czwartek, 31 grudnia 2015

Szalony sylwester

Hura! Dziś „sylwester”. Planuję huczną, wesołą zabawę. Na imprezie ma być cała moja klasa. Wszyscy w klasie są bardzo zżyci, rezolutni, inteligentni. Tylko jedna osoba jest zupełnie inna. Niewiele mówi, jest drobna szczupła, wygląda jak mała dziewczynka. A jak się za coś zabierze, to aż przykro patrzeć. Idzie jej to tak wolno jak krew z nosa. Nazywamy ją ofermą, bo nie mamy do niej cierpliwości.
Porozdzielałem zadania między nami. Ania miała zająć się udekorowaniem stołów, a Monika miała Przynieść szklane świeczniki, ponieważ planowałem sylwestra przy świecach. Darek z Mariuszem mieli przynieść sprzęt nagłaśniający i nagrania. Inni zaś zajęli się zorganizowaniem jedzenia, napojów oraz szampana. Ofermie przypadło zorganizować konfetti, serpentyny i inne elementy do udekorowania Sali. Mnie przypadło w udziale skompletować zastawę stołową.
Gdy ustawiliśmy stoły z jedzeniem, stwierdziliśmy, że taką ilością może pożywić się pułk wojska. Były trzy sałatki: jarzynowa, z tuńczyka i grecka, kurczaki pieczone, wędliny, kotlety, pasztety, a do picia była: kawa, herbata, woda mineralna, soki i szampan.
I wreszcie nadszedł czas udekorować naszą salę, ale jeszcze nie dotarła do nas oferma. Miała ona wszystko przynieść. Czekaliśmy tak, chyba z pół godziny, aż postanowiliśmy rozpocząć naszą zabawę, bez udekorowania Sali i bez ofermy.
Pierwszym akcentem zabawy było uczczenie naszego kolegi Sylwka, który właśnie dziś obchodzi imieniny. Gdyśmy sobie dobrze pojedli, zaczęły się tańce, hulanki i swawole. Były różne konkursy. Np. Małgosia tańczyła przez czterdzieści pięć minut bez przerwy polkę, zmieniając trzy razy partnerów, bo oni nie dali rady.
Później okazało się, że oferma spiesząc się na sylwestra nie zauważyła zaspy i wpadła w nią. Rozrzuciła całe konfetti. Nie dała rady pozbierać się na czas i dotarła do nas dopiero pod koniec zabawy.

Impreza sylwestrowa mimo wszystko, bardzo się udała. Śmiechom i żartom nie było końca! Bawiliśmy się do samego rana. Po uprzątnięciu sali i pozmywaniu naczyń, rozjechaliśmy się do domów.

Dom Dziecka

Jesteśmy pracownikami pralni chemicznej „Perfect Clean”. Postanowiliśmy zorganizować wspólnego sylwestra. Biletem wstępu był jakiś mały drobiazg, którym później będzie można obdarować jakieś dziecko. Najlepszy pomysł zostanie nagrodzony.
Wszyscy bardzo się tym pomysłem zafascynowali i zaczęli kombinować. Mój najlepszy kolega przyniósł lalkę Barbie i wóz strażacki. Moja koleżanka przyniosła krasnoludka, który trzymał w rączkach, malutki naparstek. Ktoś inny przyniósł Kubusia Puchatka, który miał w łapkach słoik miodu. Szef firmy przyniósł dużego wielbłąda, a także słonia, który w trąbie trzymał duży plakat z napisem: „Szczęśliwego Nowego Roku”.
I tak każdy przedstawiał swoją propozycję maskotki lub zabawki. Nagrodę otrzymał uczestnik, który przyniósł „pannę młodą”, była ubrana w białą suknię i w długi welon. Nagrodą była wycieczka do Włoch z osobą towarzyszącą.
Później zaczęła się uczta oraz wesoła zabawa. Śmialiśmy się, dowcipkowaliśmy. Było bardzo sympatycznie. O dwudziestej czwartej wypiliśmy po lampce szampana i wznieśliśmy toast za pomyślność naszej firmy i każdego z nas. Bawiliśmy się do szóstej rano. Chętne osoby zostały, aby posprzątać salę oraz pozmywać naczynia.
Następnego dnia delegacja z firmy, pojechała do domu dziecka. Ledwo zdążyła wejść, a już otoczyła ich grupka roześmianych i rozbawionych dzieci. Siostra zgromadziła wszystkich nas w dużej sali. Odbyło się przedstawienie, a następnie szef, przebrany za Świętego Mikołaja, rozdał dzieciom prezenty. Dzieciaki bardzo się ucieszyły. Niektóre śmiały się i klaskały w rączki, inne płakały ze wzruszenia.
Wszystkim uczestnikom sylwestrowej zabawy, podobał się pomysł zbierania zabawek dla Domu Dziecka. Może za rok przyjdzie im do głowy jakiś oryginalny pomysł, który też będzie można wykorzystać w podobny sposób. Myślę, że za rok spotkamy się tu wszyscy i zorganizujemy równie udanego sylwestra.

Szczęśliwego Nowego Roku!!!

środa, 30 grudnia 2015

Tyle dobroci

Od dziesięciu lat mieszkam w starej warszawskiej kamienicy. Dwa tygodnie temu wprowadziła się do nas starsza pani. Była szczupła, przygarbiona. Chodziła o kulach i była bardzo biednie ubrana. Któregoś dnia zebrałem się na odwagę i zapytałem.
- Dzień dobry pani. Jak się pani tu mieszka?
- Dobrze, ale ja tu nikogo nie znam. Nie wiem, gdzie są sklepy. Jestem już bardzo stara. Nie mam siły chodzić i robić zakupów.
- Jeżeli pani sobie życzy, chętnie pani pomogę.
- Bardzo chętnie skorzystam pana pomocy, bo bolą mnie nogi i kręgosłup, a do tego jeszcze mam chore serce.
- Możemy również pomóc pani w domowych porządkach.
- Oj tak! Chętnie skorzystam.
- Dobrze przyjdę któregoś dnia i wszystko posprzątam.
 I tak się stało. Bardzo się ze sobą zaprzyjaźniliśmy i któregoś dnia zaproponowałem pani Eli, aby przyszła do mojej rodziny, na Wigilię i święta.
- Dziękuję, panu z całego serca, bo ja nie mam gdzie spędzić świąt. Mój syn w ogóle się do mnie nie odzywa, a mój wnuczek, pięć lat temu zginął w wypadku samochodowym. Potrącił go pijany kierowca.
- I jak widać na dołączonym obrazku, jestem sama na tym świecie.
Nadszedł dzień Wigilii. Pani Ela, rozpromieniona, radosna, przybyła punktualnie o piątej. Podzieliliśmy się opłatkiem, spożyliśmy kolację wigilijną i obdarowaliśmy się prezentami.
- Ten dzień jest dla mnie najszczęśliwszy w całym życiu - powiedziała wzruszona pani Ela. - Tyle dobroci, jak dziś, dawno nie otrzymałam. Chyba wtedy, gdy byłam małym dzieckiem, od rodziców…

Święta Bożego Narodzenia w tym roku, dzięki naszej sąsiadce, były wyjątkowe. Moja małżonka zaprosiła panią Elę, na sylwestra. z pewnością, będzie również wyjątkowy…

Labradorr

Pewnego dnia postanowiliśmy, że zorganizujemy sylwestra. Ma się on odbyć u Kasi i Darka. Rozdzieliliśmy między sobą, kto ma co przynieść. Kasia powiedziała, że wystawi swoją najlepszą zastawę. Ma serwis do kawy, serwis obiadowy, a dla poprawy nastroju wyjmie świecznik na cztery świece, postawi go na środku stołu, a także kryształowy wazon ze sztucznymi kwiatami. Planowałyśmy sałatkę z ananasów, sałatkę z tuńczyka, dewolaje, kotlety, a także wędliny do chleba i różnego rodzaju słodkości.
Nadszedł dzień sylwestra, nakryłyśmy stół w dużym pokoju. Trzy dziewczyny poszły do kuchni pokroić wędlinę, poukładać ją na półmiskach i przygrzać dewolaje i kotlety. Przyniosłyśmy sałatki, dewolaje i kotlety do pokoju. Każdy nałożył sobie na talerz i zaczęliśmy jeść.
Podczas naszego jedzenia, kochany labradorek Ani, jakoś tak dziwnie był podniecony. To wychodził, to wracał, aż zniknął na dłuższy czas. Ania, zaniepokojona zniknięciem psa udała się do kuchni i zastała swojego pupila leżącego na podłodze. Okazało się, że nie ma wędliny!
- A to łobuz! Zjadł całą wędlinę!... Kupiłam cały kilogram, a tu nie ma ani grama!
Wszyscy zbiegli się do kuchni z zapytaniem, co się stało?
- Bary pochłonął całą wędlinę! Myślę, że następne godziny sylwestrowe będę musiała spędzić u weterynarza…
Rzeczywiście po godzinie Bary zaczął niedomagać. Ania musiała zamówić taksówkę i nawiedzić klinikę weterynaryjną.

My tymczasem, mimo że nie było wędliny, najedliśmy się do syta. Zabawa była wesoła. Mięliśmy również alkohol, ale, o dziwo, nikt się nie upił. Później wszyscy zabraliśmy się do sprzątania i zmywania naczyń po tak wspaniałym sylwestrze. Bawiliśmy się do białego rana i o godzinie ósmej rozjechaliśmy się do domów. Myślę, że na drugi rok, też zorganizujemy sylwestra u Kasi i Darka.

Zakopane

Jestem alkoholikiem i należę do grupy anonimowych alkoholików. Od czasu do czasu prócz mitingów mamy wspólne wyjazdy. Na ostatnim mitingu zaproponowaliśmy dla chętnych wyjazd na sylwestra do Zakopanego.
Wyjechaliśmy dwudziestego dziewiątego grudnia, żeby wszystko zdążyć przygotować. Kupiliśmy jedzenie i napoje. Mieliśmy także balony, serpentyny i inne elementy do udekorowania Sali. Trzydziestego pierwszego grudnia punktualnie o osiemnastej zjawiliśmy się przed salą. Później udaliśmy się do sali na bal. Zabawa trwała na dobre. Zrobiono loterię fantową, w której wszyscy brali udział. Było przy tym dużo śmiechu i radości. Były także tańce, gry towarzyskie, konkursy z nagrodami. Śmiechom i żartom nie było końca. Przed dwudziestą czwartą wjechał na wózku trzy piętrowy tort. O dwudziestej czwartej wznieśliśmy toast szampanem piccolo i złożyliśmy sobie życzenia.
Gosia i Filip, najmłodsi i bliźniaki, wypatrywali najładniej ubranej pary.
 - Słuchajcie!!! Już wybraliśmy najładniejszą parę!
Najładniej ubraną parą, byli Kasia i Darek, w nagrodę dostali po litrowym soku pomidorowym.
Ostatnim punktem programu było wspólne śpiewanie . Pani Jola rozdała śpiewniki, a Karolinka zasiadła do fortepianu, bo jako jedyna z naszej grupy jest po szkole muzycznej.

Następnie czekało nas sprzątanie Sali i usuwanie dekoracji, ale warto było, ponieważ ubawiliśmy się wspaniale. Myślę, że na drugi rok uda się nam, zorganizować wyjazd do Włoch i tam spędzimy noc sylwestrową, a może jednak pojedziemy do Hiszpanii i spędzimy sylwestra na plaży? Na szczęście mamy cały rok do namysłu, więc coś atrakcyjnego uda się nam wymyślić. Na razie życzymy sobie Szczęśliwego Nowego Roku, przebytego oczywiście w trzeźwości. A co będzie dalej to się okaże.

wtorek, 29 grudnia 2015

Święty Mikołaj

- Dzieci kochane, chodźcie szybko na śniadanie, bo dzisiaj będziemy mieli bardzo ważnego i miłego gościa!
- A jak się nazywa?
- Opowiem wam o nim, to może zgadniecie. Przyjeżdża z dalekiej północy na reniferze. Ma duży worek z prezentami i przychodzi do grzecznych dzieci. Kto to jest?
- To jest moja mama! - powiedział Pawełek.
- Nie, to nie jest twoja mama, bo twoja mama mieszka z tobą i z tatą w domku i nie ma renifera.
- A czy ten gość nie może przyjechać na psie? - zapytała Ewa.
- Nie, bo psy nie służą do jeżdżenia, tylko pilnują domu.
- Ja wiem, jak się nazywa ten pan! To jest święty Mikołaj!
- Dobrze, Kasiu, to jest właśnie święty Mikołaj, a jak myślicie czy św. Mikołaj przyniesie wam prezenty?
- Na pewno, bo my jesteśmy grzeczne dzieci i słuchamy naszej pani! - odpowiedziała zawsze rezolutna Ania.
- Teraz zamieniamy się w słuch. Może usłyszymy dzwoneczki? Będzie to znak, że święty Mikołaj nadjeżdża na reniferze…
Ledwo zdążyła wypowiedzieć te słowa, a już rozległ się cichutki dźwięk dzwonków.
- O, jedzie, jedzie!
Drzwi się otworzyły i wszedł święty Mikołaj.
- Powiedzcie, dzieci, kto z was był dzisiaj grzeczny?
- My!!! - odezwał się dziecięcy chór.
- A co powie wasza pani?
- Dzieci dzisiaj były bardzo grzeczne, więc zasłużyły na prezenty.
Mikołaj otworzył swój wór z prezentami i przytulając każde dziecko, dawał mu prezent.
- Święty Mikołaj wie, co dobre!... - pomyślała pani.
- A dla waszej pani mam kryształową paterę na owoce. – Nasza pani się zmieszała, ale bardzo się ucieszyła.
- Ja nie wiem, czy byłam grzeczna, czy zasłużyłam?...
- Nasza pani jest zawsze grzeczna i bardzo kochana - powiedziały chórem dzieci.

Po rozdaniu paczek, wszyscy zabrali się ochoczo do sprzątania porwanych papierów prezentowych.

Boże Narodzenie

Od dwóch lat mieszkam i pracuję w Warszawie. Dwudziestego trzeciego grudnia jechałem pociągiem do domu rodzinnego, na Święta Bożego Narodzenia. Wsiadłem do odpowiedniego przedziału i zająłem miejsce przy oknie. Dzięki temu mogłem Obserwować przez szybę, przesuwające się widoki. Były to wspaniałe krajobrazy: pól, łąk i lasów.
W pewnym momencie wsiadła do mojego przedziału młoda atrakcyjna dziewczyna. Znalazła wolne miejsce i usiadła obok mnie. Wyjęła z torebki książkę i zaczęła ją czytać. Pomyślałem wtedy, że to dobry pomysł na dłużącą się moją podróż.
Wstałem i zdjąłem z półki, która znajdowała się nad moim siedzeniem walizkę. Miałem w niej książkę, którą ostatnio kupiłem. Niestety, nie miałem jeszcze czasu, by ją przeczytać.
W pewnym momencie zachwiałem się i wytrąciłem z rąk mojej sąsiadki książkę, którą akurat czytała. Usłyszałem tylko z jej ust:
- No co pan wyprawia!
Przeprosiłem dziewczynę i podałem jej książkę. Po jakiejś chwili nawiązałem z nią miłą rozmowę. Pod koniec podróży, wymieniliśmy się numerami telefonów.
Gdy już byłem w domu, opowiedziałem mamie, jaka spotkała mnie przygoda. Mój brat śmiał się ze mnie, że w bardzo oryginalny sposób podrywam dziewczyny. Tego dnia jeszcze pomagałem mamie, przy pieczeniu różnego rodzaju wypiekach, na Święta. Później posprzątałem kuchnię i pozmywałem naczynia. Następnie ubrałem z bratem choinkę i mogliśmy już rozpocząć świętowanie.
Po wigilijnej kolacji zadzwoniłem do Ewelinki, bo tak ma na imię dziewczyna, którą poznałem w pociągu, by jej złożyć życzenia. Rozmawialiśmy tak chyba z pół godziny. Ustaliliśmy, że spotkamy się na sylwestra, u niej w domu.

Okazało się, że sytuacja niemiła, która wydarzyła się w pociągu, zapoczątkowała prawdziwą przyjaźń, a może i coś więcej. Myślę, że Nowy rok przyniesie nam obojgu, coś pięknego…

Bal na statku

- Mareczku - powiedziałam do męża - może zapiszemy się na świąteczny rejs do Szwecji? Planowany też jest sylwester na statku…
- A mamy na to pieniądze?
- Tak, bo dostałam w zakładzie pracy nagrodę jubileuszową!
- To świetnie, Eluniu, w takim razie możesz nas zapisać!
Wyjechaliśmy dwudziestego czwartego grudnia. Wigilia była znakomita. Dzieliliśmy się opłatkiem, spożywaliśmy wigilijne potrawy. Po spożyciu wigilijnej kolacji kolędowaliśmy przy świecach w świecznikach. Na każdym stole był wazon, w którym wstawione były choinkowe gałązki.
Jednym słowem atmosfera była bardzo sympatyczna.
Święta też przebiegły nam bardzo miło. Jechał z nami ksiądz, a więc była Pasterka. Czekał nas jeszcze sylwester i nowy rok.
Zebraliśmy się w sali sylwestrowej. Najpierw podano przystawki. Były to: ciasta, śledzie, wędliny, owoce i sałatki. Następnie gorący posiłek - rosół, kurczaki pieczone, ziemniaki i bukiet surówek.
Po posiłku zaczęły się tańce. Tańczyliśmy tak, z małymi przerwami na herbatę i kawę, coś do zjedzenia lub coś mocniejszego, do dwudziestej czwartej. Na odgłos dzwonu, który zabrzmiał punktualnie o dwudziestej czwartej zebraliśmy się na lampkę szampana i życzenia noworoczne. Mimo suto zakrapianej zabawy, wszystko przebiegło kulturalnie, bez niemiłych incydentów. Następnie wszystko zostało posprzątane i pozmywane, przez obsługę statku.

O szóstej rano wszyscy udali się na spoczynek i na statku zaległa cisza. Było słychać od czasu do czasu pochrapywania lub pomruki śpiących. Pobudziliśmy się dopiero na obiad, który przebiegł w pogodnej, sympatycznej atmosferze. Owocami naszej wspólnej wyprawy byli para - Darek i Kasia, którzy wtedy się poznali, a także Monika i Marcin, którzy chcą wziąć w przyszłym roku ślub na statku.

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Sylwester u Darka

Dwa tygodnie przed Nowym Rokiem mój kolega z pracy oznajmił, że zorganizuje zabawę sylwestrową. Darek może zrobić taką imprezę, ponieważ ma duży dom. Ponad to jego rodzice, też wybierają się na sylwestra do znajomych. Więc dobrze się złożyło, ponieważ dom w tym czasie będzie wolny.
Pojechałem do Darka trzydziestego pierwszego grudnia rano, aby mu pomóc wszystko przygotować. Zakupiliśmy jedzenie i napoje. Mieliśmy także konfetti, balony, serpentyny i inne elementy do udekorowania sali. Ponad to każdy z zaproszonych gości miał się przebrać. Można było się uśmiać do rozpuku, gdy się patrzyło na tych przebierańców. Była: Myszka Miki, Kaczor Donald, Różowa Pantera, Bolek i Lolek, Koziołek Matołek, Lalka Barbie, Miś Uszatek, Krecik oraz wiele innych postaci z bajek.
Przed dwudziestą czwartą wszyscy się przebrali i każdy miał już swoją sylwestrową kreacje i garnitur. O północy wznieśliśmy toasty i złożyliśmy sobie nawzajem życzenia. Zabawa trwała do rana. Były tańce, gry towarzyskie, konkursy z nagrodami. Ponad to całą zabawę dopełniało pyszne jedzenie i napoje. Śmiechom i żartom nie było końca. Ubawiliśmy się wspaniale.
Następnego dnia musieliśmy powrócić do normalności. Posprzątaliśmy sale na której trwała zabawa, usunęliśmy serpentyny oraz balony i gałązki świerkowe, a także różne papierki po cukierkach. Pozmywaliśmy naczynia oraz powynosiliśmy stoły do pokoi, które nam były potrzebne pod czas zabawy. Darkowi pozostało tylko oddać wszystkie obrusy i ściereczki do pralni chemicznej „Perfect Clean”. Jednym słowem posprzątaliśmy wszystko i pozostawiliśmy porządek taki, jaki był przed sylwestrem.

Z tego rocznego sylwestra Wyniknęła jeszcze jedna korzyść, ponieważ ja byłem z moją kuzynką ze strony mamy. Wpadła ona w oko Darkowi i teraz są parą, a co będzie między nimi dalej, kto wie? A Może tym razem będę się bawić na Darka weselu!

Zaspa

Wszyscy wierzymy w Mikołaja. Postanowiliśmy więc, aby przyszedł do naszego zakładu pracy. Zebraliśmy się w sali konferencyjnej. Na początku całej imprezy Mikołajkowej podano kawę w filiżankach oraz ciastka i owoce. Po posiłku szef powiedział:
- A teraz słuchajcie wszyscy, czy nie brzmią z daleka dzwoneczki. Będzie to znaczyło, że nadchodzi Święty Mikołaj i jego aniołki!
Jednak dzwoneczków nie było słychać. Zastanawialiśmy się, co się stało? Czy Mikołaj utknął w jakiejś zaspie, a może renifer złamał nogę?
Po godzinie przyszła sekretarka szefa i nie mogła wydobyć z siebie głosu.
- Co się pani stało?! - spytał przerażony szef.
Pani Ewa wybuchła śmiechem i powiedziała:
- Chodźcie, to zobaczycie. - Wyszliśmy na zewnątrz i oto co zobaczyliśmy. Na śniegu leży coś co przypomina Mikołaja, a wokół niego paczki.
Po chwili, opanowawszy atak śmiechu, powiedział, że nie zauważył zaspy. Szedł szybko, żeby zdążyć na czas i upadł w nią. Strój mikołajowy został w śniegu. Worek z prezentami się otworzył. On nie dał rady się pozbierać, więc dlatego nie dotarł.
Otrzepał się, założył mikołajową czapkę i brodę, którą wydobył ze śniegu. Pomogliśmy mu posprzątać porozrzucane prezenty do worka. Całe szczęście, że każdy z nich był dobrze opakowany i dlatego nic im się nie stało.

Udaliśmy się do sali konferencyjnej i nastąpiło rozdanie prezentów przy ogólnej zabawie i salwach śmiechu. Tych mikołajek nie zapomnimy. Już dawno tak się nie uśmialiśmy! Następnego dnia zadzwoniliśmy do Mikołaja z zapytaniem, czy się nie pochorował. Wszystko było w porządku. Powiedział nam, że lubi się tarzać w śniegu. Bardzo chętnie poleca swoje usługi za rok. Nawet gdyby jeszcze raz miał się znaleźć pod warstwą śniegowego puchu.

Mikołajkowy wieczór

Jestem uczniem trzeciej klasy technikum budowlanego. Szykuję się do egzaminu. Mimo nawału pracy staram się pomagać innym kolegom. Nasz wychowawca wszczepia w całą naszą grupę, chęć bezinteresownego pomagania innym, abyśmy zawsze byli otwarci na niedolę ludzką.
Zaproponował nam, abyśmy przygotowali prezenty mikołajkowe dla dziewcząt z zakładu wychowawczego. Siostra naszego pana jest dyrektorką takiej placówki, więc pomoże wszystko zorganizować.
- Ale co im kupimy? - zastanawialiśmy się głośno.
- Może kupmy im po małym wazoniku z sztucznymi kwiatkami. Dziewczyny w czasie świąt będą mogły sobie go postawić na wigilijnym stole, pośpiewać kolędy lub pomyśleć o swoich bliskich. A może zrobilibyśmy chociaż jedną potrawę wigilijną i im zanieśli?
- To genialny pomysł! - powiedzieliśmy chórem. - Ale co zrobimy?
- Może pierogi z kapustą i grzybami, możemy się umówić u mnie. Niech chętni przyjdą do mnie i zrobimy je.
Zgłosił się Paweł, Karol i Grzesiek. Zrobiliśmy wspaniałe pierogi. Prezenty były kupione i popakowane. Nadszedł dzień spotkania. Wychowanki powitały nas bardzo serdecznie. Niektóre miały oczy pełne łez ze wzruszenia.
- Teraz podzielmy się opłatkiem i złóżmy sobie nawzajem życzenia świąteczne - zaproponowała dyrektor ośrodka.
Nawet nie zdawałem sobie sprawy, jakie te dziewczyny są wrażliwe. W którymś momencie się pogubiły i nie miały pomocnej dłoni. Po złożeniu sobie życzeń każda z dziewcząt otrzymała, tak jak planowaliśmy, wazonik z kwiatkami. Były wszystkie bardzo uradowane.
Po wigilijnej kolacji, na którą złożyły się pierogi, barszcz z uszkami, makowiec, sernik oraz różnego rodzaju ryby i kompot z suszu…
jedna z dziewcząt zasiadła do pianina i zaczęło się wspólne śpiewanie kolęd. Nawiązały się wtedy również przyjaźnie, które trwają do dziś.

Po całej tej uroczystości, wszystko pozmywaliśmy i posprzątaliśmy. Muszę się przyznać, że na długo pozostanie mi w pamięci, ten Mikołajkowy wieczór.

czwartek, 17 grudnia 2015

Wyjątkowy pech

Nareszcie już po świątecznym rozgardiaszu. Można w końcu odetchnąć z ulgą i zabrać się za gruntowne, domowe porządki. Zacząłem od zmywania piętrzącego się w zlewie stosu brudnych naczyń. Potem zabrałem się za ścieranie kurzu, mycie podłogi, układanie na półkach przeróżnych drobiazgów. W czasie wykonywania tych drobnych porządków włączyłem pralkę. Upchnąłem do niej ten ogromny stos prania, który nazbierał się od zeszłego tygodnia. Nagle usłyszałem przeraźliwe stukanie i pralka wyłączyła się, odmawiając posłuszeństwa. Zrozumiałem wtedy, że nadszedł czas na kupienie nowej pralki i to jak najszybciej. Zastanawiałem się jak wyprać te wszystkie ubrania, gdy zadzwonił telefon. Siostra z Wrocławia postanowiła mnie odwiedzić i właśnie wyjeżdża, czyli przybędzie tu za siedem godzin. Załamałem ręce stojąc bezradnie nad tą pralką. Postanowiłem na razie odkurzyć, a potem udać się na zakupy. Odkurzacz także się zbuntował wyłączając się po sekundzie od każdego włączenia, po czym już w ogóle się nie włączył. Pomyślałem, że sam nie uporam się z tymi porządkami, więc poszukałem w Internecie ogłoszeń na temat sprzątania. Pani, do której zadzwoniłem przyszła mi z pomocą po niedługim czasie. Poleciła mi także pralnię Perfect Clean, do której zaniosłem wszystkie ubrania. Pozytywnie zaskoczyła mnie miła, fachowa obsługa i profesjonalizm, z jakim pracownicy pralni uporali się z moimi ubraniami. Ujrzałem też wiele czystych koców, firan, garniturów. Postanowiłem, że na pewno odwiedzę tę pralnię, gdy czegoś nie będę w stanie wyczyścić domowymi sposobami. Po moim powrocie stwierdziłem z zadowoleniem, że całe mieszkanie lśni czystością. Pozostało mi już tylko poszukiwanie odpowiedniej pralki i odkurzacza, zakup tych nowych sprzętów oraz oczekiwanie na przyjazd siostry.

Przygoda

Piękny wiosenny poranek. Słońce zagląda do okien. Obudziłem się wypoczęty z uśmiechem na ustach. Za chwilę mam autobus do pracy, więc muszę się trochę pospieszyć. W pogodnym nastroju zacząłem swoją pracę. Pracuję w ekskluzywnym sklepie z garniturami i dodatkami męskimi. Ruch jest dość duży. Niedługo zbliża się matura. Klienci zainteresowani pytają, mierzą a ja chętnie udzielam im rad. Czas mija bardzo szybko. W pewnym momencie do sklepu wchodzi małżeństwo z dwójką dzieci, dorosły syn i mała dziewczynka. Trudno opisać jak to się stało, ale co najmniej pięć garniturów wiszących na wieszakach były brudne. Wyglądały jak by ktoś pomalował je mazakami. Strach mnie ogarnął, nie wiedziałem co mam robić, aż tu nagle patrzę a z za wystawy sklepowej wychodzi mała dziewczynka, córka ludzi którzy oglądali garnitur dla syna cała pomalowana mazakami. Szyba wystawowa przypominała jedną wielką kolorową plamę. Przerażeni rodzice dziewczynki obiecali pokryć wszelkie szkody. Zamknąłem sklep i wzięliśmy się za robotę. Rodzice wzięli się za mycie szyby. Przyniosłem wszystkie środki czystości, szmatki, wodę i wiaderko. Przyznaję iż szło im bardzo szybko. W ciągu dwóch godzin sklep błyszczał. Pozamiatane i pomyte podłogi lśniły niczym lustro. Zapach od płynów roznosił się wokoło. Wszystko było by dobrze gdyby nie te pomazane garnitury. Żal mi było tych ludzi. Patrzyli na mnie bezradnie kiwając głowami. Postanowiłem im pomóc. Zadzwoniłem do mojej znajomej, która pracuje w pralni Perfect Clean i opowiedziałem o całym zajściu. Problem został rozwiązany. Przybrudzone garnitury pojechały do pralni. Znajoma obejrzała malowidła i stwierdziła iż to tylko pisak spożywczy i nie będzie problemu z wyczyszczeniem. Pralnia Perfect Clean pokazała co potrafi. Garnitury jak nowe wróciły na wieszaki. Rodzice małej malarki obiecali że ich niesforną córeczkę nie spuszczą z oka. Tak skończyła się moja przygoda.

środa, 16 grudnia 2015

Wesele

W zeszłym roku odbyło się huczne wesele mojego najlepszego przyjaciela. Ja byłem wtedy świadkiem pary młodej, czyli jednym z gości honorowych. Już kilka dni przed imprezą pomagałem Krzyśkowi doprowadzić mieszkanie do idealnego ładu. Jakby tego było mało jeszcze wcześniej musieliśmy się uporać z drobnymi pracami remontowymi i oczywiście ze sprzątaniem po nich. Mam już dość taszczenia kartonów z przeróżnymi drobiazgami oraz wnoszenia nowych mebli aż na czwarte piętro. Wreszcie nadszedł ten długo wyczekiwany przez wszystkich czas zabawy. Msza w kościele dobiegła końca, młodzi włożyli sobie wzajemnie obrączki, wyznali sobie miłość sakramentalnym słowem tak. Następnie wszyscy złożyli im życzenia, wręczając kwiaty oraz prezenty. Nadeszła pora obiadu. Ja szedłem do Krzyśka, by mu coś powiedzieć i w tym momencie wpadliśmy na siebie z kelnerką, niosącą wazę ze wrzącym rosołem. Oparzyłem się nieco, ale najgorsze jest to, że mój garnitur pokryły liczne tłuste plamy. Chcąc nie chcąc byłem zmuszony udać się do domu, aby zmienić garderobę. Chociaż bardzo się starałem tych plam nie dało się usunąć żadnymi sposobami. Wróciłem więc przebrany w nowy garnitur i bawiłem się świetnie do białego rana. Szkoda mi było zostawić w takim stanie nowy garnitur, kupiony specjalnie na tę wyjątkową okazję. W poniedziałkowy ranek udałem się z nim do pralni chemicznej Perfect Clean. Słyszałem, że zajmują się tam między innymi czyszczeniem garniturów, więc miałem nadzieję, że pracownicy tej pralni uporają się także z moim. W pralni panowała miła atmosfera. Pani, która tam pracuje opowiedziała mi sporo o szerokim zakresie usług świadczonych przez pralnię Perfect Clean. Po kilku dniach ku mojej wielkiej radości odebrałem garnitur idealnie czysty. Plamy po rosole są już tylko moim wspomnieniem. Teraz ja i Krzyś znowu sprzątamy, przygotowując pokój dla jego synka, który wkrótce przyjdzie na świat.

wtorek, 15 grudnia 2015

Sylwester z Kasią

Kasię poznałem przez Internet rok temu. Pisząc z nią wyrobiłem sobie opinię, że jest porządną kobietą. Była sympatyczna, zawsze uprzejma, do rany przyłóż. Gdy mnie odwiedzała, zawsze mi pomagała (sprzątała i gotowała).
Pewnego dnia zaproponowała mi wspólnego sylwestra. Jej brat pracuje w pralni chemicznej „Perfect Clean” i tam właśnie organizują sylwestra. Chętnie na to przystałem, ponieważ nie miałem żadnych innych planów. Ubrałem się w najlepszy garnitur jaki miałem, a Kasia założyła najładniejszą suknię.
Sylwester odbywał się w sali konferencyjnej pralni. Na stołach stały wazony z sztucznymi kwiatami i szklane świeczniki z palącymi się świecami. Wszyscy bawili się świetnie i nic nie zapowiadało ekscesu, który się niestety wydarzył. Kasia jadła niewiele, ale piła za trzech.
- Zwolnij tempo, bo się upijesz i będzie głupia sprawa. Nie będzie mi miło gdy moją kochaną będą wynosić pijaną z Sali!
- Dareczku, ja wypiłam tylko trochę. Nie martw się, nic złego się nie stanie, wszystko jest pod kontrolą.
Kilka razy ponawiałem prośbę, ale bezskutecznie. Kasia była tak pijana, że przelewała mi się przez ręce. Podszedł do nas ochroniarz i spytał, czy nam nie potrzeba pomocy. Kasia obrzuciła go bardzo wulgarnymi epitetami i zamierzyła się na niego świecznikiem. Całe szczęście, że zdążył się uchylić, bo nieszczęście byłoby gotowe.
Jakimś cudem, przy pomocy jej brata, wyprowadziliśmy ją na dwór, natarliśmy ją śniegiem, aby otrzeźwiała. Nic to jednak nie pomogło. Wyzwała mnie od najgorszych, a brata uderzyła w twarz, aż ten krzyknął z bólu. Niestety trzeba było wezwać policję i zwinęli ją do izby wytrzeźwień. Ja wściekły wróciłem do domu.
Następnego dnia zadzwoniła do mnie mówiąc, że mnie przeprasza, że nie wie, jak to się stało, przecież ona mnie kocha…

- Wczoraj właśnie pokazałaś swoim zachowaniem twoją miłość do mnie! Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego. Żegnaj na zawsze!!!

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Niezwykła wycieczka do ZOO

Piękny niedzielny poranek. Postanowiliśmy z żoną iż zabierzemy dzieci i pojedziemy na całodzienną wycieczkę do zoo. Pogoda nam sprzyjała. Zmuszony byłem zdjąć marynarkę i nieść ją w ręku. Dzieci wesoło biegały od klatki do klatki. Tyle różnych zwierząt, nie wiedzieli gdzie mają się zatrzymać. Nagle zobaczyliśmy dość duży tłum przy jednej z klatek. Zaciekawieni ruszyliśmy do przodu Nasze dzieci wcisnęły się na sam przód. Słychać było ich wesoły śmiech. Było na co patrzeć małpki figlowały i popisywały się widząc tylu turystów. Pomału zbliżyliśmy się do naszych dzieci. W pewnym momencie przyszło mi do głowy coś głupiego. Pomimo iż wiedziałem że nie wolno karmić zwierząt to rzuciłem małpom banana. Chciałem zaimponować dzieciom. Zrobiła się z tego niezła heca. Jedna z małp złapała owoc zgniotła go, wymieszała z błotem i rzuciła w stronę gapiów. Dziwnym trafem to ja oberwałem tym zgniecionym, ubłoconym bananem. Śmiechu było co nie miara. Mnie jednak nie było zbyt wesoło. Marynarka i jedna nogawka były strasznie brudne. Żona próbowała mi trochę wyczyścić, ale niestety tylko rozmazała. Garnitur nadaje się do pralni. To jeszcze nie wszystko całemu zajściu przyglądał się ochroniarz. Poprosił mnie na bok i chciał mi dać mandat i to dość duży. Uprosiłem go o anulowanie kary pieniężnej. Niestety w zamian musiałem uprzątnąć dwie klatki. Przygotowali mi wiadro z płynem, szczotkę i worki na śmieci. Żona z dziećmi wkroczyła i wzięliśmy się za porządki. Robota paliła nam się w rękach. Dzieci worki ze śmieciami i odpadami wynieśli do odpowiednich śmietników. Wężem zlałem cały wybieg i na tym koniec. Klatkę zostawiłem czyściutką i pachnącą. Następnego dnia zaniosłem do pralni Perfect Clean garnitur. Bardzo uprzejma pani przyjęła ubranie i w ciągu dwóch dni kazała przyjść po odbiór, Jestem przekonany iż garnitur będzie wyglądał jak nowy bo niejednokrotnie korzystaliśmy z usług tej pralni.

piątek, 11 grudnia 2015

Pieczenie ciasta

Kilka dni przed osiemnastymi urodzinami mojej młodszej siostry postanowiłem zrobić jej jakąś wyjątkową niespodziankę. Nie miałem dużo pieniędzy, aby coś kupić, a poza tym niełatwo ją zadowolić. Przekonałem się o tym na własnej skórze w zeszłym roku. Kupiłem jej jakieś kosmetyki, które poleciła mi sprzedawczyni. Asia stwierdziła, że wybrałem najgorsze z możliwych. Obiecałem sobie, że jej nigdy nic nie kupię. Za to zabrałem się za pieczenie jej ukochanego ciasta z galaretką i porzeczkami. Stresowałem się bardzo, gdyż gotowanie i pieczenie to moja pięta achillesowa. Zacząłem od dokładnego wysprzątania kuchni, wściekając się, że te naczynia można wiecznie zmywać, a i tak po krótkim czasie w zlewie piętrzy się ich stos. Wreszcie włożyłem blaszkę z ciastem do piekarnika. Byłem biały od mąki i poplamiony sokiem porzeczkowym. Zauważyłem także ślady tej substancji na moich ulubionych spodniach. Obiecałem sobie w przyszłości przed robotą w kuchni zakładać mniej używane ubrania. Kiedy ciasto rosło w piekarniku usiłowałem zmyć te plamy, niestety bez pożądanego efektu. Na domiar złego ciasto nie wyszło takie, jakim być powinno i cała robota na nic. Do tego jeszcze czekało mnie kolejne sprzątanie kuchni. Słyszałem kiedyś wiele pochlebstw na temat pralni Perfect Clean, która znajduje się w okolicy. Udałem się tam z tymi spodniami, mając nadzieję, że profesjonaliści się z nimi uporają. Sympatyczna pani opowiedziała mi wiele o swojej pracy. Po kilku dniach odebrałem spodnie idealnie czyste, bez najmniejszego śladu mojego pieczenia. Byłem pod wielkim wrażeniem usług tej pralni. Myślę, że w razie potrzeby nie raz jeszcze z nich skorzystam, a także polecę innym pralnię Perfect Clean. Pomimo że ciasto mi nie wyszło Asia pochwaliła mnie za staranie się i pracę. Dostała w prezencie biżuterię, z której była bardzo zadowolona.

wtorek, 8 grudnia 2015

Obsesja cioci

Znam wielu ludzi, którzy uwielbiają sprzątać. Zapewniam jednak, że nikt nie pobije mojej cioci w tej dziedzinie. Każdy najmniejszy przedmiot w jej mieszkaniu lśni czystością. Odwiedzając ciocię ma się wrażenie, że weszło się do muzeum i swoją obecnością łatwo można coś pobrudzić. Odkąd sięgam pamięcią, mama także starannie sprzątała, ale kiedy spodziewaliśmy się wizyty cioci, zaczynała już kilka dni wcześniej i kończyła tuż przed jej wejściem. Z każdym rokiem ciocia sprzątała coraz więcej. Jakkolwiek byśmy się wszyscy starali, ona i tak dojrzała najdrobniejszy pyłek kurzu i co najgorsze, natychmiast zaczęła go wycierać, komunikując o tym fakcie nawet w towarzystwie. Wszyscy czuliśmy się niezręcznie w jej obecności. Pamiętam doskonale ten czas, a byłem wtedy nastolatkiem. Ciocia przyjechała do nas na kilka dni. Natychmiast po wejściu zaprezentowała swoją piekielnie drogą i okropną sukienkę, po czym wpadła na inspekcję do mojego pokoju. Akurat wtedy zachowałem moim zdaniem idealny porządek. Ciocia natomiast uznała, że panuje tu totalny bajzel i zaczęła sprzątać po swojemu. Kolejnego dnia wściekałem się niesamowicie, bo nic nie mogłem znaleźć, ponieważ wszystkie rzeczy mi poprzestawiała. Postanowiłem się zemścić, gdy ciocia i mama poszły na zakupy. Wziąłem butelkę z jakimś, zdaniem cioci rzecz jasna, perfekcyjnym środkiem czystości i wylałem całą zawartość tego płynu na tę suknię z tysiącami falbanek i cekinów. Ciocia gdy to ujrzała była bardzo zła. Mama też była zawiedziona moim zachowaniem. Poczułem nawet lekkie wyrzuty sumienia i zaniosłem tę suknię do pralni Perfect Clean. Słyszałem, że to profesjonalna pralnia, w której uporano się z wieloma fatalnie zabrudzonymi rzeczami. Panie pracujące w tej pralni były bardzo sympatyczne i opowiadały mi dużo o swojej pracy, oświadczyły, że suknia będzie wyglądała jak nowa, ale że miałem sporo szczęścia. Przeprosiłem więc ciocię, bo naprawdę nie zamierzałem tak narozrabiać, chciałem tylko, by nie sprzątała już nigdy w moim pokoju.

piątek, 27 listopada 2015

Wycieczka

Jestem nauczycielem w szkole podstawowej. Bardzo lubię swoją pracę. Sprawia mi ogromną przyjemność fakt, że wiedza, jaką przekazuję tym maluchom, pomoże im znacznie w późniejszym życiu. Przyznam jednak szczerze, że tęsknię za wakacjami, jak każdy mój uczeń i wielokrotnie marzę o tych dwóch wolnych miesiącach, podczas których nabieram siły, i pogłębiam swą wiedzę, aby nauczać coraz lepiej. Lato tego roku było wyjątkowo upalne. W połowie czerwca, kiedy już oceny były ostatecznie wystawione zabierałem moich podopiecznych na boisko szkolne, gdzie łączyłem elementy zabawy oraz nauki. Pewnego dnia ja z moją pierwszą klasą udaliśmy się do pobliskiego parku. Tym razem opisywałem otaczającą nas przyrodę. Wcześniej wstąpiliśmy do sklepu, aby każdy kupił sobie coś do picia. Większość dzieci miała ochotę na lody., Zgodziłem się po krótkim namyśle pilnując, aby wszyscy zrobili zakupy i ruszyliśmy w dalszą drogę. Po chwili zrozumiałem jaki fatalny błąd popełniłem. Kilkoro dzieci miało już lodowe plamy na ubraniach, buzie umazane czekoladą. Inne zaczęły dookoła rozrzucać papierki, jeszcze inne zniknęły mi z zasięgu wzroku. Przywołałem więc wszystkie dzieci i pouczyłem je na temat zaśmiecania środowiska, po czym kazałem po sobie posprzątać. Zebraliśmy ślady naszej obecności, wyrzucając je do kosza na śmieci, po czym wybraliśmy się do pralni Perfect Clean, o której opowiadałem po drodze. Na szczęście tylko trzy bluzki wymagały prania, a sympatyczna pani opowiedziała więcej o świadczonych usługach, demonstrując między innymi proces czyszczenia garnituru, czym wzbudziła zainteresowanie nawet u najbardziej znudzonych siedmiolatków. Po niedługim czasie oddano nam ubrania perfekcyjnie czyste. Już trzeci raz skorzystałem z usług tej pralni i polecam ją każdemu, gdyż nigdy się nie zawiodłem. Dodatkowo upiekłem dwie pieczenie na jednym ogniu, bo oprócz nauki o przyrodzie, uczniowie dowiedzieli się o istnieniu pralni chemicznej. Po mile spędzonym czasie wróciliśmy wszyscy do szkoły. Po kilku dniach rozdałem świadectwa i mogłem się cieszyć zasłużonym odpoczynkiem.

środa, 25 listopada 2015

Napad

Doskonale pamiętam ten upalny, czerwcowy dzień. Nic nie wskazywało na to, że wydarzy się to, co się wtedy stało. Był to zwykły dzień, jak każdy inny. Z tą jedyną różnicą, że postanowiłem zabrać się wreszcie za generalne porządki w moim mieszkanku. Zacząłem już o szóstej rano od żmudnego sprzątania łazienki. Uporałem się prędko z czyszczeniem toalety, czego nienawidzę robić. Potem było mycie okien w pokoju i kuchni, zmywanie naczyń i usuwanie ze stołu i z kuchenki tych nieszczęsnych plam po wczorajszej obfitej kolacji. Następnie umyłem podłogi, odkurzyłem, poukładałem kilka drobiazgów. Kiedy tylko przestałem się krzątać, moją głowę zaprzątnęła myśl co mam ugotować na obiad. Wybrałem się więc na małe zakupy, gdyż zabrakło kilku produktów. Wracałem już z pełną torbą zakupów, gdy nagle usłyszałem, że ktoś w pobliżu prosi o pomoc. Odwróciłem się i ujrzałem, jak pewien nastolatek wyrywa torebkę starszej pani i ucieka. Natychmiast zareagowałem. Spłoszony złodziej rzucił torebkę i pomknął przed siebie. Natomiast ja pomogłem przerażonej pani pozbierać zawartość torebki, którą chłopak przeglądał w pośpiechu. Złożyliśmy zeznania na policji, po czym udaliśmy się do pralni Perfect Clean. Torebka pobrudziła się, gdy ten młodzieniec ją upuścił. Pani pracująca w pralni obiecała zająć się czyszczeniem skórzanej torebki i z przejęciem wysłuchała naszej opowieści o tym zdarzeniu. Odprowadziłem jeszcze panią Krysię do domu. Okazało się, że moje zakupy zostawiłem na środku drogi, kiedy się to wydarzyło. Do dziś jestem wzburzony zachowaniem tego młodego człowieka. Z panią Krysią utrzymujemy kontakt. Dowiedziałem się, że każdemu poleca pralnię Perfect Clean, z której odebrała czyściutką torebkę, a nawet zszytą w miejscu, gdzie była lekko rozdarta. Czasem wspominamy ten feralny dzień, wtedy pani Krysia dziękuje mi za pomoc i nazywa mnie bohaterem. Uważam, że każdy na moim miejscu postąpiłby tak samo.

Małgosia

Ostatnio poznałem bardzo interesującą dziewczynę. Małgosię pierwszy raz zobaczyłem na urodzinach cioci. Gosia jest córką jej sąsiadki.
Najpierw tylko rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym, ale zawsze miło wspominałem te nasze rozmowy. Któregoś pięknego dnia umówiliśmy się na spotkanie w małej kawiarence. Od tamtej pory jesteśmy parą. Spotykaliśmy się raz w tygodniu, ponieważ dzieliła nas duża odległość, i to było głównym powodem tak rzadkich spotkań. Dosyć często zastanawialiśmy się nad tym, aby coś zmienić, ponieważ takie podróżowanie, jest na dłuższą metę męczące.
W ostatni weekend poznałem jej rodziców, którzy mnie zaakceptowali i mówią do mnie „synku”. Trwało to tak pół roku, aż któregoś dnia Małgosia powiedziała.
- Tym razem to ty, zaprosisz mnie do siebie.
No tak, nasze spotkania zawsze, ale to zawsze są u Gosi. Oczywiście, że zaproszę moją dziewczynę do siebie. Tylko najpierw muszę wreszcie zabrać się za sprzątanie a raczej szorowanie mojego mieszkania. Nie należę do mężczyzn, którzy mają porządek w domu, ale czego się nie robi dla kochanej kobiety. Zabrałem się następnego dnia za sprzątanie. Pomyłem okna, poprałem zasłony i firanki a nawet oddałem dywan do pralni chemicznej „Perfect Clean”.
Po odebraniu dywanu, byłem miło zaskoczony, tak ładnie wyglądał. Jakbym go dopiero kupił w sklepie.
Po tygodniu zaprosiłem Gosiaczka do siebie. Powiedziała, że jak na kawalera, to mam porządek w mieszkaniu. Tylko Gosia nie wiedziała, że sprzątałem przez cały tydzień, na nasze spotkanie.
Później podjęliśmy ważną decyzję, że zamieszkamy razem w Warszawie. Od miesiąca mieszkamy razem i nawet udało się nam znaleźć pracę. Teraz planujemy związać swoje życie na dobre i złe. Uważamy, że najlepszym terminem będzie Polska Złota Jesień.

Jesteśmy oboje optymistycznie nastawieni i mamy nadzieję, że będzie wszystko dobrze. Pragniemy również, by los obdarzył nas potomstwem. I wtedy będziemy mieli, to co najważniejsze w życiu - rodzinę.

wtorek, 24 listopada 2015

Moja ciocia

Zostałem zaproszony na święta Bożego Narodzenia do cioci. Jest to najstarsza siostra mojej mamy. Jest zakonnicą w zgromadzeniu sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża. Wstąpiła do zakonu gdy miała dwadzieścia lat.
Nie często mam taką okazję by u niej bywać, więc skorzystałem z zaproszenia. Pojechałem pociągiem do Warszawy piętnastego grudnia, by jeszcze pomóc cioci w porządkach przedświątecznych.
W takim miejscu jak zakon, każdy wykonuje przydzielone mu przez siostrę przełożoną prace. W tym roku ciocia miała umyć schody i wypastować podłogi na korytarzach i w jadalni, a także pozawieszać firanki i zasłonki w pokojach gościnnych. Jest to duży budynek, więc miała dużo pracy. Oczywiście ja, jej pomagałem. Przyznam się szczerze, że byłem tak zmęczony, że z wielką radością wyglądałem świąt, by odpocząć.
Dwa dni przed wigilią, odebrałem koce z pralni chemicznej „Perfect Clean”. Siostra przełożona zdecydowała się je oddać. Ponieważ niedawno zostały kupione, więc nie chciała, by im się coś stało podczas tradycyjnego prania.
Wigilia była o godzinie dziewiętnastej. Do wielu sióstr, przyjechał ktoś z najbliższej rodziny. Stół był zastawiony i przygotowany na sto osób. Najpierw było dzielenie się opłatkiem i składanie sobie nawzajem życzeń. Każdy też dostał coś słodkiego od Świętego Mikołaja. Później było śpiewanie kolęd. Rozmowom, śmiechom i śpiewom, nie było końca.
O dwudziestej trzeciej trzydzieści poszliśmy na pasterkę, która trwała do drugiej trzydzieści. Następnie życzyłem cioci dobrej nocy i poszedłem spać. Przez dwa następne dni świąt, jadłem wiele wyśmienitych potraw, których jeszcze w życiu nie kosztowałem. Dużo dowiedziałem się ciekawych rzeczy, o historii powstania zakonu. Było to bardzo zajmujące.

Dwudziestego ósmego grudnia, pojechałem do domu i opowiedziałem wszystkie moje wrażenia z pobytu w klasztorze rodzicom. Bardzo miło wspominam święta u cioci, ponieważ były wyjątkowe i inne niż zwykle.

Trzy lata

Minęły już trzy lata, od śmierci moich rodziców. Los tak zrządził, że oboje opuścili ten świat w tym samym roku. Dopiero teraz jestem gotowy, by wszystko uporządkować.
Zdecydowałem wraz z żoną, że pozostawimy dom po rodzicach dzieciom. Gdy zobaczyłem działkę, na której stoi dom, przypomniały mi się moje młodzieńcze lata. Jak grałem w piłkę, jeździłem na rowerze czy grałem w badmintona. Moi rodzice natomiast często robili coś na podwórku. Kosili trawę, grabili liście czy zrywali jabłka. Jednym słowem były to piękne lata z rodzicami.
Gdy wchodziłem do domu wydawało mi się, że zaraz zobaczę mamę krzątającą się w kuchni. Wszystkie meble i rzeczy stały na swoim miejscu, tak jak zapamiętałem, gdy byłem tu ostatnim razem, aby odwiedzić rodziców. Niestety, musiałem wyjechać i szukać pracy gdzie indziej, pozostawiłem dom na głowie rodziców. Los zadecydował to za mnie.
Przejrzałem wszystkie szafy i komody, w których znalazłem dużo ubrań. Wrzuciłem wszystkie do pojemników oznaczonych napisem „PCK”. Meble i wszystkie obrazy, sprzedałem na „pchlim targu”. Pousuwałem dywany, pozamiatałem podłogi i pozostawiłem puste pokoje. Najwięcej zastanawiałem się nad książkami, które zostały po mamie. Mama dużo czytała i teraz mnóstwo ich znajdowało się w kartonach. Zostawiłem sobie kilka sztuk, te które mama najbardziej lubiła.
Gdy już miałem opuścić dom rodziców spostrzegłem komodę, która stała pod schodami. Otworzyłem ją i zobaczyłem obrus, który moja mama kładła na stół przy ważnych uroczystościach, takich jak: święta, urodziny czy imieniny…
Postanowiłem, że obrus też sobie zostawię na pamiątkę. Zdecydowałem, że oddam go do pralni chemicznej „Perfect Clean”. Z pewnością wypiorą go tak, że będzie wyglądał jak za czasów świetności mojej mamy.

Wiele bym dał, abym mógł cofnąć czas, ale niestety czas upływa i wszystko się zmienia…

poniedziałek, 23 listopada 2015

Po nieprzespanej nocy

Jestem studentem prawa. Pierwszy rok mam za sobą. Coraz bardziej pogłębiam wiedzę. Stresuję się przed egzaminami. Co prawda do tej pory wiele z nich udało mi się zdać, ale okaże się jeszcze, jak będzie dalej. Obecnie poznajemy każdą dziedzinę prawa, ale w przyszłości trzeba sobie wybrać konkretną specjalizację. Ja zamierzam zostać adwokatem, zajmującym się głównie sprawami z zakresu prawa rodzinnego, reprezentować klientów między innymi podczas rozwodu, lub pomagać im w kontaktach z dziećmi. Pamiętam doskonale, jak na jeden z egzaminów dotarłem zmęczony, niewyspany. Postanowiłem wtedy wolny weekend poświęcić na naukę. Jednak dopadły mnie wyrzuty sumienia, gdy ujrzałem ten bałagan panujący w moim mieszkaniu. Wszędzie porozrzucane moje książki i notatki, na podłodze brudne skarpetki, w zlewie piętrząca się sterta brudnych naczyń, na meblach warstwa kurzu. Zabrałem się więc za zmywanie, mycie podłogi, pranie, układanie książek na półkach, robienie zakupów, gotowanie obiadu i tak dalej. Te czynności zajęły mi większość soboty. Później wpadli znajomi i tak zleciał cały dzień. Kolega zasiedział się aż do niedzielnego przedpołudnia. Potem znowu ogarnąłem mieszkanie. Następnie odwiedzili mnie rodzice. W ten sposób minęła cała niedziela. Naukę zacząłem dopiero po północy i to intensywne wkuwanie trwało aż do rana, nie było czasu nawet na godzinkę snu. Podczas egzaminu, niełatwo mi było zebrać myśli. Przez chwilę siedziałem wpatrując się w pustą kartkę. Wreszcie rozpisałem się na wybrany temat. Potem wsiadłem do autobusu. Zamierzałem od razu po wejściu do domu iść spać. Kiedy wszedłem, natychmiast ujrzałem na spodniach okropną plamę. Próbowałem ją usunąć wszelkimi domowymi sposobami, jednak nie przyniosło to oczekiwanego efektu. Zaniosłem więc spodnie do pralni Perfect Clean, chociaż przeczuwałem, że będę musiał je wyrzucić. Zaskoczyła mnie miła obsługa i profesjonalizm panujące w tej pralni. Sympatyczna pani od razu zajęła się moimi spodniami, które odebrałem idealnie czyste tego samego dnia. Jak się okazało na egzaminie poszło mi nie najgorzej.

Upragniony motor

Wreszcie koniec roku! Od jutra mam wakacje. Postanowiłem, że w tym roku pojadę nad nasze polskie morze. Chcę popracować w hotelu i zarobić pieniądze na upragniony motor. Jestem w szkole gastronomicznej, więc poszukam pracy w kuchni. Bardzo lubię gotować, więc nie będzie problemu z przygotowaniem posiłków dla wielu osób.
Znalazłem taką pracę. Poszukiwali pracownika, na okres wakacyjny. Zatrudniłem się w hotelu „Wodnik” w Ustroniu Morskim. Jest to niewielka osada blisko Kołobrzegu, która przyciąga mnóstwo turystów z Polski i zagranicy. Hotel znajduje się blisko morza, więc gdy miałem tylko wolną chwilę spacerowałem po plaży i kąpałem się w nim.
Moja praca nie polegała tylko na pomocy w kuchni, sprzątałem również stołówkę i pokoje gości. Zmywałem naczynia, myłem korytarze a nawet łazienki…
Moje zatrudnienie trwało przez trzy miesiące, tylko przez czas wakacji. Uzbierałem trzy czwarte ceny motoru, resztę dołożył mi mój chrzestny i moja ciocia. Teraz jeszcze pozostało mi doprowadzić kurtkę skórzaną do stanu używalności. Jest to kurtka z lat młodzieńczych mojego taty. Znalazłem ją, kiedy sprzątałem piwnicę. Była dla mnie dobra i nawet nie tak bardzo zniszczona. Miała tylko kilka plam i brakowało jej dwóch guzików. Przejrzałem wszystkie gazetki reklamowe pralni chemicznych. I wybrałem moim zdaniem najlepszą. Oferowali różnego rodzaju usługi a wśród nich, czyszczenie skóry. Oddałem moją kurtkę do pralni chemicznej „Perfect Clean”. Po odebraniu wyglądała jak nowa, nawet guziki były przyszyte zgodnie z oryginalnymi..

Pozostało mi jeszcze zrobić prawo jazdy. Niestety, już podchodziłem do egzaminu trzy razy. Motor, kurtka jest, więc i „prawko”, musi być. Będę podchodził do egzaminu, aż zdam. Nie po to kupiłem motor, aby stał w garażu.

piątek, 20 listopada 2015

Życiowa decyzja

Przeglądałem ostatnio poranną prasę, znalazłem w niej ogłoszenie a raczej dwa ogłoszenia, które mnie zainteresowały. Jedno dotyczyło, sprzedaży atrakcyjnej działki nad jeziorem a drugie reklamowało pralnie chemiczną Perfect Clean. Może nie zwróciłbym na to uwagi, ale ostatnio rozmawiałem z żoną na takie tematy.
W niedzielę, byliśmy z dziećmi na spacerze w Łazienkach. I właśnie wtedy moja małżonka zapytała mnie.
- Kochanie, może kupimy działkę w jakimś ładnym miejscu. Na przykład nad jeziorem lub poza miastem, aby dzieci miały gdzie spędzać wakacje…
Pomyślałem wtedy, że faktycznie można by było w coś takiego zainwestować. Filip i Kasia, zaczęli właśnie naukę w pierwszej klasie. Moja żona jako nauczycielka, też ma wolne w tym samym momencie co nasze dzieci. Zatem dobrze się składa, razem będą mogli spędzać tam wakacje.
Po kolacji, moja żona powiedziała mi, że ma poplamioną sukienkę.
- Za nic w świecie, nie chcą zejść te okropne plamy.
I wtedy oznajmiła, że przydałaby się rewelacyjna pralnia chemiczna, która potrafiłaby zrobić cuda.
Przez resztę dnia rozmyślałem nad tym, co mi powiedziała Ania. Doszedłem do wniosku, że rozejrzę się nad taką ewentualnością zakupu działki, a tu proszę przeglądam prasę i wszystko jest jak na tacy podane.

Po obejrzeniu działki, natychmiast ją kupiłem. Dwa miesiące trwało uporządkowanie jej. Musiałem posprzątać wszystkie śmieci, które tam się znajdowały i pousuwać a raczej powycinać wszystkie krzewy i chaszcze. Dopiero wtedy zamówiłem domek letniskowy z gotowych elementów. Później żona wszystko ładnie posprzątała i można było w nim mieszkać a raczej spędzać wakacje. Najbardziej z mojej inwestycji zadowolone Są dzieci.

czwartek, 19 listopada 2015

Jazda konna

Uczęszczam do Liceum Ogólnokształcącego w Wałbrzychu. Teraz jestem w klasie maturalnej, a niedługo rozpocznę studia informatyczne we Wrocławiu. Tegoroczne wakacje spędziłem pracując, aby zarobić pieniądze niezbędne mi do wynajęcia pokoiku w stolicy Dolnego Śląska oraz na inne wydatki. Zajmowałem się przede wszystkim naprawianiem komputerów, jest to moja pasja. Tak się też akurat złożyło, że właściciel pobliskiej stadniny koni poszukiwał kogoś do pomocy przy zwierzętach, więc postanowiłem skorzystać z tej oferty. Do moich obowiązków należało czyszczenie koni, sprzątanie w ich boksach oraz prowadzenie ich podczas jazdy turystów. Czasem denerwowało mnie to usuwanie odchodów po zwierzętach, które brudziły wszędzie gdzie im się podobało. Niektóre były bardzo niespokojne, zdarzyło mi się kiedyś nawet oberwać od klaczy, która spodziewała się wkrótce źrebiąt, podczas czyszczenia jej kopyt, Na szczęście skończyło się to tylko upadkiem na trawę. Miałem też swojego ulubionego wałacha Prezesa. Kiedy zbliżałem się do niego rżał radośnie na mój widok. Nauczył się, że warto być grzecznym, bo karmiłem go w nagrodę kostkami cukru. Kiedyś przygotowałem go do jazdy kilkuletniej dziewczynki. Szedłem tak trzymając Prezesa za wodze i rozmawiając z małą Anią, kiedy nagle przebiegł duży wilczur, szczekając głośno, a wystraszony koń wyrwał mi się i pobiegł przed siebie. Złapałem go, ale natychmiast zająłem się leżącą, zapłakaną Anią. Na szczęście nic poważnego jej się nie stało, nie licząc guza na głowie. Miała też ubranie poplamione błotem. Zaniosłem je do pralni Perfect Clean słynącej z doprowadzania każdego brudnego ubrania do idealnej czystości. Po kilku dniach odebrałem spodnie i bluzkę oczywiście perfekcyjnie czyste i oddałem jej mamie, która dziękowała mi za opiekę nad córeczką. W kolejne wakacje znowu będę sprzątać w stadninie, mimo że wczoraj dowiedziałem się, że mój Prezes nie żyje. Był spokojny, ale płochliwy, dlatego wystraszył się czegoś tak mocno, że dostał jakiś poważny atak serca. Teraz uczę się pilnie, aby zdobyć wymarzoną pracę.

Źrebaki

Jesteśmy „nierozłączną trójcą”. Przynajmniej wszyscy znajomi tak o nas mówią. Piotrek, Paweł i oczywiście ja. Każdą wolną chwilę spędzamy razem. Jakiś mecz czy wypad na piwo, to we troje. Jedynie choroba zwalnia nas od swojego towarzystwa. Któregoś pięknego dnia, siedzieliśmy u Piotrka. Rozmawialiśmy o wynikach czwartej ligi, aż tu nagle Paweł zaproponował abyśmy pojechali do Zakopanego pochodzić po górach. Ochoczo się zgodziliśmy na propozycję kolegi. W weekend wyruszyliśmy do Zakopanego. Już w piątek wieczorem byliśmy na miejscu. Następnego dnia wybraliśmy się na szlak, po drodze śpiewaliśmy piosenkę Perfectu: „Było nas trzech
W każdym z nas inna krew
Ale jeden przyświecał nam cel
Za kilka lat
Mieć u stóp cały świat
Wszystkiego w bród”
Dzień jak na taką porę roku był ładny. Słońce świeciło jasno a lekki przyjemny wietrzyk pieścił nasze twarze. Nie zważając na to, że jesteśmy na szlaku zaczęliśmy się popychać. Brykaliśmy jak młode źrebaki, które zostały wypuszczone po raz pierwszy na pastwisko.
W pewnym momencie podwinęła mi się noga, by zamortyzować upadek wyciągnąłem ręce. Usłyszałem tylko trzask łamanych kości.
Ocknąłem się w szpitalu. Zorientowałem się gdzie jestem, ponieważ wisiała nade mną kroplówka. Po godzinie przyszedł do mnie lekarz. Oznajmił mi, że mam złamaną nogę i rękę w trzech miejscach i to z przemieszczeniem.
Pierwsza moja myśl: „co ja teraz zrobię”? Po tygodniu zostałem wypisany do domu. Na szczęście mam jeszcze przyjaciół. Paweł i Piotrek Pomagali mi jak tylko mogli i kiedy na to pozwalał im czas. Paweł sprzątał moją toaletę, zmywał naczynia po posiłkach, robił zakupy a Piotrek gotował i pomagał mi przy myciu.
Raz w tygodniu oddawali moje pranie do pralni chemicznej Perfect Clean.

Cała rekonwalescencja i rehabilitacja trwała pół roku, ale już jestem zdrowy. Dzięki temu, że mam prawdziwych przyjaciół, moja choroba była znośna.

środa, 18 listopada 2015

Sklep

Był deszczowy dzień, a wiadomo, że w czasie deszczu dzieci się nudzą. Janusz, Ania i Kasia tak dziś rozrabiały, że aż mnie rozbolała głowa.
-Uspokójcie się wreszcie!, powiedziałem.
Nie na wiele zdały się moje słowa, po pięciu minutach dzieciaki dostały małpiego rozumu. W końcu się pokłóciły i zaczęły się bić.
Najstarsza z nich, Kasia, powiedziała.
- Słuchajcie, mam pomysł! Pobawimy się w sklep, zaprosimy Milenę i Huberta. Będziemy sprzedawać owoce i warzywa.
- A z czego zrobimy pieniążki?, zapytali Janusz i Ania.
- Powycinam z bloku technicznego, odpowiedziała Kasia.
- A skąd weźmiemy owoce i warzywa?
- Nie wiem, ale poprosimy tatę, może coś wymyśli.
Nie miałem wyjścia, musiałem główkować. Wyciągnąłem z lodówki, ostatnio kupione owoce i warzywa.
Kasia poszła piętro wyżej po Milenę i Huberta. Były to bardzo sympatyczne dzieciaki. Wiedziałem, że w ich towarzystwie nie będzie żadnych bijatyk, wrzasków i innych niecnych pomysłów.
Kasia była ekspedientką, a kasjerem Hubert. Ania Janusz i Milena przyszli do sklepu. Zaczęły się przepychać jedno przez drugie. Hubert od kasy powiedział.
- Przestańcie! Ustawcie się w kolejce, bo jak będziecie niegrzeczne, to zamkniemy sklep!
Dzieci posłuchały i zaległa cisza. Pierwsza podeszła Milena.
- Poproszę dwa banany i ten ogórek.
- Ja też chcę ogórka!, zawołał Janusz.
- Ale jest tylko jeden. Muszę spytać magazyniera czy jeszcze się znajdzie…
Kasia przybiegła do mnie i spytała, czy mam jeszcze jednego ogórka? Poszukałem i okazało się, że mam.
- Dobrze Januszku, powiedziała Kasia.
- Jak będzie twoja kolej, to sprzedam ci ogórka, który był w magazynie. Proszę teraz do kasy zapłacić dziesięć złotych!
Milena wyjęła odpowiednie pieniążki i dała Hubertowi. I tak każdy po kolei robił zakupy.
Niestety, nie obeszło się bez poplamienia ubrań. Oddałem je do pralni chemicznej Perfect Clean. Dzięki temu zaoszczędziłem czas i mogłem posprzątać w domu…


Niefajny mecz

Powiadają o mnie, że jestem mężczyzną nietypowym. Nie interesuję się sportem, jak wszyscy moi koledzy. Oni natomiast są podekscytowani, bo w niedzielę wybierają się na mecz, aby kibicować naszej drużynie i namawiają mnie ciągle, abym im towarzyszył. Ja absolutnie nie mam najmniejszej ochoty włóczyć się z nimi po stadionie, ale oni są nieugięci. Ogólnie męczą mnie jakieś huczne imprezy, hałasy, jednak postanowiłem pójść i wspierać przyjaciół w tym ważnym dla nich wydarzeniu. Stałem tak sobie wśród kolegów, obserwując toczącą się piłkę, słuchając ich komentarze pozytywne, gdy nasi strzelili gola, lub negatywne, kiedy poszczęściło się drużynie przeciwnej. Potem atmosfera stawała się coraz gorsza. Doszło do bójki między kilkoma kibicami obu drużyn. Postanowiłem interweniować. Odszukałem w tłumie policjanta i opowiedziałem mu o tym incydencie. Następnie udałem się w drogę powrotną, czego koledzy przejęci grą i tak nie zauważyli. Po chwili oberwałem butelką piwa, rzuconą przez jakiegoś kilkunastoletniego chuligana. Zawartość tej butelki wylądowała na mojej twarzy i ubraniu. Na szczęście nic mi się nie stało, bo szkło rozbiło się o chodnik. Kolejnego dnia zaniosłem kurtkę do pralni Perfect clean. Miałem nadzieję, że te dwie miłe panie, które tam pracują szybko się z nią uporają. Wracając widziałem, jak kilka osób sprząta pozostałości po meczu. Wszędzie pełno papierków, szkieł po rozbitych butelkach i innych śmieci. Ruszyłem więc na pomoc i też sprzątałem, rozmawiając z ludźmi o zachowaniu pseudokibiców. Po kilku dniach odebrałem kurtkę idealnie czystą. Jestem bardzo zadowolony z usług tej pralni i obiecałem sobie, że na pewno tam zajrzę, gdy zdarzy mi się coś pobrudzić. Kolegom natomiast oświadczyłem stanowczo, żeby sobie sami chodzili na te paskudne mecze, a ja ich będę wspierać duchowo.

poniedziałek, 16 listopada 2015

Rozlane wino

Kiedy byłem nastolatkiem, miewałem czasem różne szalone pomysły. Pamiętam doskonale co narozrabiałem, mając zaledwie szesnaście lat. Rodzice wyjechali wtedy na kilka dni do cioci. Namawiali mnie, abym pojechał z nimi, ale ja długo perswadowałem, że przecież jestem już wystarczająco dorosły, żebym został sam w domu nawet przez miesiąc, a tym czasem nie będzie ich tylko trzy dni, zresztą w każdej chwili możemy być w kontakcie telefonicznym. Wreszcie wyjechali. Ja natomiast, pełen radości, że mogę robić co mi się tylko podoba, postanowiłem zaprosić kumpli i urządzić małą imprezkę. Nawet jedzenia miałem pod dostatkiem, nie musiałem nic kupować. Głowiłem się tylko, jak skombinować jakiś alkohol, ale i na to była rada. Wyjąłem z barku zrobione niegdyś przez ojca wino. Wszyscy bawiliśmy się świetnie. Chociaż na podłodze i na stole już tworzyły się plamy od jedzenia, postanowiłem na razie się tym nie przejmować. Tylko że żaden z nas nie mógł otworzyć butelki z winem, była dość mocno zakręcona. Pewny swej siły Bartek chwycił butelkę, która wypadła mu z rąk na stół, następnie stoczyła się na podłogę, rozbijając się. Jej zawartość pokryła nowiutki dywan licznymi plamami. Natychmiast zacząłem zbierać szkło, kalecząc sobie przy tym ręce. Ku mojemu oburzeniu nikt mi nie pomógł. Zakończyłem więc zabawę, wypraszając gości, których uważałem za dobrych kolegów, a oni tylko wyśmiewali się ze mnie, zamiast pomóc. Od razu zacząłem myć podłogę, zmywać naczynia, ścierać kurz i plamy ze stołu, wkładać jedzenie do lodówki. Nie wiedziałem tylko jak wyczyścić ten nieszczęsny dywan, przypomniałem sobie, jak mama opowiadała kiedyś o pralni Perfect Clean. Zaniosła tam przybrudzone firanki, które wróciły czyściutkie, niemal jak nowe. Sympatyczna pani pracująca w tej pralni natychmiast zajęła się dywanem. Po powrocie rodziców przyznałem się do wszystkiego. Pokryłem koszty prania dywanu, który został perfekcyjnie wyczyszczony i zerwałem kontakt z tamtymi chłopakami, na których zresztą nigdy nie mogłem liczyć.

Dziadzio i babunia

Jako mały chłopiec, często spędzałem wakacje u dziadków. Byli to rodzice mojej mamy. W domu dziadków znajdowałem dużo skarbów, które mi się bardzo podobały. Były wtedy dla mnie wyjątkowe.
Pamiętam, że dziadek miał pozytywkę w kształcie butelki, którą bardzo pragnąłem mieć. Otrzymałem ją po wielu prośbach. Teraz po tylu latach wiem, że dziadek po prostu udawał, że nie chcę mi jej dać. Dobrze wiem, że dałby mi ją, przecież byłem jego ukochanym wnukiem.
W ciepłe dni, dziadek siadał na ławce pod dużym rozłożystym kasztanem. Palił wtedy fajkę. Do tej pory pamiętam zapach tytoniu, który unosił się w powietrzu. Babcia lubiła dywaniki, miała jeden w swoim pokoju. Przedstawiał on bawiące się dzieci na łące. Dzisiaj wiem, że taki „dywanik” nazywa się kilim. Pozytywka i kilim, najbardziej przypominają mi ukochanych dziadków. Niestety, już ich nie ma ze mną.
Po śmierci dziadziusia, zmuszony byłem posprzątać domek, który teraz świecił pustką. Gdy wszedłem do niego, łzy zakręciły mi się w oczach. Zawsze krzątała się w nim babcia i dziadek. Dziadzio często siedział przy stole i słuchał radia a babunia robiła na drutach szalik z kolorowej włóczki.
Podczas sprzątania pokoju zauważyłem, że coś leży na szafie, był to zwinięty w rulon ulubiony kilim babuni.
Postanowiłem go doprowadzić do dawnej świetności. Oddałem kilim do pralni chemicznej Perfect Clean, aby go wyczyścili. Po sprzątnięciu domku i po uporządkowaniu wszystkich rzeczy, które wiązały się z dzieciństwem, pojechałem do domu. Długo jeszcze rozmyślałem nad tym co znalazłem w domu kochanych dziadków.

Kilim teraz wisi nad moim łóżkiem, gdy zasypiam mam go przed oczami. Pozytywka, którą dał mi dziadek przypomina mi jego radosny uśmiech. Dziadek zawsze mi dawał to co chciałem, bo bardzo mnie kochał.

piątek, 13 listopada 2015

Złośliwy kocur

Od wczesnego dzieciństwa pragnąłem mieć psa. Niestety moja mama ma alergię, między innymi na sierść zwierzęcą. Nie mogliśmy sobie pozwolić na żadnego pupila ku mojej rozpaczy. Niedawno wynająłem skromne mieszkanko. Wkrótce zamierzam przygarnąć wymarzonego psa. Zabrałem się w końcu za gruntowne porządki. Właśnie wieszałem firanki na dopiero umytych oknach, kiedy rozległ się dzwonek do drzwi. Na progu stała sąsiadka. Mówiła, że wyjeżdża na dwa tygodnie i prosiła, żebym w tym czasie zaglądał do jej mieszkania i zaopiekował się jej kotem. Zgodziłem się i od następnego dnia chodziłem do mieszkania sąsiadki, aby nakarmić kota, lub podlać kwiaty. Żal mi jednak było zwierzęcia zostawionego w pustym domu, więc go zabrałem do siebie. Kot widocznie nie czuł się u mnie dobrze, bo zaczął niesamowicie rozrabiać. Podrapał drzwi, wskakiwał na meble, nawet na stół i podkradał jedzenie. Kiedyś poszedłem do sąsiadki, aby posprzątać także u niej. Przez roztargnienie zostawiłem na stole otwarty słoiczek dżemu. Przypomniałem sobie o tym po powrocie, gdy ujrzałem leżący na podłodze słoiczek i całą jego zawartość na dywanie. Oczywiście kocia kuweta też nadawała się do sprzątania. Plam z dywanu żadnym sposobem nie dało się usunąć. Słyszałem kiedyś o pralni Perfect Clean. Postanowiłem zaryzykować i zanieść tam dywan, nie mając cienia nadziei, że go wyczyszczą, a bardzo go lubiłem. Szczerze mówiąc miałem już dość kocich wybryków i marzyłem o powrocie jego właścicielki. Kiedy zniszczył kwiaty, zaniosłem go do jego domu. Po powrocie sąsiadka przeprosiła mnie za pupila i obiecała, że pokryje koszty zniszczeń. Po kilku dniach odetchnąłem z ulgą, odbierając perfekcyjnie czysty dywan, nie noszący na sobie nawet śladu kocich zabaw. Pani pracująca w tej pralni zapraszała mnie ponownie, gdyby coś się zabrudziło, a sąsiadka przyniosła pyszne ciasto.

Kwiaty

Kasię poznałem w sierpniu. Dość szybko zorientowałem się, że nadajemy na tych samych falach. Była kobietą kulturalną, miłą i z poczuciem humoru. Chodziliśmy ze sobą pół roku. Wreszcie nadszedł dzień, w którym zapytałem Kasię:
- Co byś chciała dostać ode mnie na walentynki?
- Najbardziej pragnęłabym ciebie! - odpowiedziała bez namysłu.
- No dobrze, ale co byś jeszcze chciała?
- Bardzo lubię kwiaty a najbardziej frezje i róże.
- Spróbuję coś wykombinować Kasiu – odpowiedziałem.
Poszedłem do kwiaciarni. Wszystkie kwiaty były tak piękne, że miałem problem z wyborem odpowiedniego koloru. Wreszcie spostrzegłem duży kosz, w kształcie serca.
„Wspaniale, ofiaruję Kasi serce”.
Kupiłem kosz z czerwonymi różami. Poprosiłem ekspedientkę, by je jak najpiękniej zapakowała. Do kosza był przypięty bilecik, na którym napisane było: „Kochanej Kasi kochający Darek”.
Następnego dnia poszedłem do jubilera i kupiłem śliczny, złoty pierścionek. Później poszedłem do domu i wszystko pokazałem mamie. Mama była oczarowana.
Nadszedł dzień walentynek. Spotkaliśmy się przy małej kawiarence. Po wypiciu kawy i spożyciu tortu, wręczyłem Kasi prezent, który od razu rozpakowała.
- Jakie piękne serce! - powiedziała zachwycona.
- To jeszcze nie wszystko. - Wstałem, ukląkłem przed Kasią i zadałem krótkie pytanie:
- Kasiu, wyjdziesz za mnie?
W pierwszej chwili zaniemówiła, bo doznała szoku. Potem jednak opanowała się i bez namysłu odpowiedziała:
- Tak! Wyjdę za ciebie! - Wziąłem jej prawą dłoń i włożyłem pierścionek na palec serdeczny.
- Chodźmy teraz do moich rodziców, by im powiedzieć o tej wspaniałej nowinie.
W domu Kasi wszystko było elegancko posprzątane. Czekał na nas zastawiony stół. Jej rodzice przyjęli mnie bardzo serdecznie. Jednym słowem, zostałem zaakceptowany!
Po całej tej uroczystości mama Kasi, oddała wszystkie obrusy i serwetki do pralni chemicznej Perfect Clean.

Po pół roku narzeczeństwa wzięliśmy ślub i jesteśmy bardzo szczęśliwi!

czwartek, 12 listopada 2015

Auto na sprzedaż

Mam wielki sentyment do mojej ukochanej mazdy. Stare, japońskie autko, niezawodne, rzadko się psuje. Niestety moja sytuacja finansowa znacznie się pogorszyła. Z tego powodu chcąc nie chcąc muszę sprzedać samochód. Zabrałem więc z niego swoje wszystkie niezbędne rzeczy, następnie zająłem się odkurzaniem i czyszczeniem tapicerki. Potem udałem się z nim na myjnię, a po powrocie do domu, gdy już auto lśniło czystością, zrobiłem mu sporo zdjęć i umieściłem mnóstwo ogłoszeń sprzedaży w Internecie. Niestety nie było wielu chętnych na kupno kilkuletniego samochodu. Przeważnie cena nikomu nie odpowiadała, chociaż wcale nie była wygórowana. Straciłem nadzieję, że w ogóle uda mi się sprzedać ten samochód. Na dodatek żona złościła się, że jestem tak pochłonięty tym autem, że nie pomagam jej w sprzątaniu mieszkania. Akurat teraz zachciało jej się robić gruntowne porządki. Już zamierzałem odejść od komputera, aby jej pomóc, gdy nagle zadzwonił do mnie pewien mężczyzna zainteresowany zakupem. Umówiliśmy się na spotkanie kolejnego dnia. Zasnąłem pełen optymizmu, że zdobędę niezbędne mi pieniądze. W środku nocy wyrwał mnie ze snu uparcie dzwoniący telefon. Siostra mnie prosiła, bym zawiózł do szpitala siostrzeńca, który poważnie zachorował. Natychmiast ruszyłem w drogę przejęty, nie zważając na to, że silnie czymś zatruty malec zabrudził mi w aucie tylne siedzenie. Spotkanie z klientem przełożyłem na inny termin, a poplamiony koc zdjąłem z siedzenia i zaniosłem do pralni Perfect Cłean, o której słyszałem wyłącznie dobre opinie. Mazda znowu znalazła się na myjni, a po kilku dniach rozłożyłem na siedzeniu idealnie czyste nakrycie. Jestem pod wielkim wrażeniem tej pralni. Warto było skorzystać z jej usług, chociaż się wahałem, czy naprawdę to zrobić. Siostrzeniec szybko wyzdrowiał pod fachową opieką lekarską. Natomiast auto sprzedałem zadowolonemu z niego klientowi.

Koszule

Jutro mam obronę pracy magisterskiej. Postanowiłem kupić coś mojej ukochanej pani profesor. Była i jest dla mnie zawsze bardzo dobra. Jest ze mną w doli i niedoli. Zawsze służy mi wsparciem i pomocą.
Jako dowód wdzięczności kupiłem jej zestaw złożony z kosmetyków. Stawiłem się na obronę bardzo zestresowany. Moja pani już od progu przywitała mnie z miłym uśmiechem na twarzy.
- Nie bój się kochany. Przecież wiem, że jesteś przygotowany. Musiałby się stać jakiś kataklizm, to wtedy może byś pracy nie obronił. Nie przewiduję jednak takiego scenariusza. Najpierw, proszę, tu masz filiżankę kawy i dobre ciasteczko. Posil się i dopiero wtedy zaczniemy.
Po kawie i ciastku odprężyłem się i, nawet nie wiem kiedy, już było po wszystkim. Pracę obroniłem na piątkę.
Wręczyłem pani profesor upominek i bardzo jej za wszystko podziękowałem. Pani otworzyła paczkę, bardzo się ucieszyła i również mi podziękowała.
Po skończonym egzaminie wróciłem do domu. Dopiero wtedy gdy opadły ze mnie emocje, zauważyłem jaki w nim panuje nieporządek.
- No tak, liczyła się tylko magisterka, pomyślałem. Nie zwracałem uwagi na otaczający mnie bałagan.
- Muszę teraz to wszystko posprzątać, bym mógł normalnie funkcjonować.
Następnego dnia ochoczo zabrałem się do pracy. Powynosiłem kartony po sokach i pizzy. Powycierałem meble z kurzu, pomyłem okna i podłogi oraz zrobiłem pranie firanek i zasłon.
Następnie wyprałem moje ulubione koszule i spodnie. Niestety, moje koszule zafarbowały od spodni dżinsowych. Wyglądały strasznie. Ni to szary, ni to siwy, po prostu kolor nijaki.
Wtedy przypomniałem sobie, o reklamie pralni chemicznej „Perfect Clean”, którą widziałem w prasie. Oddałem koszule do pralni chemicznej mając nadzieję, że dokonają cudu. I tak się stało. Po trzech dniach odebrałem moje ulubione koszule, które wyglądały jak nowe. Gdyż odzyskały pierwotny kolor.

Bardzo długo będę pamiętał mój egzamin i co się z nim wiązało.

wtorek, 10 listopada 2015

Zimowe wybryki

W zeszłym roku była bardzo ostra zima. Ja oraz paczka moich znajomych ze studiów postanowiliśmy w wolny weekend wybrać się na wspólną, całodniową przechadzkę. Uwielbialiśmy wszyscy spędzać ze sobą sporo czasu i godzinami debatować o mniej, lub bardziej poważnych sprawach. Kaśka jednak wpadła na genialny pomysł, żebyśmy zabrali swoje narty, sanki, łyżwy i pozjeżdżali z największych zasp śnieżnych. Tak też zrobiliśmy. Było nam ze sobą bardzo miło. Urządziliśmy sobie nawet szalone wyścigi, kto szybciej zjedzie z najwyższej góry. Ja oraz dwóch moich kolegów upadliśmy podczas tej szybkiej jazdy. Ja nawet kilkakrotnie się przewróciłem, ale na szczęście nikomu nic się nie stało. Tylko moja skórzana kurtka była poplamiona błotem i śniegiem. Kiedy wróciłem do domu, natychmiast w przedpokoju pojawiły się śnieżne ślady. Zabrałem się więc za zamiatanie i mycie podłogi. Rozejrzałem się po mieszkaniu i przeraził mnie bałagan, jaki sam uczyniłem. Na podłodze porozrzucane moje brudne skarpetki, na biurku rozłożone otwarte książki i notatki. W zlewie piętrzy się sterta nieumytych naczyń. Tak pilnie zająłem się nauką, że zaniedbałem dom. Postanowiłem od razu to zmienić. Cały wieczór spędziłem na gruntownym sprzątaniu. Głowiłem się tylko co zrobić z tą kurtką, jak ją wyprać, aby się nie zniszczyła. Przypomniało mi się, jak jeden z moich przyjaciół Karol zaplamił garnitur kawą i udał się z nim do pralni Perfect Clean. Po kilku dniach odebrał go w idealnym stanie. Zadzwoniłem do kolegi w tej sprawie. Nazajutrz razem odwiedziliśmy tę pralnię. Sympatyczna pani, która tam pracuje zabrała moją kurtkę i obiecała, że znikną z niej ślady wczorajszych śnieżnych wybryków. Rozpoznała Karola i pytała, jak się miewa jego garnitur. Po tygodniu odebrałem moją kurtkę. Faktycznie stała się perfekcyjnie czysta i to za niewielkie pieniądze.

poniedziałek, 9 listopada 2015

Pierwszy raz

Pierwszy raz w życiu zostałem zmuszony, do generalnych porządków z okazji świąt Bożego narodzenia. Ponieważ moja mama leży w szpitalu, po operacji woreczka żółciowego.
Po tak poważnym zabiegu, nie wolno jej nic robić a przede wszystkim dźwigać. Skoro tak los zrządził, to musiałem to zrobić i już.
Postanowiłem, że posprzątam to, tak jak to zawsze robiła moja mama.
Wszedłem do pokoju i rozejrzałem się w okuł. Na jednej ścianie były ustawione meble, drugą ścianę zajmowało okno, niemal w całości a przy trzeciej ścianie stała ława i fotele, narożnik zajmował stojak z kwiatami, które moja mama uwielbia.
W Pierwszej chwili myślałem, że jest niewiele pracy, ale rzeczywistość okazała się inna. Samo wycieranie i zdejmowanie bibelotów i naczyń stołowych, które mama ma na szczególne okazje, zajęło mi dwie godziny. Odsunięcie łóżka, umycie podłogi i wypranie firanek, zasłon mycie okna ile mi zajmie czasu? Wtedy wpadłem na wspaniały pomysł, oddam je do pralni chemicznej „Perfect Clean”.
Na pewno to zrobią lepiej i bardziej fachowo a ja, zaoszczędzę sporo czasu.
Posprzątanie dużego pokoju, zajęło mi cały dzień, najwięcej pracochłonne były kochane kwiatki mamy, każdy liść musiałem dokładnie wytrzeć wilgotną szmatką.
Mały pokój i kuchnia już mi poszła dużo szybciej, bo zabrałem się do pracy metodycznie, według wskazówek mamy.
Na koniec została mi łazienka, której nie znoszę sprzątać, ale co robić, mus to mus. Posprzątałem ją szybko i dokładnie. Płytki, wannę, zlew i inne akcesoria, umyłem specjalnym płynem, który dobrze usuwa brud i daje piękny połysk.

Od tamtej pory, doceniam jak dużo trudu wkłada mama, w utrzymaniu porządku w domu. Staram się teraz nie bałaganić ani nie dodawać więcej obowiązków starszej i schorowanej mamie.

Wielkanoc

Zbliżają się Święta Wielkanocne. Czas objadania się jajkami, ciastem i innymi pysznościami oraz oblewania się wodą. Jak co roku znowu spotkamy się z całą najbliższą rodziną, tym razem wszyscy przybędą do nas. Bierzemy się z żoną za gruntowne porządki w całym mieszkaniu. Żona właśnie myje okna, potem ja zawieszę firanki, oczywiście nowe, bo tych naszych ulubionych nie można w żaden sposób idealnie wyczyścić. Obiecałem sobie, że tym razem po Świętach dotrą do pralni Perfect Clean i nie będę już z tym zwlekał, tym bardziej, że wielu znajomych polecało mi tę pralnię. Na własne oczy wielokrotnie widziałem doprowadzony tam do idealnej czystości koc, ręcznik lub dywan. Nasz dywan na szczęście udało nam się wyczyścić domowymi sposobami. Potem nastąpiło odsuwanie mebli i odkurzanie pod nimi, mycie podłogi, układanie drobiazgów na półkach i ubrań w szafie. Nadeszła Wielka sobota. Żona od wczesnego poranka krząta się po kuchni, a ja i dzieci wybraliśmy się do Kościoła, niosąc koszyki po brzegi wypełnione jedzeniem, które wkrótce zostanie skropione wodą święconą. Kiedy wracaliśmy, dzieci rozsypały po drodze całą zawartość koszyków, więc czeka mnie zbieranie wszystkiego i pilnowanie, aby maluchy połowy nie zjadły, zanim wrócimy. Po powrocie zajrzałem do szafy, aby przygotować sobie garnitur, który założę jutrzejszego dnia. Okazało się, że ostatnio czymś go bardzo zabrudziłem, bo kilku okropnych plam żadnym sposobem nie da się zmyć. Zabrałem więc garnitur oraz firanki, o których wcześniej wspominałem i udałem się z nimi do Pralni Perfect Clean. Miła, uśmiechnięta pani, która tam pracuje opowiedziała mi sporo o tym, jakie tam są świadczone usługi i dodała, że niestety jutro muszę włożyć inny garnitur, gdyż ten będzie można odebrać dopiero pod koniec przyszłego tygodnia. Faktycznie potwierdziły się opinie znajomych. Odebrałem garnitur i firanki perfekcyjnie czyste. Nazwa Perfect Clean idealnie pasuje do tej pralni.

sobota, 7 listopada 2015

Moje ulubione święto

Maj najpiękniejszy miesiąc w całym roku, wszystko budzi się do życia. Za tydzień jest moje ulubione święto Boże Ciało. Zawsze uczestniczę w przygotowaniach do tego święta. Wielu ludzi łącznie ze mną przychodzi ustawiać i stroić ołtarze. W tym roku ja sam będę dekorował jeden z ołtarzy. Jest to dla mnie nie lada wyzwanie. Zaangażowałem żonę aby z kwiaciarni przyniosła mi najładniejsze kwiaty, dużo zielonych dodatków i kolorowy brokat. Obrus pięknie wykrochmalony i wyprasowany czekał na rozłożenie. Jutro w południe moje dzieło będzie gotowe. Następnego dnia skoro świt poszedłem zabrać się za robotę. Zacząłem od porządków. Pograbiłem teren, pozbierałem śmieci do worków i wtedy dopiero przystąpiłem do strojenia ołtarza. Czas mija ołtarz z minuty na minutę staje się coraz piękniejszy, jeszcze tylko całość posypię kolorowym brokatem i tym akcentem zakończę swoją pracę. Resztki połamanych gałązek i ozdób poupychałem do worków i odstawiłem na bok. pozamiatałem dokładnie schodki i rozłożyłem czyściutki chodnik. Stanąłem z boku i krytycznym okiem spojrzałem na swoje dzieło. Uśmiech zagościł na moich ustach. Byłem bardzo dumny. Mój podziw przerwał ksiądz, który akurat nadszedł. Zadowolony wszedł po dwóch schodkach na górę. Chciał wszystko obejrzeć z bliska. Zaczął kręcić się wkoło, wszystko dotykać. Miałem wrażenie, że zaraz coś się wydarzy. Tak też się stało. Okazało się, iż cała sutanna jest w brokacie, Próbowałem księdzu pomóc wyczyścić, lecz bezskutecznie. Jedynym wyjściem jest szybciutko oddać do pralni Perfect Clean, oni na pewno sobie z tym poradzą. Tak też zrobiliśmy. Sutanna po dwóch dniach wyglądała jak nowa. Oboje z księdzem śmiejemy się z tego do dziś dnia.

piątek, 6 listopada 2015

Piwnica

Któregoś pięknego dnia w sierpniu, moja żona postanowiła posprzątać piwnicę. Oczywiście ten obowiązek spadł na moje barki.
Ja, jak to ja, nie pałałem zapałem do tej czynności, ale jak moja małżonka coś postanowi, to tak ma być i już.
Chcąc nie chcąc, musiałem zejść do piwnicy i to zrobić. Gdy tylko popatrzyłem na otaczający mnie bałagan pomyślałem, że sprzątanie tej piwnicy zajmie mi cały dzień. Gdy zabrałem się do porządkowania tego pomieszczenia okazało się, że większość rzeczy należy do mojej żony, więc wyrzucenie i posprzątanie nie będzie takie trudne.
Uporządkowałem piwnicę w przeciągu trzech godzin. Zadowolony i uśmiechnięty, wróciłem do mieszkania. Oznajmiłem Grażynce, że już wszystko zrobiłem. Żonka od razu pobiegła sprawdzić jak wykonałem pracę. Już od progu oznajmiła mi, że wreszcie będzie mogła poustawiać kartony z jej butami oraz, że wstawimy starą szafę bo zamierza kupić nową. Pomyślałem wtedy, że za rok znowu czeka mnie takie samo wyrzucanie rzeczy żonki.
Zmieniłem ubranie i poszedłem się wykąpać a Grażynka nastawiła w tym czasie pranie.
Ja, oczywiście po kąpieli, usiadłem w fotelu i zacząłem oglądać telewizję, właśnie nadawali „Ojca Mateusza”. Po jakimś czasie usłyszałem, jak żona mnie woła.
- Chodź i zobacz!
Ujrzałem w rękach żony, moje spodnie i koszulkę, strasznie poplamione.
- Tego nie da się już doprać, oznajmiła moja żona.
Na to ja powiedziałem, że pewnie ubrudziłem je tak strasznie w piwnicy.
- Nie zostaje nam nic innego, jak tylko oddać te ubrania do pralni chemicznej „Perfect Clean”, odrzekłem.

Po dwóch dniach odebrałem moje ubrania a także sukienkę mojej małżonki. Wszystkie rzeczy wyglądały jak nowe, bo odzyskały świeżość i kolor.

czwartek, 5 listopada 2015

Wesołe miasteczko

Piękna słoneczna niedziela. Dzieci od rana są bardzo podekscytowane. Obiecaliśmy im z żoną iż całe popołudnie spędzimy na wesołym miasteczku. Szybciutko ogarnęliśmy mieszkanie i siebie i ruszyliśmy w stronę skąd dochodziła muzyka i śmiechy. Kupiliśmy dzieciom karnety aby mogły korzystać ze wszystkich atrakcji. Dzieci szalały na różnych karuzelach .Nasze oczy wędrowały z syna na córkę. Radość w ich oczach radowała nasze serca. Niestety czas płynie bardzo szybko. Nadeszła pora powrotu do domu. Zadowoleni i pełni wrażeń opuściliśmy wesołe miasteczko i spokojnie udaliśmy się do domu. W drodze zauważyłem że z moją córką dzieje się coś niedobrego .Pomogłem jej wejść po schodach do domu. Kasia nie zdążyła pobiec do łazienki i cała zawartość żołądka znalazła się na dywanie. Nie przejmowałem się tym, najważniejsze aby córce nic nie było i żeby szybko doszła do siebie. Żona podała Kasi kropelki i mamy nadzieję że będzie dobrze .Odpocznie a jutro wstanie jak nowo narodzona. Zapewne wyszła karuzela. Teraz pora na sprzątanie .Trzeba doprowadzić dywan i podłogę do porządku. Wlałem pachnący płyn do wiaderka i wziąłem się za dokładne mycie. Lubię sprzątać .Często pomagam żonie w porządkach domowych. Większym problemem było wyczyścić dywan . Szorowaliśmy różnymi środkami ,lecz plama została. Trudno jutro zawiozę dywan do pralni Perfect Clean, a tam wyczyszczą go że będzie wyglądał jak nowy. Wiem o tym bo niejednokrotnie korzystałem z usług tej pralni. Miałem rację po dwóch dniach odebrałem dywan czyściutki ,pachnący bez jakichkolwiek plam. W między czasie żona wymyła i wypastowała podłogę. Rozłożyliśmy dywan i wszystko wygląda jak dawniej. Lubię porządek ale zdrowie ważniejsze. Mam nadzieję że wesołe miasteczko nie przyjedzie do nas za szybko. Wydaje mi się że mamy co najmniej rok przerwy.

środa, 28 października 2015

Pożegnanie lata

Pod koniec sierpnia, zostałem zaproszony z moją dziewczyną na działkę. Mój kolega Rysiek urządzał tam ognisko, z okazji pożegnania lata.
Pojechaliśmy autobusem 185 w kierunku Jeziorka czerniakowskiego. Po trzydziestu minutach byliśmy na miejscu. Jego działka była nieduża, ale bardzo funkcjonalnie urządzona. Stał na niej domek letniskowy, w którym można było też mieszkać zimą. Miał trzy pokoje i łazienkę z ciepłą wodą. Na działce było wydzielone miejsce, gdzie organizowano grille i ogniska.
Wokół tego miejsca były ustawione ławy i fotele ogrodowe, gdzie można było: posiedzieć i upiec kiełbaski oraz napić się czegoś zimnego. Jednym słowem działka nieduża, ale dobrze usytuowana. Blisko do miasta i to co najpotrzebniejsze znajdowało się w pobliżu.
Zaproszonych było dwadzieścia osób. Wszyscy goście dopisali. Wśród zaproszonych osób był Piotrek, który gra w zespole muzycznym, więc grał na gitarze a dziewczyny śpiewały. Śmiechom, żartom i wygłupom nie było końca. Każdy coś kupił i przyniósł, żeby Rysiek zbytnio się nie wykosztował. Imprezę zorganizował właśnie tam, ponieważ na jego działce jest dużo miejsca.
Po skończonej imprezie wszyscy zabrali się do sprzątania. Dziewczyny zmywały i układały naczynia w szafkach, a my uprzątnęliśmy działkę: poznosiliśmy ławy i fotele ogrodowe do szopy.
Zabawa trwała do dwudziestej trzeciej. Później autobusem nocnym odwiozłem Anię do domu, a sam poszedłem spacerkiem, bo wieczór był bardzo ciepły i ładny. Po dziesięciu minutach zadzwoniła do mnie Ania i powiedziała, że ma bardzo poplamione spodnie. Spytałem od czego mogła je ubrudzić, i doszliśmy do wniosku, że pewnie przy ognisku.
Zaproponowałem Ani, żeby namoczyła spodnie na całą noc, a następnie niech spróbuje wyprać w jakimś dobrym proszku. Niestety, plamy nie zeszły. Wtedy przypomniało mi się, że moja mama oddała ostatnio swoją sukienkę do pralni chemicznej Perfect Clean, z której była bardzo zadowolona. Po odebraniu sukienki wszystkie plamy zeszły i jeszcze odzyskała utracony kolor.
My, też skorzystaliśmy z usług tej pralni chemicznej i faktycznie spodnie były idealnie czyste.


Przygoda w pociągu

Krzysiek to mój najlepszy przyjaciel. Znamy się już od wczesnego dzieciństwa. Doskonale pamiętam te nasze zabawy w Indian lub policjantów. Nasz kontakt do dzisiejszego dnia jest bardzo dobry. Niestety Krzysiek wyjechał na studia do Warszawy, dlatego nie widzimy się już tak często. Po kilku miesiącach stwierdziliśmy, że krótkie rozmowy przez telefon to za mało, więc należy się spotkać, dlatego postanowiłem go odwiedzić. Słyszałem dużo różnych opinii dotyczących najnowszych pociągów pendolino, a że akurat takie połączenie mi najlepiej odpowiadało, doszedłem do wniosku, że osobiście go przetestuję. Wraz ze mną tego dnia podróżowało sporo ludzi. Przyznam szczerze, że było dość ciasno, podobnie jak w autobusie. W kolejną podróż jednak wybiorę się tradycyjnym pociągiem. Obok mnie siedziała młoda kobieta z kilkuletnią dziewczynką. Dziecko niemal cały czas jadło słodycze.Siedzenie, na którym siedziała dziewczynka było poplamione czekoladą. W pewnym momencie dziewczynka rozlała sok na siebie. Kilka kropel spłynęło także na moją kurtkę. Poszedłem wtedy do toalety, aby zmyć tę plamę, ale niestety nie schodziła. Po jakimś czasie przyszedł konduktor i kazał tej pasażerce posprzątać po swoim dziecku, inaczej zostanie ukarana. Plamy po soku jagodowym w żaden sposób nie dawały się usunąć. Moja sąsiadka przeprosiła mnie, obiecując, że gdy dojedziemy do Warszawy, zaniesie moją kurtkę do pralni chemicznej Perfect Clean i pokryje koszty prania. Opowiedziała mi jakie usługi są w niej świadczone. Po niedługim czasie dotarłem na warszawski dworzec, gdzie czekał na mnie Krzysiek. Udaliśmy się do jego domu, zjedliśmy obiad, porozmawialiśmy sobie i okazało się, że on także korzystał z usług pralni Perfect Clean i był bardzo zadowolony. Następnie wyszliśmy, aby pozwiedzać miasto i przy okazji oddaliśmy moją kurtkę do pralni. Następnego dnia odebrałem ją bez żadnych plam. Perfect Clean polecę każdemu kto będzie potrzebował coś wyprać, odnowić czy komuś po przygodach.

wtorek, 27 października 2015

Wspaniałe pomysły

Godzina 15:00. Koniec pracy i wreszcie upragniony weekend. Obiecałem dzieciom, że w sobotę pojedziemy do parku wodnego.
Nazajutrz rano szybko zjedliśmy śniadanie. Ubrałem Kasię i Darka i mogłem już ruszyć w drogę. Zamontowałem foteliki dzieci w aucie i wyjechałem z podjazdu. Skierowałem się na autostradę w kierunku Olsztyna. Po piętnastu minutach zorientowałem się, że ściąga samochód na prawą stronę. Zatrzymałem auto i wysiadłem. Podszedłem do tylnych drzwi. Okazało się, że złapałem gumę. Otworzyłem bagażnik i wyjąłem koło zapasowe oraz lewarek i zabrałem się do pracy. Nawet sprawnie mi to poszło.
Gdy już zmieniłem koło i miałem ruszać dalej zauważyłem, że mam ubrudzoną koszulę. Najgorsze w tym było to, że to był smar, a to bardzo trudno wyprać.
Wsiadłem do samochodu, obok na siedzeniu leżała gazetka, którą wyjąłem dzisiaj rano ze skrzynki pocztowej. Na okładce była reklama pralni chemicznej „Perfect Clean”. Po przeczytaniu gazetki dowiedziałem się, że właśnie została nowo otwarta i zaprasza do skorzystania z jej usług.
„Co tu robić?”. Przecież nie mogę jechać do parku wodnego tak brudny, pomyślałem.
I wtedy wpadłem na wspaniały pomysł, pojadę do wesołego miasteczka. Z reklamy wynika, że obok wesołego miasteczka, znajduje się pralnia chemiczna. Wtedy upiekę dwie pieczenie na jednym ogniu. Poproszę jeszcze ciocię Krysię, która tam niedaleko mieszka, by pomogła mi przy opiece nad dziećmi.
Zawróciłem samochód i pojechałem z powrotem.
Dobrze się składa, pomyślałem. Ja, skorzystam z usług pralni, a dzieci pobawią się w wesołym miasteczku pod opieką cioci Krysi.
Poszedłem do sklepu i kupiłem nową koszulę, a tą oddałem do pralni chemicznej.
Jednym słowem dzień był udany, mimo źle rozpoczętego poranka. Na koniec pozostało mi jeszcze posprzątać auto, ponieważ dzieci nakruszyły w samochodzie słonymi paluszkami.

I wtedy ponownie wpadłem na wspaniały pomysł. Pojechałem do myjni samochodowej, gdzie profesjonalnie umyli mi samochód oraz wyczyścili tapicerkę, która już wymagała odświeżenia.

poniedziałek, 26 października 2015

Niedziela

W ostatnią niedzielę szykowałem się z wizytą do moich znajomych. Ubrałem już koszulę i spodnie, pozostało mi tylko założyć obuwie. Nagle uświadomiłem sobie, że nie wypastowałem butów.
„No tak”, moja żona powtarzała mi wczoraj, bym je przygotował, ale ja jednak tego nie zrobiłem. Teraz będę musiał to zrobić. Nie zwracając uwagi na moje odświętne ubranie, poszedłem do przedpokoju i wziąłem pastę do butów oraz szczoteczkę. Dobrze, że moja żona tego nie widzi, bo dopiero bym miał gadanie, pomyślałem.
Postawiłem buty na chodniczku i zabrałem się do pracy, czyściłem zamaszyście i szybko. Po pięciu minutach byłem gotowy do wyjścia.
Po założeniu butów zorientowałem się, że chodnik też jest wypastowany i to jeszcze czarną pastą.
„Co tu robić?” Żona zrobi mi awanturę i to pewnie się na tym nie skończy. Będę musiał jeszcze za karę przez cały tydzień sprzątać łazienkę, a ja tego wręcz nie znoszę.
Postanowiłem oddać chodniczek do pralni chemicznej „Perfect Clean”.
„No tak”, ale dzisiaj jest niedziela i pralnia nieczynna.
- Zaraz! zaraz!, tam przecież właścicielem jest mój kolega Tomek. Może on mi pomoże?
Zadzwoniłem do niego i przedstawiłem mu mój problem. Tomek okazał zrozumienie i powiedział, że mi pomoże.
Już po piętnastu minutach, byłem na miejscu i wyjmowałem chodniczek z bagażnika.
Następnie wspólnie wypraliśmy ubrudzony chodnik.
Potem poszedłem do moich znajomych na późniejszą godzinę. Moja żona zauważyła jednak zmianę w wyglądzie chodniczka mimo, że chodnik odzyskał kolor i wyglądał jakby co dopiero kupiony. Żonka i tak zrobiła mi niezłą pogadankę na temat: zrób to dzisiaj i nigdy nie odkładaj na później.
Sprzątanie łazienki też mnie nie minęło, musiałem pomyć płytki, wannę, zlewy i podłogę…
Przez tydzień trwała moja kara za bezmyślność.

Od tamtej pory zawsze robię wszystko jak mi mówi żona, bo choć nie chętnie, ale słucham żony.

Rozlany olej

Od dłuższego czasu ja i moja żona planowaliśmy wybrać się na wakacje nad morze. Wreszcie nadszedł dzień naszego upragnionego wyjazdu. Załatwiliśmy sobie tygodniowy urlop w pracy, zarezerwowaliśmy pokój w hotelu, oczywiście z widokiem na morze, spakowaliśmy do walizki nasze niezbędne rzeczy i wyruszyliśmy w drogę. Ujechałem może kilkanaście kilometrów, gdy nagle ujrzałem na drodze wielką kałużę rozlanego oleju, a tóż obok sprawcę tej plamy, czyli czerwone BMW, z którego ta ciecz wyciekała. Inni kierowcy też to zauważyli, bo zaczęli się zatrzymywać, a na ulicy powstawał coraz większy korek. Uznałem, że nie można tego tak zostawić, gdyż w takiej sytuacji łatwo może dojść do tragicznego wypadku, jeżeli któryś samochód przejedzie po tym nieszczęsnym oleju. Wyjąłem z kieszeni telefon komórkowy, zadzwoniłem na straż pożarną i zgłosiłem ten incydent. Wóz strażacki nadjechał po kilku minutach. Po chwili pojawił się także radiowóz policyjny. Funkcjonariusze policji kierowali ruch na drodze, a panowie strażacy zaczęli zasypywać olej piaskiem, wydobywającym się z ogromnej cysterny. Nagle jeden z nich poślizgnął się i upadł, ujrzałem go po chwili z wieloma plamami po tłustej cieczy na ubraniu. Dzięki intensywnej pracy strażaków po krótkim czasie na drodze nie było nawet śladu po rozlanym oleju. Policjanci natomiast zajęli się autem, które spowodowało to zamieszanie. Później wszyscy mi dziękowali za moją niezwłoczną reakcję. Rozmawiając ze strażakiem, który pobrudził się olejem, poleciłem mu skorzystanie z usług pralni chemicznej Perfect Clean. Sam wielokrotnie zanosiłem tam zabrudzone firanki, lub dywan i odbierałem je potem perfekcyjnie czyste. W końcu ruszyliśmy z żoną w dalszą drogę. Dojechaliśmy do Sopotu szczęśliwie, bez żadnych przygód.

niedziela, 25 października 2015

Pobyt w sanatorium

Październik jest miesiącem dość chłodnym a mimo to ja ze swoją żoną Kasią wyjeżdżam do sanatorium nad morze. Walizki są już spakowane, samochód posprzątany wystarczy wsiadać i jedziemy. Droga jest dość daleka ale warto .Trzy tygodnie laby tylko zabiegi, spacery i wypoczynek. Turnus rozpoczyna się od jutra rano, tak że spokojnie dojedziemy na miejsce. Budynek w którym mamy zamieszkać dość ładnie się prezentuje. Ciekawe jak jest w środku. Przyznaję że jestem dość pedantyczny ,nie lubię bałaganu i niechlujstwa. W recepcji dostaliśmy klucz od naszego pokoju na piętrze. Uśmiechnięci z bagażami otwieramy drzwi i co widzimy- przytulny czyściutki pokoik z łazienką i balkonem. Zadowoleni odświeżyliśmy się i ruszyliśmy na stołówkę na obiad. Wszystko było bardzo dobrze zorganizowane. Przydzielili nam stolik i rozpoczął się pierwszy nasz posiłek. Żona jak zwykle chciała nalać mi zupę do talerza a tu pech chochelka z zupą zamiast w talerzu wylądowała na mojej marynarce. W oka mgnieniu przybiegła kelnerka i próbowała oczyścić pozostałości po zupie. Niby nic takiego się nie stało, ale marynarka musi trafić do pralni. Poinstruowali mnie iż za rogiem jest bardzo dobra pralnia Perfect Clean, która expressowo wyczyści mi marynarkę. Od razu poszedłem tam ją zanieść. W ciągu dwóch dni będzie do odbioru. Żona czekała na mnie w pokoju. W międzyczasie poukładała nasze rzeczy w szafie. Na stoliku w małym wazoniku stały moje ulubione kwiatki. Kasia postarała się aby mi było dobrze w naszym sanatoryjnym pokoiku. Codziennie przychodziła pokojówka, myła pachnącym płynem podłogi, odkurzała dywan, przecierała mebelki i parapet. Pracę kończyła sprzątając toaletę. Pokoik jest czyściutki, nawet tak pedantyczny facet jak ja nie ma się do czego przyczepić. Czas mijał bardzo szybko. Wypoczęci, zrelaksowani wracamy do domu. Obiecaliśmy sobie że przynajmniej co drugi rok będziemy jeździć do sanatorium do różnych miejscowości.

piątek, 23 października 2015

Mazury

Był piękny upalny sierpniowy dzień. Postanowiłem wraz z moją dziewczyną pojechać do mojej cioci na mazury. Jak postanowiliśmy, tak zrobiliśmy. A, że to były wakacje, mogliśmy sobie na to pozwolić.
Spakowaliśmy plecaki i wyruszyliśmy w drogę. Wieczorem zmęczeni, ale szczęśliwi dotarliśmy do celu naszej podróży. Ciocia Jadzia, przyjęła nas bardzo życzliwie. Poczęstowała nas herbatą i ciastem z polewą czekoladową. Po przywitaniu i krótkim opowiedzeniu co słychać u moich rodziców, poszliśmy spać.
Następnego dnia rano, poszliśmy do lasu zbierać jagody, na ulubione jagodzianki Kasi - uzbieraliśmy małe wiaderko. Później ciocia upiekła bułeczki z nadzieniem jagodowym. Poczęstowała nas nimi po kolacji i do tego zaparzyła wyśmienitą herbatę truskawkową.
Gdy mieliśmy już wstać od stołu, kotka Lusia wskoczyła na kolana Kasi. Zaskoczona Kasia zachowaniem kotki, przestraszyła się i zrzuciła talerzyk z ugryzioną bułeczką. Niestety, obrus ubrudził się jagodami.
Od razu namoczyłem go w wannie. Niestety, plama nie zeszła, mimo moczenia przez całą noc.
Wtedy ciocia powiedziała, że odda obrus do pralni chemicznej „Perfect Clean”. Przyjaciółka cioci mówiła jej, że chemiczne pranie uratowało jej ulubioną garsonkę, którą zaplamiła na weselu wnuczki.
Po dwóch dniach odebrałem obrus, który wyglądał jak nowy. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło, a ciocia powiedziała, że sama by tak dobrze nie wyprała. Więc nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło.
Przed odjazdem Kasia wraz ze mną posprzątała jeszcze domek cioci, umyliśmy podłogi, potrzepaliśmy dywany oraz umyliśmy okna…

Bardzo miło spędziliśmy dwa tygodnie, które niestety szybko minęły. Następnego roku też zamierzamy pojechać na mazury, aby przede wszystkim pomóc cioci, a prócz tego pospacerować po lesie, zbierać jagody, a także popływać w jeziorze…