Moja przyjaciółka ukończyła Akademię Sztuk Pięknych. Nie
mogła jednak znaleźć pracy zgodnie ze swym wykształceniem. Pracowała w różnych
instytucjach, jako bibliotekarka, nauczycielka, a nawet był taki czas, że
pracowała w pralni chemicznej „Perfect Clean”.
Któregoś dnia, przeglądała ogłoszenia w prasie. Znalazła
jedno, które ją zainteresowało.
W małej kawiarence poszukiwano nowej kelnerki. Praca
znajdowała się blisko jej miejsca zamieszkania.
Po dwóch tygodniach przyszła do mnie niemalże w podskokach,
już od progu zawołała:
- Będę miała pracę, będę miała pracę!
Następnego dnia udała się pod wskazany adres. Pani Zosia, bo
tak się nazywała szefowa kawiarenki, przyjęła ją bardzo życzliwie. Zaprosiła na
herbatę i ciasteczka.
Przedstawiła jej zakres obowiązków, jakie ma wykonywać i
jeszcze dodała, że ją ubezpieczy.
Do jej obowiązków należało: podejść, uśmiechnąć się i
uprzejmie zapytać, „dzień dobry, co podać?” lub „dobry wieczór” - zależy od
pory dnia - i podać kartę z menu.
Po chwili podejść do stolika, spisać zamówienie, przekazać
do kuchni, przynieść do stolika, cały czas się uśmiechając.
Po jakimś czasie, ponownie zachęcić do następnego
zamówienia.
Jeżeli klient nic nie zamawia, przynieść rachunek i przyjąć
zapłatę w gotówce lub kartą.
Cały czas, obsługiwać kolejne stoliki.
Następnie pozbierać naczynia, pozmywać.
Należy również sprzątnąć podłogę w sali restauracyjnej, żeby
na następny dzień wszystko było czyste.
Hania, miała rozpocząć pracę od września. Poprosiła mnie,
bym jej towarzyszył przy załatwianiu formalności. Poszedłem więc z nią do
lekarza medycyny pracy. Napisaliśmy CV i przesłaliśmy do kadr.
Pierwszego września stawiła się do pracy i pracuje tam do dzisiejszego
dnia. Zarabia dobrze. Jest bardzo szanowana przez kierownictwo i współpracowników.
Myślę, że popracuje tam do emerytury albo może i dłużej!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz