poniedziałek, 26 października 2015

Niedziela

W ostatnią niedzielę szykowałem się z wizytą do moich znajomych. Ubrałem już koszulę i spodnie, pozostało mi tylko założyć obuwie. Nagle uświadomiłem sobie, że nie wypastowałem butów.
„No tak”, moja żona powtarzała mi wczoraj, bym je przygotował, ale ja jednak tego nie zrobiłem. Teraz będę musiał to zrobić. Nie zwracając uwagi na moje odświętne ubranie, poszedłem do przedpokoju i wziąłem pastę do butów oraz szczoteczkę. Dobrze, że moja żona tego nie widzi, bo dopiero bym miał gadanie, pomyślałem.
Postawiłem buty na chodniczku i zabrałem się do pracy, czyściłem zamaszyście i szybko. Po pięciu minutach byłem gotowy do wyjścia.
Po założeniu butów zorientowałem się, że chodnik też jest wypastowany i to jeszcze czarną pastą.
„Co tu robić?” Żona zrobi mi awanturę i to pewnie się na tym nie skończy. Będę musiał jeszcze za karę przez cały tydzień sprzątać łazienkę, a ja tego wręcz nie znoszę.
Postanowiłem oddać chodniczek do pralni chemicznej „Perfect Clean”.
„No tak”, ale dzisiaj jest niedziela i pralnia nieczynna.
- Zaraz! zaraz!, tam przecież właścicielem jest mój kolega Tomek. Może on mi pomoże?
Zadzwoniłem do niego i przedstawiłem mu mój problem. Tomek okazał zrozumienie i powiedział, że mi pomoże.
Już po piętnastu minutach, byłem na miejscu i wyjmowałem chodniczek z bagażnika.
Następnie wspólnie wypraliśmy ubrudzony chodnik.
Potem poszedłem do moich znajomych na późniejszą godzinę. Moja żona zauważyła jednak zmianę w wyglądzie chodniczka mimo, że chodnik odzyskał kolor i wyglądał jakby co dopiero kupiony. Żonka i tak zrobiła mi niezłą pogadankę na temat: zrób to dzisiaj i nigdy nie odkładaj na później.
Sprzątanie łazienki też mnie nie minęło, musiałem pomyć płytki, wannę, zlewy i podłogę…
Przez tydzień trwała moja kara za bezmyślność.

Od tamtej pory zawsze robię wszystko jak mi mówi żona, bo choć nie chętnie, ale słucham żony.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz