niedziela, 25 października 2015
Pobyt w sanatorium
Październik jest miesiącem dość chłodnym a mimo to ja ze swoją żoną Kasią wyjeżdżam do sanatorium nad morze. Walizki są już spakowane, samochód posprzątany wystarczy wsiadać i jedziemy. Droga jest dość daleka ale warto .Trzy tygodnie laby tylko zabiegi, spacery i wypoczynek. Turnus rozpoczyna się od jutra rano, tak że spokojnie dojedziemy na miejsce. Budynek w którym mamy zamieszkać dość ładnie się prezentuje. Ciekawe jak jest w środku. Przyznaję że jestem dość pedantyczny ,nie lubię bałaganu i niechlujstwa. W recepcji dostaliśmy klucz od naszego pokoju na piętrze. Uśmiechnięci z bagażami otwieramy drzwi i co widzimy- przytulny czyściutki pokoik z łazienką i balkonem. Zadowoleni odświeżyliśmy się i ruszyliśmy na stołówkę na obiad. Wszystko było bardzo dobrze zorganizowane. Przydzielili nam stolik i rozpoczął się pierwszy nasz posiłek. Żona jak zwykle chciała nalać mi zupę do talerza a tu pech chochelka z zupą zamiast w talerzu wylądowała na mojej marynarce. W oka mgnieniu przybiegła kelnerka i próbowała oczyścić pozostałości po zupie. Niby nic takiego się nie stało, ale marynarka musi trafić do pralni. Poinstruowali mnie iż za rogiem jest bardzo dobra pralnia Perfect Clean, która expressowo wyczyści mi marynarkę. Od razu poszedłem tam ją zanieść. W ciągu dwóch dni będzie do odbioru. Żona czekała na mnie w pokoju. W międzyczasie poukładała nasze rzeczy w szafie. Na stoliku w małym wazoniku stały moje ulubione kwiatki. Kasia postarała się aby mi było dobrze w naszym sanatoryjnym pokoiku. Codziennie przychodziła pokojówka, myła pachnącym płynem podłogi, odkurzała dywan, przecierała mebelki i parapet. Pracę kończyła sprzątając toaletę. Pokoik jest czyściutki, nawet tak pedantyczny facet jak ja nie ma się do czego przyczepić. Czas mijał bardzo szybko. Wypoczęci, zrelaksowani wracamy do domu. Obiecaliśmy sobie że przynajmniej co drugi rok będziemy jeździć do sanatorium do różnych miejscowości.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz