Jest już wrzesień, to miesiąc w którym dzieci rozpoczynają
nowy rok szkolny. Mój syn skończył dziewięć lat i zaczął naukę w trzeciej
klasie. Jest bardzo bystrym i żywym dzieckiem, ale niestety, do odrabiania
lekcji muszę go przywoływać. Hubert, bo tak ma na imię, uczy się dobrze. Nie
mam większych problemów, jeśli chodzi o jego naukę. Niestety, zachowanie jego
wymaga jeszcze sporej poprawy.
Moja córka Milenka, rozpoczęła pierwszy rok przedszkola. Jak
do tej pory, chętnie chodzi do niego i lubi tam przebywać. Cieszy się, że ma
tam dużo przyjaciółek.
Pewnego dnia, mój teść przyniósł z pracy małego kotka.
Błąkał się przy szpitalu, bo właśnie tam pracuje dziadek moich dzieci. Kotek
miał chyba trzy miesiące, więc już sam jadł i pił mleczko. Miał bardzo ładne
futerko w paseczki, przypominał małego tygryska. Ponieważ to była kotka,
nazwaliśmy ją Mruczusia. Wszystkim się podobała, więc pozostała u nas, a poza
tym dzieci nie chciały jej oddać nikomu innemu.
Któregoś dnia, musieliśmy pozostawić Mruczusię samą. Zapewniliśmy
jej wszystko co potrzeba małemu kotkowi, czyli mleko i jedzenie, a także piasek,
który stał w korytarzu.
Pewni, że kotek będzie grzeczny, wyszliśmy, każde z nas do
swoich zajęć.
Jakie było nasze zdumienie, kiedy wróciliśmy do domu. Nasza
kotka strasznie nabałaganiła w mieszkaniu. Nie wiedziałem co mam zrobić
najpierw, czy sprzątać kuchnię, czy salon, a może korytarz. Nakrycie na łóżku było
pościągane, mleko z miseczki wylane, a nawet jedzenie leżało obok pojemniczka…
Nawet gazety porozrzucała na dywan, które dzisiaj rano poukładałem na stoliku.
Jednym słowem, jeszcze nigdy nie było takiego bałaganu, od
kiedy mieszkamy w tym domu. Sprzątanie kuchni i salonu zajęło nam trzy godziny,
ale dzieci dzielnie pomagały, więc wkrótce nasze mieszkanie lśniło czystością.
Po miesiącu pobytu kotki z nami, Mruczusia jest grzeczna i
spokojnie czeka, aż wrócimy do domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz