty. Dzięki temu mieli łatwiejszy dostęp do złota i bursztynu.
Zrobiło mi się w pierwszej chwili słabo. Zachwiałem się i szybko usiadłem na stołku, oparłem głowę o ścianę. Po chwili doszedłem do siebie i wtedy zacząłem działać. Wezwałem policję, która bardzo szybko przybyła i zabezpieczyła ślady włamania. Po całym tym nieprzyjemnym incydencie, udałem się do domu.
Po trzech dniach, uzyskałem pozwolenie od policji, na uporządkowanie lokalu. Po obejrzeniu całego pomieszczenia doszedłem do wniosku, że trzeba przeprowadzić generalny remont, ponieważ wszystko zostało doszczętnie zniszczone.
Następnego dnia wstąpiłem do apteki, gdzie pracuje moja koleżanka Hania. Opowiedziałem jej, o przykrym zajściu w sklepie. Zaproponowała, abym do sprzątania swojego lokalu, zatrudnił ekipę remontowo - sprzątającą.
Nazajutrz zadzwoniłem do Firmy, która oferuje usługi w zakresie prac porządkowych oraz remontowo – budowlanych.
Jest to serwis świadczący usługi, takie jak: sprzątanie, pranie, czyszczenie, odkurzanie dywanów i wykładzin, mycie okien i innych powierzchni.
Przez miesiąc trwał remont. Po ustawieniu nowych mebli i gablot, otworzyłem sklep.
Od tamtej pory, wszystkim moim znajomym, polecam tę firmę, bo dla mnie liczy się Doświadczenie i gwarancja jakości.


piątek, 9 października 2015

Ogłoszenie w prasie

Moja przyjaciółka ukończyła Akademię Sztuk Pięknych. Nie mogła jednak znaleźć pracy zgodnie ze swym wykształceniem. Pracowała w różnych instytucjach, jako bibliotekarka, nauczycielka, a nawet był taki czas, że pracowała w pralni chemicznej „Perfect Clean”.
Któregoś dnia, przeglądała ogłoszenia w prasie. Znalazła jedno, które ją zainteresowało.
W małej kawiarence poszukiwano nowej kelnerki. Praca znajdowała się blisko jej miejsca zamieszkania.
Po dwóch tygodniach przyszła do mnie niemalże w podskokach, już od progu zawołała:
- Będę miała pracę, będę miała pracę!
Następnego dnia udała się pod wskazany adres. Pani Zosia, bo tak się nazywała szefowa kawiarenki, przyjęła ją bardzo życzliwie. Zaprosiła na herbatę i ciasteczka.
Przedstawiła jej zakres obowiązków, jakie ma wykonywać i jeszcze dodała, że ją ubezpieczy.
Do jej obowiązków należało: podejść, uśmiechnąć się i uprzejmie zapytać, „dzień dobry, co podać?” lub „dobry wieczór” - zależy od pory dnia - i podać kartę z menu.
Po chwili podejść do stolika, spisać zamówienie, przekazać do kuchni, przynieść do stolika, cały czas się uśmiechając.
Po jakimś czasie, ponownie zachęcić do następnego zamówienia.
Jeżeli klient nic nie zamawia, przynieść rachunek i przyjąć zapłatę w gotówce lub kartą.
Cały czas, obsługiwać kolejne stoliki.
Następnie pozbierać naczynia, pozmywać.
Należy również sprzątnąć podłogę w sali restauracyjnej, żeby na następny dzień wszystko było czyste.
Hania, miała rozpocząć pracę od września. Poprosiła mnie, bym jej towarzyszył przy załatwianiu formalności. Poszedłem więc z nią do lekarza medycyny pracy. Napisaliśmy CV i przesłaliśmy do kadr.

Pierwszego września stawiła się do pracy i pracuje tam do dzisiejszego dnia. Zarabia dobrze. Jest bardzo szanowana przez kierownictwo i współpracowników. Myślę, że popracuje tam do emerytury albo może i dłużej!

czwartek, 8 października 2015

Parapetówka

W końcu przeprowadziliśmy się z żoną do naszego własnego domu. Na początku pomieszkiwaliśmy u rodziców i teściów, ale wtedy każdy czuł się niezręcznie. Na każdym kroku czułem się kontrolowany przez mamuśki, po prostu jednym słowem bardzo mnie męczyła taka sytuacja. Miałem tego dość i postanowiłem postarać się o własne mieszkanie. Po ciągłym, długim i żmudnym bieganiu po urzędach wywalczyliśmy to, czego chcieliśmy. Na szczęście dom wymagał niewielkiego remontu, więc można było się od razu wprowadzać z naszymi wszystkimi akcesoriami. Czekało nas gruntowne sprzątanie. Wnoszenie tych wszystkich mebli i innych gratów totalnie mnie wymęczyło. Wszyscy dowiedzieli się o naszej przeprowadzce i chcieli nas odwiedzić, więc postanowiliśmy urządzić imprezę na nowym mieszkaniu, czyli tak zwaną parapetówkę. Potem były pełne ręce roboty w kuchni. Z tej okazji staraliśmy się przygotować wiele dań najlepiej jak potrafimy, aby nikt nie był głodny. Przyszła teściowa, moi rodzice, nasze rodzeństwo z dziećmi oraz kilku znajomych. Spodobało się im nasze mieszkanie. Impreza trwała do późnej nocy. Następnego dnia przeraził mnie widok śladów po zabawie. Mnóstwo brudnych naczyń, ślady jedzenia na podłodze, na dywanie plamy po soku i czekoladzie oraz okruchy ciasta. Faktycznie dzieci bawiły się na podłodze, widocznie też jadły. Żona zaczęła zmywać naczynia, a ja bezskutecznie usiłowałem wyczyścić nowy dywan. Przypomniało mi się, że kiedyś słyszałem o pobliskiej pralni Perfect Clean. Zaniosłem tam dywan, nie mając cienia nadziei, że się z nim uporają. Pewna miła pani opowiedziała mi o usługach świadczonych w tej firmie. Po kilku dniach odebrałem dywan czyściutki, nie noszący na sobie nawet najmniejszego śladu naszej parapetówki. Byłem pod wielkim wrażeniem. Na pewno udam się do tej pralni z jakąś plamą, nie dającą się usunąć domowymi sposobami.

środa, 7 października 2015

Wigilia

Obudziłem się rano w wyśmienitym humorze.
- Wspaniale!!! Dzisiaj Wigilia!
Po szybkim śniadaniu wziąłem się do pracy, żeby moja kochana mama nie zapracowała się przed świętami. Posprzątałem dom i ubrałem choinkę. Później pojechałem do pralni chemicznej „Perfect Clean” odebrać obrusy, które będą potrzebne na dzisiejszy wieczór. Następnie zająłem się pakowaniem prezentów.
Milenka i ja lepiliśmy pierogi z grzybami, a mama i tata przyrządzili barszcz z uszkami, ryby i kapustę wigilijną. Nawet sprawnie wszystko nam poszło. Milenka z Hubertem – najmłodsi, wypatrywali pierwszej gwiazdki.
- O, już jest!
Udaliśmy się do salonu na kolację wigilijną. Po podzieleniu się opłatkiem i spożyciu wigilijnych specjałów, przyszedł czas na prezenty…
Nasza kochana mama otrzymała śliczną sukienkę. Bardzo jej się podobała. Tata dostał nową golarkę, Hubert kolejkę elektryczną, Milenka dostała lalkę Barbie z kompletem ubranek, a ja dostałem elegancką koszulę.
Było radości co niemiara. Długo jeszcze siedzieliśmy przy zapalonej choince i śpiewaliśmy kolędy. Mama bardzo ładnie gra na pianinie, więc nam akompaniowała. Tak kolędowaliśmy do dwudziestej trzeciej.
Potem udaliśmy się całą rodziną na pasterkę. O drugiej wróciliśmy do domu zmęczeni, ale szczęśliwi.
Przed nami trzy dni świąt, bo wigilia w tym roku wypadła w czwartek. Trzeba się przygotować do świętowania, bo będą smakołyki różnego rodzaju, takie jak: wędliny, sałatki, bigos, pieczone kurczaki, schab z ananasem, nie mówiąc już o ciastach i różnych słodyczach i owocach.

Zobaczymy co na to świętowanie powie nasz organizm. Na pewno nam wypomni, że przytyliśmy! My się jednak tym nie martwimy, bo ten nadmiar kilogramów zgubimy na Sylwestra. Planujemy zabawę do białego rana! Wybierzemy się całą rodziną do naszych znajomych i w tak licznym gronie, będzie głośno i radośnie!!!

Nowe mieszkanie

Poniedziałek dzień jak każdy inny, ale nie dla mnie. Dzisiaj idziemy przed południem do urzędu odebrać klucze do naszego mieszkania. Jesteśmy z żoną bardzo podekscytowani, bo do tej pory wynajmowaliśmy kawalerkę. Trudno nam uwierzyć ze mamy swoje mieszkanie. Nie jest ono szczytem naszych marzeń, ale jedno wiemy że jak coś się bardzo chce to z niczego można zrobić coś. Klucze mam już w ręku, teraz biegiem do nowego domu. Żona ubrana po roboczemu z wiadrami i środkami czystości przekracza próg mieszkania. Ja pełen entuzjazmu otwieram okna na całą szerokość. Promienie słońca oświetlają pokój. Teraz dopiero widać wszystkie niedociągnięcia i kurz w każdym kącie. Przebrałem się i do roboty. Moim zadaniem jest wyszorowanie podłóg, powieszenie żyrandoli które żona ślicznie pomyła. Koło 16 przyjeżdża samochód transportowy z naszymi meblami, także musimy się trochę spieszyć. Ściany są już poodkurzane . Okna umyte Ja na kolanach po uprzednim szorowaniu pastuję podłogi. W mieszkaniu widać i czuć porządek . Podjeżdża samochód cały nasz skromny dobytek wnieśliśmy do naszego domku. Zacząłem od dywanu, szybciutko go rozłożyłem i mina mi zrzedła. Brudne plamy na dywanie nie dodawały uroku, a wręcz przeciwnie było koszmarnie. Żona pobiegła na róg ulicy gdzie mijaliśmy pralnię Perfect Clean tam sympatyczna pani poradziła abyśmy przynieśli dywan a resztę oni zrobią. Wciągu kilku minut dywan znalazł się w pralni.Za dwa dni odbiór. Wróciliśmy do domu zmęczeni ale bardzo szczęśliwi. Jeszcze trochę czasu minie zanim wszystko zrobimy. Najważniejsze jest że robimy to u siebie, w naszym małym przytulnym mieszkanku. Dzisiaj odebrałem dywan .Po rozłożeniu wyglądał jak nowy. Pralnia Perfect clean wykonała dobrą robotę.

wtorek, 6 października 2015

Mecz

Sobota dzień jak każdy inny ,ale nie dla mojego syna. Dzisiaj drużyna syna rozgrywa ważny mecz w piłkę nożną. Wygrana jest bardzo kusząca a mianowicie wyjazd i treningi na znanym stadionie w Barcelonie. Na boisko poszedłem nieco szybciej aby zająć sobie miejsce na trybunie. Muszę wszystko dokładnie widzieć . W końcu gra mój syn . Coraz więcej kibiców oblega trybuny . W oddali widać dwie drużyny które przygotowują się do wyjścia. Słychać gwizdek sędziego .Rozpoczyna się mecz .Atmosfera z minuty na minutę staje się coraz bardziej napięta. Chłopcy zarówno z jednej jak i drugiej drużyny oddawali z siebie wszystko . Gorzej wygląda zachowanie kibiców. Jeszcze jedna tura a już słychać pojedyncze wyzwiska Zaczynają pojawiać się niewiadomego pochodzenia ogryzki, puszki itp.. Ochrona robi co może aby był spokój i porządek, ale rozwścieczonych kibiców nikt nie powstrzyma. Za chwilę koniec meczu. Reprezentacja szkoły mojego syna wygrywa 1 do zera. Coraz większa nerwówka wśród piłkarzy .Nagle gwizdek oznajmia koniec meczu .Drużyny zeszli z boiska do szatni. Czekam przy budynku szatni na syna i w duchu marzę o jego przyszłości. W oddali widzę grupę młodych ludzi jak demolują nasze boisko. Podbiegłem aby zwrócić im uwagę . W zamian dostałem jajkami ,które spływały po mojej kurtce. Mało tego nie wiem czy to ketchup czy jakiś sos ,ale wszędzie było go pełno nawet na głowie miałem pasemka w różnych kolorach. Ochrona rozpędziła chuliganów. Trybuna wyglądała koszmarnie. Ekipa sprzątająca zabrała się za porządki. Każdy wiedział co robić. Między ławkami na trybunach wymietli trzy worki śmieci ,które potem posegregowali .Podjechał samochód na który powrzucali śmieci. Jeszcze tylko ekipa kończy grabienie wokół boiska i koniec na dziś . Niestety moja kurtka wylądowała w pralni perfect clene. Obiecali iż za dwa dni będzie wyglądała jak nowa. Tak też było na kurtce nie było śladu po meczu.

poniedziałek, 5 października 2015

Moja dziewczyna - żona

W czerwcu zostałem zaproszony na urodziny do kolegi. Poznałem tam fajną dziewczynę, która wpadła mi w oko. Miała bardzo wesołe usposobienie i poczucie humoru, które wszystkich uczestników imprezy napełniało radością. Była bardzo miła i ładna, a do tego miała ujmujący uśmiech, który rozpromieniał jej twarz.
Impreza była bardzo udana, było mnóstwo wygłupów, śmiechów i żartów. Nawet zabawa taneczna, tym razem nie sprawiała trudności wszystkim zebranym. Wypity alkohol sprawił, że każdy tańczył jak rusałka.
Jednym słowem, dawno nie byłem na tak udanych urodzinach, a do tego jeszcze poznałem bardzo interesującą dziewczynę.
Umówiłem się z nią na następny dzień, na spacer do parku. Oczywiście moje zaproszenie przyjęła.
Na spotkanie nie wiedziałem co mam włożyć, przecież nie mogłem ubrać tego samego co miałem na wczorajszych urodzinach. Postanowiłem, że pojadę na zakupy i kupię coś odpowiedniego.
Nasz spacer również okazał się bardzo udany i owocny. Od tamtej pory zaczęliśmy się spotykać i zostaliśmy parą.
Niestety, czas miły i szczęśliwy minął. Ania, bo tak ma na imię, otrzymała wiadomość, że jej babcia jest poważnie chora.
Następnego dnia wyjechała do Działdowa, by zająć się babunią. A ja, jak to się mówi pozostałem słomianym wdowcem.
Po tygodniu pojechałem do mojej dziewczyny, aby jej pomóc przy opiece nad panią Zosią. Podzieliliśmy się obowiązkami przy starszej pani. Gdy ja sprzątałem kuchnię, zmywałem naczynia oraz odkurzałem dywany, Ania wtedy zajmowała się ukochaną babunią.
Po dwóch miesiącach Pani Zosia stanęła już na nogi, ale jeszcze wymagała pomocy przy codziennych czynnościach. Ania cieszyła się, że babcia z dnia na dzień czuje się coraz lepiej. Choroba trwała długo, ale wreszcie pani Zosia wyzdrowiała.
Czas, który spędziliśmy razem sprawił, że podjęliśmy bardzo poważną decyzję.

Od roku już jesteśmy małżeństwem i za trzy miesiące spodziewamy się dziecka.

sobota, 3 października 2015

Pożar

Mieszkam z rodziną na wsi w pobliżu pięknego jeziora. Rok rocznie przyjeżdża do nas na wakacje moja siostra z dwójką niesfornych chłopców. Tutaj mogą się wyszaleć .Duże podwórko, łąka pole Miejsca dużo dla tych urwisów. Właśnie nadjeżdża samochód ,to właśnie oni. Jeszcze ich nie widać a już słychać piski i krzyki. Mamy dwa tygodnie rozrywki którą zapewne zafundują nam chłopcy. Mijał dzień za dniem a dom jak stał tak stoi. Zadowoleni uznaliśmy iż chłopcy z wiekiem są coraz mądrzejsi. Dwa dni przed wyjazdem Krzysiu z Markiem zniknęli nam z oczu. My zajęci codziennymi sprawami nie zauważyliśmy braku chłopców. W pewnym momencie w okienku na strychu zauważyłem czerwoną łunę. Pobiegłem ile sił w nogach na górę. To był moment a strych już płonął. Dzieci udało nam się bez szwanku sprowadzić na dół. Dobrze że miałem wąż podłączony do hydrantu. Pełnym strumieniem nie patrząc na nic lałem wodę na strychu . Ogień ugasiłem. Wody było pełno wszędzie .Dywany pozalewane, brudne od zwęglonych belek wynosiłem na zewnątrz. Przestraszeni żona , siostra i dzieci pomagali jak mogli. Strych wymaga kapitalnego remontu natomiast mieszkanie na dole pomału doprowadzamy do porządku, Wodą z płynem szorujemy po kolei każdy mebel, potem podłogę a następnie pastą pokrywamy podłogę. Niestety dywany nie wyczyścimy, trzeba zapakować je na samochód i zawieź do naszej zaufanej pralni Perfect clean. Panie w pralni z uśmiechem na ustach pocieszyli nas ,twierdząc iż nie takie rzeczy robią. Po trzech dniach odebrałem dywany czyściutkie suche gotowe do rozłożenia na podłogi. Pomału dom przypomina dawną świetność. Został tylko strych do zrobienia ,ale to nie teraz. Chłopcy przez ten incydent wydorośleli. Dobrze że nikomu się nic nie stało. Przepraszają nas kilka razy dziennie. Mam tylko nadzieję że nigdy więcej tego nie zrobią.